czwartek, 2 lipca 2015

Rozdział 11

Mordred
 Tym czasem, gdy ojciec przyjmował córkę Demeter, ja wybrałem się na Olimp z wizytą  do mojego przyjaciela - Imrego, syna Hermesa. Imre był całkiem wysokim blondynem o kręconych lokach do ramion i niezwykle turkusowych oczach. Zawsze mogłem na nim polegać i w pełni zaufać, nawet jeśli chodzi o zadurzenie w córce Afrodyty i rywalizację o jej rękę z niesfornym synem Dionizosa. Kurna jak ja go nie cierpię! Miałem już zapukać do drzwi pokoju Imrego, gdy nagle usłyszałem za sobą znajomy głos:
-Ej, Mordred, nie wiedziałem,że masz zamiar mnie dziś odwiedzić.Czemuż zawdzięczam tę wizytę?  - Zapytał Imre z tym swoim optymizmem, którym momentalnie potrafił zarazić nawet największego pesymistę.
- Przecież się wczoraj umawialiśmy.Wysłałem do ciebie specjalnie posłańca z Hadesu. Czyżby nie dotarł? - Zapytałem zdziwiony z lekkim uśmiechem na ustach.
- Ostatnio mnie w domu nie było,więc twój posłaniec mógł mnie nie zastać. - Odpowiedział mój przyjaciel z lękiem i troską w oczach.
- A gdzie to był syn Hermesa?
- Eeem... - niestety Imre nie umiał kłamać,widać to było zawsze na pierwszy rzut oka. - Byłem na ziemi...
- Co??!! - Zbulwersowałem się. - Gdzie byłeś??!!
- Na ziemi - powiedział półszeptem Imre.
- Chyba cię coś powaliło! Przecież wiesz, że nikomu z ,,boskich dzieci" nie wolno schodzić na ziemię! To grozi wyrzuceniem z Olimpu i wieczne potępienie w Hadesie u mojego ojca!
- Przynajmniej miałbym blisko do ciebie - nagle u Imrego pojawił się wisielczy humor. - Z resztą na ziemi poznałem kogoś... - zaczął niepewnie.
-Na Zeusa, na serio coś jest z tobą nie halo! Kurna Imre, idioto, wiesz jakie niebezpieczeństwo na siebie sprowadziłeś!
- Nie wrzeszcz tak, bo nas cały Olimp usłyszy. - Uciszał mnie, ale bez rezultatu.
- Nosz cholera - przekląłem pod nosem. - Gadaj kogo poznałeś?
- Dziewczynę.
- Dziewczynę?!
Tak dziewczynę...Mam dość tych bogiń,są takie...zbyt idealne! - W końcu wyrzucił z siebie te słowa, które mu uwięzły w gardle jakiś czas temu.
-... - po prostu mnie zatkało. - Nie wiem co się z tobą stało Imre ale chyba powinieneś odwiedzić dobrego lekarza, o ile taki w ogóle istnieje na Olimpie ... Idę,bo mi chyba ciśnienie skoczyło, nara - obróciwszy się plecami do blondyna, rozpłynąłem się w czarnej mgle i znów znalazłem się w domu…
Mordred i Lena
Po powrocie z Olimpu byłem tak wściekły, że ledwo trafiłem do kuchni, bo zawsze jak się zestresuję chce mi się jeść. Uff na szczęście kucharka zostawiła mi resztki kolacji. Szedłem już do stołu by zasiąść i zjeść to co mi zostawiono, gdy nagle się o coś potknąłem. Usłyszałem złowrogie warczenie, po czym się odezwałem: 
- Sorry Cerber, nie zauważyłem cie. Po czym usiadłem przy stole i zjadłem. Na górę ledwo się wdrapałem, ale nadal byłem wściekły. Dużo rozmyślałem o Imre, który chodzi sobie spokojnie po ziemi. Przecież to jest chore! Korytarz się kończył i wychodził w lewą stronę więc jak taran szedłem przed siebie. Już miałem skręcać, gdy nagle ktoś na mnie wpadł. Usłyszałem zdławione jęknięcie przerażenia i odgłos upadającego ciała. Owa postać opadła na plecy i trzymała się czoła:
- Patrz jak łazisz- warknąłem,ale gdy zobaczyłem z kim mam do czynienia zamarłem.To była Persefona,we własnej osobie! - Nic ci nie jest? - Podałem jej rękę by wstała,lecz ją odrzuciła.
- Tak, czoło mnie boli, ale sobie poradzę bez twojej pomocy - wstałam samodzielnie i zrobiłam naburmuszoną minę.
- Na prawdę, wybacz mi, ja nie panuję nad sobą w tej chwili więc lepiej byś nie wchodziła mi w drogę.
- Przepraszam panie nie wchodź mi w drogę, ale powinieneś patrzeć jak idziesz, jeszcze komuś zrobisz krzywdę.
- Hah, dobranoc kuzynko...Ale na serio nic ci nie jest? - chciałem się upewnić,czy na pewno nic jej nie zrobiłem. Ojciec bardzo ją lubi i bym miał kose z ojcem, że pobiłem kuzynkę.
- Nie martw już się o to. I tak, sama dojdę do swego pokoju - jeny, co za dupek. Kto o tej porze szwenda się po korytarzu.
- Zarozumiała panna - warknąłem pod nosem, tak cicho, że aż sam siebie ledwo usłyszałem. Jeszcze bardziej mnie rozwścieczyła.Człowiek stara się być miły, a ona cie jeszcze bardziej wkurza. Nosz cholera chyba mnie zaraz rozsadzi od środka. Nie wytrzymałem i celowo zrzuciłem ręcznie rzeźbioną marmurową rzeźbę jednego z bogów.Z impetem huknęła o podłogę, a ja poszedłem dalej do swojego pokoju. Zatrzasnąłem za sobą drzwi i rzuciłem się na łóżko, po czym zasnąłem.
Lena
Wystarczył mi jeden wieczór żebym miała już dość Mordreda, ale nie zniechęcił mnie do nocnego spaceru. Szłam przed siebie. Usłyszałam huk i walnięcie drzwi. Pewnie Laluś wrócił do swego pokoju żeby popłakać w poduszke, Jestem tu jeden wieczór, a on już wkurza. Nie to, że chciałam być niemiła, ale poniosło mnie. Wyrzuciłam emocje jakie we mnie tkwiły i wyżyłam się na Mordreda. Pewnie i tak mu to bez różnicy, jak się zachowałam, skoro i tak mieszka w piekle.Szłam korytarzami. Było tam wiele pokoi, do niektórych bałam się zajrzeć, a do innych otwierałam swobodnie drzwi. W jednym z pomieszczeń znalazłam całe drzewo genealogiczne bogów. Było niesamowicie wielkie, a portrety zostały ręcznie namalowane. Uważałam to za cudowną sztukę. Mogłam się dowiedzieć jak kto wygląda i bardzo zdziwiło mnie to podobieństwo ich w rzeczywistości, do tych namalowanych. Rozglądałam się dalej po pomieszczeniu, ale nic ciekawego nie znalazłam więc udałam się do innego pokoju.
Znalazłam opuszczoną sypialnię, wiatr kołysał zasłony i kartkował jakiś notatnik. Byłam ciekawa, co w nim się znajduję więc podeszłam bliżej stolika stojącego przy łóżku i wzięłam leżący tam wolumin. Należał do Nemezis - matki Mordreda. Wiedziałam to z tego ów pamiętnika bogini. Pisała w nim o bardzo wielu sprawach, chciałabym dokładniej wiedzieć, co jest zawarte na tych stronicach, ale nie miałam zbyt wiele czasu. Wyszłam i powróciłam do swego pokoju, bo to by zapadnąć w głęboki i piękny sen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz