Martwiałam się o Mordreda i Imrego. Zniknęli gdzieś bez uprzedzenia i nie wiadomo co się z nimi działo. No i dochodzi jeszcze Nel. Nie widziałam jej pod pokładem ani gdy wracaliśmy. Coś mi tu nie grało i musiałam dowiedzieć się co to było. Wciąż miałam jakieś złe przeczucia, na pewno coś się złego stało. Ohhh. Czemu ja jestem taka bezradna, nic nie mogę zrobić. Nie mogę nikogo uratować, gdyiu jest w niebezpieczeństwie, bo sama wpadam w nie. I to właśnie jest najgorsze w byciu nową mną.
Gdy mój kuzyn wrócił był bardzo blady i nie odezwał się ani jednym słowem do mnie, gdy nie było ni jednej możliwości, aby mnie nie zauważyć. Trochę się na niego zdenerwowałam, ale po chwili opanowałam gniew, który nie miał prawa mną zawładnąć. Chłopak poszedł do kuchni, a ja niestety byłam głodna w tym samym czasie co on, gdyż nie było jeszcze obiadu.
Wzięłam żarcie z lodówki, którym było masło orzechowe, lody no i jeszcze posypka, którą akurat wzięłam z szafki znajdującej się nieopodal, a następnie usiadłam obok Mordreda. Usiłowałam z niego coś wycisnąć, ale jakoś niespecjalnie się dawał. Jakbym gadała do muru.
- Hej Mordred, czy ty mnie w ogóle słuchasz? - zadałam pytanie, na które nie dostałam zbyt obiecującej odpowiedzi.
- Yhym. - to było wszystko co od niego usłyszałam.
- A może będziesz łaskaw mi powiedzieć co się stało, że jesteś blady jak ściana? - odpowiedziała mi pustka - Haaaalooo - pomachałam mu ręką przed oczyma, ale nie dostałam żadnej reakcji - Człowiekuuuu!! - nic nie powiedział i w tym momencie pękłam. Wzięłam dzban wody ze stolika i wylałam mu ją na łeb.
- Kobieto, weź się ogarnij!!!!!!!
- Odpowiesz w końcu na moje pytania czy nie!!!
- Nel nie żyje! Jeżeli to chciałaś usłyszeć to teraz pozwól mi odejść. - powiedział teraz spokojniejszym tonem, a wypowiedziawszy te słowa, wyszedł.
Byłam w ogromnym szoku. Jedyna osoba, której ufałam na tyle by powiedzieć prawdę o sobie, nie żyje. Nie potrafiłam sobie wyobrazić martwego ciała przyjaciółki, leżącego na białym posłaniu w trumnie. Sama próba wywołania tego widoku, sprawiała, że chciało mi się tylko płakać i krzyczeć na całe gardło żeby nie zostawiała mnie samej w tym mitologicznym świecie bogów. Przyswojenie myśli, że kolejna bliska mi osoba zmarła, przyprawiało mnie o dreszcze i złe odczucia. Sprawiało, że chciałam wybudować wokół siebie wielki mur i nikogo nie wpuszczać do środka ani też samej nigdzie wygodzić. Chciałam odizolować się od wszystkich istniejących światów i pozostać w bezdennej nicości. Czarnej dziurze. Po prostu pustce, której nikt nie miał prawa wypełnić. Pragnęłam zatracić się w niej na zawsze i być niewidzialną, by nikt nigdy, ale to przenigdy, nie mógł mnie zauważyć. Ponownie czułam się opuszczona przez cały świat. Było tak, jakby ludzie i bogowie nie istnieli oraz zostawili mnie samą jak palec na tym padole, gdzie panuje tylko smutek, żal i rozpacz. Zero pozytywnych uczuć. Jedynie żal, który wypełnia mnie całą od środka i nie zostawia nic co mogłoby należeć do jakiegokolwiek człowieka. Zostawia tylko bezduszne ciało albo też ciało z duszą, która powoli upada pożerana przez ciemność.
Nastał mrok przed mymi oczyma i nie było już nic na czym mogłam się oprzeć. Osunęłam się na podłogę.
Mordred
Znalazłem Persefonę nieprzytomną w kuchni. Jej twarz wyglądała tak blado, niczym biała róża. Zaróżowione rozchylone usta ukazywały białe jak śnieg zęby. Klatka piersiowa poruszała się, a dziewczyna swobodnie oddychała, ale nie mogłem, a raczej nie dałem rady jej wybudzić. Była niczym Śpiąca Królewna z bajki o tym samym tytule, którą budził książę namiętnym pocałunkiem. Ja nie zamierzałem posunąć się do aż tak radykalnego kroku.
Zaniosłem kuzynkę do jej pokoju i ułożyłem jej ciało na łożu z baldachimem. Ponownie spróbowałem ją wybudzić, ale bez żadnych rezultatów. Po kilku chwilach poddałem się i po prostu ją obserwowałem. Była taka piękna jak spała. To był widok zapierający dech w piersi. Mogłem na nią tak patrzeć godzinami, ale miałem świadomość, że nie powinienem tego robić.
Postanowiłem, że wezwę Hadesa, aby mi pomógł wybudzić ją z tego dziwacznego snu. Miałem przynajmniej taka nadzieję.
Gdy ojciec przyszedł, zaczął robić coś ze swoimi rękoma, co nie przypominało mi niczego. Następnie postawił diagnozę.
- Synu, jest naprawdę źle. Persefona zapadła w śmiertelną śpiączkę, która nie oznacza śmierci, a wieczny sen. Jak na razie niewiele mogę jej pomóc, ale będziemy musieli znaleźć jakieś rozwiązanie żeby ją wybudzić, bo jak nie to będzie z nami naprawdę kiepsko.
- Ile mamy czasu, aby znaleźć rozwiązanie?
-Niewiele. Góra 2, a 3 dni to już max.
- Okej
Te wieści mną tak wstrząsnęły, że przez chwilę nie wiedziałem na jakim świecie żyję. Dzisiaj umarła Nel, a teraz jeszcze tracę możliwie najważniejszą osobę w moim życiu. Tak, właśnie zrozumiałem co czuję do swojej kuzynki. Zależy mi na niej cholernie mocno i nie pozwolę jej sobie odebrać. Nie wiedziałam za co bogowie mnie tak karzą by od razu zabierać mi sens mojego życia. Chyba chcieli żebym pogrążył się całkowicie albo, żebym upadł jak te anioły, o których ludzie tak często czytają, a to kompletne wymysły.
Poszedłem do biblioteki z nadzieją, że odnajdę w tych bazgrołach coś, co pomoże mi wybudzeniu mojej, być może, przyszłej dziewczyny. Przecież w tak wielkim zbiorze ksiąg powinno być coś napisane o tym "śmiertelnym śnie", który może sprawić, że każdy bóg się czegoś boi. Tyle bazgrołów, a dopiero w jednej księdze odnalazłem frazę "wieczny sen", co odrobinę mnie ucieszyło, choć nie powinno, gdyż niczego tak naprawdę nie byłem pewien, nawet tego, że ona kiedykolwiek się obudzi. Jedyne co mi pozostało to nadzieja, której nie mogłem utracić wraz najpiękniejszą boginią świata. To co powstrzymywało mnie od zrobienia czegoś głupiego, było u kresu wytrzymałości, czyli moje serce. Biło coraz szybciej ze strachu, że ją stracę.
Jedna z ksiąg zwała się "Pasjonująca śmierć". Tytuł zawał niezłego stracha, ale skusiłem się do przeczytania skrawka tekstu. Zerknąłem na kilka pierwszych zdań, które zachęciły do dalszego czytania woluminu. Tekst brzmiał zupełnie jak przepowiednia. "Klątwę okrutną rzuciła ta, która swego brata poświęciła. W imię miłości wszystko porzuciła. Kochanek miłości nie odwzajemniał później więc jego przyszłą żonę ukatrupiła, a swoje własne dzieci zabiła. Próbowała wkupić się w łaski innego męża, lecz ten też poznał się na niej. Na samym końcu historii życia, swą prawdziwą miłość znalazła Madea, ta która zaznała szczęścia u boku Achillesa, wielkiego woja. Klątwa ta ma być przypomnieniem, że tylko prawdziwa miłość życia będzie ocaleniem ", ale to bardziej brzmiało jak streszczenie jakiegoś mitu, którego do tej pory nie znałem. Pomyślałem, że może poszukam czegoś więcej na temat Madei w internecie, który oczywiście nie jest dostępny w Podziemiach, a to oznaczało, że muszę udać się na Olimp.
Nel
Odkąd zapadła wokół mnie namacalna ciemność i ten okropny stan nieważkości poczułam się tak lekka, jakbym straciła sporo na wadze. Nie, wróć, jakbym straciła ciało! Tak, to było to. Czułam się jakbym nie miała żadnych kości, ani mięśni. Tylko myśl o nudnej wieczności. Gdy tak szybowałam myślami w powietrzu pośród mroku widziałam przeróżne wspomnienia, które tak jak czasami Mordred wyłaniały się z czarnej mgły. Na początku pokazał mi się obraz taty. Pomimo iż nie miałam ust uśmiechnęłam się na widok tego wspomnienia. Było to jedno z moich pierwszych wspomnień, które pamiętałam. Zaraz po tacie, mignęło mi kolejne wspomnienie. Dotyczyło ono Sebastiana, a właściwie jego narodzin. Poczułam skurcz w sercu, którego tak jak ust już nie posiadałam. Co się z nim stanie? Jak zareaguje na wieść, że jego siostra nie żyje, że został sam. Jedyną rodziną jaką obecnie posiadał była jego chrzestna. Tak zatraciłam się w rozmyślaniu nad bratem, że nie zauważyłam wspomnienia, którym było zamknięcie mnie w piwnicy. Ku mojemu zdziwieniu we wspomnieniach nie było mojej matki. W żadnym! Był tylko tata i Sebastian. Później z mgły wyłoniła się para intensywnie turkusowych oczu, których znałam już na pamięć. Tak więc doszłam do momentu spotkania Imrego. Jak zawsze był oszałamiający. ,,Teraz po raz ostatni się widzimy" przeleciało mi przez głowę. Poczułam, że zaraz się rozpłaczę. Następnym wspomnieniem był pobyt na Olimpie. Taniec z Marco, drzemka w jego szafie, ofiarowany przez niego naszyjnik z kryształem. No właśnie! Naszyjnik! Boże ... Czy Persefona znaczy się Lena o nim pamięta? Czy uda jej się odkryć kto zostawił tą wiadomość? Ech, znów zatraciłam się nad rozmyśleniami, a w tym czasie pojawiło się moje drugie spotkanie z Danielem. I znów uderzył we mnie potok myśli.
Gdy ten niezwykły spis mojego życia się skończył ponownie nastały ciemności. Poczułam lekki podmuch, który skierował mnie w prawą stronę. Poruszałam się! To była naprawdę przedziwne uczucie. W ogóle nie miałam kontroli nad wyborem kierunku, w który chciałabym się udać. A z resztą na co mi poruszanie się gdziekolwiek? Przecież umarłam ... Aż na me usta, których mi brak ciśnie się tekst piosenki Elektrycznych Gitar: ,,To już jest koniec, nie ma już nic (...) " (http://www.tekstowo.pl/piosenka,elektryczne_gitary,to_juz_jest_koniec.html).
Podczas, gdy mych myśli jak nóż nie przecinały myśli nad bliskimi i znajomymi zdołałam odkryć, że w tej ciemnicy nie jestem sama. Nad i pode mną też unosiły się jakieś postacie. Nie widziałam ich, ale potrafiłam wyczuć ich obecność. Czasami ktoś się zbliżał na wyciągnięcie ręki, a innym razem znikał z mojego pola ,,czucia".
W końcu stało się coś dziwnego! Odczułam to jakbym stała na scenie skąpanej w mroku i nagle tuż nad moją głową zapalił się reflektor, który oświetlał całą moją osobę.W każdym razie światło mnie oślepiło i przez jakiś czas niczego nie dostrzegałam, lecz czułam, że powoli unoszę się do góry. Gdy wreszcie moje oczy przyzwyczaiły sie do rażącego światła zauważyłam, że znów mam swoje ciało. Widziałam swoją poplamioną krwią bluzkę oraz brudne szorty. Chciałam dotknąć mej szyi, by sprawdzić, czy rana sie zagoiła, lecz nie miałam czucia w żadnych kończynach. Gdy wreszcie stanęłam na jakiejś polanie poczułam błogi spokój. Jakby wielkie niebezpieczeństwo minęło. Powoli rozejrzałam się dookoła i dostrzegłam ludzi. Byli przedziwnie ubrani! Jedni w starożytne togi, inni w królewskie szaty, a jeszcze inni bardziej współcześnie. Wszyscy byli zdziwieni,a jednocześnie sprawiali wrażenie zadowolonych z mojego przybycia. Z tłumu otaczających mnie postaci wyłoniła się dziewczyna w olśniewająco białej greckiej todze, brązowych włosach i piwnych oczach:
-Witaj, czekaliśmy na ciebie.- przywitała się ze mną - Mam na imię Iris, a to są Pola Elizejskie.
-Pola Elizejskie? - zdziwiłam się, miałam nadzieję, że pójdę do nieba, ale w sumie dobre i to.
-Tak. Znajdują się tutaj ci, którzy umarli z czystym sercem w słusznej sprawie. - odparła swoim łagodnym głosem, który był przepełniony miłością -Czy mogłabyś się nam przedstawić?
- Jestem Nel. - odpowiedziałam zbita z tropu.
- Miło nam cię poznać Nel. Jeśli chcesz mogę ci wszystko pokazać. - wyciągnęła do mnie smukłą dłoń, którą praktycznie bez namysłu złapałam. Ku mojemu zdziwieniu była ... nijaka. Tak jakbym złapała ducha. No, ale nie ważne.
Oprowadzała mnie po Polach Elizejskich i pokazywała przedziwne miejsca. Wszędzie były kwiaty:
-To są ,,domy" dusz, ty też taki masz. Chodź, pokażę ci. - po czym zaprowadziła mnie do rosnącej nieopodal dzikiej róży. -Wszystkie dusze osób, które umarły tak młodo jak ty za swój ,,dom" dostają róże. Osoby, które zmarły w dosyć podeszłym wieku dostają tulipany, w wieku średnim w przebiśniegach, a małe dzieci w niezapominajkach. Zapewne poznasz tu wiele nowych osób. - zapewniała mnie.
- A macie tutaj książki? - zapytałam, gdy wreszcie umilkła.
- Hmm ... -zastanowiła się - Mamy coś podobnego do książek, gdyż to są historie osób, które tutaj trafiły. Jeżeli podejdziesz do tamtej alei ... - w tym momencie pokazała na dosyć sporą aleję drzew - ... To tam na każdym liściu jest zapisana historia każdego z nas. Twoja też. -posłała mi lekki uśmiech
- Dziękuję ci za pokazanie mi mojego lokum oraz Pól. -podziękowałam
- Nie ma sprawy, jakbyś miała jakieś pytania to zajdź do mnie.
- Na pewno tak zrobię. - obiecałam i rozstałam się z nią. Lekkim krokiem pospacerowała w stronę mężczyzn prawdopodobnie z jej epoki.
Gdy zniknęła mi z oczu poszłam zapoznać się z moimi sąsiadami, z którymi miałam dzielić krzak. Wiem, że to brzmi dziwnie, ale tak było! Okazali się nimi urocza, skośnooka Japonka o atramentowych włosach oraz chłopak, który z pozoru wyglądał na pesymistę i ponuraka. Szybko się z nimi zapoznałam. Dziewczyna miała na imię Risa ( co po japońsku oznacza tyle co piasek) oraz Tristan ( ,,Tris" oznacza po norwesku smutny). W każdym razie ich imiona idealnie oddawały ich charakterystyczne cechy wyglądu. Risa miała skórę koloru piasku, a jej norweski kolega poprostu wydawał się na pierwszy rzut oka smutny.
Każdy z nich opowiedział mi swoją historię. Młoda Japonka miała piętnaście lat, gdy zmarła podczas pożaru swojego domu. Opowiedziała mi, że obudziła wszystkich domowników i sama uciekała na końcu, lecz przygniótł ją filar i spaliła się żywcem. Jak się okazało Tristan, który miał siedemnaście lat jak zmarł wybrał się wraz z rodziną w góry. Niestety zgubili się, a mróz osiągnął wręcz szczyt. Jego rodzice podczas wycieczki poślizgnęli sie i spadli z bardzo dużej wysokości. Tristan razem z młodszą siostrą chcieli do nich zejść, lecz zgubili drogę. Zatrzymali się w jednej z opuszczonych jaskiń .Jego młodsza siostra przymarzała, więc dał jej swoją kurtkę i sweter, a sam zamarzł na śmierć. Rano znaleziono jego ciało, do którego przytulała się mała dziewczynka. Teraz już wiedziałam dlaczego ma taki smutny wyraz twarzy. Również był sierotą jak ja, ale różnica między nami była taka, że on widział śmierć swoich rodziców na własne oczy, a ja nie.
Szybko się z nimi zaprzyjaźniłam.
Najpierw nauczyli mnie jak wchodzić i wychodzić z kwiatu. Jest to dosyć trudna sztuka, ale bardzo przydatna. Gdy wreszcie skończyły się nauki weszłam do mego ,,mieszkania" i znów trafiłam do pustki. Było ciemno i cicho. Nie chciałam tu przebywać, lecz Iris mówiła iż to jest konieczne. Tutaj dusze mogą ,,gromadzić swoją energię" czyli spać. Próbowałam zasnąć. W głowie miałam mętlik. Chociaż z drugiej strony również ta idealna cisza mi przeszkadzała. Ostatecznie udało mi sie zasnąć. To było jakbym zamknęła oczy odczekała minutę i wstała. Gdy już się obudziłam zauważyłam strugę światła, która sączyła się przez szczelinę w kielichu. Postanowiłam wyjść na zewnątrz i sama rozejrzeć się po okolicy. Moja dusza wyszła z róży i zmaterializowała się przed krzakiem. Dostrzegłam w sobie jakąś zmianę. Byłam inaczej ubrana! Miałam na sobie zwiewną sukienkę w ciepłych barwach ( żółty, zielony oraz pomarańczowy ). Idealnie była dopasowana do mej figury. Stopy miałam bose. Wręcz cudowne było uczucie ciepłej rosy na stopach. Pobiegłam do Alei Historii. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym podczas biegu nie poślizgnęła się i wylądowała na tyłku. Podczas, gdy powinnam była być zirytowana, tylko roześmiałam się beztrosko. Nic mnie nie bolało. Podniosłam się i spokojnym już krokiem zbliżałam się do alei drzew.
Imre
Gdy wreszcie znalazłem się w swoim pokoju, a Mordred wrócił do Hadesu bezsilny padłem na łóżko. Leżałem tak z trzy godziny i rozmyślałem nad widokiem, który zastałem w jednej z kajut. W pamięci wyryły mi się te martwe oczy i gardło skąpane krwią. Wiedziałem, że ten obraz będzie mnie nękał we snach i wspomnieniach. Tak bardzo tęskniłem do Nel, której już nie ma. Gdy wreszcie wszystko doszło do mnie, że to nie jest zły sen znów uroniłem całe morze łez. Wiem, że to nie jest zbyt męskie, ale tak było. Nie wiedziałem co zrobić. Pomyślałem co robią ludzie w takich sytuacjach jak ta ... Upijają się do nieprzytomności, popełniają samobójstwa, samo okaleczają się. Jako iż nie mogłem popełnić samobójstwa, a wszelkie rany jakie bym sobie zadał zagoiłyby się w błyskawicznym czasie postanowiłem odwiedzić winnicę Williama.
Powoli wygramoliłem się z wielkiego olśniewająco białego łoża i zniknąłem w równie perfekcyjnie białej mgle.
Znalazłem się w miejscu przyciemnionym i bardzo wilgotnym. Z tego co zauważyłem nikogo oprócz mnie tam nie było. Skorzystałem z okazji i sięgnąłem po średniej jakości wino. Otworzyłem korek i piłem na umór. Butelka po butelce, aż w końcu zostały tylko najlepsze i najświeższe wina. Siedziałem na podłodze,a wokół mnie walały się puste butelki. Wyglądałem gorzej niż wrak Titanica. Powoli przymykały mi się oczy i odpływałem w głęboki sen, lecz nagle wokół mnie zapanował ruch. Niczego nie widziałem oprócz dwóch sylwetek, które prawdopodobnie były Williamem i Dionizosem. Poczułem jak ktoś z wielkim wysiłkiem podnosi mnie z podłogi i zaciąga na najbliższe łóżko. Powieki już mi się zamknęły i nic nie widziałem, lecz słuch miałem w dalszym ciągu sprawny:
-I co my zrobimy? Wychlał prawie wszystko! -narzekał głos, który bez wątpliwości należał do Williama
-Cicho bądź! Hermes nas ukatrupi, jeśli zobaczy go w takim stanie! -jak widać bóg winnej latorośli miał inne zmartwienia niż jego syn
- Przynajmniej zostawił najlepsze roczniki.
- Zamknij się debilu. O Zeusie ... - wzdychał Dionizos i co chwila przeczesywał palcami swoją czuprynę - I co ja pocznę? Jak ja mu to wytłumaczę? Cholera! - panikował.
- Tato patrz, nadal jest przytomny! Mocny z niego zawodnik co nie? - z entuzjazmem zaalarmował Will.
- Ach, Imre, słyszysz nas? -zadał mi pytanie ojciec Williama.
- Taaaaa jest! -odparłem inaczej niż chciałem, język zupełnie mi się plątał.
- Jest nawalony jak szpak! -zaśmiał się chłopak.
- Przymknij się ty mała cholero! -w dalszym ciągu uciszał go Dionizos - Imre, możesz otworzyć oczy i spojrzeć na mnie?
- A no mogę. - odparłem jak mocno schlany pijaczyna
- To otwórz. - z trudem rozchyliłem powieki. Od razu ujrzałem napiętą ze strachu twarz boga winnej latorośli i ostre światło. Gdzieś niedaleko stał William.
- Ło cie panie! - wyrwało mi się zupełnie przez przypadek i nieświadomie - Ale pizga światło! - i zasłoniłem oczy ręką
-Ha ha ha ciemna strona Imrego-reaktywacja. - znów zaśmiał się Will.
-Wyjdź mi stąd miernoto. -wrzasnął wnerwiony Dionizos i palcem pokazał na drzwi; William wiedział, że jak jego ojciec jest zły to nie wypada z nim zadzierać, więc posłusznie opuścił pomieszczenie.
-Es ist zu laut.(Jest za głośno) -odparłem po niemiecku; nawet zacząłem używać języków z różnych stron świata.
- Co mówisz?
- Żeś sie za głośno wyrażasz.
- Aj, wybacz. Posłuchaj, czemu się tutaj znalazłeś? Dlaczego wypiłeś prawie wszystkie wina?
- Because I lost my love (Ponieważ straciłem swoją miłość). Je veux me saouler et ne me lève pas (Chcę się upić i nie wstawać). Jeg har fått nok av livet ditt! (Mam dość swojego życia!) -byłem mocno pijany.
- Mów po grecku! Niczego nie rozumiem. - lamentował Dionizos, który prawie osiwiał ze stresu.
- Moje życie jest do dupy. - powiedziałem w skrócie.
- Aha. - skomentował.
- Ho perso ... (Straciłem). Я потерял его (Straciłem ją). Evigt (Na zawsze). S'il vous plaît aidez-moi (Pomóż mi). Hjælp mig til at leve! (Pomóż mi żyć!) Ze is niet al (Nie ma jej już). Después de lo que tengo que vivir?! (Po co mam żyć?!) -gdy tak bredziłem w różnych językach Dionizos zaproponował, że zabierze mnie na Olimp do mojego pokoju. Ostrożnie pomógł mi wstać i zawołał Will'a do pomocy. Obaj wzięli mnie pod pachy i znieśli na Olimp w ścisłej tajemnicy. W końcu wylądowałem na znajomo miękkim materacu i odpłynąłem.
Te wieści mną tak wstrząsnęły, że przez chwilę nie wiedziałem na jakim świecie żyję. Dzisiaj umarła Nel, a teraz jeszcze tracę możliwie najważniejszą osobę w moim życiu. Tak, właśnie zrozumiałem co czuję do swojej kuzynki. Zależy mi na niej cholernie mocno i nie pozwolę jej sobie odebrać. Nie wiedziałam za co bogowie mnie tak karzą by od razu zabierać mi sens mojego życia. Chyba chcieli żebym pogrążył się całkowicie albo, żebym upadł jak te anioły, o których ludzie tak często czytają, a to kompletne wymysły.
Poszedłem do biblioteki z nadzieją, że odnajdę w tych bazgrołach coś, co pomoże mi wybudzeniu mojej, być może, przyszłej dziewczyny. Przecież w tak wielkim zbiorze ksiąg powinno być coś napisane o tym "śmiertelnym śnie", który może sprawić, że każdy bóg się czegoś boi. Tyle bazgrołów, a dopiero w jednej księdze odnalazłem frazę "wieczny sen", co odrobinę mnie ucieszyło, choć nie powinno, gdyż niczego tak naprawdę nie byłem pewien, nawet tego, że ona kiedykolwiek się obudzi. Jedyne co mi pozostało to nadzieja, której nie mogłem utracić wraz najpiękniejszą boginią świata. To co powstrzymywało mnie od zrobienia czegoś głupiego, było u kresu wytrzymałości, czyli moje serce. Biło coraz szybciej ze strachu, że ją stracę.
Jedna z ksiąg zwała się "Pasjonująca śmierć". Tytuł zawał niezłego stracha, ale skusiłem się do przeczytania skrawka tekstu. Zerknąłem na kilka pierwszych zdań, które zachęciły do dalszego czytania woluminu. Tekst brzmiał zupełnie jak przepowiednia. "Klątwę okrutną rzuciła ta, która swego brata poświęciła. W imię miłości wszystko porzuciła. Kochanek miłości nie odwzajemniał później więc jego przyszłą żonę ukatrupiła, a swoje własne dzieci zabiła. Próbowała wkupić się w łaski innego męża, lecz ten też poznał się na niej. Na samym końcu historii życia, swą prawdziwą miłość znalazła Madea, ta która zaznała szczęścia u boku Achillesa, wielkiego woja. Klątwa ta ma być przypomnieniem, że tylko prawdziwa miłość życia będzie ocaleniem ", ale to bardziej brzmiało jak streszczenie jakiegoś mitu, którego do tej pory nie znałem. Pomyślałem, że może poszukam czegoś więcej na temat Madei w internecie, który oczywiście nie jest dostępny w Podziemiach, a to oznaczało, że muszę udać się na Olimp.
Nel
Odkąd zapadła wokół mnie namacalna ciemność i ten okropny stan nieważkości poczułam się tak lekka, jakbym straciła sporo na wadze. Nie, wróć, jakbym straciła ciało! Tak, to było to. Czułam się jakbym nie miała żadnych kości, ani mięśni. Tylko myśl o nudnej wieczności. Gdy tak szybowałam myślami w powietrzu pośród mroku widziałam przeróżne wspomnienia, które tak jak czasami Mordred wyłaniały się z czarnej mgły. Na początku pokazał mi się obraz taty. Pomimo iż nie miałam ust uśmiechnęłam się na widok tego wspomnienia. Było to jedno z moich pierwszych wspomnień, które pamiętałam. Zaraz po tacie, mignęło mi kolejne wspomnienie. Dotyczyło ono Sebastiana, a właściwie jego narodzin. Poczułam skurcz w sercu, którego tak jak ust już nie posiadałam. Co się z nim stanie? Jak zareaguje na wieść, że jego siostra nie żyje, że został sam. Jedyną rodziną jaką obecnie posiadał była jego chrzestna. Tak zatraciłam się w rozmyślaniu nad bratem, że nie zauważyłam wspomnienia, którym było zamknięcie mnie w piwnicy. Ku mojemu zdziwieniu we wspomnieniach nie było mojej matki. W żadnym! Był tylko tata i Sebastian. Później z mgły wyłoniła się para intensywnie turkusowych oczu, których znałam już na pamięć. Tak więc doszłam do momentu spotkania Imrego. Jak zawsze był oszałamiający. ,,Teraz po raz ostatni się widzimy" przeleciało mi przez głowę. Poczułam, że zaraz się rozpłaczę. Następnym wspomnieniem był pobyt na Olimpie. Taniec z Marco, drzemka w jego szafie, ofiarowany przez niego naszyjnik z kryształem. No właśnie! Naszyjnik! Boże ... Czy Persefona znaczy się Lena o nim pamięta? Czy uda jej się odkryć kto zostawił tą wiadomość? Ech, znów zatraciłam się nad rozmyśleniami, a w tym czasie pojawiło się moje drugie spotkanie z Danielem. I znów uderzył we mnie potok myśli.
Gdy ten niezwykły spis mojego życia się skończył ponownie nastały ciemności. Poczułam lekki podmuch, który skierował mnie w prawą stronę. Poruszałam się! To była naprawdę przedziwne uczucie. W ogóle nie miałam kontroli nad wyborem kierunku, w który chciałabym się udać. A z resztą na co mi poruszanie się gdziekolwiek? Przecież umarłam ... Aż na me usta, których mi brak ciśnie się tekst piosenki Elektrycznych Gitar: ,,To już jest koniec, nie ma już nic (...) " (http://www.tekstowo.pl/piosenka,elektryczne_gitary,to_juz_jest_koniec.html).
Podczas, gdy mych myśli jak nóż nie przecinały myśli nad bliskimi i znajomymi zdołałam odkryć, że w tej ciemnicy nie jestem sama. Nad i pode mną też unosiły się jakieś postacie. Nie widziałam ich, ale potrafiłam wyczuć ich obecność. Czasami ktoś się zbliżał na wyciągnięcie ręki, a innym razem znikał z mojego pola ,,czucia".
W końcu stało się coś dziwnego! Odczułam to jakbym stała na scenie skąpanej w mroku i nagle tuż nad moją głową zapalił się reflektor, który oświetlał całą moją osobę.W każdym razie światło mnie oślepiło i przez jakiś czas niczego nie dostrzegałam, lecz czułam, że powoli unoszę się do góry. Gdy wreszcie moje oczy przyzwyczaiły sie do rażącego światła zauważyłam, że znów mam swoje ciało. Widziałam swoją poplamioną krwią bluzkę oraz brudne szorty. Chciałam dotknąć mej szyi, by sprawdzić, czy rana sie zagoiła, lecz nie miałam czucia w żadnych kończynach. Gdy wreszcie stanęłam na jakiejś polanie poczułam błogi spokój. Jakby wielkie niebezpieczeństwo minęło. Powoli rozejrzałam się dookoła i dostrzegłam ludzi. Byli przedziwnie ubrani! Jedni w starożytne togi, inni w królewskie szaty, a jeszcze inni bardziej współcześnie. Wszyscy byli zdziwieni,a jednocześnie sprawiali wrażenie zadowolonych z mojego przybycia. Z tłumu otaczających mnie postaci wyłoniła się dziewczyna w olśniewająco białej greckiej todze, brązowych włosach i piwnych oczach:
-Witaj, czekaliśmy na ciebie.- przywitała się ze mną - Mam na imię Iris, a to są Pola Elizejskie.
-Pola Elizejskie? - zdziwiłam się, miałam nadzieję, że pójdę do nieba, ale w sumie dobre i to.
-Tak. Znajdują się tutaj ci, którzy umarli z czystym sercem w słusznej sprawie. - odparła swoim łagodnym głosem, który był przepełniony miłością -Czy mogłabyś się nam przedstawić?
- Jestem Nel. - odpowiedziałam zbita z tropu.
- Miło nam cię poznać Nel. Jeśli chcesz mogę ci wszystko pokazać. - wyciągnęła do mnie smukłą dłoń, którą praktycznie bez namysłu złapałam. Ku mojemu zdziwieniu była ... nijaka. Tak jakbym złapała ducha. No, ale nie ważne.
Oprowadzała mnie po Polach Elizejskich i pokazywała przedziwne miejsca. Wszędzie były kwiaty:
-To są ,,domy" dusz, ty też taki masz. Chodź, pokażę ci. - po czym zaprowadziła mnie do rosnącej nieopodal dzikiej róży. -Wszystkie dusze osób, które umarły tak młodo jak ty za swój ,,dom" dostają róże. Osoby, które zmarły w dosyć podeszłym wieku dostają tulipany, w wieku średnim w przebiśniegach, a małe dzieci w niezapominajkach. Zapewne poznasz tu wiele nowych osób. - zapewniała mnie.
- A macie tutaj książki? - zapytałam, gdy wreszcie umilkła.
- Hmm ... -zastanowiła się - Mamy coś podobnego do książek, gdyż to są historie osób, które tutaj trafiły. Jeżeli podejdziesz do tamtej alei ... - w tym momencie pokazała na dosyć sporą aleję drzew - ... To tam na każdym liściu jest zapisana historia każdego z nas. Twoja też. -posłała mi lekki uśmiech
- Dziękuję ci za pokazanie mi mojego lokum oraz Pól. -podziękowałam
- Nie ma sprawy, jakbyś miała jakieś pytania to zajdź do mnie.
- Na pewno tak zrobię. - obiecałam i rozstałam się z nią. Lekkim krokiem pospacerowała w stronę mężczyzn prawdopodobnie z jej epoki.
Gdy zniknęła mi z oczu poszłam zapoznać się z moimi sąsiadami, z którymi miałam dzielić krzak. Wiem, że to brzmi dziwnie, ale tak było! Okazali się nimi urocza, skośnooka Japonka o atramentowych włosach oraz chłopak, który z pozoru wyglądał na pesymistę i ponuraka. Szybko się z nimi zapoznałam. Dziewczyna miała na imię Risa ( co po japońsku oznacza tyle co piasek) oraz Tristan ( ,,Tris" oznacza po norwesku smutny). W każdym razie ich imiona idealnie oddawały ich charakterystyczne cechy wyglądu. Risa miała skórę koloru piasku, a jej norweski kolega poprostu wydawał się na pierwszy rzut oka smutny.
Każdy z nich opowiedział mi swoją historię. Młoda Japonka miała piętnaście lat, gdy zmarła podczas pożaru swojego domu. Opowiedziała mi, że obudziła wszystkich domowników i sama uciekała na końcu, lecz przygniótł ją filar i spaliła się żywcem. Jak się okazało Tristan, który miał siedemnaście lat jak zmarł wybrał się wraz z rodziną w góry. Niestety zgubili się, a mróz osiągnął wręcz szczyt. Jego rodzice podczas wycieczki poślizgnęli sie i spadli z bardzo dużej wysokości. Tristan razem z młodszą siostrą chcieli do nich zejść, lecz zgubili drogę. Zatrzymali się w jednej z opuszczonych jaskiń .Jego młodsza siostra przymarzała, więc dał jej swoją kurtkę i sweter, a sam zamarzł na śmierć. Rano znaleziono jego ciało, do którego przytulała się mała dziewczynka. Teraz już wiedziałam dlaczego ma taki smutny wyraz twarzy. Również był sierotą jak ja, ale różnica między nami była taka, że on widział śmierć swoich rodziców na własne oczy, a ja nie.
Szybko się z nimi zaprzyjaźniłam.
Najpierw nauczyli mnie jak wchodzić i wychodzić z kwiatu. Jest to dosyć trudna sztuka, ale bardzo przydatna. Gdy wreszcie skończyły się nauki weszłam do mego ,,mieszkania" i znów trafiłam do pustki. Było ciemno i cicho. Nie chciałam tu przebywać, lecz Iris mówiła iż to jest konieczne. Tutaj dusze mogą ,,gromadzić swoją energię" czyli spać. Próbowałam zasnąć. W głowie miałam mętlik. Chociaż z drugiej strony również ta idealna cisza mi przeszkadzała. Ostatecznie udało mi sie zasnąć. To było jakbym zamknęła oczy odczekała minutę i wstała. Gdy już się obudziłam zauważyłam strugę światła, która sączyła się przez szczelinę w kielichu. Postanowiłam wyjść na zewnątrz i sama rozejrzeć się po okolicy. Moja dusza wyszła z róży i zmaterializowała się przed krzakiem. Dostrzegłam w sobie jakąś zmianę. Byłam inaczej ubrana! Miałam na sobie zwiewną sukienkę w ciepłych barwach ( żółty, zielony oraz pomarańczowy ). Idealnie była dopasowana do mej figury. Stopy miałam bose. Wręcz cudowne było uczucie ciepłej rosy na stopach. Pobiegłam do Alei Historii. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym podczas biegu nie poślizgnęła się i wylądowała na tyłku. Podczas, gdy powinnam była być zirytowana, tylko roześmiałam się beztrosko. Nic mnie nie bolało. Podniosłam się i spokojnym już krokiem zbliżałam się do alei drzew.
Imre
Gdy wreszcie znalazłem się w swoim pokoju, a Mordred wrócił do Hadesu bezsilny padłem na łóżko. Leżałem tak z trzy godziny i rozmyślałem nad widokiem, który zastałem w jednej z kajut. W pamięci wyryły mi się te martwe oczy i gardło skąpane krwią. Wiedziałem, że ten obraz będzie mnie nękał we snach i wspomnieniach. Tak bardzo tęskniłem do Nel, której już nie ma. Gdy wreszcie wszystko doszło do mnie, że to nie jest zły sen znów uroniłem całe morze łez. Wiem, że to nie jest zbyt męskie, ale tak było. Nie wiedziałem co zrobić. Pomyślałem co robią ludzie w takich sytuacjach jak ta ... Upijają się do nieprzytomności, popełniają samobójstwa, samo okaleczają się. Jako iż nie mogłem popełnić samobójstwa, a wszelkie rany jakie bym sobie zadał zagoiłyby się w błyskawicznym czasie postanowiłem odwiedzić winnicę Williama.
Powoli wygramoliłem się z wielkiego olśniewająco białego łoża i zniknąłem w równie perfekcyjnie białej mgle.
Znalazłem się w miejscu przyciemnionym i bardzo wilgotnym. Z tego co zauważyłem nikogo oprócz mnie tam nie było. Skorzystałem z okazji i sięgnąłem po średniej jakości wino. Otworzyłem korek i piłem na umór. Butelka po butelce, aż w końcu zostały tylko najlepsze i najświeższe wina. Siedziałem na podłodze,a wokół mnie walały się puste butelki. Wyglądałem gorzej niż wrak Titanica. Powoli przymykały mi się oczy i odpływałem w głęboki sen, lecz nagle wokół mnie zapanował ruch. Niczego nie widziałem oprócz dwóch sylwetek, które prawdopodobnie były Williamem i Dionizosem. Poczułem jak ktoś z wielkim wysiłkiem podnosi mnie z podłogi i zaciąga na najbliższe łóżko. Powieki już mi się zamknęły i nic nie widziałem, lecz słuch miałem w dalszym ciągu sprawny:
-I co my zrobimy? Wychlał prawie wszystko! -narzekał głos, który bez wątpliwości należał do Williama
-Cicho bądź! Hermes nas ukatrupi, jeśli zobaczy go w takim stanie! -jak widać bóg winnej latorośli miał inne zmartwienia niż jego syn
- Przynajmniej zostawił najlepsze roczniki.
- Zamknij się debilu. O Zeusie ... - wzdychał Dionizos i co chwila przeczesywał palcami swoją czuprynę - I co ja pocznę? Jak ja mu to wytłumaczę? Cholera! - panikował.
- Tato patrz, nadal jest przytomny! Mocny z niego zawodnik co nie? - z entuzjazmem zaalarmował Will.
- Ach, Imre, słyszysz nas? -zadał mi pytanie ojciec Williama.
- Taaaaa jest! -odparłem inaczej niż chciałem, język zupełnie mi się plątał.
- Jest nawalony jak szpak! -zaśmiał się chłopak.
- Przymknij się ty mała cholero! -w dalszym ciągu uciszał go Dionizos - Imre, możesz otworzyć oczy i spojrzeć na mnie?
- A no mogę. - odparłem jak mocno schlany pijaczyna
- To otwórz. - z trudem rozchyliłem powieki. Od razu ujrzałem napiętą ze strachu twarz boga winnej latorośli i ostre światło. Gdzieś niedaleko stał William.
- Ło cie panie! - wyrwało mi się zupełnie przez przypadek i nieświadomie - Ale pizga światło! - i zasłoniłem oczy ręką
-Ha ha ha ciemna strona Imrego-reaktywacja. - znów zaśmiał się Will.
-Wyjdź mi stąd miernoto. -wrzasnął wnerwiony Dionizos i palcem pokazał na drzwi; William wiedział, że jak jego ojciec jest zły to nie wypada z nim zadzierać, więc posłusznie opuścił pomieszczenie.
-Es ist zu laut.(Jest za głośno) -odparłem po niemiecku; nawet zacząłem używać języków z różnych stron świata.
- Co mówisz?
- Żeś sie za głośno wyrażasz.
- Aj, wybacz. Posłuchaj, czemu się tutaj znalazłeś? Dlaczego wypiłeś prawie wszystkie wina?
- Because I lost my love (Ponieważ straciłem swoją miłość). Je veux me saouler et ne me lève pas (Chcę się upić i nie wstawać). Jeg har fått nok av livet ditt! (Mam dość swojego życia!) -byłem mocno pijany.
- Mów po grecku! Niczego nie rozumiem. - lamentował Dionizos, który prawie osiwiał ze stresu.
- Moje życie jest do dupy. - powiedziałem w skrócie.
- Aha. - skomentował.
- Ho perso ... (Straciłem). Я потерял его (Straciłem ją). Evigt (Na zawsze). S'il vous plaît aidez-moi (Pomóż mi). Hjælp mig til at leve! (Pomóż mi żyć!) Ze is niet al (Nie ma jej już). Después de lo que tengo que vivir?! (Po co mam żyć?!) -gdy tak bredziłem w różnych językach Dionizos zaproponował, że zabierze mnie na Olimp do mojego pokoju. Ostrożnie pomógł mi wstać i zawołał Will'a do pomocy. Obaj wzięli mnie pod pachy i znieśli na Olimp w ścisłej tajemnicy. W końcu wylądowałem na znajomo miękkim materacu i odpłynąłem.
