Nareszcie znalazłem.
"Żeby wybudzić kobietę z tzw, śmiertelnego snu, należy zasnąć w głęboki sen, a następnie przenieść w najtrudniejszy do przejścia labirynt, umysł. Gdy kochanek znajdzie się w nim, musi znaleźć komnatę snów, gdzie wybranka jest uwięziona. Jeżeli powiedzie się misja z odnalezieniem komnaty, powinieneś wkroczyć do snu dziewczyny i sprawić, że nie będzie myślała o niczym innym, niż o tobie. Niewielu mężczyznom się to udało, ale jeśli ci się powiedzie to zadanie, będzie to oznaczało, że jesteś tej dziewczyny wart i na nią w pełni zasługujesz oraz kochasz ją całym sercem. Życzę powodzenia mój drogi, Madea".
Z tego zapisku wynikało, że uratowanie Persefony nie będzie należało do najłatwiejszych, ale musiałem spróbować. Jeżelibym tego nie uczynił, nie darowałbym sobie. Umarłbym z tęsknoty za nią, mimo że często doprowadza mnie do szału. Jak już wcześniej na pewno mówiłem, uratowałbym ją, chociażby za cenę własnego życia. Była więcej warta niż moje życie. Należałoby rzecz, że była warta wszelkich skarbów światów, a nawet więcej niżeli one.
Poprosiłem ojca o pomoc, a ten się zgodził, nie wyrażając ani słowa sprzeciwu, a nawet sam się zaoferował do wysłania mnie do labiryntu umysłu Persefony. Ciekawiło mnie tylko czy wiedział co zawierał tekst, który sprawił, że chciałem wyruszyć na tę misję. Pewnie nie, ale wolałem zachować dla siebie jego treść. Jeszcze Hades zacząłby coś podejrzewać, a tego właśnie chciałem uniknąć.
Ułożyłem się obok kuzynki na łóżku, a mój ojciec zaczął coś robić, że po chwili zasnąłem i znalazłem się w świecie mej Piękności. Motanina korytarzy intelektu kobiety robił niemałe wrażenie. Mogłem wywnioskować, że ta to dopiero ma w głowie. Kłębowisko myśli przechodziło obok mnie i mogłem ujrzeć je jak film. Wiele z nich zawierało smutek, tęsknotę, żal,a od czasu do czasu przebłyski miłości. Gdybym wiedział wcześniej ile ona cierpiała i miała złe samopoczucie, to może teraz nie znalazłbym się tutaj, usiłując wybudzić najcudowniejszą dziewczynę wszech czasów.
Jej zamysły dotyczyły straty i ... głównie straty. Heh. Obrazy przestawiające ludzki świat, w którym nie było ani jednego boga, przepływały niczym rwąca rzeka. Jej pamięć już nie wyglądała jak typowy labirynt, a raczej jak odrębny zakamarek świata. Było Jezioro Łez (wszystkie miejsca w jej świecie były podpisane za pomocą tabliczek), Drzewo Smutków i średniej wielkości Biblioteczka Szczęścia. Miałem możliwość dowiedzenia się, co chodzi jej po głowie, ale nie miałem czasu na takie bzdury. Było go coraz mniej, a ja wciąż tkwiłem na Rzece Smutków, która zdawała się powiększać w każdej chwili. Powoli zaczynałem myśleć, że nigdy nie odnajdę Komnaty Snów, a wraz z nią Persefony, gdy moim oczom ukazały się wielkie drzwi wyłaniające się z mgły, które były podpisane zbawienną nazwą.
Moja łódź, dzięki której przebyłem Rzekę, przybiła do brzegu. Wyszedłem z niej, a wrota się same otworzyły, ukazując piękny ogród. Zacząłem się rozglądać za Persefoną i stanąłem w miejscu, by móc objąć wzrokiem całe pomieszczenie. I nagle usłyszałem coś. Moja serce powoli ogarniała niezwykła euforia, bo dźwiękiem wpadającym do mego ucha, był szelest. Nie chciałem sobie robić nadziei, a może jednak tak. Stawałem się coraz bardziej pewny, że ten cichy, ledwo usłyszalny odgłos to dźwięk stóp Persefony, Mojej Księżniczki.
Lena
Śnił mi się mężczyzna o kruczoczarnych włosach, wydawało mi się, że go znam, ale nie pamiętałam nic. Moją pamięć obejmowała pustka, której nie potrafiłam wypełnić. Chłopak stał i wpatrywał się w coś, jak w obraz. Było to tak nierzeczywiste, ale realne. Postać miała wygląd idealny, jakby nie z tej Ziemi, ale miał jakąś wadę, której nie potrafiłam dojrzeć. Mój umysł tworzył jeden wielki labirynt, w którym nie umiałam się odnaleźć.
Stał na przeciwko mnie, odwrócony tyłem w wielkim ogrodzie. Zdawało się, że na kogoś czekał i chyba tą osobą byłam ja, bo gdy usłyszał me kroki, odwrócił się i spojrzał mi głęboko w oczy swoimi iście czarnymi tęczówkami. Wyraz jego oczu uzewnętrzniał ból, tęsknotę i bezgraniczną miłość. Już chciałam z miejsca błagać wszystkich bogów świata, aby sprawili, że jakiś chłopak w przyszłości będzie na mnie patrzył takim wzrokiem. Jedno spojrzenie Kruka (nie wiedziałam jak młodzieniec ma na imię, więc tak go nazwałam) sprawiło, że kolana się pode mną ugięły, a ciało chciało być objęte jego ramionami. Patrzyliśmy się na siebie przez krótką chwilę, nic nie mówiąc, po prostu staliśmy i patrzyliśmy na siebie, a świat w okół nas nie istniał.
Chłopak przybliżył się do mnie i po sekundzie nasze ciała dzieliła niewielka odległość, którą sama zmniejszyłam. Teraz między nami było jedynie kilka centymetrów powietrza plus ubrania. Nasze oddechy powoli łączyły się w jeden, gdy dystans znikł, usta odegrały swoją rolę. Słodki pocałunek wpierw był delikatny, a następnie stawał się coraz bardziej żarliwy i namiętny. Moje dłonie mierzwiły włosy chłopaka, gdy jego spoczywały na mojej talii i przyciągały mnie coraz bliżej niego. Ciała się stykały, a języki prowadziły odwieczną wojnę o dominację w tym konflikcie.
Gdy się od siebie oderwaliśmy, nie mogliśmy uspokoić oddechów. No i na tym skończył się najpiękniejszy sen mojego życia.
Nel
Muszę przyznać, że Pola Elizejskie są wspaniałym miejscem, mimo iż brakuje mi mych żywych przyjaciół i rodziny. Ej, zaraz! Rodzina! TATA! Jako iż skończyłam czytać historię pewnej dziewczyny zaczęłam szukać nazwiska mego ojca. TAK! Znalazłam! W tym momencie poczułam taką euforię, że chyba bym oszalała. Przeczytałam ,,opis" jego życia i upewniłam się, że to o niego chodzi. Szybko wybiegłam z Alei Historii i udałam się w stronę polany gdzie rosły przebiśniegi. Ostrożnie stąpałam, aby nie nadepnąć na żaden z ,,domów". Jak zauważyłam kilka innych dusz już wstało, więc postanowiłam zadać im proste pytanie:
- Witam, przepraszam, że niepokoję, ale szukam mojego taty. Ma na imię Adam i prawdopodobnie powinien gdzieś tutaj być ... - zaczęłam niepewnie
- Witaj drogie dziecko, z chęcią ci pomożemy, tylko powiedz jaką twój tata miał historię, gdyż na tej polanie znajdują się cztery osoby o tym samym imieniu. -odparł kulturalnie czarnoskóry mężczyzna z okularami na nosie.
- Mój tata wszedł do płonącego budynku, aby upewnić się czy wszyscy wyszli.
- Ach tak, TEN Adam. - najwyraźniej wiedział o kogo mi chodzi -Poczekaj tu razem z Alysson, zaraz go przyprowadzę. - obiecał i oddalił się od nas.
- Ach ten Ian - westchnęła kobieta o platynowoblond włosach i wesołych granatowych oczach-Cóż, już poznałaś moje imię czy dowiem się jakie jest twoje? - zapytała, po czym wyciągnęła do mnie dłoń.
- Mam na imię Nel. Miło mi panią poznać. - podałam jej rękę i lekko się uścisnęłam.
- Więc jesteś córką Szalonego Adama? - zaczęła.
- Szalonego? - zapytałam zaskoczona.
- Tak, bo widzisz skarbie, twój tata robi na prawdę szalone rzeczy! - zaśmiała się.
- Serio? Jak żyliśmy był spokojny i przeważnie umiarkowanie żartował.
- Aż trudno w to uwierzyć ... - nie dokończyła, bo nadchodził Ian, a obok niego mężczyzna o znajomych zielonych oczach, które znałam z odbicia w lustrze. Uśmiechnęłam się szeroko i pobiegłam przytulić się do mego taty. Od razu wpadłam w jego objęcia:
- Tęskniłam za tobą tatusiu. - wyszeptałam ze łzami w oczach; czułam się jak mała dziewczynka, która spotkała swego ojca po kilku miesiącach rozłąki.
- Ja za tobą też Aniołeczku. - odszepnął i zatopił twarz w moich blond włosach.
Oboje płakaliśmy. Po jakiejś chwili ogarnęliśmy się i zaczęliśmy rozmawiać bez łez:
- Nie sądziłem, że cię kiedykolwiek tutaj spotkam. - odezwał się pierwszy.
- W sumie i ja nie myślałam, że tutaj trafię. - posłałam mu lekki uśmiech.
- Powiedz mi Nel, jak ma się mama i Sebastian? - poczułam lekkie ukucie w sercu, czyli on nie wie ...
- Mama ... - zaczęłam, lecz przerwałam; nie chciałam zadawać mu bólu, gdyż kochał swoją żonę - Ona nie żyje ... -wyszeptałam z pochyloną głową
- Co? -zapytał wstrząśnięty - Jak? Co się stało? Dlaczego jej tutaj nie ma?
- Byłam w piwnicy, Sebastian u siebie, a mama na dole w kuchni. Nagle do naszego domu wtargnął jakiś mężczyzna i zastrzelił ją. Tak po prostu. Później poszedł na górę, ale Sebcio się ukrył i morderca uciekł. - zamilkłam.
- Byłaś w piwnicy i jej nie pomogłaś?
- Byłam zamknięta na klucz. - wyszeptałam ledwo dosłyszalnie.
- Boże ... - nie wiedział jak to skomentować - Co się z wami stało później?
- Zadzwoniłam do cioci Jani, która się nami zajęła.
- Zadzwoniłaś do Janki? - zapytał zdziwiony.
- Tak, babcia też w międzyczasie umarła, więc ciocia była jedyną najbliższą rodziną jaką mieliśmy.
- Muszę pochwalić cię, że dobrze zrobiłaś. - posłał mi smutny uśmiech.
- Dziękuję.
- A jak tutaj trafiłaś?
- Ech to długa historia ... - i zaczęłam opowiadać mu jak poznałam Imrego i trafiłam na Olimp...
Lena
Gdy się obudziłam, poczułam bijące od czegoś ciepło. Było to miłe odczucie, ale zastanawiało mnie jednak skąd bierze ono źródło. Powoli otworzyłam oczy i przekręciłam lekko głowę, by dojrzeć obiekt, który robił mi chwilowo za grzejnik. Okazał się nim śpiący Mordred, mój kuzyn. Podczas gdy ja patrzyłam się na niego, moje serce łomotało z niewiadomych mi powodów. Nawet już chciałam myśleć, że to on jest Krukiem z mojego snu, ale nie pamiętam dokładnie rysów twarzy mojego księcia, więc nie mogę stwierdzić czy to on, czy też nie. No ale to nie przeszkodziło mi w pochyleniu się nad jego twarzą i w pocałowaniu go lekko w delikatny policzek.
Miałam wielką nadzieję, że tego nie poczuł, ale je chyba szlak trafił, bo Mordred po chwili otworzył oczęta i rzekł do mnie:
- Obudziłaś się wreszcie. - przeszedł w pozycję siedzącą - Wiesz jak się o ciebie martwiłem? - powiedział to głosem pełnym troski i ... miłości. To było takie urocze.
- Przepraszam. - odpowiedziałam, nie patrząc na niego.
- Nie przepraszaj, tylko więcej mnie tak nie strasz. - uniósł odrobinę mój podbródek i zajrzał mi w oczy przy czym zmuszał mnie do patrzenia w swoje - Dobrze?
- Dobrze. - nie wiem czemu, ale zebrało mi się na płacz. Mordred to wyczuł i chwycił mnie w swoje ramiona. Zaczął mnie mocno przytulać i pocieszać.
Po kilku chwilach, gdy jego koszulka była już mokra od wylanych przeze mnie łez, oderwałam się od umięśnionej klatki piersiowej bruneta, która mówiąc między nami była imponująco wyrzeźbiona. Chyba ćwiczył na siłowni, bo nikt normalnie nie ma, tak cudownie wyrobionego sześciopaka.
Moja cała twarz przybrała różowych kolorów,a mi było tak gorąco, że mogłam się rozebrać do naga, byle tylko się ochłodzić. Zaczęłam się ciekawić czy w Podziemiu mają basen.
- Mordredziee?
- Hmm?
- Jest tutaj coś takiego jak basen? Jest mi strasznie gorąco.
- A czego się spodziewałaś po królestwie Hadesa? - rzucił arogancko - Nie no żartuję - zaśmiał się słodko - oczywiście, że mamy tutaj basen. Bez niego nie dałbym rady tutaj żyć. Przebieraj się w strój kąpielowy i lecimy. - uczyniłam to, co nakazał, oczywiście on przed tym zdarzeniem opuścił pokój i sam zaproponował żebyśmy spotkali się w salonie za dziesięć minut.
Wyszliśmy sobie na spotkanie, bo o mały włos a mielibyśmy stłuczkę, ale w odpowiednim czasie przyhamowaliśmy.
- Gotowa?
- Gotowa, jeśli ty jesteś gotów.
- Zakładam, że tak.
- No i dobrze zakładasz. Hehe.
- No to chodźmy nad ten basen.
- Prowadź mój ty wędrowcze.
Szliśmy już przez pewien czas plątaniną korytarzy i nagle dźwięk głosu Mordreda przerwał narastającą ciszę
- A czy ty masz pewność, że nie poprowadzę cię prosto do Tartaru?
- Nie zrobisz tego. Ufam ci na tyle, aby być tego pewną.
- Nie pochlebiaj mi, bo jeszcze się w tobie zakocham.
- Nie gadaj głupot.
- Nie gadam, mówię serio. Raz pewna nimfa zbyt mnie chwaliła i stałem się zadufanym w sobie dupkiem. Nie chcę przechodzić tego okresu jeszcze raz, więc wiesz.
- Teraz już wiem. Obiecuję, że postaram się nie za bardzo ci pochlebiać.
- Mam nadzieję.
Nim się spostrzegłam byliśmy na miejscu. Basen był ogromny, prawie takiej samej wielkości co w kurorcie, no dobra, był trochę mniejszy, ale równie imponujący jak tamten. Woda idealnie błękitna, bez żadnych zanieczyszczeń, normalnie jak w raju. Nie było palm ani żadnych innych egzotycznych roślin. W niektórych miejscach w pomieszczeniu znajdowały się rośliny doniczkowe, czyli nic specjalnego, ale i tak mnie to ucieszyło. Za bardzo kocham żywą naturę żeby się nie cieszyć na jej widok. .
Imre
Obudziłem się dopiero po dwóch dniach. Skąd to wiem? Na komodzie leżało kilka tac z jedzeniem. Leniwie się przeciągnąłem i niczym niedoszły trup powlokłem się do łazienki. Gdy zobaczyłem swe odbicie w lustrze zatkało mnie. Ujrzałem tam młodego chłopakach o lekkim zaroście, z burzą blond loków na głowie oraz worami pod intensywnie turkusowymi oczami. ,,Wow"- tylko tak skomentowałem swój obecny wygląd. Najpierw wziąłem szybki prysznic po czym postanowiłem doprowadzić się do porządku. Starałem się w miare możliwości ogolić oraz przyciąć włosy, gdyż po rozdwajały mi się końcówki. Wreszcie zacząłem wyglądać jak człowiek tylko wory pod oczami mi przeszkadzały, ale wiedziałem, że niebawem znikną.
Pierwszy raz od czterdziestu ośmiu godzin opuściłem swój pokój. Wyszedłem na korytarz i prawie od razu wpadłem na Megan:
- Uważaj łajzo jak łazisz. - warknęła i poszła dalej w swoim kierunku.
- Ja również się cieszę, że cię widzę SIOSTRZYCZKO. - szczególnie podniosłem głos wypowiadając ostatnie słowo.
- Wal się. - rzuciła zza pleców i zniknęła za pierwszym zakrętem.
Cóż, na Olimpie praktycznie nic się nie zmieniło. Błądziłem po korytarzach oraz po ogrodzie. Co jakiś czas spływały mi po policzkach łzy goryczy. ,,Dlaczego to musiała być ona, a nie na przykład ja? " - nieustannie zadawałem sobie to pytanie. Od czasu do czasu spotykałem innych bogów i boginie, którzy nie wiedzieli o śmierci mej ukochanej i żyli własnym życiem. W końcu zaczepiła mnie Nora:
- O, hej Imre! - przywitała się z radością w głosie.
- Witaj. - wypowiedziałem to słowo tak cicho, że za pewne ledwo je usłyszała.
- Co u ciebie słychać? Dawno cię nie widziałam, wiesz? - jak zwykle tryskała energią.
- Cóż, jeżeli chcesz wiedzieć co u mnie to musiałbym spędzić cały dzień na opowiadaniu. - lekko zadrgały mi kąciki ust i na mej twarzy zagościł wymuszony, delikatny uśmiech.
- Ja mam czas! Z chęcią cię wysłucham.
- Wybacz, śpieszę się do kogoś z wizytą.- szybko zakończyłem naszą rozmowę i pobiegłem przed siebie. Po policzkach zaczęły mi spływać małymi stróżkami łzy. Nie chciałem, by Nora myślała o mnie jak o kimś słabym psychicznie. W dodatku wcale nie miałem ochoty na ,,wyznania". Tak na prawdę nie miałem do kogo pójść, bo z nikim oprócz Mordreda się tak mocno nie zaprzyjaźniłem. Postanowiłem odwiedzić ojca.
Szybkim ruchem otarłem już prawie wyschnięte łzy i zapukałem do drzwi. Mój tatulek otworzył je dopiero po dwóch minutach:
- O, witaj synu. - przywitał się - Czegóż ode mnie potrzebujesz? - zapytał bezpośrednio.
- A czy ja tak jak Megan potrzebuje powodu by odwiedzić swego ojca?- odpowiedziałem pytaniem
- Hmm, masz racje. Wchodź, rozgość się.- i wpuścił mnie do środka
- Widzę, że nie zmieniłeś wystroju odkąd tu ostatnio byłem.- rzekłem rozglądając się
- Tak. - odparł krótko - Posłuchaj mnie uważnie Imre. - to nie wróżyło niczego dobrego - Wiem co się wydarzyło ...
- Skąd niby możesz wiedzieć? - wyszeptałem ze spuszczoną głową, aby nie ujrzał spływających po mych policzkach łez.
- Ponieważ jestem Hermesem. Jednym z bogów greckich. Zajmuję się otrzymywaniem i przekazywaniem informacji. Wiem prawie wszystko.
- Warto wiedzieć. - mruknąłem
- Ech, może tego nie dostrzegasz, ale gdybyś podniósł głowę zobaczyłbyś, że na prawdę jest mi przykro z powodu tej dziewczyny. - przeniosłem swój wzrok z podłogi na twarz ojca; faktycznie malował się na niej wyraz współczucia
- Czyli wiedziałeś o tym, że mi na niej zależy? - zapytałem.
- Tak, od samego początku.
- Dlaczego nic nie mówiłeś? Myślałem, że jej nie cierpisz.
- Synu, ja ją lubię, a właściwie lubiłem. Chciałem tylko zobaczyć jak bardzo ją kochasz. Cóż, jestem pod wrażeniem, nawet własnemu ojcu się sprzeciwić to całkiem niezły akt odwagi, a za razem głupoty. - odrzekł wymądrzając się.
- Jej już nie ma ... - wyszeptałem.
- Nadal jest. - zaprotestował - O tutaj. - i wskazał palcem najpierw na moje serce, a potem na głowę.
- Ale ja nie chcę mieć jej w sercu ani we wspomnieniach, tylko tu obok siebie. -zawyłem
- Wiem Imre, wiem. - otoczył mnie ramieniem i przyjaźnie uścisnął dodając otuchy.
Po tych pięciu minutach szczerości posiedziałem u niego na tzw. ,,kawie" i pogadaliśmy o bieżących sprawach:
- Będziesz mi potrzebny do pewnych zadań, wiesz? - zagadał.
- Do prawdy? - udawałem zdziwienie.
- Tak, jak wiesz,niebawem będzie rocznica zaślubin Zeusa i Hery. Masz przekazać wiadomość dla swych znajomych, żeby 13 września nie wychodzili ze swoich pokoi. Zeus nie życzy sobie nieproszonych gości na rocznicy.
- Czyli nas ... -wyszeptałem
- Nie zrozum ich źle.-przekonywał mnie
- Dobra, od której mają nie wychodzić?
- Najlepiej od siedemnastej.
- Zaraz im to przekażę.- już wstałem, gdy powstrzymał mnie ruchem ręki.
- Poczekaj, jeszcze przekaż im, że Persefona się wybudziła.
- Co? - nie wiedziałem o czym mówi- Jak to się wybudziła? Z czego?
- O niczym nie wiesz? To jak ty masz przejąć moją pracę, jak ty niczego nie wiesz! - złajał mnie po czym wszystko wyjaśnił
- Na Zeusa, o niczym nie miałem pojęcia.- westchnąłem;tak bardzo pogrążyłem się w rozpaczy po stracie Nel, że straciłem kontakt ze światem rzeczywistym. Zrozumiałem, iż muszę nadrobić zaległości. Pożegnałem się z Hermesem i przetransportowałem się do Hadesu.
Zapukałem do drzwi i prawie od razu otworzył mi je lokaj. Gdy już znajdowałem się w środku zawołałem mego przyjaciela po imieniu, lecz odpowiedziało mi tylko echo. Ruszyłem więc na górę do jego pokoju, gdzie go nie zastałem. ,,Gdzie go wcięło?" zadałem sobie pytanie w myśli po czym zacząłem się uważnie oglądać. Gdy spacerowałem tak po korytarzu i rozmyślałem gdzież to może przebywać mój przyjaciel spotkałem Liz - służącą Persefony:
- Witaj paniczu. - przywitała się i delikatnie dygnęła przede mną
- Witaj Liz, nie wiesz może gdzie przebywa Mordred lub Persefona?
- Wiem, są na basenie. - oświadczyła.
- Czy mogłabyś mnie tam zaprowadzić?
- Oczywiście.- i ruszyliśmy schodami w dół, które prowadziły na ,,pływalnie".
Gdy wreszcie tam dotarliśmy Liz szybko mnie opuściła i powróciła do swoich obowiązków. Przed sobą miałem scenę jak z bajki. Mordred delikatnie złapał swą kuzynkę w pasie i odwrócił ją do siebie, tak by jej twarz była blisko jego. Obje przymknęli oczy do prawdopodobnie namiętnego pocałunku, lecz ja ,,dyskretnie" chrząknąłem. Oboje szybko otworzyli oczy, a mój przyjaciel puścił swe ręce z jej smukłego ciała:
- O, Imre. - przywitał się nieco zirytowany
- Witajcie.- przywitałem się skromnie - Jak widzę przerwałem dosyć ważny moment, więc wrócę później. - zaoferowałem, lecz przerwała mi Persefona
- Nie, zostań, i tak później do tego wrócimy. - wypowiedziawszy to spojrzała znacząco na Mordreda, a ten posłał jej szelmowski uśmiech.
- Więc w jakiej sprawie do nas przyszedłeś? - zapytał w dalszym ciągu zdenerwowany na mnie syn Hadesa
- Mam za zadanie poinformować was, iż dnia trzynastego września od godziny siedemnastej nikt nie może przebywać na Olimpie oprócz zaproszonych bogów.
- Doprawdy? A cóż takiego będzie się działo?
- Rocznica Zeusa i Hery. - mruknąłem - Dobra, będę leciał dalej, cześć. - odwróciłem się i ruszyłem na góre, by przypomnieć Hadesowi o rocznicy.
-Nara.-pożegnał się Mordred i próbował wrócić do przerwanej sceny. Strasznie ciężko mi było patrzeć, jak mój najlepszy przyjaciel adoruje Persefonę. Nie to żebym był zazdrosny, ale tak cholernie brakowało mi Nel. Gdy wreszcie znalazłem się w gabinecie Hadesa, przekazałem mu informację i pognałem na Olimp poinformować innych.
Na końcu zaszedłem do Marco:
- Witaj. - przywitał się z wyższością - Cóż robisz w mym pokoju?
- Witaj, mam informację dla ciebie, chociaż zapewne już o niej wiesz. Zeus czyli twój ojciec nakazuje wszystkim ,,boskim dzieciom" zostanie w swoich pokojach od godziny siedemnastej w dniu swojej rocznicy czyli trzynastego. -oznajmiłem jednym tchem
- Aha, ok. Słuchaj, obiła mi się o uszy pewna wieść, więc pytam się, czy ona na prawdę nie żyje? - zapytał z lękiem w głosie
- Tak, to prawda.- przytaknąłem
- O Zeusie! - krzyknął i ukrył swoją twarz w dłoniach
-Miłego dnia.- wydusiłem i już opuszczałem jego pokój, gdy złapał mnie za ramię i przytrzymał
-Jak umarła?- wyjąkał
-Poderżnięto jej gardło. Wykrwawiła się na śmierć.
-Imre ... -chciał powiedzieć mi coś ważnego
-No słucham.
-Ja, ja przepraszam. - westchnął
-Nic się nie stało. -odparłem bezdźwięcznie - Muszę iść, trzymaj się.
-Cześć.- załamał mu się głos po czym drzwi się zamknęły.
Znów udałem się do winnicy Williama, lecz tym razem natknąłem się na Dionizosa, który mnie stamtąd wygonił. Nie chciał bym znów opróżnił mu prawie wszystkie wina jakie ma. Zrezygnowany udałem się do swego pokoju i położyłem się spać.
Lena
Po tym jak wróciłam do pokoju, przebrałam się suche ciuchy i wysuszyłam włosy, które zdawały się żyć własnym, odrębnym życiem. Fale układały się idealnie po wymodelowaniu, a ja rozkminiałam o czym to zapomniałam poza poddanymi, którzy czekali, aż ich odwiedzę na Asfodelach.
Nie chciałam prosić Mordreda o kolejną przysługę, a zresztą w ogóle nie chciałam patrzeć teraz na Mordreda, po tym, co między nami dzisiaj zaszło na basenie. Nadal czułam oddech kuzyna na wargach. Nie wiem jak mogłam dopuścić do tego, że o mały włos się nie pocałowaliśmy. Nie mogłam dopuścić do jeszcze większego zbliżenia, bo na razie uchodziłam za córkę Demeter. Może kiedyś... Nie, zdecydowanie nie. Przecież on nie będzie chciał mnie znać, jak się dowie, że go cały czas oszukiwałam, okłamywałam i grałam z jego uczuciami. No i jeszcze jest Patch, z którym nie wiem co mnie wiąże, ale na pewno nie jest to miłość.
Udałam się do Hadesa, ponownie. Od razu wiedział czego od niego chciałam bez wypowiedzenia przeze mnie ani jednego słowa. Momentalnie wysłał mnie na Pola Elizejskie i wtedy zajęłam się szukaniem Iris, mojej duchowej przyjaciółki i to w dosłownym znaczeniu.
Nie mogłam nigdzie jej wypatrzyć pośród podobnych do siebie egzystencji. Nawet przez chwilę wydawało mi się, że widzę twarz drogiej Nel, której bardzo mi brakowało. Od razu zebrało mi się na łzy, ale wiedziałam że muszę być silna. Nie mogłam okazać słabości pośród mych poddanych. Nie chciałam, by ktokolwiek widział moje słabe strony. To było zbyt zawstydzające. Może mi się jednak nie zdawało, że widzę karykaturę Nel, bo jeszcze raz ukazała się mym oczom.
Postanowiłam nie zwracać uwagi na to, że mój umysł płatał mi figle i dalej rozglądałam się po Polach Elizejskich w poszukiwaniu Iris. Widziałam wiele szczęśliwych dusz, jeśli można je tak nazwać, które wyglądały na zdziwione mym widokiem. Czy aż tak długo mnie nie było? No cóż, skoro ie mogę odnaleźć Iris, to chociaż się tu rozejrzę, bo ostatnio tego nie zrobiłam.
Chodziłam ścieżkami asfodelskimi, na których ledwo się odnajdywałam i zapamiętywałam przebytą drogę. Miejsca, w byłam, miały prawie że taki sam wygląd, co wprawiało w nie małe zakłopotanie.
Błądziłam po krętych drogach i widziałam to, co żaden człowiek nie widział. A co najgorsze. Widziałam rodziców. No tak, fajnie jest ponownie zobaczyć osoby, których nie masz już możliwości zobaczenia, ale nie móc im powiedzieć "Mamo! Tato! To ja, wasza córka Lena" jest straszne. Musiałam się im przyglądać, gdy oni nie mają pojęcia, że w końcu możemy się zobaczyć. Nie miałam siły przeżywać po raz drugi ich straty, to byłoby zbyt okrutne wobec mnie.
Wałęsałam się bez celu w nadziei, że uzyskam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, których wciąż przybywało. Chciałam aby Nel odnalazła ukojenie na Polach Elizejskich, ale jeszcze bardziej pragnęłam tego żeby żyła. Czułabym niezmierną ulgę jeśli dziewczyna, która poświęciła swoje życie za nieśmiertelnych bogów, powróciła do ludzkiego świata i wiodła swą egzystencję jak dawniej. Nie zasłużyła na śmierć. To wszystko działo się zbyt szybko, aby przyswoić sobie jej brak, jednak dla Imrego było to najtrudniejsze zadanie do wykonania, bo utracił swą ukochaną, swą miłość, na którą on najbardziej zasługuje. Sądzę, że ja bym nie potrafiła funkcjonować, gdybym nie mogła już nigdy zobaczyć, przytulić i pocałować ukochanego.
Nel
Rozpoczynał się kolejny dzień na Polach Elizejski. Jako iż nie miałam co robić, postanowiłam spotkać się z mymi ,,współlokatorami", z którymi dzieliłam krzak. Tristan z chęcią przystał na spacer, natomiast Risa miała zaplanowane spotkanie i obiecała, że później do nas dołączy. Tak więc błądziliśmy razem po Polach i gadaliśmy. Wiele mi opowiadał o Lillehammer, w którym dorastał oraz o swojej kulturze. Oczywiście ja również opowiedziałam mu o sobie i o polskich tradycjach.
Nagle wokół nas zapanował wielki harmider. Wszyscy zbiegali się w jedno miejsce i wydawali radosne okrzyki. Oboje postanowiliśmy sprawdzić, co jest powodem tego zamieszania. Gdy wreszcie się przepchaliśmy, ujrzeliśmy olśniewającą Persefonę, która dumnie kroczyła na przód. Chciałam ją zawołać, lecz nagle ktoś uderzył mnie w głowę łokciem i na krótką chwile straciłam przytomność.
Obudziłam się pod drzewem, a nade mną pochylał się Tristan z zatroskaniem w oczach. Poczułam, że mam coś anielsko chłodnego na czole. Jak się okazało był to chłodny okład:
-Jak długo tu leżę?- zapytałam sennym głosem
-Od jakichś pięciu minut.- odpowiedział
-Ech.- westchnęłam i już chciałam zdjąć okład, gdy usłyszałam stanowczy głos chłopaka
-Zostaw, jeżeli zdejmiesz będzie bolała cie głowa.- ostrzegł
-Em, dobra. -cofnęłam rękę i postanowiłam leżeć spokojnie- A gdzie Persefona?
-Poszła do Iris.- odparł po chwili namysłu
-Aha, ok.
-Jak się czujesz?
-Nie najgorzej. Trochę mi się kręci w głowie, ale ogólnie całkiem nieźle.
-To dobrze. -odetchnął - Dosyć mocno dostałaś i martwiłem się, czy wszystko z tobą w porządku.
-Cóż. -nie wiedziałam jak to skomentować.
Dalej jakoś kontynuowaliśmy przerwaną rozmowę, a Tristan usiadł obok mnie pod drzewem. Co jakiś czas śmialiśmy się i opowiadaliśmy anegdoty z naszego dzieciństwa. Po chwili mój towarzysz dostrzegł Risę, która prawdopodobnie kogoś szukała. Radosnym głosem przywołał ją do nas:
-Risa! Kom til oss! (Risa! Przyjdź do nas!)
-Za chwilę.- zawołała z oddali, po czym jeszcze troche się porozglądała i przyszła do nas- Co porabiacie?
-Siedzimy, a ja czekam na Persefonę.- odpowiedziałam
-Miło.
-Kogo szukasz?- zapytał bezpośrednio Tristan
-Eem ... Kolegi! -rzuciła szybko po czym się z nami pożegnała- Zobaczymy się później.
-Pa. -zawołałam
-Nie wydaje ci sie to podejrzane?- odezwał się chłopak, gdy młoda Japonka zniknęła z naszego pola widzenia
-Ale co?- nie wiedziałam o co mu chodzi
-No to, że kogoś szuka i że na pewno nie jest to zwyczajny kolega!- oburzył się; czyżby był zazdrosny?
-Daj spokój.- zbagatelizowałam to- Niech dziewczyna się cieszy życiem ... po śmierci.- dodałam
-Może masz rację. -westchnął i zmieniliśmy temat
-Tęsknisz za kimś z ziemi?
-Za siostrą.- odparł krótko
-Wiem co czujesz. -odpowiedziałam ze współczuciem w głosie
-A ty?
-Ja za bratem. I ciocią, i Danielem, i ... -nie potrafiłam wypowiedzieć tego imienia na głos, aby mi nie pociekły łzy- ... I za Imrem.
-Musi być dla ciebie kimś ważnym.- otarł mój policzek z łez i posłał lekki uśmiech
-Dziękuję.- wyszeptałam onieśmielona
-Nie ma sprawy.
-A oprócz siostry, za kimś jeszcze tęsknisz?- w końcu się otrząsnęłam i nie chcąc dłużej zaprzątać swych myśli mym chłopakiem zapytałam
-Za pewną dziewczyną ... -rozmarzył się -Miała na imię, a właściwie nazywa się Marit. Jest posiadaczką pięknych długich kasztanowych włosów oraz niezwykłych piwnych oczu. Codziennie jeździła ze mną autobusem, widzieliśmy się na mszach w kościele, czasami natrafialiśmy na siebie w sklepie lub też w parku, lecz nie zwracała zbytnio na mnie uwagi, gdyż wszędzie chodziła ze swoim chłopakiem ...- ostatnie słowo wypowiedział z goryczą
-Och. -zasmuciłam się; ten chłopak na prawde miał pecha w życiu! -Współczuję ci z całego serca.
-Takk. (Dzięki)
-Miałeś trudne życie.- westchnęłam
-Wiesz, na ogół jestem pesymistą, dlatego zazwyczaj słyszysz ode mnie smutne historie. Miałem w życiu też te radosne momenty ... -i tak zaczął wspominać swoje wakacje w Szwecji, jak jego drużyna wygrała mecz koszykówki oraz poznał swego przyjaciela. W duchu cieszyłam się, że doświadczył też miłych rzeczy.
Po jakiejś godzinie ujrzeliśmy szybko umykającą Persefonę, która nie chciała zbytnio spotykać się z tłumem dusz. Szybko podniosłam się i razem z Tristanem podbiegliśmy do niej:
-Zaczekaj!- krzyknęłam, a ona się odwróciła i stanęła jak wryta
-Nel?! -zapytała z niedowierzaniem
-Cześć!- przywitałam się z szerokim uśmiechem; czułam się jakbym trafiła szóstkę w lotto
-Już myślałam, że nigdy się nie spotkamy. -serdecznie mnie uścisnęła i mało nie udusiła
-Ciebie również miło widzieć.
-Powiedz, jak się tutaj czujesz? Dobrze cie traktują?- dopytywała się
-Jak najbardziej.- odpowiedziałam
-A kimże jest ten chłopak?- spojrzała na niebieskookiego blondyna, który wzrostem dorównywał Marco
-To Tristan, mój sąsiad.- skromnie go przedstawiłam
-Miło mi panią poznać.- pochylił głowę w geście szacunku
-Mi również i mówi mi Persefona.
-Dobrze.- odrzekł posłusznie
-I co u ciebie Nel jeszcze słychać?
-Bardzo z nim tęsknię. -powiedziałam ledwo dosłyszalnie -Co u niego? Jak się czuje?
-Emm ...-najwyraźniej była zakłopotana- Wiesz, dosyć dawno go nie widziałam, ale obiecuję, że dzisiaj się z nim spotkam i jutro znów tu wpadnę zdać ci relację.- odpowiedziała po dłuższym czasie i puściła mi oczko na co odpowiedziałam uśmiechem. Nagle Tristan poklepał mnie po ramieniu i szepnął mi na ucho:
-Widzę Risę, zaraz wrócę.
-Poczekaj.- powiedziałam głośno- Idę z tobą.
-To ja lecę na Olimp. -odparła szybko Persefona- Do jutra.- przytuliła mnie do siebie i pobiegła w swoją stronę.
-Nie musiałaś.- mruknął zirytowany
-Jesteś zły?- zapytałam zmartwiona
-Damn, ikke.(Cholera, nie.) -odpowiedział wytrącony z równowagi
-Przepraszam.- powiedziałam i poszłam w stronę polany, gdzie swe lokum miał mój tata
-Nel, zaczekaj.- zawołał za mną błagalnym głosem.- Przepraszam.- byłam niema na jego przeprosiny i nie oglądając się szłam dalej przed siebie zostawiając za sobą Tristana samego.