wtorek, 16 lutego 2016

Rozdział 32

Nel
Zanim doszło do spotkania z Imrem siedziałam razem z Tristanem i Risą nad małym strumykiem nieopodal naszego krzaku. We troje gawędziliśmy o różnych rzeczach na przykład o naszych planach z tamtego życia, o marzeniach i tym podobnych. Naszą sielankę przerwał mój tata, który poinformował mnie o przybyciu Demeter. Jako iż jej nigdy nie widziałam pobiegłam czym prędzej ją zobaczyć, lecz tradycyjnie zebrał się spory tłum. Każdy chciał jej uścisnąć rękę lub na nią spojrzeć. Nagle zabrzmiał jej orzeźwiający głos, który echem poniósł się po Polach:
- Szukam Nel. Jest młodą dziewczyną o blond włosach i zielonych oczach.
- To ja! - Krzyczałam, lecz tłum mnie zagłuszał; na szczęści pomógł mi Tristan, który wziął mnie na barana, przez co stałam się widoczna dla Demeter.
- Oto ona. - Wskazała na mnie swą smukłą dłonią, a tłum się przed nami rozstąpił; Norweg od razu mnie zdjął ze swych barków i postawił na ziemi- Podejdź.- Posłusznie wykonałam jej polecenie- Więc to ty skradłaś serce syna Hermesa. Chodź ze mną.- chwyciła mnie za rękę i obie znalazłyśmy się w tej samej pustce, w której byłam zanim trafiłam na Pola Elizejskie.
- Aby wrócić z powrotem do życia musisz wrócić tą samą drogą, którą tu przybyłaś. - Rozległ się jej głos w ciemności; dochodził jakby zewsząd. Tak więc przez chwile trwałam w ,,poczekalni dusz", aż zauważyłam jasne światło pode mną. Gdy wreszcie mój wzrok przyzwyczaił się do owej jasności znów znajdowałam się na statku piratów, a co dziwniejsze leżałam obok swojego ciała. Miałam ochotę krzyknąć, ale się powstrzymałam ze względu na obecność Demeter, która stała na samym środku kajuty. Popatrzyła na mnie ze współczuciem i zaczął się ból nieporównywalny z niczym innym. Darłam się jak opętana. Miałam wrażenie jakby ktoś oddzielał moją skórę od mięśni, a później mięśnie od kości. Moja dusza łączyła się z ciałem. Czułam, jak moje ręce, nogi i inne części ciała stają się cięższe. Przez ten cały czas miałam zamknięte oczy, aż do momentu gdy ból ustał. Kiedy je otworzyłam stałam obok matki Persefony w jakimś pokoju. Na początku widziałam tylko gołe ściany, jakby nic w tym pomieszczeniu się nie znajdowało, lecz po kilku sekundach pojawiło się łóżko, komoda, dywan oraz trzy postacie. Dwaj chłopcy i dziewczyna. Jeden z chłopaków miał widoczną opaleniznę i czarne jak węgiel włosy. Drugi natomiast wyglądał dziwnie znajomo. Miał lekkie loki koloru blond i turkusowe oczy, które pokochałam od pierwszego spojrzenia. Obok nich stała niezwykle piękna dziewczyna. Aż ciężko ją mi opisać. Ale zaraz... Przecież ja ich znam! Ten pierwszy to Mordred, syn Hadesa, a dziewczyna to Persefona, córka Demeter. A ostatni chłopak... Przecież to... Mój Imre! Wszyscy zrobili zdziwioną minę, a syn Hermesa zrobił w mym kierunku pierwszy krok. Wiedziałam, że jest najbardziej ze wszystkich wstrząśnięty, no bo przecież wstałam z umarłych. Opuściłam bok Demeter i rzuciłam się w jego objęcia. Czułam, jak mocno mnie ściska. Już chciałam mu szepnąć, by poluzował trochę uścisk, gdy poczułam, że moja biała bluzka na prawym ramieniu staje się mokra od jego łez. Pogłaskałam go po jego lokach i się w nie wtuliłam. Poczułam w nich zapach wiatru, tak jakby przez ten cały czas Imre był na zewnątrz podczas huraganu. Naszą chwilę czułości przerwał Mordred, który głośno chrząknął:
- Witaj z powrotem eem... Nel.
- Cześć. - Posłałam mu radosny uśmiech, a on przestał odnosić się do mnie z rezerwą.
- Więc no... Jak tam podróż? Coś zwiedziłaś? Paryż, Egipt, Włochy? - Zażartował.
- Do Paryża było mi trochę daleko, ale miałam okazje poczuć się jak przygotowywana do jedzenia żaba. - Odparłam
- Jak to? - Odezwał się wreszcie Imre.
- Wiesz, aby tu wrócić musiałam najpierw wrócić do swojego ciała co było dosyć bolesne...
- Pokaż ręce. - Nakazał blondyn i chwycił moją dłoń, na której widać było widoczne fioletowe, bordowe i oliwkowe siniaki.
- Musiało boleć jak cholera. - Skomentował Mordred.
- Troche.- Odpowiedziałam zadowolona, że wytrzymałam ten ból i teraz mogę być z nimi; Nagle poczułam gorące usta Imrego na jednym z siniaków z nadgarstka. Gdy chłopak oderwał swe usta od mojej ręki siniak znikł
- Ale bajer! To jakaś ukryta funkcja czy coś? - Dopytywał się jego przyjaciel, a ja zachichotałam
- A co? Też masz jakieś siniaki? - Odpowiedział pytaniem na pytanie blondyn.
- Niee! Jakby mnie ktoś miał całować to przynajmniej ładna dziewczyna, a nie najlepszy kumpel! - Zaprotestował.
- A gdzie jest Demeter i Persefona? - Wreszcie zauważyłam ich nieobecność.
- Zwiały. - Warknął Mordred.
- Nie denerwuj się, wrócą we własnym czasie. - Uspokoił nas Imre.
- A co się stało? Czemu Mordred jest taki zły? - Znów zadałam pytanie.
-Wiesz, okazało się, że Persefona nie była Persefoną jeśli mogę się tak wyrazić. - Odpowiedział mój chłopak.
- Jak to? - Czyżby odkryli tajemnicę Leny?
- Normalnie! Moja własna ciotka mnie oszukała, a właściwie nas wszystkich. Ta dziewczyna była z nami od połowy lata! Kurwa. Czuję się jak małe dziecko, które dowiedziało się, że Święty Mikołaj nie istnieje! Cholera. - Wybuchnął syn Hadesa
- No już cicho. - Uspokajał go Imre.
- Czyli już wiecie... - Mruknęłam, lecz oni mnie usłyszeli.
- Jak to już wiemy?! Czyli ty to już wiedziałaś wcześniej i nam nie powiedziałaś?! - Wydarł się na mnie Mordred i ruszył w mym kierunku. W oczach miał wściekle tańczące ogniki, a ja w swych łzy jak zawsze, gdy ktoś podnosi na mnie głos (wiem, że zapewne uważacie mnie za jakąś bekse i w ogóle, ale gdybyście mieli takie wspomnienia też byście płakali, albo byłoby wam chociażby smutno)
- Powiedziałem ci byś się uspokoił! - Wrzasnął blondyn, staną pomiędzy nami i walnął bruneta pięścią w twarz, aż ten poleciał na sam koniec pokoju i uderzył w ścianę, która wokół niego popękała. Imre był jeszcze bardziej zły niż wtedy, gdy dowiedział się o tym, że Marco się do mnie przystawia. Dotknęłam lekko jego dłoni, lecz on odtrącił moją rękę i miękko ruszył w kierunku siedzącego w gruzach Mordreda. Z jego ust sączył się strumyk krwi. Wystraszyłam się. Nie wiedziałam, że Imre jest aż tak silny! Wyprzedziłam syna Hermesa i zaczęłam sprawdzać tętno poszkodowanego. Puls: słaby. Otworzyłam powoli jego usta i jak się okazało krew pochodziła z rany na wardze. Odetchnęłam z ulgą. Posprawdzałam jeszcze kości, lecz i one były całe. Zawiadomiłam mego chłopaka o jego stanie, a on w milczeniu wziął swego przyjaciela na ręce i zaniósł do jego pokoju. Zostałam w pokoju sama. Czułam się jakoś... inaczej. Podeszłam do ściany, w którą uderzył Mordred i dotknęłam jednego z pęknięć. Poczułam silny wiatr i czas jakby się cofnął. Ja stałam obok Imrego, a syn Hadesa na przeciwko nas. Był to moment, po którym powiedziałam, że się dowiedzieli. Brunet wrzeszczał na mnie, a Imre stał gotów do ataku. Już zacisnął swą dłoń w pięść, gdy go za nią chwyciłam i poczułam płynący w mych żyłach jego gniew. Wiedziałam co on czuje w tej chwili oraz cofnęłam czas. Nie spodziewałam się, że gdy wstanę z umarłych nie będę już nigdy taka sama...

Lena
Gdy razem z Demeter zniknęłyśmy spodziewałam się, że już nigdy więcej nie zobaczę mych przyjaciół. Byłam strasznie przygnębiona i nie wiedziałam co się wydarzy. Nagle znalazłyśmy się w moim mieszkaniu. Na fotelu siedziała Persefona w moim ciele, a ja na kanapie w jej. Przed nami stała poważna Demeter, która najwyraźniej zastanawiała się co dalej czynić. Po kilku minutach ciszy w końcu się odezwała:
- Persefono!
- Tak matko.- Jej córka wstała z fotela jak na rozkaz
- Twój pobyt w tym świecie się już skończył. - Oznajmiła ostrzegawczym tonem jej matka
- Ale przecież pół roku nie minęło!- Zaprotestowała Persefona
- Żadnych ale! - Zagrzmiała bogini i zamieniła nas ciałami; poczułam się tak jakbym zdejmowała czyjąś niepasującą do mnie sukienkę i zaraz potem wkładała swoją- Córko. Masz w tej chwili wrócić do Hadesu! Bez żadnych sprzeciwów!- Machnęła ręką i jej córeczka zniknęła z kanapy- A co do ciebie.- Zwróciła się do mnie- Twoja cukiernia została uratowana. Wszystko jest opłacone: czynsz za mieszkanie, za cukiernie oraz twoje studia. Nie musisz dziękować. Mam nadzieję, że się w przyszłości jeszcze spotkamy.- Już miała znikać, gdy coś jej się przypomniało- Poszperaj trochę w kartonach, a znajdziesz coś interesującego. Później będziesz wiedziała co robić.- Posłała mi lekki uśmiech i zniknęła. Zostałam sama. Nie wiedziałam co robić. Czy zacząć płakać czy zapominać o tych wszystkich osobach poznanych na Olimpie i w Hadesie. Byłam tak niezdecydowana, że postanowiłam posłuchać się Demeter i sprawdzić kartony. Przeszukiwałam je w poszukiwaniu czegoś o czym wspominała bogini, lecz niczego ciekawego nie znalazłam. Do czasu kiedy zaczęłam przeglądać pudło, w którym znalazłam księgę do przywołania owej bogini. Znalazłam w nim mały portrecik kobiety i mężczyzny przytulonych do siebie. Ktoś na prawde musiał mieć wielki talent. Kobieta była niczym bogini, a jej kochanek bóg. Gdy patrzyłam na nich wydawało mi się, że ich znam. Mieli w sobie coś bardzo charakterystycznego. Kobieta wyglądała nieziemsko, dosłownie, jej rysy twarzy i ciało były wprost idealne proporcjonalne, a sylwetka mężczyzny przypominała boską. Nigdy nie widziałam tych osób, a wydawały się jakbym znała ich przez całe życie. Przypominali mi ludzi, których poznałam za czasu mieszkania w Hadesie. Każdy był idealny na swój sposób, a ta para wyglądała jak symbol najprawdziwszej miłości. Zakochani bez pamięci, przeznaczeni dla siebie. Dopasowywali się idealnie. Ona krucha, a on silny, ona piękna, on taki ideał mężczyzny.
Postanowiłam kontynuować poszukiwania i nie zawiodłam się. Odnalazłam dzienniczek kobiety, która była przedstawiona na portrecie. Przeczytałam jeden z wpisów, który brzmiał tak:
"Dzisiaj moja córeczka zostaje odesłana do przyszłości. Mam nadzieję, że będzie tam bezpieczna, bo u nas panuje zacięta wojna i wielu bogów teraz poluje na nią, chce ją wykraść i wykorzystać do własnych celów. Boję się, że jeśli ją zostawię w jej prawdziwym świecie, stanie się coś strasznego. Namówiłam Herkulesa, aby uczynić to co stosowne. Dać naszej córce Auradii życie na jakie zasłużyła. Aby żyła z dala od tego co najgorsze. Od naszego prawdziwego świata, w którym bogowie decydowali o tym jak mamy żyć." Potem był kolejny wpis do dziennika. "Auradio, a raczej Leno, ten dziennik jest pisany specjalnie dla ciebie, dzięki niemu poznasz mnie i swego drogiego ojca, a co ważniejsze, dzięki niemu będziesz mogła nas naprawdę spotkać, ale wiedz, zawsze byliśmy przy tobie, w sytuacjach kiedy nas naprawdę potrzebowałaś i też wtedy, gdy potrzebowałaś nas mniej. Byliśmy przy tobie każdego dnia twojego cudownego życia i pomagaliśmy jak mogliśmy. Dla nas byłaś najważniejszą rzeczą w naszym życiu i staraliśmy się sprawić, aby twoje życie było łatwiejsze. Nie mogliśmy jednak zmienić faktu, że jesteś boską potomkinią, kochanie. Boska moc nie zawsze jest dobra, może również prowadzić do złych rzeczy. Chcieliśmy, abyś nauczyła się kochania i wielu innych rzeczy, których bogowie nie rozumieli. A teraz przejdę do najważniejszego.
Kochanie, jeśli nadal chcesz mnie znać to musisz zrobić dokładnie to co ci teraz powiem.
Przyjdź nad jezioro w mieście, w którym cię pozostawiliśmy i powiedz to, co podpowiada ci serce. W głębi świadomości, będziesz wiedziała co powiedzieć i co uczynić, masz to we krwi." Przerwałam czytanie i nie miałam zielonego pojęcia co mam o tym sądzić. Nie wiedziałam, czy uczynić to, co ta kobieta napisała w dzienniku, bo to jest dziwne, że znała moje imię, w sumie dwa. Mam na drugie Auradia, ale nikt o tym nie wiedział, poza rodzicami, którzy nigdy go nie używali.
Postanowiłam sprawdzić to, co kobieta o imieniu Hebe napisała, może rzeczywiście to ja jestem jej córka. Przecież przekonałam się o tym, ze istnieją bogowie i są rzeczy, które zwykli ludzie nie rozumieją.
Poszłam nad pobliskie jezioro, a gdy stanęłam nad taflą wody, zamknęłam oczy i skupiłam się na biciu własnego serca i odgłosach przyrody. W pewnym momencie przyszły mi na myśl pewne słowa, które wypowiedziałam tak pewnie, jak nic innego. Były jak mantra, znałam je dobrze i nie potrafiłam wyrzucić ich z głowy.
Nagle poczułam lekki powiew wiatru, więc otworzyłam oczy by sprawdzić co się dzieje, czy przypadkiem nie zanosi się na deszcz. Gdy otworzyłam oczy, ukazał mi się widok, którego najmniej się spodziewałam. Byłam w sali balowej na Olimpie. Byli tam wszyscy, których poznałam, gdy mieszkałam w Królestwie Cieni i gdy odwiedzałam Olimp. Byli tam również ludzie z portretu i prawdziwa Persefona, nawet Mordred:
- Witaj Auradio. - Zagrzmiał władczy głos Zeusa - Czy wiesz dlaczego się tutaj znalazłaś? - Nie wiedziałam jak się zachować przy tak ważnym bogu jak Zeus; co mam mu odpowiedzieć? - Nie Panie. Przykro mi, ale nie wiem.- Odrzekłam drżącym głosem - W takim razie twa matka Hebe opowie ci wszystko w skrócie. Macie pięć minut!- Gdy już skończył mówić szybko podeszła do mnie bogini z portretu; Hebe. Moja biologiczna matka. Bogini młodości: - Cześć kochanie. Dawno się nie widziałyśmy i wiem, że masz do nas mnóstwo pytań, ale to nie pora na nie. Właśnie teraz będzie się toczyła debata gdzie spędzisz reszte życia. Czy na ziemi z wymazanymi wspomnieniami czy też dołączysz do ,,Boskich Dzieci" i zamieszkasz na Olimpie. - Bardziej podoba mi się opcja numer dwa. - Odpowiedziałam - Nam też, ale niektórzy bogowie są temu przeciwni. W każdym razie na każde zadane pytanie odpowiadaj szczerze. Dobrze? No, zuch dziewczynka. - Pogłaskała mnie po głowie i wróciła na swoje miejsce. Wraz z jej powrotem zaczęła się debata: - Posejdonie jak myślisz, gdzie umieścić tę dziewczynę? - Zadał pytanie Zeus.
- Wydaje mi się drogi bracie, że lepiej pasowałaby na Olimpie. Zdążyłaby się szybko nauczyć to co inni potrafią...- Nie dokończył, gdyż mu przerwano - Nie zgadzam się drogi wuju! - Krzyknęła Persefona (ta prawdziwa oczywiście, gdyż już byłam sobą)  Uważam, że powinna zostać na ziemi i tam wieść dalsze życie. Ona tutaj NIE PASUJE. - Mylisz się! - Wszyscy zwrócili swe oczy na drzwi, w których stał nikt inny jak Imre; mój wybawca. - Mam solidne argumenty Panie. Czy raczysz ich wysłuchać? - Cóż, nie mamy niczego do stracenia, mówże. - Zawyrokował Zeus - Tak więc muszę zgłosić iż Demeter posłużyła się tą oto Auradią do swych własnych celów.- Po sali przeszedł głośny szum, lecz szybko nastała cisza - Czy to prawda siostro?- Zapytał się bogini Zeus, a Demeter posłała mu zabójczy wzrok - Ależ bracie, ja to zrobiłam tylko dla dobra nas wszystkich...- Zaczęła, lecz po lewej stronie sali dobiegł nas głos syna Hadesa: - Wszystkich powiadasz? Raczej masz na myśli to, że nas wszystkich okłamałaś podstawiając fałszywą Persefonę! To, że nie masz kontroli nad córką nie uprawnia cię do wpuszczania obcych wśród nasze szeregi!- Nie wiedziałam już po czyjej był stronie... - Ucisz się Mordredzie! - Usłyszeliśmy głos pana mórz - Zważmy na to iż, Auradia jest jedną z ,,Boskich Dzieci" i tym bardziej nie powinna być dla ciebie obca.- ,,Dzięki Posejdonie" pomyślałam
- Tak więc kontynuując moją argumentację chciałbym wezwać jedynego świadka. Czy może wejść?- W dalszym ciągu Imre starał mi się pomóc - A niechże wchodzi. - Odparł już zmęczony tym wszystkim Zeus, a na sale weszła drobna dziewczyna o zielonych oczach i blond włosach; Imre stanął za nią i coś szepnął jej na ucho, a ona pokiwała głową: - Witaj Panie. - Przywitała Zeusa swym przyjemnym głosem i się ukłoniła- Chciałabym przekonać cię Panie do podjęcia słusznej decyzji. Otóż Lena, a raczej Auradia wyjawiła mi kim jest na początku naszej znajomości. Muszę przyznać, że w stu procentach zasługuje na życie na Olimpie. Wiem to iż, wcześniej sama mieszkałam na ziemi, chociaż w sumie to nadal mieszkam. Jest to miejsce okrutne i bezwzględne. I chciałabym też dodać, że jej szlachetne serce nie nadaje się już do życia tam. Zostało tu, na Olimpie. Od kiedy pierwszy raz jej noga tu powstała poczuła się jak w domu. Wiem to, bo potrafię czytać emocje ludzi. I teraz też czuje się jak w domu.- posłała mi pełne zrozumienia spojrzenie i kontynuowała swoją wypowiedź- Tak więc, uważam, że Auradia, córka Hebe powinna zostać tu na Olimpie i odkrywać swoje korzenie oraz zagłębiać w historię greckich bogów. Dziękuję Pani za prawo głosu. - Znów się ukłoniła i Imre wyprowadził ją z sali i natychmiast wrócił.
- Hmmm... Ciekawa argumentacja. - Zamyślił się Zeus - No widzisz bracie?! Inni też chcą, by ta dziewczyna tu została! - Zauważył Posejdon - Zamilcz! - Warknął pan niebios i przemówił- Kto jest za tym, by Auradia tu została?- Rękę podniosła Atena, oczywiście Posejdon, Hermes, moja matka Hebe, Selene, Nemezis, Dionizos, a nawet Eris i Ares. Łącznie dziewięciu bogów było po mojej stronie, natomiast ci którzy nie chcieli mnie tutaj to: Demeter, Hefajstos, Artemida, Afrodyta, Apollo i rzecz jasna Persefona. Czyli w sumie sześciu. Wynik był oczywisty: zostaję. W duchu cieszyłam się jak małe dziecko, natomiast na zewnątrz tylko się uśmiechnęłam w stronę Imrego z niemym podziękowaniem, a on kiwnął głową.


Imre
Odkąd Nel wróciła ,,do życia" spędzaliśmy ze sobą całe dnie noo i może czasami noce. Byłem tak szczęśliwy, że przez pierwsze dwa tygodnie nie mogłem spać. Nawet nie zdawałem sobie sprawy ile szczęścia sprawia mi patrzenie na śpiącą dziewczynę. Pamiętam, że co noc ona kładła się do mojego łoża, a ja siadałem na małej kanapie i się w nią wpatrywałem. Nawet nie miała nic przeciwko.
Ogólnie wszyscy uwielbiali Nel. Zawsze wszystkim pomagała, więc miała całe dnie zajęte przez co od razu zasypiała. Podczas, gdy moja dziewczyna znikała w pracowni bliźniaczek lub pomagała William'owi z potężnym kacem. ,,Kac morderca nie ma serca" zawsze mi to mówiła jak się jej dopytywałem co robiła przez cały dzień. Czasami też przychodził do niej Marco, ale spokojnie, nie po to by poflirtować, gdyż już miał żonę. Zazwyczaj pytał się o porady odnośnie Nory. Zdarzało się, że się pokłócili i nie wiedział co robić. Również jego żona do niej wpadała odnośnie ciąży. Nel nie miała aż takiego doświadczenia, ale poczytała troche książek z biblioteki Olimpu i wiedziała już co i jak. Oczywiście były takie dni, kiedy mieliśmy czas tylko dla siebie. Wtedy zazwyczaj zabierałem ją na ziemię do jej rodziny. Sebastian oraz ich ciotka przyzwyczaiła się do tego, że od pewnego czasu domem Nel stał się Olimp. Nasze wizyty zawsze były przyjmowane w radosnej atmosferze. I za każdym razem kiedy tam wpadaliśmy ciocia mojej dziewczyny pytała się o zaślubiny. Kiedy się odbędą i że najlepiej, by wszystko odbyło się na ziemi.
Pewnego dnia, gdy Nel znowu była zapracowana wpadł do mnie Mordred z dosyć nietypową prośbą:
- Siema Imre. - Przywitał mnie nagle, gdy otworzyłem drzwi mojego pokoju.
- Witaj. - Odrzekłem.
- Mam do ciebie prośbę... - Zaczął nieśmiało - Mógłbyś przekazać Aurydii, że mój ojciec ją wzywa do Hadesu?
- Jasne. - Odparłem bez zastanowienia - Ale zaraz... Przecież Hadesa nie ma... - Nie dokończyłem, gdyż mój kumpel się ulotnił. Nie pozostało mi nic innego jak powiadomienie córki Hebe...
Pod koniec dnia Nel wreszcie wróciła do naszego (tak naszego) pokoju:
- O, hej. - Przywitała mnie, gdy tylko zauważyła mą osobę.
- No cześć. - Odrzekłem i się do niej przytuliłem; wtuliła się w moją klatkę piersiową, a ja w jej blond włosy.
- Tęskniłeś? - Zapytała zaczepnie.
- Tęskniłem. A ty?
- Przecież dobrze wiesz. - I zapadła cisza, którą po chwili przerwałem.
- Mocno zmęczona jesteś?
- Tak sobie... - Odpowiedziała ziewając i się od niej odkleiłem, a ona poszła do łazienki przemyć twarz wodą, jak to miała w zwyczaju. Natomiast ja wyszedłem na balkon i spoglądałem w gwiazdy. Często miałem wrażenie, że chcą mi coś powiedzieć. Patrzyłem w nie i patrzyłem i nadal nie mogłem wyczytać z nich niczego sensownego. Me rozmyślenia przerwał głos Nel:
- Imre. Możesz tu na chwile przyjść? - Od razu do niej przyszedłem.
- Co sie sta...- Nie dokończyłem, gdyż w wannie leżał chłopak o białych jak śnieg włosach. Był nieprzytomny. Podszedłem do niego ostrożnie i potrząsnąłem jego ramieniem - Ej, Lucas, wstawaj. - Odkąd Aurydia go tu przyprowadziła wszyscy go znają. Cóż... Chłopak się BARDZO wyróżnia. Z nikim nie rozmawia,a większość swojego czasu głównie spędza w swoim pokoju sam.
- Lucas.- Przyłączyła się do mnie Nel- Chciałabym się wykąpać.
- Och!- Nagle się obudził- Gdzie ja jestem?- Zapytał
- U nas w łazience.- Oznajmiłem lekko poirytowany; to był już czwarty raz w tym tygodniu
- Na serio? Wybaczcie, jeszcze się nie przyzwyczaiłem. Już wracam do siebie...
- Może cię odprowadzę? - Zaproponowała Nel.
- Ty idź się myć. Ja go odprowadzę.- Zaoferowałem po czym pomogłem mu wyjść z naszej wanny i zaprowadziłem go do jego pokoju
- Dziękuję. - Odpowiedział nieśmiało
- Spoko.- Odrzekłem i opuściłem jego mieszkanko.
Gdy wróciłem Nel wychodziła z łazienki z mokrymi włosami.

Lena
Po tej całej debacie zorganizowano ucztę i pokazano mi mój pokój. Jak się okazało znajdował się on na końcu korytarza na przeciwko pokoju Imrego. Był cały skąpany w bieli jak wszystkie inne pokoje ,,Boskich dzieci" . Dowiedziałam się, że jeżeli bym zechciała mogę przeprowadzić w nim tzw. ,,rewolucję" i zmienić co nie co jego wygląd. Od nowa zapoznałam się z resztą dzieci innych bogów. Niektórzy mnie od razu polubili, a inni trzymali się ode mnie z daleka. Oczywiście zakolegowałam się z córkami Ateny, Aaronem, Marco i Norą (którzy niebawem wzięli ślub i Nora spodziewa się dziecka), Will'em i Megan.
Persefona była jak zwykle wściekła na mnie tak jakbym to ja przyczyniła się do tego, że przyłapano nas. Loren nie wiadomo czemu uważała mnie za przeciwniczkę, a skoro Loren to i Hav (którzy z resztą też wzięli ślub zaraz po zaślubinach Marco i Nory). Po jakimś tygodniu znów odwiedziłam Lucasa w jego ,,więzieniu" i go uwolniłam.
Mieszkałam już dość dużo czasu na Olimpie, aby się w pełni za klimatyzować i przerobić swój nowy pokój. Często przybywałam do Hadesu do „wujka” Hadesa, sam kazał się tak nazywać, i często z nim rozmawiałam. Bardzo się polubiliśmy, mimo że udawałam jego siostrzenice, ale zrozumiał moją sytuację. Co do Mordreda, nie często z nim rozmawiałam, on unikał kontaktu ze mną, a ja się nie naprzykrzałam. Zrozumiałam to, ze nie chce mieć ze mną nic wspólnego, a przynajmniej tak myślałam. Okazuje się, że rozgryzienie tego osobnika jest nadzwyczaj trudne. Nigdy nie wiadomo, co on sobie pomyśli. I tak było tym razem.
Był słoneczny dzień na Olimpie, a ja przechadzałam się po ogrodzie i wdychałam zapach świeżo zakwitniętych kwiatów. W czasie tego spaceru natknęłam się na Imrego, który oznajmił mi, że muszę się zjawić szybko w Hadesie, ponieważ Pan Cieni ma jakąś ważną sprawę do mnie. W ogóle nie wiedziałam oo co chodzi, ale dzięki tej wizycie miałam się tego dowiedzieć. Gdy przybyłam wraz Imrem do Hadesu, ten ekspresowo się ulotnił. Panowała tam dziwna atmosfera, a zarazem przyjemna. Udałam się na poszukiwania jakiegokolwiek mieszkańca tego domu. Najpierw zajrzałam do gabinetu „wujka” ,a potem do biblioteki, gdyż tam często przebywał. Niestety go tam nie znalazłam, teraz moim jedynym wyjściem, aby dowiedzieć się gdzie on jest, było spytanie się Mordreda. Poszłam więc w stronę jego pokoju i zapukałam do drzwi. Odezwał się głos Mordreda
- Imre, nie teraz, jestem zajęty. - I otworzył drzwi prowadzące do pomieszczenia.
- To nie Imre, to ja, Aurydia. - Odpowiedziałam cichym i załamującym się głosem. 
-Aha. Co cie tu sprowadza?  
-A jak myślisz? Imre powiedział mi, że Hades ma jakąś ważną sprawę do mnie.
- To niemożliwe. Mego ojca nie ma i nie będzie do końca tygodnia.
- W porządku. W takim razie już pójdę. - Odrzekłam i odwróciłam się plecami, by ruszyć w stronę wyjścia, ale Mordred złapał mą rękę i obrócił mnie twarzą w swoją stronę. Nie wiedziałam co chce zrobić, ale zaczęłam się domyślać, gdy jego usta znajdowały się niebezpiecznie blisko moich.
- Ale ja mogę się tobą zająć. - Wyszeptał i nasze usta spotkały się w iście namiętnym pocałunku.
Całował mnie coraz żarliwiej, a nie nie potrafiłam się jemu oprzeć. Jego dłonie błądziły po całym moim ciele, dając przy tym tyle rozkoszy, że mogłabym się rozpłynąć. Twarz Mordreda powoli zmierzała ku dołowi, czułam lekko wilgotne usta i oddech na mojej szyi, który sprawiał, że kolana się pode mną uginały. Me dłonie mierzwiły z podniecenia gęstą, czarną czuprynę chłopaka, która po chwili wyglądała jak pobojowisko, gdy ich władca doprowadzał moje ciało do obłędu. Palce Mordreda zręcznie rozpisany guziki w mojej podkoszulki, a następnie szortów. Moje zaś dobrały się do podkreślającej klatkę piersiową bluzki, która już po sekundzie wylądowała na ziemi tak samo jak moja. Później już wszystkie ubrania leżały na podłodze, a my na ogromnym łożu pławiliśmy się w rozkoszy, która wypełniała nas całych. Ręce Mordreda wyprawiały takie cuda z  moimi piersiami i nie tylko, że zapominałam o całym świecie. Odwdzięczyłam się jednakże i zaczęłam całować namiętne pełne usta Mordreda i kawałki jego ciała. Liczył się tylko on i cała ma uwaga skupiła się na nim...
Rano, gdy się obudziłam, poczułam ciepłe ciało przylegające do mego. Ma głowa leżała na umięśnionej klatce piersiowej Mordreda, która równomiernie unosiła się, a ręka chłopaka obejmowała mnie w talii. Śpiąca twarz młodzieńca wyglądała anielsko, gdy lekkie promienie słoneczne muskały jego kości policzkowe. Przez chwilę ciężko było uwierzyć w to, że spędziłam cudowną noc z chłopakiem, który normalnie pewnie nie zwróciłby na mnie uwagi. Było to zaskakujące, ale bardzo miłe uczucie.
Ciało Mordreda poruszyło się, a ja zostałam wyrwana z moich rozmyśleń. Nagle jego powieki zaczęły się powoli otwierać, a ja zaczynałam mieć widok na jego piękne prawie czarne oczy. Po chwili usłyszałam lekko zaspany głos chłopaka:
- Hej piękna, co tak wcześnie wstałaś? - Zapytał się, a następnie pocałował mnie czule w usta.
- Jakoś nie mogłam spać.
- Mogłaś mnie obudzić, nie nudziłabyś się tak w czasie, gdy ja sobie smacznie spałem.
- Nie nudziłam się, naprawdę. - Posłałam mu szeroki uśmiech od ucha do ucha.
- No coż, skoro ty tak twierdzisz to na pewno tak jest, piękna. - Nadal leżeliśmy w łóżku przytuleni do siebie. Najchętniej w ogóle bym nie zmieniała pozycji, ale obudziła się we mnie świadomość iż trzeba w  końcu wstać, zjeść i wrócić na Olimp...
- Mordredzie?
- Hmm?
- Wiesz, że nadszedł czas, abym wróciła na Olimp. Rodzice na pewno się o mnie martwią.
- Nie ma potrzeby abyś zrywała się teraz z łóżka, poinformowałem twoich rodziców, że zostajesz na noc w Hadesie i że spędzisz ze mną cały dzień. - Uśmiechnął się łobuzersko.
- Skąd miałeś pewność, że zostanę?
- Prawdę mówiąc, nie miałem, ale zdałem się na swój instynkt, a poza tym już cię trochę znam.
- To prawda, trochę mnie znasz, ale nie do końca.
- I to chciałbym zmienić między nami. Chcę wiedzieć o tobie wszystko.
- Wszystko? To bardzo dużo i nie wiem czy mamy na to wystarczająco czasu.
- Myślę, że jeszcze cała wieczność przed nami.
- Cała wieczność powiadasz? Chyba zmieniłam zdanie, mamy od groma czasu i sądzę, że mamy dość czasu jeszcze na to, aby jeszcze chwilkę poleniuchować.
- Możemy porobić również coś ciekawszego.
- Co takiego?
- To tajemnica, a tajemnic się nie zdradza, o chyba że masz niesamowicie dobrą kartę przetargową.
- Myślę, że coś się znajdzie. - I zaczęliśmy się namiętnie całować.


niedziela, 14 lutego 2016

Rozdział 31

Lena
Po opuszczeniu pokoju Lucas'a udałam się z powrotem do głównego holu. Na ogół wszystko było po staremu, jednakże coś się zmieniło. Zauważyłam uchylone drzwi, które wcześniej były zamknięte. Rzuciłam okiem na zawartość pokoju i zamarłam. W środku zastałam ćwiczące ciało młodego boga, które należało oczywiście do czarującego Mordreda. Przyjrzałam się dokładniej i zauważyłam, że nie posiadał na sobie koszulki oraz był w samych czarnych spodenkach (oczywiście nie licząc bielizny i butów z dodatkiem skarpet). Jego umięśnione ciało prezentowało się znakomicie, gdy po nim spływały kropelki potu. Najlepiej wyglądało jednak, gdy jego mięśnie się prężyły w czasie wykonywania ćwiczeń.  Jego włosy totalnie zmierzwione wydawały się pociągające, wręcz uwodzicielskie. Nie mogłam się oprzeć widokowi półnagiego ciała kuzyna Persefony, chociaż wiedziałam, że nie powinnam na niego patrzeć w ten sposób, ponieważ nadal byłam w ciele Persefony, jego prawdziwej kuzynki.
Stałam tak z dziesięć minut, ale wiedziałam, że to i tak za dużo, ale również nie chciałam być zauważona, więc szybko poszłam do swego pokoju. 
 Jak się okazało była w nim Demeter:
- O, witaj. - Przywitała mnie. 
- Dzień dobry, co cię do mnie sprowadza? - Zapytałam. 
- Tak zwana standardowa wizyta. - Odparła. - I jak się czujesz? 
- Cóż, muszę przyznać, że przez ten miesiąc zdążyłam przywyknąć do towarzystwa Persefony i jej stylu życia.
- W takim razie bardzo się cieszę. 
-A może wie Pani co słychać u Persefony w moim ciele?- miałam nadzieję, że nie wyrabia jakichś na prawdę szalonych rzeczy 
- U niej? Cóż, z tego co wiem zdała kilka twoich egzaminów ze stopniem najwyższym, a tak poza tym to prowadzi niezwykle aktywny tryb życia, więc o swoje ciało możesz być spokojna.  - Oznajmiła. 
- Aha. No to dobrze. - Tylko tyle dałam rade z siebie wydusić. 
- A opowiedz mi, jak traktuję cię mieszkańcy tego domu? - Zapytała nagle. 
- Hades i Mordred? W sumie są mili i w ogóle troszczą się o mnie. Uważam, że dobrze się tu mieszka. - Podsumowałam. 
- W takim razie w porządku. Zobaczymy się znów za miesiąc lub jeżeli będziesz odczuwała potrzebę spotkania się ze mną. - Odrzekła Demeter po czym pomachała mi i zniknęła niczym zjawa.
 ,,To było dosyć dziwne" pomyślałam.
Cóż, po tej całej pogadance byłam nieco zdezorientowana i sama już nie wiedziałam co mam myśleć. Mogłam wnioskować nawet, że cały czas miałam możliwość poproszenie Demeter o pomoc w tym wszystkim, bo sama mi o tym powiedziała. A może nie odczuwałam takiej potrzeby? Zapewne chciałam być samodzielna, jak teraz patrze na swoje czyny to dobrze mi to nawet wychodziło. Ale w sumie to nie rozmowa  z Demeter mnie intrygowała lecz to jak bardzo się zafascynowałam półnagim ciałem "mojego kuzyna". Wiem, że nie powinnam o nim myśleć jak o mężczyźnie, ale niestety nie mogłam oprzeć się tej pokusie. Byłam bezsilna, a przynajmniej tak się czułam. Jego ciało to jeden wielki magnes na bay, normalnie jak przyciąganie ziemskie, nic nie możesz zrobić aby się temu oprzeć.
Imre
Plan Megan chyba się powiódł. Marco wraz z Norą wydawali się ze sobą szczęśliwi, choć nie byli parą, przeczuwałem jednak, że to się wkrótce zmieni. Zazdrościłem im i to bardzo, nie mogłem nadal sobie poradzić z myślą, że mojej ukochanej przy mnie nie ma lecz zdawałem sobie sprawę, że muszę skończyć z tym użalaniem się nad sobą. Bardzo chciałbym, aby moja Nel wróciła do świata żywych, aby znów stanęła przed mymi oczyma i spojrzała na mnie tak, że roztopiłbym się ze szczęścia, choć nawet byłbym szczęśliwy jeżeliby ona po prostu żyła nawet życiem, w którym nie było mnie. Chciałbym, aby ponownie się śmiała i była pośród ludzi, których kocha  i którzy kochają ja. Byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, gdybym miał świadomość, że ona jest gdzieś w świecie ludzi i żyje z dala od niebezpieczeństwa i tego co na nią je sprowadziło. Ta głupia świadomość z całą pewnością by mi wystarczyła. Postanowiłem już więcej się nad sobą nie użalać, tylko działać. Już nie mogłem wytrzymać tej samotności. Nie wyobrażam sobie bez niej już ani jednego dnia, godziny, a nawet minuty. Czym prędzej pospieszyłem do ogromnej biblioteki Olimpu i zacząłem wertować stronice książek dotyczących Pól Elizejskich. Praktycznie spędziłem tam cały dzień i pół nocy, a siedziałbym tam jeszcze dłużej, gdyby nie jedna z bliźniaczek Ateny:
- O Imre! Co ty tu robisz?

- Szukam. - Odparłem krótko ni odrywając się od jednej z miliona książek do przeczytania.
- Czego szukasz? - Zapytała się wścibsko.
- Czegoś ważnego, słuchaj, możesz iść? Wybacz, ale przeszkadzasz mi. 
- Ej, Imre, nie tak groźnie. Pytam się tylko. - Powiedziała i nastąpiła chwila ciszy po czym znowu się odezwała i podeszła do mnie - Może mogłabym ci jakoś pomóc?
- Wiesz, to BARDZO ważna sprawa i muszę jak najszybciej znaleźć odpowiedź. - Mruknąłem.
- Ale razem będzie szybciej! Uwierz. - Posłała mi delikatny uśmiech i się do mnie dosiadła. - Razem - Szepnęła pod nosem i wybiegła z biblioteki. Wolałem nie wiedzieć jaki pomysł zrodził się w jej głowie, lecz niebawem się przekonałem, gdy wróciła w towarzystwie prawie wszystkich ,,Boskich Dzieci". Zmarszczyłem brwi i zapytałem ją:
- Po co ich tu sprowadziłaś? Mają własne życie i sprawy do załatwienia.
- Obecnie nie mam nic do roboty. - Odparł Will. 
- My również. - Zaoferowali się Marco i Nora.
- Loren śpi, więc mogę być o nią spokojny. - Zapewnił mnie Hav.
- Emma sama poradzi sobie z szyciem. - Uspokoiła mnie Tessa.
- Ja ostatnio mam kłopoty ze snem. - Pochwalił się Aaron.
- A my jesteśmy rodziną. - Usłyszałem głos Megan i zauważyłem ją w drzwiach, jakby dopiero teraz weszła; uśmiechała się do mnie ciepło dodając mi otuchy.
- Ale jesteście pewni co do tego? - Upewniłem się.
- Tak!- Oznajmili zgodnie wszyscy chórem.
- Ale czego tak właściwie mamy szukać? - Zadała pytanie Nora
- Może to zabrzmi dziwnie i nierealnie... - Zacząłem nieśmiało. - Ale mam zamiar wydostać Nel z Pól Elizejskich. Wiem, że jest tam jej dobrze, ale może i jest to bardzo egoistyczne, lecz chcę, by była obok mnie. - Dokończyłem, na co wszyscy pokiwali ze zrozumieniem głowami.
Każdy wziął po kilka książek i zaczęliśmy szukać wszyscy razem. Po jakiejś godzinie zaczęły mi się kleić oczy ze zmęczenia, co zauważyła Tessa, która siedziała obok mnie:
- Marnie wyglądasz, idź spać Imre. My sobie jakoś poradzimy.

- Nie! - Odparłem stanowczo. - Ja MUSZĘ wiedzieć jak ją odzyskać!
- Jeżeli coś znajdziemy natychmiast cię zawiadomimy, a teraz idź spać. - Próbowała mnie przekonać, lecz ja dalej uparcie siedziałem z nosem w książce. Widząc, że sama nie da mi rady poprosiła Aarona, Marco oraz Hav'a by mnie siłą zaciągnęli do mojego pokoju. Szarpałem się jak wściekły kot wsadzony do worka, ale ostatecznie udało im się zawlec mnie do mej komnaty, powalić na łóżko i ściągnąć ze stóp skrzydlate trampki, które były prezentem od ojca. Podczas, gdy Aaron i Hav mnie trzymali Marco szukał w komodzie jakichś leków na sen. Gdy już je znalazł wsadził mi całą garść tabletek do buzi i zalał to wszystko wodą, co spowodowało, że zacząłem się krztusić i straciłem przytomność. Około dziewiątej rano obudziły mnie szmery, które otaczały moje łóżko:
- Może jeszcze chwile poczekajmy? Jest dosyć wcześnie. - Szeptała Nora.
- No co ty! To jest idealna pora, aby mu powiedzieć. - Mruknął Will.
- Chyba Will ma racje. - Przytaknął Hav.
- Powinien być zadowolony. - Wyszeptała Tessa.
- Przecież to całkiem dobra wiadomość, zobaczysz kochanie, będzie szczęśliwy.- Zapewnił Norę Marco, po czym potrząsną moim ramieniem- Te, śpiąca królewna, wstawaj.- Nie ruszyłem się; chciałem poznać jego reakcję.
- Nie rusza się! - Pisnął Aaron. - Mówiłem, że dałeś mu tego za dużo!
- Co za dużo!? Było w sam raz! - Bronił się Marco.
- A co jeżeli nigdy się nie dowie? - zapytała obecna już Loren
- Ja to bym bardziej się bał o reakcję jego ojca. - Powiedział Hav
- Ej, tępaku! Wstawaj brudna łajzo, Musimy coś ci powiedzieć! - Odparła Megan po czym zwaliła mnie z łóżka, a ktoś oblał mnie wodą. Wrzasnąłem zaskoczony i lekko zirytowany:
- Co wy na Zeusa wyprawiacie? - zapytałem tak jakbym dopiero teraz się obudził.
- Lepiej przeczytaj to. - Oznajmiła ma najukochańsza siostra i wepchnęła mi w mokre ręce książkę, w której było coś podkreślone jaskrawo pomarańczowym kolorem. Zacząłem czytać w myślach ,,Dawno, dawno temu, tak dawno, że sam czas nie pamięta, żył pewien młodzieniec, który nigdy nikogo nie kochał, aż do czasu, gdy w jego Królestwie Niebios pojawiła się kobieta, przez którą zapomniał o całym świecie. Kochał ją ponad wszystko, nigdy się nie rozstawali. Ich szczęście jednak dobiegło kresu, gdy na horyzoncie pojawił się mściwy i niegodziwy młodzian. Niszczył wszystko, co stało mu na drodze, również ludzi. I tak, gdy Niebiańska Kobieta stąpała po obszernej łące, pojawił się on, Niszczyciel. Zgładził ukochaną Niebiańskiego Króla i nieświadomy niczego cieszył się zwycięstwem nad Niebiańskim Królestwem, bo wiedział, że Król nigdy się nie pozbiera po stracie Najdroższej. I miał on rację. Niebiański Król opłakiwał swoją jedyna i ostatnią miłość, nie mógł znieść faktu, że jego szczęście dobiegło całkowitemu kresu. Nie wytrzymał straty i nie pogodził się z niesprawiedliwym losem swej miłości. Postanowił odzyskać ją za wszelką cenę. Zstąpił do najmroczniejszych czeluści świata i udał się na polane mroczności, aby odnaleźć Kwiat Życia, który nigdy nie zakwitł, którego moc mogła jedynie uaktywnić magia bogini wiosny. Zabrał jeden Kwiat z wielu i wrócił do Niebiańskiego Królestwa, jak i do królowej jego serca. Przez dotknięcie magią bogini wiosny, Kwiat Życia zakwitnął. Król jak najszybciej zabrał go do Niebiańskiej Królowej i włożył do jej ust kilka jego płatków. Królowa wróciła do życia jeszcze silniejsza niż przedtem, nieśmiertelna. Król nie mógł się nacieszyć powrotem ukochanej, a dzięki temu Niszczyciel został pokonany...". Przerwałem czytanie i zdałem sobie sprawę, że mogę uratować swoją ukochaną!
Rzuciłem książką gdzieś w bok oraz czym prędzej nałożyłem swe skrzydlate buty i co sił pognałem do Hadesu. Tam mógł znajdować się ów Kwiat Życia. Gdy wreszcie pojawiłem się przed drzwiami domu mego przyjaciela drzwi otworzył mi jeden z kamerdynerów, a ja wbiegłem do środka, omal go nie taranując. Szybko odnalazłem drzwi, które prowadziły do pokoju Persefony, lecz nagle zatrzymałem się, gdyż usłyszałam dochodzące mnie damskie głosy, które z całą pewnością należały do Demeter oraz jej córki:
- Demeter, już nie dam rady dłużej być Persefoną, nie chcę już dłużej okłamywać osób, które są wobec mnie szczere.- Powiedziała smutnym głosem bratanica Hadesa; coś mi tu nie pasowało... Nagle na korytarzu pojawił sie Mordred, który już szykował się do zwrócenia mi uwagi, lecz ja przyłożyłem palec wskazujący na ustach oznaczający, by nic nie mówił i gestem przywołałem go do siebie. Teraz obaj wsłuchiwaliśmy się w ich rozmowę:
- Ale moja droga, wytrzymaj jeszcze niecałe 4 miesiące, a spotka cię zasłużona nagroda. Czy chcesz, aby cukiernia po twoich rodzicach zbankrutowała? Ma córka świetnie sobie radzi w ludzkim świecie. - Uspokajała ją Demeter
- Nie chcę, aby zbankrutowała, a tutaj jest mi aż nazbyt dobrze. Ale nikt z tych wszystkich bogów i półbogów nie zasługuje na to by być okłamywanym. To nie jest słuszne.- Sprzeciwiła się Persefona, która nią nie była
- Nic na tym świecie moja droga Leno nie jest słuszne, chociażby śmierć twoich rodziców nieprawdaż? Więc proszę, zostań moją córką na wyznaczony okres czasu, a będziesz mogła odzyskać to co jest już stracone
- Nie wydaje mi się żebyś mogła zwrócić życie moim rodzicom, ale sama poprosiłam cię o pomoc i zawarłam z tobą umowę. Dobrze, pozostanę Persefoną na ustalony okres, ale musisz mi obiecać, że gdy przestanę nią być, cukiernia rodziców będzie w doskonałym stanie.
- Co do cukierni masz całkowitą rację, a co do rodziców... W tej sprawie musiałabyś się porozumieć z Hadesem. Może mógłby załatwić ci rozmowę z nimi. W każdym razie cieszę się, że będziemy mogły dalej współpracować.
- Więc nic już nie można zrobić, przykro mi z tego powodu moja droga. Wybacz, ale teraz muszę cię opuścić i wrócić na ziemie, by kontrolować poczynania mej nierozważnej córki. Do zobaczenia następnym ra ... - nie dokończyła, bo w tym momencie przez drzwi wpadł wściekły Mordred:
- Co tu do kurwy nędzy się wyprawia?! - Wrzasnął na zdezorientowane boginie, a ja dyskretnie wszedłem chwile po nim.
- Witaj Mordredzie. - Rzekła spokojnym głosem Demeter tak jakby nigdy nic- Czegóż tak podnosisz głos na swą ciotkę? Słuch mam jeszcze dobry.
- Nie ty jedna. - Warknął mój przyjaciel, a ja popatrzyłem na wystraszoną, a za razem zmartwioną ,,Persefonę". Podszedłem do niej i zacząłem z nią rozmawiać, podczas gdy Mordred kłócił się z Demeter.
- Więc masz na imię Lena, tak?- Zapytałem przyjaznym,a za razem ostrożnym głosem
- Tak. To ja. Jest mi na prawdę przykro, że tak wyszło.- Po jej rumianym policzku pociekła łza, a ja uchyliłem się przed lecącym wazonem, który rozbił się o ścianę za nami.
-Wiesz, ja tam zły nie jestem. W każdym razie miło mi cię poznać.- Posłałem jej delikatny uśmiech, a ona się uśmiechnęła i się do mnie przytuliła, a ja się zarumieniłem. Poklepałem ją przyjacielsko po plecach i wyprowadziłem z pokoju.- Możesz tu zostać? Tam aż roi się latających rzeczy i wrzasku.- Zostawiłem ją na korytarzu i wróciłem z powrotem do pokoju, by uspokoić Mordreda:
-Ej, stary, już spokojnie.- Podszedłem do niego ostrożnie jak do wściekłego byka i oberwałem automatycznie z liścia w lewy policzek. To zaczynało mnie irytować. Postanowiłem go ,,uśpić". Lekko uszczypnąłem jego kark, a on osunął się bezwładnie na podłogę głośno chrapiąc.
-Dziękuję potomku Hermesa.- Odparła Demeter
-Bardzo proszę, Pani.- Odrzekłem elegancko i się ukłoniłem.- Czy mógłbym zadać Pani pytanie?
-Bardzo proszę.
-Gdzie znajdę Kwiat Życia?- Na te słowa bogini zrobiła zmieszaną minę
-Skąd o nim wiesz?
-Wyczytałem w książce. Bardzo proszę o pomoc, gdyż ma najmilsza zmarła i obecnie znajduje się na Polach Elizejskich, do których nie mam dostępu. Czy jest może jakiś sposób, by ją z tych Pól wydostać?- Zapytałem z nadzieją w głosie
-Znam coś lepszego niż Kwiat Życia mój drogi.- Rzekła Demeter- Powiedz mi tylko, jak twa ukochana ma na imię.
-Nel.
-A nazwisko?
-Nie wiem, nigdy mi go nie mówiła. Ale jest niską blondynką o zielonych oczach i dobrym sercu.- Opowiedziałem jej w skrócie o wyglądzie Nel.
-Dobrze. Poczekaj tu na mnie.- Wypowiedziawszy to rozpłynęła się w powietrzu, a ja zostałem w pokoju sam z chrapiącym Mordredem. Zza drzwi wyjrzała Lena w ciele Persefony:
-Możesz wejść.- Odparłem
-Co mu zrobiłeś?- Zapytała niepewnie
-Nic takiego, teraz śpi, więc myśle, że w takim stanie nie zdemoluje ci pokoju.
-Dziękuję Imre.
-Za co?
-Za to, że mnie zaakceptowałeś. Za to, że nie zareagowałeś tak jak Mordred. Za to, że...- Nie potrafiła dokończyć
-Że nadal cie lubię?- dokończyłem, a ona pokiwała głową- Wiesz, chyba wolę ciebie od Persefony. Na początku wiedziałem, że jest z tobą, w sensie z Persefoną coś nie tak. Była zbyt nieśmiała i za bardzo lubiła książki, chociaż muszę przyznać, że całkiem nieźle ci poszło.- Pochwaliłem ją
-Dziękuję.
-Fuck!- Usłyszeliśmy jęk Mordreda, który już się przebudzał.
-Żyjesz?- Zapytałem rozbawiony
-Nie, wiesz, umarłem.- Odrzekł poirytowany- Ktoś cie prosił o usypianie mnie?
-Policzek mnie zabolał.- Odpowiedziałem spokojnym tonem, a on zauważył, że prawie cały lewy bok miałem bordowy
-O ja, sorry. Ja tak odruchowo. To nie było celowo!
-Przecież wiem.
-Uff.- Uspokoił się, lecz nie na długo, bo gdy zobaczył Lenę/ Persefonę znów wpadł w szał- Ty dziwko! Kim ty do cholery jesteś?!- Wiedziałem, że Lena czuje się okropnie, postanowiłem ją jakoś wesprzeć
-Uspokój się. To jest dama. Masz się do niej zwracać tak jak wcześniej!- Odpowiedziałem mu ostro, a on automatycznie się zamknął, gdyż wiedział, że jak jestem zły lepiej ze mną nie zadzierać- Nazywa się Lena, a resztę chyba sama ci opowie. -Puściłem w jej kierunku oczko, a ona zaczęła nam o sobie opowiadać. Gdy wreszcie skończyła oboje byliśmy skołowani. W każdym razie Moredred teraz lepiej przyjął do siebie te informacje i zaczął normalnie rozmawiać:
-Więc straciłaś rodziców?
-Tak, w wypadku samochodowym.
-Współczuję ci.- Odwrócił od niej wzrok i wpatrywał się w dywan, po którym walały się kawałki wazonu
-Coś Demeter długo nie wraca...- Zauważyłem
-I lepiej niech tak zostanie.- Warknął Mordred, a ja posłałem mu mordercze spojrzenie
-Jest mi potrzeb...- Nie dokończyłem, bo w pokoju pojawiła się ów bogini w towarzystwie Nel. Wszyscy byliśmy zaskoczeni i zamurowani. Nie mogłem się ruszyć, gdyż w jednym momencie me ciało ogarnęło szczęście nie do opisania. Po chwili ciszy zacząłem się uśmiechać w kierunku mojej małej, ślicznej Nel. Zrobiłem pierwszy krok pomimo iż moje nogi były ciężkie jak z ołowiu. Jak się okazało to Nel podbiegła do mnie i rzuciła się w me objęcia. Tuliłem ją jak najmocniej umiałem, bojąc się, że mogę ją w każdej chwili utracić. Po mych policzkach zaczęły płynąć łzy, oczywiście te ze szczęścia. Popatrzyłem na Demeter, która kiwnęła głową po czym podeszła do Leny i obie zniknęły. Nie miałem bladego pojęcia co się dalej wydarzy, z resztą nie obchodziło mnie to. Miałem Nel i to w zupełności mi wystarczało.