sobota, 12 września 2015

Rozdział 23

Mordred
W dzień po naszym wieczornym wypadzie Persefona się rozchorowała. Zupełnie jak przypuszczałem. Byłem ciekawy, czy złości się na mnie za to, że wyszedłem z jej pokoju jakby mnie grom kopnął. Ciekaw byłem, co ona teraz myśli o mnie, czy myśli, że jestem na nią wściekły. Ja na początku sam myślałem, że jestem na nią wściekły, ale doszedłem do wniosku, że jestem wściekły na siebie. Szczególnie za to, że dopuściłem, aby ta sytuacja między nami zaszła tak daleko. Nie mogłem myśleć o niej jak o kobiecie, musiałem myśleć o niej jak o kuzynce, bo taka jest prawda, ona jest moją kuzynką i nic we wszechświecie tego nie zmieni. Nawet ja sam. Ale trzeba było przyznać, że ciężko jest myśleć o niej jak o krewnej, skoro ma takie zajebiste i pociągające ciało, a poza nim wspaniałą duszę. Nie mogła jej ukryć, bo widać ją już w jej oczach. Widać w nich wszystko co czuje. Pewnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że tak łatwo ją odczytać, ale czasem staje się to naprawdę trudne. Podziemie bardzo na nią wpłynęło i ją zmieniło. Już nie jest taka, jak gdy byliśmy mali. Ale nie tylko ona się zmieniła od czasów dzieciństwa. Ja się zmieniłem i cała reszta również. Stałem się twardy i silniejszy niż jakikolwiek sukcesor (czyjś spadkobierca, potomek). Czas nie leczył ran, tylko sprawiał, że coraz mniej je odczuwałem, a to rany sprawiają, że stajesz się twardszy, silniejszy i niezdolny do bycia po raz kolejny zranionym. Tego przynajmniej nauczyłem się przez ten krótki okres życia, co dla ludzi był wiecznością.



Imre
Po dyskotece odprowadziłem Nel do jej pokoju i udałem się do swojego. Jak się okazało w środku powitał mnie posłaniec ojca:
- Witaj synu Hermesa.
- Witaj Adamie. - również się przywitałem - Czy coś się stało?
- Twój ojciec kazał mi przekazać, że jutro do ośrodka przybędzie twoja siostra razem z synem Aresa i córką Artemidy. Masz się nią zająć, ale zanim do tego nastąpi ty musisz ,,odstawić" tę ziemską istotę tam skąd ją sprowadziłeś... - nie dokończył, bo mu przerwałem.
- Jak to?! Przecież miała tu zostać tydzień!
- Przykro mi. Ja tylko przekazuję wiadomości od twego ojca.
- Ech, no dobrze...- poddałem się, jak mój ojciec coś postanowi to nie ma zmiłuj - Ale ona teraz śpi!
- Jutro rano możesz ją sprowadzić do jej domu.
- Dobrze. Dziękuję ci Adamie za tą wiadomość i przekaż Hermesowi pozdrowienia. Oraz, że zaopiekuję się Megan. - dodałem na końcu po czym posłaniec zniknął.
W pokoju zostałem sam. Była mniej więcej pierwsza w nocy, a muzyka nadal grała. Położyłem się na łóżku i rozmyślałem. Byłem zrozpaczony. Od rozstania z Nel dzieliły mnie już tylko godziny, a nie dni. Pocieszałem się myślą, że będę ją odwiedzał. Również zastanawiałem się jak zareaguje jej rodzina. Na mych ustach pojawił się lekki uśmieszek. W końcu moje myśli się rozwiały. Znów pojawił się smutek. Nerwowo patrzyłem na zegarek, który w tym momencie pokazał piętnaście po pierwszej. Czułem jakbym o siódmej rano miał stracić kogoś bliskiego, chociaż w rzeczywistości tak było. Ale zaraz, przecież ona nie umrze, tylko wróci do siebie, do osób które ją kochają ponad wszystko. Wróci do normalnego życia i nie będzie musiała się bać, że ktoś odkryje kim na prawdę jest.
Powoli zaczynałem wariować.
Nie zmrużyłem oka przez całą noc.W moje okno uderzył blady świt.Wiedziałem,że to już pora.Wstałem z łóżka i wziąłem szybki prysznic.Wszystkie czynności wykonywałem automatycznie,jak robot.Czułem,że dziś nic nie poprawi mi humoru,a tym bardziej odwiedziny mojej siostry przyrodniej Megan. Nie była takim ,,aniołkiem" jak ja,wręcz przeciwnie!Idealnie pasowała do Mordreda. Oboje mieli ciemne karnacje i włosy.Również byli podobni pod względem charakteru,tylko że moja młodsza siostra była tysiąc razy gorsza...
W końcu przebrałem sie w czyste ubrania i poszedłem po Nel.Zapukałem delikatnie do jej drzwi,a głos zza nich nakazał mi wejść:
-O hej Imre!-powitała mnie radośnie,a ja doznałem skurczu serca,nie potrafiłem sie z nią rozstać.
-Cześć,wyspałaś sie?-zapytałem ze smutkiem w oczach
-Jak nigdy w życiu!-odparła-Coś sie stało?Jesteś jakiś markotny.
-Wiesz...-żadne słowa nie chciały mi przejść przez gardło;wciągnąłem głęboko powietrze w płuca i jednym tchem powiedziałem-Zaraz muszę cię odstawić na ziemię.Proszę spakuj się i powiedz kiedy będziesz gotowa.-po czym wyszedłem z pokoju nie dając jej nic powiedzieć.
Kilka minut później była spakowana i popatrzyła na mnie błagalnie,lecz ja spuściłem wzrok na ziemie.Wziąłem jej torbę i rozpłynęliśmy się w powietrzu.
Kilka minut później znaleźliśmy się na Ziemi.Jak się okazało przybyliśmy w ulubione miejsce Nel.W grobowej ciszy przeszliśmy niecałe pięćset metrów.Atmosfera była napięta do granic możliwości.W końcu Nel nie wytrzymała i ze łzami w oczach załkała:
-Czemu jesteś na mnie zły?-przystanąłem i wystraszony popatrzyłem na nią
-Ja nie jestem na ciebie zły!-zaprotestowałem podwyższonym głosem
-Jesteś!-odparła prawie krzycząc i zasłoniła swoją twarz dłońmi
-Nie-wyszeptałem po chwili ciszy,którą przerywał szloch dziewczyny-Ja jestem po prostu smutny.
-Przepraszam.-wyszeptała tak cicho,że ledwo ją usłyszałem;postawiłem jej torbę na ziemi i zdziwiony odpowiedziałem:
-Za co mnie przepraszasz?Przecież niczego nie zrobiłaś,to ja powinienem ciebie przeprosić.-odparłem, po czym odsłoniłem jej zapłakaną twarz i otarłem jej łzy-Przepraszam-szepnąłem jej do ucha i mocno do siebie przytuliłem.Staliśmy w żelaznym,ale jakże czułym uścisku z pięć minut.
Pierwszy opanowałem się ja.Miałem godzinę na odstawienie Nel do domu i powrót do kurortu na śniadanie.Do jednej ręki wziąłem bagaż blondynki,a w drugą ująłem jej dłoń.Przeszliśmy resztę drogi bez trudu.W końcu dotarliśmy do jej domu.Jak się okazało ciotka Nel rozwieszała pranie na werandzie.Jej reakcja była wprost wzruszająca.Moja towarzyszka puściła moją rękę i pobiegła do nadbiegającej z naprzeciwka ciotce.Obie serdecznie się uściskały i miały łzy szczęścia w oczach.Później z domu wyszedł jej młodszy brat.Gdy zobaczył starszą siostrę w mig znalazł się obok niej i nie miał zamiaru jej puścić.Nie chciałem im przerywać tej ,,rodzinnej sielanki",więc postawiłem jej torbę na ziemi i odszedłem.Wiedziałem,że im dłużej będę się z nią rozstawać tym bardziej mnie później ,,bolało"...
Wróciłem do kurortu o godzinie siódmej pięćdziesiąt dziewięć.,,W samą porę" pomyślałem i zszedłem na patio,gdzie czekała na mnie dosyć niemiła niespodzianka...Jak się okazało moja młodsza siostrzyczka nie zdążyła przyjechać,a już w coś się wpakowała.Szybkim krokiem zbliżył sie do mnie mój kamerdyner i szepnął bym natychmiast zjawił się w sali plastycznej.Jak na skrzydłach pognałem do owej sali.Była tak spustoszona jakby przeszło tędy tornado:
-Co się tutaj wydarzyło?-zapytałem wstrząśnięty
-Twoja siostra pokłóciła się z kimś.-odpowiedział na moje pytanie Paul,który próbował przytrzymać Megan.
- Z kim?
- Z Marco. - syknęła córka Eris - Z tym cholernym zarozumialcem.
- Ej, bez przekleństw. - upomniałem ją
- Nie będziesz mi kurwa rozkazywał ty przeklęty sukinsynu!-wrzasnęła próbując w dalszym ciągu wyrwać się Paul'owi.
- Ech, a gdzie Marco? - zapytałem
- W punkcie medycznym. - odpowiedział głos zza moich pleców. Odwróciłem się i ujrzałem uroczą jak zawsze Norę.
- Witaj Noro. - przywitałem dziewczynę
- Cześć Imre. - również się przywitała i zwróciła się do Megan - Wiesz,że złamałaś mu nos?
- No i dobra, należało się skurwielowi!
- Ale w ogóle o co tyle zachodu? - próbowałem dowiedzieć się o co poszło
- O gówno. - otrzymałem błyskawiczna odpowiedź mojej siostry
- Prawdopodobnie Marco obraził... - nie dokończyła bo zagłuszyły ją krzyki Megan.
- Stul pysk!Nic mu nie mów! - tak brzmiały jej wrzaski
Nikt nie wiedział co z nią począć, więc animatorzy wsadzili ją do izolatki na godzinę chociaż jak się okazało nic to nie dało.Tak właśnie zaczął się najgorszy tydzień w moim życiu...


Lena
- Hej, co tutaj robisz? - zapytałam zawiedziona wiadomością, że w ,,swoim miejscu" nie będę sama.
- Cześć. - przywitał się Patch, po czym podszedł do mnie i namiętnie pocałował w usta. Byłam zbita z tropu... Co Persefona zrobiła z moim życiem osobistym?! Dlaczego najpopularniejszy i najprzystojniejszy chłopak w klasie całuje się ze mną?
- Co ty robisz? - znów zapytałam.
- Jak to co? Całuję moją dziewczynę na powitanie. - odparł beztrosko.
- Od kiedy my ze sobą chodzimy?
- No od tygodnia. - nie wiedział o co mi chodzi, tak jak ja nie wiedziałam jak to odkręcić...
- Ok.
-To co idziemy do tej pizzeri, czy nie? - i tym zdaniem przekonał mnie do siebie.
No fakt, nie popierałam tego co zrobiła córka Demeter, ale skoro jest okazja to czemu by z niej nie skorzystać? Moja odpowiedź była pozytywna.
Poszliśmy do ,,Pizza Hut" i zamówiliśmy mega pepperoni. Dosyć luźno rozmawialiśmy,ale coś nie dawało mi spokoju i irytowało mnie. Patch zbyt często dawał mi buziaki. Moja intuicja podpowiadała, że są to pierwsze objawy zdrady,ale ja byłam nieme na te sygnały. Pozwoliłam się rozpieszczać.
Po naszej ,,randce" Patch odprowadził mnie do domu cioci Lucy. Byłam szczęśliwa jak jeszcze nigdy!Ale nasze pożegnanie było wręcz bajeczne:
- To co? Na kiedy się znów umawiamy? - zapytał z szelmowskim uśmiechem
- A kiedy masz ochotę? - odpowiedziałam pytaniem cała w amorach
- Może jutro? Albo za trzy sekundy?! Dłużej bez ciebie nie wytrzymam. - po czym objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie, a nasze usta spotkały się po raz kolejny tego dnia, lecz ten pocałunek był inny od pozostałych. Był taki szczery i nierealny, że przez chwilę pomyślałam, że chyba śnię! Gdy nasze usta się wreszcie rozłączyły chciałam więcej i więcej!
- Szczerze, to wolałabym się z tobą nigdy nie rozstawać, ale niestety dzisiaj dłużej razem być nie możemy, ale dobrze by było gdybyśmy jutro spędzili razem cały dzień. Co ty na to? Tylko ja i ty?
- Zgoda. - przystał na mą propozycję. Na sam koniec zaserwował mi tęskne spojrzenia z dodatkiem czułego pocałunku. W tamtej chwili chciałam, by nasze pocałunki nie miały końca.
Gdy już się porządnie pożegnaliśmy, miałam przeczucie, że w moim brzuch lata stado nietoperzy, zamiast motyli. Nie wiedziałam, jakim sposobem Persefona skłoniła go, aby został moim chłopakiem, ale jestem dla niej za to bardzo wdzięczna. Nigdy nie byłam szczęśliwsza niż teraz. On był moim szczęściem. Moim światem. Moim życiem. Byłam pewna, że będziemy razem już na zawsze.

***

Nasza randka, która odbyła się  następnego dnia, była niesamowita i to głównie za przyczyną Patcha. Żeby nie było, ja tez miałam kilka rzeczy w zanadrzu, ale to niespodzianka mego chłopaka uczyniła ten dzień wspaniałym. Może zacznę od początku.
W czasie, gdy miałam już wspinać się na wzgórze, które uchodziło za miejsce naszych spotka, dostrzegłam Patcha. Robił coś. Zgadywałam, że chciał mnie czymś zaskoczyć. Tak wiec podążałam w stronę mego ukochanego, który nie zauważył mnie do chwili, gdy odwrócił się i zaczął rozglądać się za mną. Lekko zaskoczony wpierw mnie przytulił,a później ucałował. Zrobił te dwie rzeczy tak, że nie widziałam niczego, co znajdywało się za jego plecami, a głownie chodzi mi o tę niespodziankę, którą mi przygotował. Nie za bardzo przepadałam za niespodziankami, ale postanowiłam, ze tym razem pozwolę się zaskoczyć. 
- Przygotowałem coś na dzisiejszą wspólną randkę. - oznajmił z nutką strachu w głosie. Pewnie bał się tego, że mi się nie spodoba.
- Co to takiego? - zapytałam z niecierpliwością, co naprawdę rzadko mi się zdarza, ale jednak.
- Ta dam. - Odsuną się odrobinę przy czym pokazując przygotowaną dla mnie niespodziankę. Okazał się nią piknik. Był naprawdę cudowny. Widać było, że się postarał i włożył w to cała swoją miłość.
- Jest przecudowny. - odparłam przeszczęśliwa. w akcie wdzięczności pocałowałam go. Musiałam się trochę wysilić, aby tego dokonać, bo był ode mnie wyższy o głowę.
- Co za ulga. Słyszałem, że nie lubisz niespodzianek, a ja nie miałem zbytnio pomysłu, czym mógłbym ci zaimponować.
- Tym to nie powinieneś się martwić.


Nel
Po przywitaniu się z moja rodziną poszukałam wzrokiem Imrego, lecz nigdzie nie mogłam go znaleźć. Zniknął tak bez pożegnania! Zrobiło mi się smutno. Chyba coś się między nami popsuło...
Co ja bez niego zrobię?! Chyba zwariuję, ale nie można mieć wszystkiego na raz. Albo rodzina, albo miłość życia. Niestety los wybrał za nas. Nie chciałam skończyć jak każda nastolatka czyli wpaść w ,,depresje" (co chwila płakać w poduszkę i robić sobie wyrzuty sumienia, nie mówiąc już o anoreksji albo o nadmiernym podjadaniu).
Myślami i duchem wróciłam do teraźniejszości i mojej małej rodzinki. Sebastian strasznie cieszył się z mojego powrotu i ciągle wypytywał gdzie byłam i co robiłam. Czułam się trochę jak na przesłuchaniu, ale jakoś się wymigałam.
W końcu zasiedliśmy do śniadania. Ciocia Jania zrobiła przepyszne naleśniki. Miałam okazję na sprawdzeniu jak sobie beze mnie radzili:
- No więc ciociu, znalazłaś pracę?
- Oczywiście moje dziecko! - odparła z entuzjazmem - Zostałam kucharką w barze niedaleko. - rzekła z dumą.
- Moje gratulacje! - pochwaliłam ją - A co u mojego urwisa? - zapytałam chłopczyka siedzącego obok mnie, wcinającego świeże naleśniki.
- Dobrze, dzisiaj przychodzi do mnie Maggie.
- Jaka Maggie? - nie znałam żadnej dziewczynki o takim imieniu,która kolegowałaby się z moim młodszym bratem
-Nel, pozwolisz na chwilę? - szepnęła ciotka i wyszłyśmy do salonu - Posłuchaj, Sebastian ma wymyśloną przyjaciółkę i proszę nie niszcz mu dzieciństwa. - poprosiła.
- Jesteś pewna, że to jest ,,wymyślona" przyjaciółka? Dopytywałaś się o nią czy coś?
- Nie, uważam, że to jego sprawa i się nie wtrącam. Udaję, że ją widzę... - nie dokończyła, bo jej przerwałam.
- Ech, porozmawiam trochę z Sebkiem, ale nie martw się, będę delikatna. - uprzedziłam i zawołałam brata do salonu. Podeszłam do szafki i wyciągnęłam z niej kredki oraz jedną kartkę A4. Przedmioty ustawiłam na stole i czekałam na chłopczyka, który dojadał resztki naleśnika:
- Już jestem. - odezwał się, gdy zasiadał do kredek.
-  Sebciu, narysujesz mi swoją przyjaciółkę? - zapytałam.
- Jasne! - ożywił się i zaczął rysować.
Dziewczyna, która znajdowała się na kartce była ode mnie starsza, a może nawet w moim wieku. Miała kruczoczarne włosy, wyraźną opaleniznę i nie wyglądała bynajmniej na ,,aniołka". Spojrzałam pospiesznie na blondynka i zapytałam:
- Czy ktoś widział twoją Maggie?
- Hmm... - zamyślił się - Chyba nie.
- A myślisz, że będę mogła ją zobaczyć? Przedstawisz mi ją? - dopytywałam się, bo nie wiedziałam czy dzwonić po księdza czy egzorcystę...
- Porozmawiam z nią na ten temat. - obiecał i pobiegł na górę ,,przygotować się" do spotkania.
- Boję się o niego. - westchnęłam do ciotki, która właśnie stanęła obok mnie
- To jeszcze dziecko, a u nich to normalne! - nasza opiekunka zbagatelizowała sprawę.

***

Kilka godzin później,gdy czytałam książkę w salonie,a ciotka Jania dziergała coś na drutach. Usłyszałam jak Sebastian z kimś rozmawia. Z tonu jego głosu można było wyczytać zaniepokojenie.
Powiedziałam cioci, że idę do łazienki, po czym odłożyłam książkę i jak na skrzydłach pognałam po schodach na górę. Zakradłam się do pokoju młodszego brata i ujrzałam niecodzienny widok...
Chłopiec stał przy łóżku, na którym leżała zrelaksowana dziewczyna, którą narysował po śniadaniu:
- Czy to jest twoja Maggie? - zapytałam wchodząc do pokoju. Sebastian, aż podskoczył ze strachu, a dziewczyna gotowa była jak najszybciej uciec z pokoju, lecz zamknęłam jej wszystkie drogi ucieczki:
- Błagam nie mów nic cioci! - szeptał zrozpaczony chłopczyk.
- Kim jesteś? - zapytałam agresywnie i ściszonym głosem.
- Jestem Maggie, a ty jesteś Nel. Sebastian dużo o tobie opowiadał. - odpowiedział z nutką arogancji w głosie.
- Czego chcesz od mojego brata?
- Niczego, jest idealnym słuchaczem i świetnie pociesza. W moich stronach nikt mnie nie rozumie... -mruknęła.
- Dlaczego? Przecież różnicie się jak dzień i noc! - zaprotestowałam.
- Ty niczego nie rozumiesz! - wyciągnęła w moim kierunku rękę i zapewne miało się stać coś strasznego dla mnie, lecz mój braciszek ją powstrzymał:
- Nie! Zostaw ją! Ona jest dobra! Tylko się o mnie martwi. - próbował załagodzić. Posłuchała go.
Spojrzała na mnie wzrokiem żądzy mordu. Wiedziałam, że się nie zaprzyjaźnimy. Postanowiłam przejrzeć jej aurę. Nie mam pojęcia dlaczego, być może chciałam sprawdzić czy umiem je dostrzegać?
W każdym razie jej aura różniła się od naszej... Była cała złota! Ktoś z Olimpu! Mało nie zemdlałam.
Podeszłam do tej całej Maggie niebezpiecznie blisko i syknęłam (jak chciałam potrafiłam być wredna):
- Wiem kim jesteś, więc wynocha na Olimp!
- Co? - zapytała zbita z tropu - Jak to?
- Nie dosłyszałaś? Won na Olimp! Nikt cie tutaj nie chce. Twoje miejsce jest tam na górze. - i wskazałam na sufit.
- Ale skąd ty to wiesz? - zapytała po dłuższej chwili ciszy.
- Mieszkałam tam trochę czasu.
- Serio? U kogo? - dopytywała się.
- A co cie to?! Wynocha! - i pociągnęłam ją w kierunku okna za ramię - Szerokiej drogi i ani waż mi się tutaj więcej pokazywać! Bo wezwę odpowiednie osoby, aby cię zabrały... - zagroziłam.
Dziewczyna rzuciła smutne spojrzenie w kierunku Sebastiana i wyszeptała:
- Nie jestem Maggie... Jestem Megan. - po czym rozpłynęła się we mgle.

Lena
Usiedliśmy na kocu pod drzewem. Zajęłam swoje miejsce między jego nogami, zaczął mnie przytulać od tyłu. Jego ramiona otaczały mnie i dawały uczucie bezpieczeństwa. Patrzyliśmy na niebo. Prawie utonęłabym w objęciach Morfeusza, gdyby nie rock'owa muzyka wydobywająca się z mego telefony znajdującego się w mojej kieszeni spodni. Odebrałam połączenie, a po minucie je zakończyłam.
- Wybacz, myślałam, że dzisiaj będzie czas tylko dla nas, ale kilka spraw wymknęło się spod kontroli i muszę je naprawić. Przepraszam.
- Nie przepraszaj. Idź. To musi być coś ważnego, skoro dzwonią do ciebie w czasie randki. Naprawdę nic się nie stało. Mamy jeszcze tak wiele życia przed sobą, na pewno nadrobimy dzisiejszy stracony czas. Obiecuje. - i tym oto argumentem mnie przekonał. Również zaproponował, że mnie odprowadzi do domu, bo musiałam stamtąd zgarnąć kilka rzeczy ze sobą. - No to chodźmy. - chwycił mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę mojego domu.
Nie zastałam cioci w domu, ale zauważyłam tajemnicze schody prowadzące na strych, których nigdy nie widziałam. Chciałam zajrzeć co tam się znajduje, więc weszłam do pomieszczenia. Odrobinę się w nim rozejrzałam. Światło wpadające przez okno lekko rozświetlało zakurzone pomieszczenie. Wyglądało tak, jakby nikt go nie sprzątał przez wiele lat. Zasłony były przeżółkniałe, drewniane podłogi nie połyskiwały świetnością jak za dawnych lat, a ściany pokrywało coś, co już nawet nie przypominało tapety. W kącie pokoju dojrzałam coś przykrytego starą plandeką. Były to chyba jakieś kartony, możliwe też, że cokolwiek innego.
Pod tą plandeką były pudła, z resztą jak przypuszczałam. Popatrzyłam co jest w ich środku. Znajdowały się w nich stare zwoje i jakieś zapiski, które były starsze od odnalezionej przeze mnie wcześniej księgi. Były strasznie zakurzone, w sumie tak samo jak cały pokój, w którym byłam w obecnej chwili.
Poza kartonami, w pokoju były też stare greckie zabytki, które powinny już się znajdować w muzeum. Nie mogłam wytrzymać z tym całym kurzem, musiałam tam posprzątać i to niezwłocznie. Zadzwoniłam do ciotki i poprosiłam ją, aby sama się zajęła tą sprawą, o której mi jakiś czas temu mówiła. Zeszłam na dół, by się przebrać i wziąć ze sobą środki czystości. Powróciwszy na górę zaczęłam starannie wycierać wszystkie kurze, zmieniać firanki, myć podłogi i w niektórych miejscach odkurzać. Sporo wysiłku i czasu mi zajęło doprowadzenie tego miejsca do porządku, a mówiąc sporo mam na myśli do wieczora.
Po moim wielkim sprzątaniu usadowiłam się na jednej z puf, którą sobie wcześniej przyniosłam i zaczęłam przeglądać jeden z kartonów.Wszystko, co się w nich znajdywało, było zapisane w języku starogreckim. Wiele fragmentów zapisków było rozmazanych i nieczytelnych, więc nie wiedziałam dokładnie jak brzmi cały tekst. Powoli czytałam jakieś wyrywki, które przypominały mi pamiętnik. Tak, to był kolejny czyjś pamiętnik, który czytam. No niestety, a może stety, była to czyjaś historia miłosna.
Wraz z Herkulesem pojechaliśmy konno do jego kryjówki. Zabierał mnie tam o raz pierwszy. Byłam strasznie ciekawa tego, co tam znajdę. Chciałam wiedzieć o nim wszystko, jego sekrety, tajemnice i rzeczy, z którymi chciał się ze mną podzielić. 
Wyścig z mym księciem był bardzo emocjonujący i bardzo dużo się śmialiśmy. Zawsze byłam szczęśliwa, gdy był w pobliżu. Czułam, że nic na świecie nie może nas rozdzielić. Dawał mi poczucie bezpieczeństwa i mówił, że niezależnie od sytuacji mnie ochroni, a ja ufałam mu na tyle żeby mu uwierzyć, choć za długo się nie znaliśmy.
Przerwałam czytanie fragmentu znajdującego się w środku woluminu przekartkowałam strony, aż do pierwszej. Wolałam jednak znać historię  od początku. Nie należałam do osób, które lubią czytać jedynie fragmenty, preferowałam znajomość całości przebiegu opowieści i rozkoszowanie się czytaniem, a nie czytanie wyrywek, choć czasem to właśnie one mnie zachęcały do poznawania wszystkiego od początku.
Pierwsza strona z pamiętnika była zadedykowana. Dla ukochanej córeczki Leny. Mam nadzieję, że kiedyś to przeczytasz i poznasz bieg zdarzeń najważniejszego z momentów mego życia. Mama. 

Imre
Dopiero zaczął się początek dnia, a ja musiałem pilnować mojej siostrzyczki jak oka w głowie. Była strasznie nieznośna. Jak zwykle przy śniadaniu dokuczała Williamowi. Później zupełnie przypadkiem wylała gorącą (cud, że nie zimną) herbatę na głowę Marco. Muszę przyznać, że patrzenie jak brunet cierpi sprawiało mi przyjemność.
Ech, ale na tym był koniec przyjemnych rzeczy, tylko problemy. Koło południa Megan zniknęła i szukał jej cały kurort, ale niebawem wróciła. Była dosyć przygnębiona. Chciałem z nią pogadać, ale wiedziałem,że zaraz będzie się rzucać,więc ,,babskie pogaduszki" zostawiłem dla Nory. Ona ją lepiej znała, a w dodatku była jedyną osobą, którą moja siostra zaliczała do grona swoich przyjaciół.
Miałem dosyć kiepski humor, więc udałem się w miejsce, gdzie przez przypadek pocałowaliśmy się z Nel. My faceci nie lubimy rozmawiać o naszych uczuciach, wszystko wolimy przemilczeć i przemyśleć w samotności. Gdy wreszcie tam doszedłem usiadłem pod najbliższym drzewem i wspominałem najlepsze chwile jakie z nią spędziłem. Od razu przed oczami stanęła mi scena jak po raz pierwszy się spotkaliśmy. Byłem wręcz oszołomiony jej widokiem (zapewne nie bardziej jak ona moim)...
Nagle moje myśli zostały brutalnie przerwane przez moją siostrzyczkę:
- A ty tu czego? - zapytałem zaczepnie.
- Chodzę sobie. - odparła niewiarygodnie łagodnie i bez przekleństw.
- Czy aby na pewno jesteś Megan, córka Eris? - nie wierzyłem w takie cudy.
- Tak, we własnej osobie cioto. - i tym twierdzeniem upewniła mnie, że to na 100% ona.
- Ok, dobra. Może powiesz gdzie się podziewałaś przed obiadem?
- Nie twoja sprawa kmiocie! - warknęła.
- Moja! - odparłem wojowniczo - Masz mi w tej chwili powiedzieć gdzie byłaś! - wrzasnąłem, a mój głos echem rozchodził się po lesie. Jak widać nie chciała ze mną zadzierać i wyszeptała:
- Na Ziemi... - zamurowało mnie.
- Gdzie żeś była? - cały kredo-biały wypowiedziałem pytanie.
- Nie dosłyszałeś cholerny idioto?
- Słyszałem. Co ty tam kretynko robiłaś? - nie mogłem tego zrozumieć.
- Masz pojęcie jak to jest siedzieć na tym kurewsko nudnym odwyku? Wątpię... Jakoś od tamtego tygodnia odkryłam, że mogę się przemieszczać na Ziemię i z powrotem, ale na Olimp w żadnym kurna razie nie mogłam wejść. Tak więc skorzystałam z okazji i ,,teleportowałam się" do jednego z tych środkowo-europejskich krai. Znalazłam się w dosyć ładnym lesie. Spacerowałam sobie i jakby ktoś z tego pieprzonego odwyku spowodował, że wlazłam nogą w sidła. - po czym pokazała mi swoją zabandażowaną nogę - Ale jakoś tak nagle stanął przy mnie chłopiec... Wyglądał identycznie jak ty, kiedy byłeś mały! Tylko z taką różnicą, że ślepia miał zielone. No i ta szkarada tak stała nade mną i się na mnie gapiła, no to zapytałam ,,Czego się lampisz?", a on odpowiedział że chce mi pomóc. Dla mnie to była cholernie dziwne i nie logiczne. Niczego nie chciał w zamian... - nie dokończyła, bo jej przerwałem.
- Nie zawsze musisz chcieć czegoś w zamian. Czasami robisz coś, bo czujesz że musisz to zrobić.
- Wiesz co?Czemu ty kurewski cwelu zawsze musisz mieć racje? - zapytała zaczepnie i kontynuowała swoją historię:
- Później pomógł mi się wydostać z tych idiotycznych sideł i się przedstawił. Chyba nazywał się Sebastian czy jakoś tak. Nie chciałam się zdradzać, więc przedstawiłam się mu jako Maggie. Był tak cholernie naiwny, że mógłby uwierzyć, że jestem białym murzynem pochodzenia norweskiego. -zawsze lubiłem, gdy żartowała, a to zdarzało się naprawdę rzadko - Powiedział, że szuka starszej siostry, bo od trzech dni nie było jej w domu. Podał mi jej opis, ale odpowiedziałam mu, że nikogo oprócz niego nie widziałam. No, więc zabrał mnie do swojego domu i opatrzył nogę. Później wracałam do niego kilkakrotnie, dopóki nie skończył mi się odwyk i nie przyjechałam tutaj. -warknęła z goryczą - Strasznie wkurzyła mnie ta jego siostra, która się odnalazła. Dużo mi o niej opowiadał. Miała na imię Nel... - drgnąłem na dźwięk tego tak znajomego imienia.
- Znasz Nel? - zapytałem zdziwiony.
- Acha! - zawołała triumfalnie - Czyli u ciebie była ta suka!
- Nie masz prawa jej tak nazywać! - wstałem, po czym chwyciłem ją za ramiona i przyparłem do jednej z pobliskich palm - Co ci takiego zrobiła?
- Odkryła mnie! Widziała moją aurę! Kazała się wynosić i więcej nie wracać... - warknęła zła.
- Posłuchaj. - przestałem ją przyciskać do drzewa i zdjąłem swoje ręce z jej ramion - Znam Nel i wiem, że bardzo troszczy się o swojego brata, dlatego mogła się tak zachować. - próbowałem jej wytłumaczyć, ale to było niemożliwe
- Chuj mnie obchodzi, że się troszczy o brata! Ja swojego mam w dupie, bo jest ciotą i pieprzonym świętoszkiem! - krzyczała na całe gardło, więc i ja podniosłem głos.
- Przymknij się głupia babo! Czemu ty nigdy nie doceniasz tego, że się o ciebie martwię? Czemu nigdy nie doceniasz tego, że zawsze niezależnie od sytuacji chcę ci pomóc? Czemu tego nie doceniasz? Gdyż jak to ujęłaś masz to ,,w dupie"! - obroniłem się. Zrobiło się jej smutno, chyba przypominała przeróżne sytuacje, z których ją ratowałem.
- Nawet nie myśl, że cię downie przeproszę! - uprzedziła.
- Nie oczekuje od ciebie Megan przeprosin. - odparłem łagodnie - Oczekuję tylko tego, że to docenisz. Że będziemy tak jak dawniej trzymać się razem. - gdy skończyłem swoją wzruszającą wypowiedź, córka Eris poszła w stronę kurortu i znowu zostałem sam...

Nel
Po tym jak Megan opuściła pokój mojego brata postanowiłam go ,,przepytać". Wszystko co wiedział wypowiedział jednym tchem cały roztrzęsiony. Na koniec naszej rozmowy zadał mi pytanie:
-Myślisz, że może jednak wróci?
-Nie mam pojęcia, ale wiem że ta osoba była zła. Chociaż dobrze zrobiłeś pomagając jej. -już sama nie wiedziałam co mówię ...
Następnie nastała pora na obiad. Muszę dodać, że na tradycyjny ,,polski" obiad czyli schabowy z ziemniakami i surówką. Posiłek zjedliśmy w grobowej ciszy. Po obiedzie ciotka zabrała nas na zakupy, gdyż zbliżał sie rok szkolny i musieliśmy zakupić wszystkie potrzebne nam przybory szkolne.
Podczas, gdy moja ciocia szukała z Sebastianem idealnego piórnika, ja uciekłam do książek. Przeglądałam działy ,,Fantasy" oraz ,,Literatura piękna". Szukałam,ale niczego takiego co by mi wpadło w oko nie znalazłam. Już chciałam wracać,gdy zaczepiłam niechcący ręką o jedną z półek i na ziemię spadły trzy te same książki. Schyliłam się, aby podnieść jedną z nich, lecz ktoś mnie wyprzedził i ją odstawił. Myślałam, że to któraś z pracownic sklepu. Gdy podniosłam ostatnią książkę zauważyłam,że to nikt z obsługi ... Przede mną stał niewysoki, barczysty brunet o ciepłym wzroku mający na oko siedemnaście lat:
-Dzięki za pomoc. -odezwałam się
-Nie ma sprawy. -odparł krótko i poszedł dalej w swoim kierunku. Kilka razy się za nim obejrzałam, lecz zaraz zniknął za działem z napojami. Dołączyłam do mojej rodzinki.W końcu znaleźli jakiś piórnik. Dalej mieliśmy iść do mrożonek. Ciocia zamierzała jutro dosyć długo zostać w pracy i powiedziała, że gdybyśmy zgłodnieli to wsadzimy pizze do piekarnika. Nam ten pomysł bardzo się spodobał. Później otrzymałam misję, aby pójść do nabiału po mleko, jogurty oraz masło. Najpierw poszłam po mleko. Jak się okazało te, które zawsze kupowaliśmy było zbyt wysoko postawione bym je dosięgła. Wspinałam się na palcach jak najwyżej mogłam, lecz wszystkie próby kończyły się niepowodzeniem. Postanowiłam po raz ostatni spróbować dosięgnąć mleka. Już prawie je miałam, gdy czyjaś masywna ręka sięgnęła po nie i podała mi do ręki. Szybkim ruchem odwróciłam się.Ten sam chłopak, z działu z książkami stał za mną z lekkim uśmiechem na ustach. Zarumieniłam się i po raz drugi mu podziękowałam :
- To żaden problem. - odpowiedział - Chciałbym tylko wiedzieć jak masz na imię.
- Nel. - rzekłam nieśmiało
- Miło mi, Daniel. - przedstawił się i podał mi rękę, którą uścisnęłam. Była dosyć duża i mało zgrabna, ale dawała ogromne poczucie bezpieczeństwa i była lekko ciepła (w przeciwieństwie do mojej, która była lodowata od zbyt długiego przebywania przy tych chłodziarkach).
- Masz strasznie zimne ręce. - zauważył
- Dosyć długo próbowałam go dosięgnąć. - spojrzałam na karton z mlekiem,który trzymałam w ręce.
- Podziwiam twoją determinację. - pochwalił mnie
- Dzięki,a ja twoją chęć pomocy.
- To na prawdę są drobiazgi ... - mruknął zawstydzony
- No z mlekiem to nie drobiazg, bo przecież jak mogłabym upiec ulubione ciasto mojego brata bez mleka?
- O, masz brata! Ja mam ich aż pięciu. - podrapał się zakłopotany po głowie.
- Serio? - nie dowierzałam.
- Tak, dwóch starszych i trzech młodszych.
- No to musi być ci ciężko.
- Jeżeli się dogadujemy to jest nawet ok, ale gorzej jak się o coś kłócimy.
- Ja z jednym mam problemy na co dzień ... - nie dokończyłam, bo w tej chwili nadbiegł Sebastian z masłem i jogurtami. - O wilku mowa. - mruknęłam.
- Tutaj jesteś! Ciocia jest już przy kasie, chodź szybko!
- No już idę. Wybacz, muszę lecieć. Może kiedyś się spotkamy? -zapytałam z nadzieją w głosie
- Mam taką nadzieję. - pocieszył mnie Daniel -Poczekaj chwilę, masz jakiś papier czy coś?
- Nie, nie mam.
- To daj rękę. - poprosił i wyjął z kieszeni długopis po czym zapisał dziewięć cyfr na mej dłoni - Jak coś to jest mój numer telefonu. - posłał mi szelmowski uśmiech
- O rany! Dzięki! - byłam szczęśliwa, że chciał utrzymać ze mną kontakt - To do zobaczenia. -pożegnałam się i pobiegłam za Sebastianem do kasy.

***

Gdy wróciliśmy do domu wbiłam numer z ręki do telefonu po czym wysłałam sms'a o treści ,,Hej". Odpowiedź nadeszła niezwykle szybko!
,,Nel?"
,,Daniel?"- zapytałam
,,Tak to ja, co słychać?"
,,Właśnie wróciliśmy do domu"
,,Możemy się jutro spotkać?"
,,Nie wiem, muszę się przygotować do szkoły"
,,To na serio nie zajmie zbyt dużo czasu."- obiecał
,,No dobra"- dałam się przekonać
,,To może wiesz gdzie jest księgarnia ,,Mądra sówka"?"
,,Oczywiście, że wiem!" - odpowiedziałam
,,No to świetnie. Spotkajmy się tam o 11."
,,Będę czekać"- obiecałam i na tym skończyły się sms'y.
Później poszłam spać. Byłam mega padnięta. Zasnęłam od razu. Sen, który mi się przyśnił był nadzwyczajny! Nie wiem dlaczego, ale tak to odczuwałam. Śniła mi się waga. Po jednej jej stronie był zwykły kamień, a po drugiej pięknie oszlifowany diament. Co było najdziwniejsze waga była równa! Nie przechylała się w żadną ze stron,oba kamienie były tak samo ciężkie. Na tym sen się skończył.
Moją twarz oślepiły pierwsze promienie poranka. Gdy wyjrzałam za okno cała okolica była spowita gęstą mgłą.
Była dopiero ósma, ale ja byłam wypoczęta. Końcówka sierpnia była znacznie chłodniejsza niż początek. Przygotowałam sobie na spotkanie jakąś bluzę i zwykłe jeansy. Jak to co rano odbyłam przechadzkę do łazienki i się ogarnęłam. Następnie zrobiłam sobie kanapki z serem po czym zasiadłam do czytania jakiejś książki. Po godzinie przerwałam czytanie,gdyż dochodziła 10. Zawołałam, że powinnam wrócić na obiad i pomaszerowałam do garażu po rower. Gdy wreszcie dojechałam pod księgarnie Daniel już tam był.
Elegancko i z gracją zsiadłam z mego pojazdu i przywitałam się z nim. Ubrany był w jeansy, brązowo-zieloną bluzę w pasy, z kapturem oraz czarne buty podobne do glanów. Włosy jak zwykle w idealnym nieładzie:
- Cześć! -przywitał się.
- Hej. Jak tam?
- Chłodno dzisiaj. -odparł.
- Masz rację. Typowa jesienna pogoda. - zgodziłam się
- Przecież lato się jeszcze nie skończyło, to dziwne...
- Dla mnie bez różnicy. - westchnęłam
- No dobra to może masz ochotę pójść do parku?
- Ok. - zgodziłam się i poszliśmy jedno obok drugiego.
Zaoferował prowadzenie roweru, ale moje ręce jakby przykleiły się do kierownicy. Dotarliśmy wreszcie do parku, lecz nagle zaczął padać deszcz. Chłopak nałożył na głowę kaptur, a ja niestety mokłam, gdyż nie posiadałam kaptura z tyłu. Wyglądał w nim wręcz mistycznie i tajemniczo! Gdy zauważył, że nie mam kaptura od razu zdjął swoją bluzę po czym wymienił ją na mój rower. Tak więc ja trzymałam jego bluzę nad naszymi głowami (musiał się trochę schylić) , a on prowadził mój rower. Pod spodem jak zauważyłam miał wyblaknięty czerwony t-shirt. Serdecznie mu podziękowałam, a on jak to on odparł, że to drobiazg. W końcu deszcz ustał za co byłam niezwykle wdzięczna, bo zaczynały mnie boleć ręce od trzymania jego bluzy. Oddałam mu ją, ale nie zwrócił mi roweru, gdyż nie chciał bym się z nim męczyła. Wszędzie aż roiło się od kałuż, a z liści klonów skapywały w równych odstępach czasu kropelki wody. Jedna z nich spadła prosto na moją twarz i pieściła prawy policzek. Była przyjemnie chłodna i wilgotna, ale zaraz spadła mi na bluzę. Szliśmy dalej przed siebie i rozmawialiśmy o naszych rodzinach i w ogóle o życiu. Opowiedział mi, że niestety musi zostać rok w trzeciej klasie gimnazjum, gdyż tamten rok szkolny musiał przerwać i wyjechać do Irlandii. Powód był oczywisty: zmarła im matka, która zachorowała na poważne zapalenie płuc, a ojciec mieszkał w Irlandii. Małżonkowie byli od kilku miesięcy rozwiedzeni i każde ,,poszło w swoją stronę". Szóstka chłopców musiała przeprowadzić się do żyjącego rodzica. Gdy mężczyzna pożegnał się ze swoim miejscem zamieszkania przeprowadził się z synami z powrotem do Polski, a ci zostali zmuszeni do powtarzania klas. Jak się okazało najmłodszy z braci Daniela miał 10 lat, a najstarszy 21, lecz jeszcze się nie ustatkował. Bardzo ciężko jest mu znaleźć pracę, więc nadal mieszka z młodszymi braćmi. Co jest najdziwniejsze ich matka nadałam im imiona w porządku alfabetycznym (każde miało kończyć się na ,,-ian") od najstarszego do najmłodszego : Adrian, Fabian, Kordian (Daniel to tak na prawdę jego drugie imię, ale woli go używać jako pierwszego), Orian, Tristan (jest wyjątkiem,bo brakuje ,,i",ale innego imienia nie udało się jej wymyślić) oraz najmłodszy Walerian. Daniel wyznał mi w tajemnicy, że razem z braćmi musieli dorabiać na ulicy, aby utrzymać matkę jak najdłużej przy życiu, a leki drożały. Większa część rodzeństwa zawaliła szkołę.
- No to nieźle. - tylko tyle dałam radę wykrztusić.
- Wiem, a twój brat Sebastian, ile ma lat? - zapytał nieoczekiwanie
- On? Wydaje mi się, że 9. Tak, na pewno 9.
- A do jakiej szkoły chodzi?
- Do szóstki.
- Świetnie! - wykrzyknął uradowany - Będzie uczył się z Walerianem.
- Serio? To cudownie! - podzielałam jego entuzjazm.
- W takim razie do jakiego gimnazjum chodzisz? - wiedziałam do czego zmierza.
- Do dwudziestki.
- Ech, mnie wysyłają do czwórki. - posmutniał.
- Nie martw się, w czwórce jest sporo moich znajomych z podstawówki ... - urwałam, gdyż w jednej chwili zaczęły pojawiać się wspomnienia związane ze szkołą podstawową. Me wspominki szybko zostały przerwane przez kolejne pytanie Daniela:
- Może po rozpoczęciu roku szkolnego spotkamy się tutaj? Nawet jeżeli pogoda nie będzie sprzyjać?
- Myślę, że chyba tak. - odparłam po dłuższym namyśle
- No to super! - ucieszył się. Bardzo szybko zmieniał nastroje. Raz jest smutny, kilka sekund później uśmiecha się od ucha do ucha ... To jest dosyć dziwne, ale mi to nie przeszkadza. Najwidoczniej ma takie uosobienie.
Po jakimś czasie nasze spotkanie dobiegło końca i każde poszło w swoją stronę. Oczywiście na koniec niespodziewanie Daniel przytulił mnie do siebie. Zwykły przyjacielski uścisk nic więcej, a ja durna jak to ja zarumieniłam się. Zawsze to robiłam, gdy miałam jakiś ,,bliższy kontakt" z przedstawicielem płci przeciwnej.
Gdy wracałam do domu niespodziewanie zaczął padać deszcz, a na tle szaroburego nieba widoczne były pioruny. O dziwo nie było słychać grzmotów. Starałam się pedałować ile miałam sił w nogach i jak najszybciej znaleźć się w domu. Nagle kilka metrów przede mną stanęła wysoka postać. Zahamowałam gwałtownie i mało nie spadłam z roweru. Owa postać zbliżała się do mnie powoli i z królewską postawą. Byłam jak sparaliżowana ... Miałam dwie opcje do wyboru: albo zacząć rozmowę z obcym albo z powrotem pojechać do miasta. Jako iż jestem osobą niezwykle skrytą i zazwyczaj nie podejmują interakcji społecznych wybrałam drugą opcję. Szybkim ruchem zawróciłam rower po czym pomknęłam do miasta w takim pędzie jakby sam diabeł deptał mi po piętach. Chcąc się upewnić, że postać mnie nie śledzi spojrzałam za siebie. Na moje nieszczęście osoba, której się wystraszyłam zaczęła mnie gonić. Biegła mniej więcej z prędkością samochodu osobowego .,,Zaraz zemdleję" przeleciało mi przez głowę. W jednej chwili zrobiło mi się słabo i pociemniało przed oczami. Straciłam panowanie nad kierownicą i z ogromną siłą wpadłam do rowu. Dalej nic nie pamiętam ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz