Historie postaci

Historia Nel:

Rozdział 1

Dziś czyli piętnasty sierpień był niezwykle upalny, a Nel niezwykle znudzona. Przeczytała praktycznie wszystkie książki jakie miała w domu (oprócz ręcznych robótek mamy i książki o smokach młodszego brata) :
-Eh czyli to już czas...- westchnęła i włączyła laptopa by znaleźć swoją nową zdobycz. W oko wpadła jej pewna książka, dosyć tania o dostępna w jej księgarni. Szybko wsadziła do portmonetki trzydzieści złotych i pośpiesznie poszła do garażu po rower. Zdążyła tylko wrzasnąć mamie, że wychodzi i przed wieczorem wróci. Droga do księgarni zajęła jej około trzydziestu minut, dlatego iż dziewczyna mieszkała na kolonii otoczonej lasem od pobliskiego miasteczka. Tak szczerze to uwielbiała przejeżdżać przez las, chociaż sama nie wiedziała dlaczego. Może po prostu lubiła zapach drzew? Zawsze na święta upierała się, że ma być prawdziwa choinka, gdyż dawała w jej domu szczególny nastrój oraz atmosferę.

***

Wreszcie dojechała. Uważała ,że jej rower to mega stary grat, jeszcze za czasów jej babci, aczkolwiek był niezwykle solidny oraz miał wygodne siodełko i koszyczek(często wsadzała do niego książki lub plecak jak wracała ze szkoły).
Weszła do księgarni, gdzie był przyjemny chłód oraz zapach książek, którym uwielbiała się delektować:
-Dzień dobry, czy w czymś pomóc? -spytała ją dosyć wysoka kobieta o pogodnej twarzy.
-Dzień dobry, szukam książki autorstwa Megan Assip ,,O zmierzchu", a z internetu dowiedziałam się, że jest dostępna w tej księgarni .-
-Ach tak, ogólnie ta książka jest mało znana ale potrafi zaskoczyć czytelnika, zaraz ci ją przyniosę-
-Dobrze, poczekam- i w tym momencie kobieta wyszła zza lady i przeszła przez zasłonę w ścianie po lewej stronie. Nel czekała może z dwie minuty nim kobieta zjawiła się ponownie:
-Już mam, była dosyć daleko oddalona od reszty książek na zapleczu, ale jakoś ją znalazłam-
-Dobrze, to nic, przynajmniej przejrzałam inne książki i sobie wybrałam jeszcze dwie: ,,Moja oaza" oraz ,,Spojrzenie anioła"-
-Oj dziewczyno masz świetny gust, te książki są dosyć grube ale sądzę, że spodobają ci się. Do zapłaty masz pięćdziesiąt złotych- i podała jej książkę, którą musiała wygrzebać. W prawdzie zapłaciła o dwadzieścia złotych mniej, chciała się upomnieć. lecz ekspedientka ją wyprzedziła i odrzekła: dałam ci mały rabat, bo widzę, że jesteś prawdziwym molem książkowym oraz stałą klientką. Tak więc dziewczyna wracając do domu na trochę przystanęła w lesie, bowiem zapragnęła poczuć ten zapach wolności. Otworzyła pierwszą lepszą książkę jaką chwyciła i wyciągnęła ją z koszyka. Postawiła rower obok szosy i znalazłszy dosyć czysty kamień usiadła na nim i zaczęła czytać
***
Akurat czytała ,,Spojrzenie anioła", gdy usłyszała za sobą delikatny szelest. Odskoczyła jakby była poparzona. Rozejrzała się dookoła, lecz niczego nie dostrzegła. Bała się, że to mogą być jakieś dziki zwierzęta albo co gorsza ludzie nie mający dobrych zamiarów. W pośpiechu zapamiętałą stronę na której skończyła czytać, wrzuciła książkę do koszyka i błyskawicznie ruszyła na rowerze w dalszą drogę
***

Gdy dotarła do domu zaczynało się z ciemniać. Mama jak zwykle wkurzona, że córka mimo iż ma szesnaście lat tak późno wraca do domu:
-Dziś nie jesz kolacji, była o dziewiętnastej czyli wtedy kiedy cię nie było.-
-No cóż, mówi się trudno- i opuściła swoją matkę idąc po schodach na górę. Oczywiście zabrała ze sobą swoje książki.
***

Jako iż lubiła czytać po nocach poszła spać dopiero po drugiej siedemnaście, po tym jak przeczytała przed ostatni rozdział ,,Spojrzenia anioła". Była tak zmęczona, a jednocześnie ciekawa dalszych losów bohaterów. Dzisiejszy sen wyjątkowo zapadł jej w pamięć. Śnił sie jej chłopak na oko siedemnaści lat. Dosyć wysoki blondyn o niezwykłych lokach do ramion. W tych niebywale intensywnie niebieskich oczach miał coś co sprawiało, że warto mu zaufać. Chciała się odezwać, lecz nie mogła, jakby straciła nagle głos. Natomiast chłopak wypowiedział następujące słowo: wiara. Wiara? Co to w ogóle ma być?? To miał być romantyczny sen, a nie jakiś bez sensowny. Niestety Nel nie wiedziała ,że to co się jej tej nocy przyśniło będzie miało duży wpływ na dalsze wydarzenia...


Rozdział 2

Rano obudziła się z silnym bólem głowy. Nie dała rady w ogóle wstać z łóżka, więc przez pół dnia leżała bez ruchu, do póki jej matka się nie skapnęła, że Nel nie ma przy obiedzie, który odbył się po piętnastej:
-Nel ty leniu wstawaj, już po piętnastej!
-Ale mamo głowa mnie boli, nie dam rady...
-Wstawaj i to migiem młoda damo, dziś mają nas odwiedzić moje sąsiadki i za razem przyjaciółki, pomyśl co sobie pomyślą o nas jak zobaczą cie w takim stanie?? Sebastianek już dawno chodzi elegancko ubrany, a ty dalej w piżamie-rzekła wytrącona z równowagi matka
-Mamo no trudno, chyba nie będą chodzić po całym domu? A z resztą mogę nie wychodzić z pokoju...-i nakryła się kołdrą na głowę
-Nel! One przyjdą ze swoimi synami, musisz jakoś po ludzku wyglądać! W tej chwili masz wyjść z łóżka i się ogarnąć albo spale ci te książki! -już szła do półki z książkami, gdy jej kroki rozdarł przeraźliwy krzyk młodszego brata Nel
- O Jezu, Sebstianku! Mówiłam ci, że nie wolno dotykać pułapki na myszy za kanapą, ach te dzieci.
I w tym momencie matka wyszła. Dziewczyna była wdzięczna bratu za to, że ,,uratował” jej książki od ,,stosu". Nie tracąc chwili i z myślą, że matka niedługo wróci Nel wstała z łóżka, ubrała się oraz spakowała do plecaka koc, książki, grzebień, lusterko i kilka słodyczy, które zawsze chowała do swojej tajnej skrytki pod łóżkiem. Dlaczego je chowała? Zawsze po świętach gdy dostawał cukierki od babci i kładła je do kredensu, to Sebastian zawsze je wszystkie wyjadał, dlatego postanowiła schować łakocie przed młodszym o osiem lat bratem. Z pełnym plecakiem wyszła przez okno (akurat na tej ścianie domu, gdzie Nel miała pokój stało rusztowanie po małym remoncie domu .Po śmierci taty nikt go nie rozebrał i tak zostało).Ostrożnie zeszła po rusztowaniu na ziemię i szybko podniosła rower po czym wsiadając na niego pojechała w stronę lasu. Podczas podróży myśli kłębiły się w jej głowie: -Dlaczego matka chce bym miała za chłopak jednego z synów jej przyjaciółek? Przecież to same brzydale, w dodatku są nie do zniesienia, a mianowicie: nie czytają książek, przeklinają, są nie mili dla innych, dokuczają młodszym uczniom i w ogóle są tacy odpychający. Noo może tylko jeden-Marcel, który jest w porządku. Chłopak jest synem mniej ulubionej przyjaciółki mamy, ale on dzisiaj miał nie przyjść. W sumie dobrze, że uciekła ,nie zniosła by tamtych dwóch gości, a z resztą ciągle by się kłócili więc nic tu po niej.
Nagle coś za nią trąbneło, szybko jej myśli się rozwiały i spojrzała za siebie. Rozpoznała tę srebrną karoserię mercedesa. Tak to jechali Arek z Łukaszem, ci dwaj co mieli sie u niej zjawić:
-Cześć lala, gdzie zasuwasz tym gratem?- odezwał się Łukasz
-Właśnie udaję się do sklepu po potrzebne składniki do ciasta-odrzekła energicznie
–Ooo może cię paniusiu podwieziemy? Mamy całkiem szybkie autko to się wyrobisz wrócić przed naszym posiedzeniem u twojej matki-zaproponował dosyć zaczepnie Arek
-Nie dziękuję, poradzę sobie-mówiąc to ruszyła z powrotem przed siebie.
Nie mogła wyjawić im ,że uciekła z domu, bo oni mieli się u niej zjawić. Jak w ogóle by to zabrzmiało?? ,,Cześć chłopaki, aa wiecie, uciekłam z domu i nie wiem gdzie się podziać ,może mnie podwieziecie?”O nie, nigdy w życiu Nel nie odważyłaby się siedzieć razem z nimi w jednym pomieszczeniu ,a co dopiero w aucie! Wiadomo, jakby to się mogło skończyć…

***

Jechała tak sobie przed siebie aż dotarła do miejsca, przy którym wczoraj się zatrzymała. Postanowiła znów tam odpocząć i chociażby na chwilę uciec od rzeczywistości. Ogólnie miejsce było ok, tylko denerwowało ją to, że jest położone tak blisko drogi, przy której przejeżdża zbyt wiele samochodów. Postanowiła zagłębić się w las... Nel miała niezwykle dobrą orientację w terenie, więc bez problemu mogła trafić z powrotem do domu. W pewnym momencie doszła do miejsca niezwykle pięknego. Wyobraź sobie małą łączkę w środku lasu. Już? To teraz pomyśl, że przez tę malutką polankę płynie niezwykle turkusowa i czysta rzeka ,o czystym dnie. Gotowe? No i na końcu wyobraź sobie, że po twojej lewej stronie stoi dosyć niska płacząca wierzba, w której jest dziupla. No cóż, właśnie taki krajobraz miała przed sobą Nel. Nie mogła uwierzyć, że takie miejsce w ogóle istnieje. Postanowiła się tutaj zadomowić. Wyjąwszy koc z plecaka rozłożyła go na suchej trawie pod wierzbą nieopodal strumyka. Chwyciła swoją spakowaną książkę i zaczęła czytać. Czytała tak długo dopóki się nie z ciemniało:
-Pora wracać do domu-zwróciła się do swojej świeżo przeczytanej do końca książki.-Szłam od lewej strony wierzby, więc teraz jestem po jej prawej stronie...czyli muszę iść w prawo .O ile w ogóle muszę iść do domu. Prawda? -i tak sobie głośno myślała. Nagle z tych rozmyśleń wyrwał ją szelest suchej trawy po drugiej stronie strumyka. Jakaś postać stała w świetle zachodzącego słońca i się rozciągała, tak jakby dopiero wstała. Nel jak to miała w naturze odruchowo schowała się za wierzbą, więc miała ograniczoną widoczność. Postanowiła nie przeszkadzać już kąpiącej się postaci w strumyku i niezauważalnie odejść do domu.


Rozdział 3

Tamtego wieczora Nel dostała porządne lanie od matki...Biedna dziewczyna musiała spać w piwnicy (roiło się tam od szczurów, pająków i innych tego typu stworzeń). Noc jakoś przetrwała ,ale poranek był beznadziejny. Dosyć chłodno i brutalnie obudziła ją jej rodzicielka, a mianowicie wylała na nią całe wiadro zimnej wody. Biedna osóbka wrzasnęła żałośnie i już szykowała się do ataku gdy matka oznajmiła:
-Dziś znów przyjdą moje sąsiadki i lepiej byś nie uciekała, bo jeśli uciekniesz spalę ci te wszystkie książki! A i jeszcze jedno: dziś nie masz śniadania. Dostaniesz obiad dopiero o czternastej, później cię wypuszczę byś się ogarnęła i na spokojnie porozmawiamy- po czym wyszła zamykając za sobą drzwi na klucz.
Dla Nel bardzo to się nie podobało, zawsze wyobrażała sobie co by zrobił jej tato gdyby tu był...Otóż jej ojciec był niegdyś szanowanym strażakiem. Pewnej zimy pojechał na akcję ratowniczą-palił się stary dom, który groził zawaleniu się. Jej tata jako iż był człowiekiem honoru wszedł do domu by sprawdzić czy nikt w środku przypadkiem nie został. Jak się okazało pewna starsza pani w środku zgubiła kota i zaczęła go szukać. Niestety, mężczyzna nie zdążył wyjść z budynku, który po kilku godzinach pożaru zawalił się. Nikt nie przeżył... Najgorzej to wydarzenie właśnie przeżyła Nel. To ona najbardziej tęskniła za tatusiem, swoim bohaterem. Wtedy gdy to się wydarzyło miała ok.9 lat, co było dla niej szokiem. Początkowo matka zbagatelizowała to, że córka niczego nie je. Dopiero później zauważyła, że Nel sporo schudła. Zabrała ją do różnych lekarzy, a w ostateczności do psychologa.
Dochodziła czternasta, a matka nadal nie otwierała drzwi. Nagle usłyszała kroki, lecz to nie były kroki jej matki. Były zbyt ciężkie i prawdopodobnie należały do tęgiego mężczyzny. Chwila ciszy, prawdopodobnie wszedł do kuchni. Krzyk. Strzał z pistoletu. Odgłos padającego ciała na podłogę. Znów ciężkie kroki, tym razem na górę: -proszę nie zabijaj mojego brata-prosiła Nel w duchu. Chyba się jej poszczęściło, gdyż teraz nie słychać było strzałów. Najwyraźniej Sebastian zdążył się ukryć. Później znów usłyszała kroki, coś bardzo szurało, jakby ktoś przeciągał coś dużego i chciał schować do spiżarni. Później owe kroki kierowały się w stronę wyjścia. Warkot silnika. Pisk opon. Morderca odjechał....
 -SEBASTIAN!!BŁAGAM ODEZWIJ SIĘ!!TO JA NEL-krzyczała co sił w płucach. Po chwili dobiegł ją tupot lekkich i szybkich kroków ze schodów. Uff, czyli on żyje: 
 -Jestem zamknięta w piwnicy! Otwórz mi drzwi proszę- 
 -Nel..ja...ja boję się...- 
 -Czego się braciszku boisz? -zapytała zdziwiona 
 -Że mama na mnie nakrzyczy.- No i co teraz miała mu powiedzieć? Że mama na niego nie nakrzyczy bo nie żyje? Że dołączyła do tatusia? Nie! Ona nie jest aż tak brutalna: 
 -Nie bój się, mama na chwilę wyszła do sklepu, klucze wiszą na wieszaku w przedpokoju.- Znowu tupot stóp. Brzęk kluczy. Odgłos przekręcanych kluczy w zamku. Drzwi otwarte. Droga wolna. Od razu gdy wyszła przytuliła do siebie młodszego braciszka i wzięła się w garść: 
 -Posłuchaj mnie teraz poważnie: mamusia, no wiesz...wyjechała na takie specjalne wakacje, te same co tata i prawdopodobnie jest teraz tam z nim...- 
 -A czemu my nie jesteśmy z nimi?- Bo żyjemy już chciała odpowiedzieć ale się powstrzymała -bo to takie wakacje dla dorosłych, nie dla dzieci. Teraz zaopiekuje się nami ciocia Jania. Wiesz, ta która co rok daje ci całą torbę słodyczy na święta.- 
 -Hura! Zamieszkamy z ciocią! -podekscytował się maluch. 
-Mógłbyś pójść na górę? Muszę do kogoś pilnie zadzwonić, OK?-
-OK.-i pobiegł po schodach na górę. Nel zawiadomiła o wszystkim policję i zatelefonowała do cioci Jani. Ta oznajmiła jej, że już wsiada w najbliższy autobus.


Rozdział 4

Minął tydzień i wszystko się unormowało. Ciocia Jania bez problemu zajęła się swoimi bratankami i zamieszkała razem z nimi w ich rodzinnym domu, gdyż jej kawalerka była zbyt ciasna by pomieścić trzy osoby. Utrzymywała się z zasiłku dla bezrobotnych, ale obiecała dla Nel, że znajdzie pracę, by utrzymać dzieci, siebie oraz dom. Zamierzała pozbyć się swojej kawalerki, więc poprosiła swą bratanicę o zamieszczenie ogłoszenia w internecie. Minęło zaledwie kilka dni i pierwsi chętni się odezwali. W sumie sprzedaż mieszkanka poszła dosyć szybko i na ten miesiąc mieli za co się utrzymać. Nel została poproszona o napisanie CV dla niezaradnej ciotki, która miała znaleźć sobie pracę. Po tym nawale obowiązków oraz przesłuchań dotyczących morderstwa miała odrobinę czasu dla siebie. Była już osiemnasta, nasza bohaterka nie miała niczego do roboty, więc postanowiła wybrać się w swoje sekretne miejsce w lesie. Cioci powiedziała, że wychodzi do koleżanki i jakby do wieczora nie wróciła, to będzie oznaczało, że u niej nocuje. Ciotka bez wahania wypuściła siostrzenicę i zajęła się swoim chrześniakiem. Osobiście Nel uważała, że ciocia go trochę przekarmia, ale przymykała na to oko. Spakowała jak zwykle: książki, koc, latarkę, poduszkę oraz scyzoryk. Była gotowa do podróży. Całkiem szybko dojechała do niewielkiego kamienia porośniętego mchem. Skręciła w prawo, w stronę lasu. Na oko była już dziewiętnasta: 
-,,A co mi tam, przenocuję w lesie, przecież wszyscy myśliwi podobno wypłoszyli wszelką zwierzynę z tych lasów, a ludzie aż tak się nie zagłębiają. W sumie nie mam powodów do strachu" -.Cały czas powtarzała to sobie w duchu. I miała rację ,w lesie już od ponad miesiąca nie było żadnych saren, dzików czy też wilków, a natomiast ludzie (a najczęściej pijacy) leżeli w rowach przy drodze, więc nie było szans, by któryś z nich mógł dotrzeć do miejsca, w którym się znajdowała. Rozłożyła swój dosyć gruby koc, następnie zrobiła nad nim prowizoryczny szałas pod wierzbą. Ułożyła się wygodnie na samym dnie szałasu, tak że dotykała plecami kory drzewa. Było jej dosyć nie wygodnie i troszkę ciemno, więc wyjęła z plecaka latarkę i poduszkę(ją akurat podłożyła sobie pod plecy). Przeczytała chyba z jedną i pół książki, gdy poczuła się senna. Jako iż byłą już pierwsza trzydzieści, Nel położyła się w szałasie i spokojnie zasnęła. Śniło się jej, że wisi na gałęzi drzewa. I miała do wyboru albo skoczyć z urwiska do morza albo zginąć z rąk mordercy swojej matki. Niestety twarzy mężczyzny nie zauważyła, gdyż miał on na sobie kominiarkę. Postanowiła skoczyć. Leciała dosyć swobodnie i tylko przyglądała sie jak woda jest co raz bliżej. W końcu chlup! Czuła się ciężka jak głaz i od razu poszła na dno...Obudziła się nad ranem cała spocona i wystraszona: -Co to w ogóle miało być?!- krzyczała w myślach do siebie. Poranne słońce irytująco padało na jej zmęczoną twarz. Wyszła z szałasu, by się trochę ,,umyć" w strumieniu(cóż Nel nie należała do dziewczyn, które lubiły dbać o swoją urodę, ale tę poranną czynność uważała za potrzebną).Już zanurzyła swoje bose stopy w strumieniu, gdy nagle w cieniu drzew dostrzegła parę świecących się wręcz turkusowych oczu. Nie mogła się nawet ruszyć. Nie wiedziała czy to ze strachu, czy może z zachwytu...Postać powoli wyłoniła się z cienia i ujawniła swoje obliczę. Był to osobnik płci męskiej. Na oko miał ok. metra osiemdziesiąt, parę jak już wspomniałam turkusowych oczu oraz piękne blond loki do ramion. Chłopak był całkiem dobrze zbudowany, ale nie tak przesadnie. Ubrany był w siwą oraz brudną koszulkę, porwane jeansy do kolan, a nogi natomiast były bose. –To on! To ten chłopak ze snu! – cieszyła się w myślach. W końcu odzyskała mowę: 
 -Eeem, kim jesteś?- wyszeptała. Chłopak zrobił wrażenie jakby nie zrozumiał pytania, lecz odpowiedział dosyć szybko: 
 -Nie bój się mnie, nie zrobię ci krzywdy. Mam na imię Imre. Pochodzę z bardzo daleka. Sądzę, że chyba zagubiłem się w tym lesie, pomogłabyś znaleźć mi wyjście? 
 -Eee… -nie mogła z siebie nic wydusić- Noo jasne, że ci pomogę Imre. Chodź za mną. –zbita z tropu wyszła ze strumyka, po czym czmychnęła do szałasu i pozbierała swoje rzeczy.

Szła razem z Imrem. Oczywiście chłopak okazał się dżentelmenem i postanowił, że będzie prowadził jej rower. 
 –Więc powiedz Imre, jak się tu znalazłeś? –zagadała 
 –Jakby to można powiedzieć? No chodziłem sobie to tu to tam i nagle niepostrzeżenie wszedłem w sam środek lasu. Ach jaki ze mnie dureń, zapomniałem zapytać jak się nazywasz… –odparł zakłopotany 
 –Jestem Nel. –odparła z lekkim uśmiechem –Mieszkam tu niedaleko. A ile masz lat? 
 -Ja? Ech, musze pomyśleć…- i zaczął coś bąkać pod nosem, prawdopodobnie zliczał niewiarygodnie wielkie sumy, ale po chwili odpowiedział -Tak, mam osiemnaście lat. A ty Nel? - 
 - Ja mam szesnaście.- zaczął wiać lekki wiatr, który rozwiał jej blond włosy. Również loczki Imrego powiewały swobodnie na wietrze. –,, Bożee, on jest cudowny! Jakby nie z tego świata…"- zachwycała się nim w myślach.

Wreszcie doszli do domu Nel. Na tarasie stał Sebastian, który trzymał w ręce zabawkowy pistolet. 
 –Nel, wróciłaś do nas! – usłyszała donośny głos ciotki, który wydobywał się z wnętrza domu. – I to w dodatku nie sama.- po chwili dodała z nadzieją w głosie. Nel wiedziała, o czym jej ciotka myśli, przecież była starszą siostrą jej matki, lecz pomimo tak różnych charakterów chodziło im to samo po głowie: dobrze ożenić Nel (bo Sebastian był jeszcze za mały na ślub, więc została tylko Nel). Ciocia nie miała dzieci, była po prostu starą panną. Wiele razy siostra próbowała ją zeswatać ze swoim szefem ale najwyraźniej kobieta nie była w jego typie. I tak ciocia Jania została panną do końca życia. A może to ze względu na taki ,,szalony” charakter i sposób życia ciotki? Nel nie mogła rozwiązać tej zagadki, więc postanowiła nie wtrącać się w życie prywatne swojej opiekunki. 
 –Ciociu, poznaj Imrego. Spotkałam go dziś rano jak wracałam do domu. Jest bardzo miły i chciałabym zaprosić go na obiad. Zgadzasz się?- Ciotka pospiesznie wyjrzała z kuchni i wydobyła z siebie jęk zachwytu. 
 –Cóż to za czarujący chłopiec! –wykrzyknęła- Oczywiście, że możesz go zaprosić na obiad! Zapraszamy Imre. – i gestem pokazała, by wszedł do domu. Sebastian lustrował wzrokiem gościa, ale po dłuższej chwili zaakceptował jego obecność. Ciotka naszykowała stół, jakby ją odwiedzał sam król. Imre z dosyć zakłopotaną minął spoglądał to na ciotkę, to na pełen smakołyków stół aż wreszcie przemówił: 
 -Ja dziękuję, za ten wybitny poczęstunek, ale nie jestem głodny. Z grzeczności zasiądę przy was i spróbuję kilku potraw…- W prawdzie to wszystko było albo odgrzane z tamtego tygodnia albo niegdyś mrożonki, które ciotka pospiesznie wrzuciła do piekarnika. Wszyscy zasiedli przy stole czteroosobowym. Między Imrem siedziała ciotka i Sebastian, a natomiast naprzeciwko niemu Nel.

Po obiado- kolacji Nel zaproponowała chłopakowi króciutki spacer… 
 -Gdzie ty Imre mieszkasz?- zapytała zatroskana 
 -To dosyć dobre pytanie. –zastanowił się- Tak naprawdę to sam nie wiem…- i spojrzał na nocne niebo, na którym aż roiło się od gwiazd. –Jak to nie wiesz? –zapytała – Przecież każdy ma jakieś swoje miejsce na ziemi, czyż nie?- 
-Tak Nel, masz racje, ale akurat ja nie mam tutaj żadnego miejsca…
-To nie mógł byś zamieszkać z nami?- w jej głosie dało się usłyszeć nadzieję 
 -Niestety nie, no bo wiesz… ktoś mnie szuka i nie chciałbym was w to wplątać… -zaczął niepewnie -Ale w co wplątać? O czym ty mówisz Imre?- zaciekawiła się i zatrzymała. Jej jasno zielone oczy błyszczały w świetle gwiazd, a włosy kaskadą opadały p na plecy. W jej wyrazie twarzy można było wyczytać zatroskanie o swojego nowo poznanego kolegę.
 –Nie mogę ci powiedzieć Nel, czego ta sprawa do tyczy… Nie uwierzyłabyś mi.- odparł z żalem 
 ,,-Ależ oczywiście, że bym uwierzyła, bo mi się śniłeś i powiedziałeś słowo ‘wiara’’’. Miała już to na końcu języka, ale w porę się opanowała i powiedziała coś czego nigdy by nie powiedziała: 
 - Imre, synu Hermesa, masz wrócić do domu, inaczej wyślemy po ciebie eskorte…- i zemdlała. Nie miała świadomości co w ogóle mówi. Wiedziała jedynie, że powiedziała coś nadzwyczaj dziwnego i poczuła się słabo, po czym dookoła niej zapanowały ciemności.
–O choler ,już za późno, znaleźli mnie!- twarz Imrego stała się kredo biała. Nie mógł zostawić Nel nieprzytomnej na drodze, więc postanowił zabrać ją ze sobą. Wziął dziewczynę na ręce i rozpłynął się w powietrzu razem z nią.

Historia Leny:
Rozdział 1

Piątek. Lena wraz z rodzicami prowadziła cukiernię. Zazwyczaj im tylko odrobinę pomagała lecz czasem pozwalali jej zrobić coś więcej niż zazwyczaj. Dzisiaj był dzień, w którym była jej kolej w przygotowywaniu, lubianego przez wszystkich ciasta  - " 3-bit'a".  Brakowało kilku składników.
- Mamo! Brakuje masy krówkowej i paczki herbatników. - Krzyknęła do mamy. Po chwili kobieta przyszła do córki do kuchni. Wyglądała na wykończoną, ale i tak się uśmiechała, bo praca tutaj sprawiała jej ogromną radość i przyjemność.
- Niemożliwe - zdumiała się mama. - Przecież wczoraj byłam w Auchanie i robiłam zakupy, byłam pewna, że kupiłam. - Zachodziła w głowę i zastanawiała się,
- Mamo! Jak mogłaś zapomnieć kupić składniki do ciasta, które jest tradycją.

- Widocznie mogłam. Zaraz skoczę z tatą do sklepu i kupimy te rzeczy. Ok??? - Mówiła do córki łagodnym i przepenionym miłością glosem. Dziewczyna uwielbiała, gdy mama mówila do niej takim tonem. Złość jej przeszła natychmiastowo.
- Ok. Dzięki mamo. Kocham cię.
- Ja ciebie też, kochanie. - Przytuliła się do córki i poszła po męża, aby udać się do domu towarowego.   
                                                                      
                                                                       ***  

Mama z tatą wrócili. Mieli ze sobą wszystko co potrzebne do ciasta, które Lena zamierzała zrobić. Gotowanie było jej ulubionym zajęciem, z wyjątkiem czytania. Bardzo pomagało jej to, odstresować się po uniwerku. Po prostu kochała to i pozwalało jej oderwać się od rzeczywistości. Kuchnia była jej światem, gdzie działa się magia, poza tym mogła podżerać jedzenie, głównie słodycze, jak to w cukierni. 
Lena przyrządziła ciasto według rodzinnego przepisu i zaniosła na ''wystawę''. Kolejka do lady była ogromna, a ludzie wyglądali na szczęśliwych z powodu słodyczy.
Po zakończonej pracy wszyscy udali się do pizzeri i zamówili największą pizzę peperoni jaką pizzeria miała do zaoferowania. Jedli śmiejąc się z nieudanych dowcipów i żartów taty, głównie to z samego taty. Tak to już u nich było, rodzina jest najważniejsza ( tak brzmiało ich rodzinne motto). Wszyscy dookoła nich mogli to wyczuć.
Wrócili do domu i  zaczęli oglądać 4 sezon '' Pamiętników Wampirów''. Była to ich kolejna tradycja. Zaczęli ją praktykować, wtedy kiedy Lena zakochała się na zabój w Damonie Salvatore i rodzice nie spędzali z nią zbyt wiele czasu przez niego, tak więc zrodziło się postanowienie, że wszyscy razem będą oglądać ten serial, dopóki się im nie skończą sezony do oglądania.
Oglądali odcinki do późna, aż każdy zasnął na kanapie pod kocem. Oczywiście Lena musiała się rozłożyć, a skutkowało spadnięciem z kanapy. Wstała i przykrył rodziców kocem, a sama udała się do łóżka znajdującego się w jej sypialni, w której było mnóstwo Damona, bo nigdy się jej nie chciało zdejmować plakatów z przystojnie-nieziemskim wampirem. Uwielbiała w nim, ten jego sarkazm i cudowne miny jakie robił w serialu. Choć nie była już małolatą i nie wierzyła w takie rzeczy jak wampiry, to nadal kochała się w chłopakach, którzy mieli zniewalający uśmiech taki jak Iana Somerhaldera  ( aktora, który grał Damona w serialu ).

                                                           Rozdział 2

Spała jak zabita, a gdy wstała, była w świetnym humorze i wypoczęta. Zeszła ubrana w codzienny strój na dół na śniadanie. Tata czytał poranną gazetę, mama krzątała się po kuchni jak co sobota, a telewizor był włączony na programie z bajkami animowanymi. Lena usiadła koło taty i zaczęła wcinać jajka z bekonem, które mama przed chwilą przyrządziła wyśmienicie. Niestety dziewczyna miała dzisiaj bardzo ważne zaliczenie o 10.00 i nie mogła pomóc rodzicom, w robieniu porządków w cukierni, jak i w domu. Było już wpół do i studentka musiała lecieć na uniwerek więc wzięła swój niebieski miejski rower i pojechała wraz ze swoimi rzeczami.
W tym czasie co Lena pisała kolokwium, jej rodzice wybierali się na imieniny ciotki Lucy. Obydwoje się wystroili na tę okazję, bo w końcu to były imieniny siostry mamy. Tata nie cierpiał się stroić jak stróż na Boże Ciało, ale no cóż, czego się dla żony nie zrobi. 
Wyjechali swoim BMW z garażu i kierowali się w kierunku autostrady. Gdy już ją przejechali, przyszedł czas na przejechanie przez skrzyżowanie. Tuż przed nimi włączyło się czerwone światło. Oczekiwanie nie było długie, ale ta dwójka nie lubiła się spóźniać. Stosowali się do ograniczeń prędkości i innych znaków drogowych, ale byli niecierpliwi.
Jechali, a z drogi prostopadłej do ich drogi nadjeżdżał samochód o zabójczej prędkości. Rodzice Leny nie mieli czasu, by przyhamować, ani przyśpieszyć. Auto było coraz bliżej ich. W końcu doszło do zderzenia dwóch samochodów.
 Rodziciele w swoich ostatnich chwilach życia martwili się tylko o to, jak poradzi sobie Lena, jak ich już nie będzie. Wiedzieli, że kiedyś przyjdzie dzień, w którym będą musieli opuścić swoją małą córeczkę lecz nie przypuszczali, że ten dzień nadejdzie tak szybko. Lena była ich jedynym potomkiem i dziedziczką cukierni, ale mieli świadomość, że jest za wcześnie na to, aby zrzucań na jej ramiona tak wielką odpowiedzieli. Nadzieja i wiara, to jedyne co im pozostało na obecną chwilę. Świadomość, że nie będą na ślubie córki, że nie poznają wnuków, że ominą ich najlepsze chwile z życia Leny była okropnie dołująca, ale nie mieli wpływu, na to co się stało i jakie poniosą przez ten wypadek konsekwencje. A mianowicie umrą i to było najgorsze.

                                                                        *** 
  
Gdy Lena była w trakcie pisania pracy, zadzwonił telefon. Profesor zwrócił jej uwagę i kazał wyciszyć urządzenie. Na chwilę spojrzała na ekran, by sprawdzić od kogo było to połączenie. Okazało się, że to z policji. Poprosiła wykładowcę, aby mogła oddzwonić, gdyż był to telefon od służb miejskich. Nauczyciel się zgodził więc Lena wyszła z pomieszczenia, w którym się znajdowała na korytarz. Wybrała numer i usłyszała sygnał. Po chwili ktoś się odezwał w słuchawce. Był to głos policjanta. Powiedział on, że ma bardzo złe wieści dla niej.
- Ale jakie to wieści - zapytała się dziewczyna funkcjonariusza, była przerażona.
- Noo... Pani rodzice mieli kolizję i doznali poważnych obrażeń, a na skutek ich zmarli na miejscu wypadku. - Lena powoli zaczynała płakać. 
- To niemożliwe. To się nie dzieje na prawdę, racja? - Studentka zaprzeczała i nie mogła uwierzyć w to, co powiedział jej przed chwilą policjant.
- Niestety to prawda, nic nie mogliśmy zrobić w sprawie twoich rodziców, bo jak już wcześniej powiedziałem, obrażenia były zbyt poważne. Więcej dowie pani się jutro, gdy przyjdzie panie na komendę.
- Dziękuję, że mnie pan powiadomił o tym zajściu i oczywiście przyjdę. Do widzenia. - Dziewczyna wylewała łzy i próbowała pogodzić się z myślą, że jej rodzice nie żyją.
Lena wróciła do sali i udała się w stronę egzaminatora. Powiadomiła go o całym zdarzeniu i zwolniła się. Następnie wróciła z trudem do domu. Poszła do swego pokoju i się w nim zamknęła. Płakała. Nic nie mogło ukoić bólu, który nosiła w sercu. Nie miała bladego pojęcia, jak sobie poradzi bez nich w życiu. To było jak grom z jasnego nieba. Nie spodziewała się takiego obrotu akcji. Przecież wczoraj byli szczęśliwą rodziną, a dziś zawalił się jej cały świat. Nikt nie miał pojęcia, co ona przechodzi. Nie chciała spotykać się z przyjaciółmi, ani nigdzie wychodzić. Cukiernia była prowadzona przez ciotkę Lucy, która zamieszkała wraz z Leną na jakiś czas, by chwilowo poprowadzić interes i pomóc pozbierać się Lenie po tym traumatycznym przejściu. 
Dziewczyna wzorowo ukończyła drugi rok studiów, one pozwalały jej oderwać się od przygnębiających myśli. Oczywiście na zajęciach nauczyciele traktowali ją ulgowo, ze znanego jej i im powodu. Ona i tak starała dawać z siebie wszystko i powoli wracała do swojej starej osobowości.  
Dni miały, a ból słabł z biegiem czasu lecz ona nigdy nie zapomniała. Starała się chodzić i pracować w cukierni, w której można było wyczuć obecność staruszków. Trochę jej to pomagało. Rose przychodziła, by ją odwiedzić i sprawdzić jak się trzyma. To z nią głównie przesiadywała, gdy ponownie otworzyła się na świat. Ona była była jej opoką, podporą tylko po to, aby Lena znów nie znalazła się na pokładzie tonącego statku, jakim była jej rozerwana dusza i złamane serce.

                                                                        ***

Życie toczyło się dalej, a ona objęła całkowitą kontrolę nad swoją firemkął. Zatrudniła Rose do pomocy i razem z ciotką Leny, dziewczyny starały się sobie radzić. Niestety ich starania nie wystarczały, potrzeba by było cudu, aby uratować dorobek życia rodziców Leny, a to dlatego gdyż na przeciwko interesu  powstała konkurencyjna cukiernia, która radziła sobie świetnie, w porównaniu do nich. Musiały wymyślić plan, który uratowałby firmę. Ale żadna nie miała pomysłu, który by tego dokonał. We dwie szukały wyjścia z tej nędznej sytuacji, bo dla Rose i Leny szklanka zawsze była w połowie pełna, choć czasem bywały chwile zwątpienia. Miały tylko nadzieję, że nie zbankrutują do końca. Czasu było coraz mniej. Dziewczyny miały ochotę  sięgać po radykalne sposoby typu kradzież, napad i inne lecz się powstrzymywały. 
Lena postanowiła, że uda się na zaplecze. 
- Może tam coś znajdę - pomyślała. - Tak w sumie to, ta cukiernia jest przekazywana z pokolenia na pokolenie więc pewnie jest tam od groma rupieci. Możliwe, że coś stamtąd mi się przyda.
Lena poszła na zaplecze i zaczęła przeglądać żelastwo oraz innego typu rzeczy. 

Historia Persefony:
                                 Rozdział 1


Wyczekiwany przez Persefonę dzień, w którym miały zacząć się jej wakacje, wreszcie nadszedł. Nie mogła się doczekać momentu, w którym zejdzie na ziemię i zaszaleje jak nigdy dotąd. Rzadko zdarzało się, że jej matka zgadzała się na takie wypady. W sumie to nigdy się nie zgadzała, bo uważała, że jej córka jest za młoda na takie rzeczy. Lecz od czasu do czasu Demeter miała swoją chwilę słabości ( chwilą tą był dzień urodzin Persefony ) i pozwalała córce zrobić to, na co ona miała ochotę. Tym razem bogini postanowiła wybrać się na małe wakacje od bycia bożką i mieszkania w willi matki w jej świecie. To miał być wyjazd przyjaciółek, w którym inni bogowie mieli im nie przeszkadzać, niezależnie od tego czy im to się podoba, czy nie.
I dziś właśnie ten dzień nadszedł. Bogini latała po całej willi i zbierała wszystkie rzeczy, jakie porozrzucała podczas przygotowań, nie chciała, aby matka ujrzała tego bałaganu. Persefona przy matce udawała grzeczną i poukładaną, ale gdy tylko bogini urodzaju spuszczała ją z oka lub też dziewczyna schodziła na ziemię  od wielkiego dzwonu, nie była już aniołkiem. Uwielbiała chodzić na różnego typu zabawy i nie pozwalała sobie ich odpuścić. Zawsze udawało się jej wymknąć niepostrzeżenie, albo opowiadała różne wymówki byle tylko wyjść z tego więzienia, w którym mieszkała. Dom ją ograniczał i nie pozwalał jej uwolnić swego prawdziwego oblicza. Nie mogła być szaloną nastolatką jak inne ludzkie dziewczęta i boginie. Pragnęła bawić się, tańczyć do białego rana, śpiewać, całować i chować się z przystojniakami po kątach, robić wszystko to, co robią ludzie w jej wieku.

***

Wraz z swymi przyjaciółkami Persefona zeszła na Ziemię. Były w krainie o nazwie Polska, a dokładniej w mieście Sopot. Ludzie chodzili wpół nadzy, a wszędzie było można coś kupić, zjeść lub jeszcze coś innego. Najbardziej zainteresowali ją mężczyźni z odsłoniętym i wyrzeźbionym torsem. Musiała przyznać, że nie jeden zwacał jej uwagę.
Dziewczęta zameldowałay się w hotelu i zaczęły korzystać ze swych tygodniowych wakacji. Oczywiście nie miały problemów z kontaktem międzyludzkim, gdyż przygotowały się na tę okazję wcześniej. Wszystko układało sie po ich myśli, faceci nie mogli spuścić z nich wzroku, a kobiety pożerały ich zazdrosnymi spojrzeniami. Persefona nie mogła wyobrazić sobie lepszych wakacji od tych. Czuła, że na tym świecie znalazła swoje miejsce. I nie było to przelotne uczucie lecz coś, co trwało po wsze czasy.

Rozdział 2

Po cudownie spedzonym tygodniu, boginie wróciły do swojego zwykłego życia. Persefona zaczęła częściej przesiadywać w swoim pokoju i coraz częściej nie wychodziła z niego. Jej światem stał się laptop i inne urządzenia, które przywiozła jako pomiątki.

***

Demeter nie cierpiała tej jej nieodpowiedzialności i żadnego poczucia obowiązku. Ona wiedziała o drugim obliczu córki, miała dużo czasu, aby się dowiedzieć, ale Persefona nawet nie domyślała się, że jej matka ma tego świadomość.
Pewnego dnia bogini poprosiła córkę o to, aby odbyły poważną rozmowę. Per była zdezorientowana tą prośbo, przecież jej matka nigdy o coś takiego nie prosiła. A może prosiła, w każdym radzie Persefona tego nie pamiętała. Zaczęło się.
-Persefono,musimy poważnie porozmawiać - oznajmiła surowym tonem Demeter.
- No..yyy... dobrze. A o czym - zapytała się wystraszona Per.
- Chodzi o dwie sprawy, ale najpierw ta ważniejsza: przypominam ci, że niebawem wyruszysz do swojego wuja Hadesa. Czeka tam na ciebie bardzo ważne zadanie. Otóż będziesz musiała okazać swoim poddanym troskę ,zainteresowanie oraz swoją miłość... - i tak dalej ciągnęła matka dziewczyny.
- Mamo ...yhh... ale co mnie obchodzą jakieś kwiatki i tym podobne. Jestem nastolatką i tego typu rzeczy są tandetne.
- Ależ kochanie. Te ,,jakieś kwiatki" też mają uczucia i potrzebują wsparcia tam na dole. Czy nie mogłabyś, jak co roku, zajść do podziemi i troche z nimi porozmawiać? Czy nie możesz zrobić tego dla swojej starej matki?
- Ale mamo - Persefona zrobiła piękne oczka - to niesprawiedliwe. Inni będą się bawić, a ja w tym czasie będę musiała przesiadywać z gnijącymi umarlakami i się do nich przymilać
-Po pierwsze to nie są umarlaki tylko rośliny,a po drugie u wujka Hadesa nie jest ci aż tak źle...-Demeter nie mogła pojąć dlaczego tym razem córką aż tak się sprzeciwia.
- Jedno i to samo. Nadal są nużący i zdechli. A u stryja jest okropnie i nie wciskaj mi kitu. Bardziej ponurego i nudnego miejsca nie widziałam - bogini nie rozumiała po co miałaby tam iść skoro może zabawić się tutaj.
- No dobra widzę,że się z tobą nie dogadam. Przejdźmy do drugiej sprawy-zaproponowała. - Jestem niezwykle ciekawa co robisz podczas swoich ,,wakacji" zarówno tych u wuja jak i na ziemi
- Yyyy... Nic specialnego - nie chciała się przyznawać matce co tak naprawde robi w swoim wolnym czasie
- No słucham Persefono,ja mam czas-nalegała matka
- Niech ci będzie - przyznawanie się jej bylo jedną z najgorszych rzeczy w jej życiu - imprezuję, bawię się i robie to, na co mam ochotę. I co ty na to? - Persefona zbyt długo tłumiła chęć powiedzenia tego co naprawdę myśli, aż teraz wykrzyczała całą prawdę.
- Nie tym tonem młoda damo. Masz tam pojechać jak co roku i bez dyskusji inaczej zabiore ci te twoje gadżety i skończą się te wyprawy na ziemię. Mogę sprawić, że zostaniesz u Hadesa na zawsze, jeżeli nie pojedziesz do niego w tym roku! - Zagroziła.
- Nie możesz mi tego zrobić. Wiesz, że ja tam nie przeżyję ani jednego dnia. Jesteś potrworem. - Wrzasnęła matce w twarz.
- Podjęłam już decyzję - zagrzmiał głęboki i ostry głos Demeter. Kobieta jak chciała potrafiła być stanowcza i ostra. - Wysyłam cie do Hadesu dopóki się nie zmienisz!
- Mamooo!!!! Nigdy tam nie pójdę, prędzej umrę, niż tam się znajdę. Dobrze wiesz, że w ten sposób nigdy się nie zmienię. Zapamiętaj me słowa. Nienawidze cię!!! - Matka nigdy nie była tak poważna jak w tej chwili, ale Persefona też potrafiła być uparta jak głaz.
- Persefono, córko Demeter, jak śmiesz sprzeciwiać się woli matki? - Obie kobiety usłyszały donośny głos Zeusa, który powoli nadchodził ze strony Olimpu.- Skazuję cię na wieczny pobyt w Hadesie dopóki nie przekonasz swoich poddanych do siebie. - Osądził bóg bogów. Persefona nie mogła nic zrobić jak tylko iść i się spakować.
- Skąd bracie wiedziałeś o naszej kłótni? - Zapytała zawstydzona Demeter. 
- Słychać was na całym Olimpie więc przyszedłem rozstrzygnąć spór. Z tego co ,,podsłuchałem" uznałem, że masz siostro racje,więc się wtrąciłem.
- Troche szkoda mi mej córki - lamentowała bogini 
- To dobrze jej zrobi - zapewniał Zeus. - Z resztą ma za dużo luzu, a Hades będzie umiał ją trzymać w ryzach - zachowywał się jakby był o tym przekonany.
- Jestem tego pewna lecz ... - rzekła Demeter zmartwionym głosem - boję się, że ona naprawdę mnie znienawidzi, a nasze wspólnie spędzone lata pójdą w zapomnienie. Nie jestem gotowa na to, by stracić kolejne dziecko, nie jestem ... - bogini nie potrafiła powstrzymać płaczu wywołanego lawiną sprzecznych uczuć.
- W takim razie nie wiem co ci poradzić. Wiem teraz, że wcześniejsze rozwiązanie nie wchodzi w grę. Musisz więc znaleźć inny sposób na wyjście z tego. Wiadomo nam, że w tym roku musi się tam zjawić Persefona, bo poddani tracą wiarę w jej zainteresowanie nimi, zawsze znajdywałaś dla niej wymówki lecz przyszedł czas na koniec uciekania od problemu.
- No tak, ale co ja mam z nią zrobić Zeusie. Przemoc i groźby nic nie wskórają w tej ani innej sytuacji, a czasu jest coraz mniej, by jakkolwiek ją przekonać.
- Trudno mi to przyznać, ale nie wiem. Nie mam zielonego pojęcia, co mogłabyś zrobić. - Odpowiedział na pytanie bezradny Zeus i za to przybity, bo nie wiedział co poradzić siostrze, a przecież był bogiem bogów.
- Z takim podejściem nic nie wymyślimy - zakomunikowała Demeter. - Muszę odetchnąć świeżym powietrzem i poukładać swe myśli. - Po tych słowach bogini udała się do swego skrytego ulubionego miejsca zostawiając brata w jej własnym domu.

Historia Mordreda: 
Rozdział 1

Tej nocy ten sam koszmar znów przyśnił się Mordredowi - synowi Hadesa. Wszystko zdarzyło się, gdy chłopak miał około czterech lub pięciu lat. Wraz z matką - Nemezis zszedł po raz pierwszy i ostatni na ziemię. Był piękny i upalny dzień, a bogini zemsty chciała pokazać dla swego potomka jak wygląda ziemia, na której żyją ludzie modlący się do nich. Coś ją rozproszyło i zostawiła na chwilę Mordreda samego. Chłopczyk bawił się patykiem gdy nagle zauważył płaczącego mężczyznę. Podszedł do niego i chciał zapytać co się stało lecz obcy szybkim ruchem narzucił mu worek na głowę i jednym ruchem powalił na ziemię, po czym związał mu ręce i nogi. Nemezis wróciła lecz nie zastała swego syna. Zrozpaczona szukała swojej pociechy, aż zauważyła oddalającą się furgonetkę. Ruszyła za nią i dorwała porywacza. Zemsta bogini zemsty jest sroga! Mężczyzna mógł tego doświadczyć na własnej skórze... 
Mordred znów obudził się z krzykiem. Co noc śnił mu się ten sam sen. Miał tego dość. Kontaktował się z Forkidami i innym tego typu czarownicami lecz na próżno. Nic nie pomagało. Postanowił, że nie będzie spał. Udało mu się nie przespać trzech dni, gdyż dłużej nie mógł się opierać, oczy same się zamykały. Ale tym razem śniło mu się zupełnie co innego ... W śnie spotkał pewną dziewczynę. Nie była jakoś szczególnie piękna, ale wyjątkowa. Dlaczego? Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Po prostu to wiedział. Szła w stronę dziury, która prowadziła do Tartaru. Mordred pobiegł za nią i chwycił ją w ostatniej chwili za rękę, a ta zwisała nad przepaścią. Była lekka ale nagle zrobiła się ciężka jak z ołowiu. Trudno mu było ją utrzymać, ale walczył. Próbował ją wciągnąć na górę lecz niestety nic nie pomagało, a z każdą sekundą był co raz słabszy. Nie chciał jej utracić, ale w końcu jego ręka nie wytrzymała i dziewczyna spadła w otchłań Tartaru. Mordred zaczął krzyczeć do niej przeprosiny i błagał o wybaczenia, a ona natomiast posłała mu ciepły uśmiech i po czym otulił ją mrok. 

Rozdział 2

Kilka dni później Hades oznajmił Mordredowi, że niebawem, a właściwie za kilka dni odwiedzi ich Persefona - córka Demeter.
- Synu - zagrzmiał głos pana podziemi. - Za jakieś trzy, cztery dni zawita do nas twoja kuzynka, a moja siostrzenica...
- Nie w sposób zapomnieć - mruknąłem bez entuzjazmu.
- Liczę, że przyjmieMY ją jak najlepiej i zapewnimy opiekę i bezpieczeństwo oraz spędzimy razem miło czas.
- Jeżeli masz na myśli grę w rosyjską ruletkę to odpadam - zaprotestował Mordred, wiedział że to ulubiona gra ojca.
- Oh, oczywiście że nie! - Wykrzyknął wzburzony. - Przecież Persefona musi wrócić do domu w jednym kawałku i bez żadnych obrażeń.
- No to co proponujesz? Monopol, scrabble? Sorry, za stary jestem...
- Za stary w tych podziemiach to mogę być tylko i wyłącznie ja - Hades dumnie wypiął pierś i poklepał się pięścią.
- Tak, tak jasne. - Mordred przewrócił oczami.
- Jakąś jeszcze miałem do ciebie sprawę... - zaczął i i się zamyślił. - Ach tak! Otóż,mój najdroższy i jedyny synu...
- Słucham cię mój jedyny i nie najdroższy ojcze. - Zażartował, ale jego ojciec chyba nie załapał żartu.
- Męczy mnie ostatnio pewna sprawa. Jak mi się wydaje masz już 21 000 lat, czyż nie? Przejdźmy do sedna. Mordredzie, musisz się niebawem ożenić! - Hades spoważniał, jak widać miał poważne zamiary wobec syna.
- Tak, wiem. Już wybrałem mą przyszłą żonę. - Z triumfem na twarzy rzekł Mordred.
- Czyżby? - Nie dowierzał pan podziemi.
- Oczywiście! Moją wybranką jest Loren, córka Afrodyty.
- Doprawdy synu? Jeśli żywisz poważne zamiary wobec tej dziewczyny to masz niemałą konkurencję - zaśmiał się pod nosem Hades.
- A co mi tam konkurencja-prychnął jego syn-Zmiotę ich wszystkich w pył!-i wyszedł
-Żebyś się synku nie przeliczył-mruknął stryj Persefony

Mordredowi myśli zaprzątało co innego, a mianowicie jego przyjaciel Imre. Chłopak jest synem Hermesa. Ma śliczne blond loki do ramion, przejrzyste i świecące w ciemności turkusowe oczy (Mordred zawsze zazdrościł mu tego ,,bajeru"),jest dobrze zbudowany i zawsze uśmiechnięty.Jednym słowem chodzący ideał.Pomimo iż jego ojciec jest bogiem złodziei,oszustów itp. Imre kłamać nie potrafi...Zawsze optymistycznie nastawiony zaraża swym poczuciem humoru oraz nastrojem Mordreda.Natomiast syn Hadesa miał zupełnie inny charakter niż jego przyjaciel.Chłopak był pesymistą,posiadał wisielczy humor oraz dosyć łatwo wpadał w gniew.Gdy się denerwował nabierał ogromnego apetytu i musiał koniecznie coś zjeść.

***

Mordred po rozmowie z ojcem ruszył na Olimp. Zamierzał odwiedzić Imrego jeszcze przed zmrokiem więc musiał się pospieszyć. Gdy szedł korytarzem w stronę pokoju blondyna spotkał Loren. Dziewczyna była ubrana w kuszącą białą suknię z głębokim dekoltem (co przykuwało wzrok każdego boga na Olimpie), nogi miała bose, a włosy rozpuszczone. Szła sprężystym krokiem, a oczach pojawił się płomyk radości, co oznaczało że spotkało ją coś dobrego.
- Witaj Loren - przywitał się syn Hadesa
- Och,witaj Mordredzie! - Ucieszyła się i delikatnie przed nim dygnęła,natomiast on ujął jej rękę i delikatnie ucałował (dokładnie tak na Olimpie witali się bogowie i boginie).
- Cóż takiego wydarzyło się, że jesteś taka rozpromieniona?
- Ależ niic - specjalnie przeciągnęła ,,nic" by zachęcić go do dalszych pytań
- No powiedz.
- Doprawdy, cud nad cudy się zdarzył! - Zawołała z entuzjazmem.
- A jakiż to cud - zirytował się Mordred.
-Dostałam nowe kolczyki od Williama!-zaczęła skakać i piszczeć.Swoim zachowanie przypominała albo kokietkę albo rozpieszczoną siedmiolatkę,bądź to i to.
-Ech,pokaż je-zaproponował lekko zażenowany i zazdrosny.Syn Dionizosa był jego największym rywalem,jeśli chodzi o względy pięknej Loren
-Mam je na uszach-i odsłoniła swe uszy,na których wisiały kolczyki z milionem diamentów na każdym.
-No no...Jak widać Will nie próżnował.
-Och,Mordredzie on jest taki kochany!
-Nie wątpię-w tym momencie syn Hadesa zorientował się jak potężnego ma rywala.Szykował już plan na prezent dla córki Afrodyty.
-Muszę lecieć dalej,jeszcze Emma i Tessa ich nie widziały!-wyminęła Mordreda i skocznym krokiem jak mała dziewczynka poskakała w przeciwnym kierunku niż chłopak miał zamiar iść.
Wreszcie stanął przed drzwiami do pokoju Imrego.Zastukał,lecz nikt ich nie otworzył,chwycił klamkę z zamiarem otworzenia drzwi,ale ani drgnęły.Były zamknięte na klucz.
,,Gdzie się ten Imre podziewa?" rozmyślał.Następnego dnia znów przyszedł przed pokój syna Hermesa,lecz nadal nikt nie otwierał.Ta sytuacja powtórzyła się jeszcze kilka dni,aż w końcu Mordred miał dość i zaprzestał czekania na przyjaciela.Któregoś dnia musiał koniecznie spotkać się z Imrem. Wysłał specjalnego wysłannika z Hadesu z wiadomością, że chłopak przybędzie do niego na Olimp wieczorem więc niech się przygotuje. Jednym słowem syn Hadesa miał już dość ,,łażenia" bez celu na Olimp i z powrotem (w szczególności, że Loren ciągle gdzieś znikała i Mordred nie mógł jej znaleźć).Tak się przejął zniknięciem Imrego,że zapomniał o wizycie kuzynki Persefony.Zrozumiał to dopiero wtedy,gdy przechodził koło biblioteki ojca, a ona się w niej znajdowała i czytała jakąś książkę...

Historia Lucasa:
Wynikiem romansu Selene (bogini i władczyni księżyca)  i Hadesa było dziecko, a właściwie chłopiec. Żył na księżycu wraz z matką jako książę  (księżyc zamieszkiwali księżycowi ludzie), pewnego dnia, gdy Lucas miał 8 lat dostrzegł z księżyca dziewczynkę noszącą imię Lena, gdy się bawiła w swoim pokoju. Zakochał się od pierwszego wejrzenia, choć było to zabronione (księżycowi obywatele nie mogli się swatać ze zwykłymi). Obserwował ją dwa lata (spotykał też się z ojcem, gdy jego starszego brata Mordreda nie było) i podczas jednej z wizyt chciał zabrać Hadesowi hełm niewidzialności, bo chciał zobaczyć ukochaną z bliska. Za karę Hades zamknął Lucasa w najwyższej wieży Hadesu i oślepił swego syna, by nie poznał swej ukochanej. Legenda jednak głosi, że gdy znajdzie wybrankę swego serca, odzyska wzrok i będzie on mógł widzieć prawdziwe oblicza ludzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz