Lena
W cukierni zastałam Rose z jej pozytywnym nastawieniem. Śpiewała, więc zaczęłam podejrzewać iż stało się coś dobrego mimo,że kochałam jej śpiew, bo zawsze poprawiał mi humor, ale dzisiejsza sytuacja była inna.
Rose była moją najlepszą przyjaciółką od dziecięcych czasów i to ona zawsze była tą ładniejszą i bardziej towarzyską. Nigdy nie przeszkadzało mi to, bo dzięki niej mogłam zawrzeć więcej znajomości i znaleźć się w grupie „popularsów”, choć mi na tym nie zależało. Była ona dziewczyną zabawną, z poczuciem humoru i akceptowała mnie taką jaka jestem, nie próbowała mnie zmieniać i nie pouczała mnie tak jak robili to inni, z wyjątkiem moich rodziców, którzy kochali mnie za to, że jestem sobą.
Kiedy ją znalazłam krzątała się po kuchni z radosnym uśmiechem. była szczęśliwa jak nigdy przedtem. W końcu zebrałam się na odwagę i zapytałam wprost.
- Hej Rose, czy coś się stało?
- Można tak powiedzieć – trzymała mnie w niepewności, a wiedziała, że tego nie lubię więc przełamała się i powiedziała – Jack mi się oświadczył – mówiąc to wyciągnęła do mnie rękę i pokazała pierścionek zaręczynowy z wielkim diamentem.
- Gratulację!!! – Próbowałam jej pokazać, że cieszę się z tego powodu lecz nie potrafiłam gdyż wciąż martwiłam się o cukiernię.
- Może pójdziemy potem do jakiegoś klubu czy coś – zaproponowała. Już wtedy dostrzegła moją rezygnację i pewnie próbowała mnie pocieszyć i na chwile odciągnąć od tego wszystkiego, ale ja nie potrafiłam teraz przystać na jej propozycję, skoro i tak we dwie miałyśmy sporo na głowie. – No trudno, może kiedy indziej się wybierzemy – powiedziała tylko to ze smutkiem, który dobił mnie na cały dzień.
Po naszej rozmowie udałam się na zaplecze by poszukać rozwiązania problemu w cukierni. Leżały tam wszystkie graty, książki kucharskie i wiele innych rzeczy. Położyłam kurtkę na jedną z półek i zaczęłam wszystko po kolei przeglądać by niczego nie pominąć, wierzyłam, że znajdę coś pożytecznego, w naszej sytuacji nie miałam wyjścia.
Pierwszą rzeczą jaką się zajęłam było wzięcie się za najstarsze przedmioty i pisma. Było tego bardzo dużo, biorąc pod uwagę, że biznes był przekazywany z pokolenia na pokolenie. W tych niecodziennych zbiorach znalazły się takie księgi, których nie potrafiłam odczytać, a znałam liczne języki. Gdzieś głęboko w komodzie odkryłam wielgachne tomiszcze, z którym postanowiłam się uporać. Sądząc po sposobie zapisu, był bardzo stary i został napisany w starej grece, nie wiele osób potrafiłoby ją odczytać, lecz ja należałam do tych, które to potrafią. Wzięłam się do pracy i zaczęłam rozszyfrowywać.
Nim się obejrzałam minęło południe i zaczęłam robić się głodna. Udałam się do kuchni po przekąskę i kawę by zyskać odrobinę energii, a po chwili wróciłam do swego stanowiska pracy, by kontynuować poszukiwania.
Po przeczytaniu kilku linijek domyśliłam się, że muszę szukać jakich informacji związanymi z Demeter, bogini urodzaju itd. Greccy bogowie byli patronami wielu dziedzin, więc dużo czasu upłynęło do momentu, w którym znalazłam cokolwiek na temat Demeter. Postanowiłam wziąć tę księgę do domu i tam jeszcze trochę poszukać, ponieważ jutro miałam wolne i lepiej będę myśleć, bo teraz, mój mózg jest wyczerpany.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz