niedziela, 14 lutego 2016

Rozdział 31

Lena
Po opuszczeniu pokoju Lucas'a udałam się z powrotem do głównego holu. Na ogół wszystko było po staremu, jednakże coś się zmieniło. Zauważyłam uchylone drzwi, które wcześniej były zamknięte. Rzuciłam okiem na zawartość pokoju i zamarłam. W środku zastałam ćwiczące ciało młodego boga, które należało oczywiście do czarującego Mordreda. Przyjrzałam się dokładniej i zauważyłam, że nie posiadał na sobie koszulki oraz był w samych czarnych spodenkach (oczywiście nie licząc bielizny i butów z dodatkiem skarpet). Jego umięśnione ciało prezentowało się znakomicie, gdy po nim spływały kropelki potu. Najlepiej wyglądało jednak, gdy jego mięśnie się prężyły w czasie wykonywania ćwiczeń.  Jego włosy totalnie zmierzwione wydawały się pociągające, wręcz uwodzicielskie. Nie mogłam się oprzeć widokowi półnagiego ciała kuzyna Persefony, chociaż wiedziałam, że nie powinnam na niego patrzeć w ten sposób, ponieważ nadal byłam w ciele Persefony, jego prawdziwej kuzynki.
Stałam tak z dziesięć minut, ale wiedziałam, że to i tak za dużo, ale również nie chciałam być zauważona, więc szybko poszłam do swego pokoju. 
 Jak się okazało była w nim Demeter:
- O, witaj. - Przywitała mnie. 
- Dzień dobry, co cię do mnie sprowadza? - Zapytałam. 
- Tak zwana standardowa wizyta. - Odparła. - I jak się czujesz? 
- Cóż, muszę przyznać, że przez ten miesiąc zdążyłam przywyknąć do towarzystwa Persefony i jej stylu życia.
- W takim razie bardzo się cieszę. 
-A może wie Pani co słychać u Persefony w moim ciele?- miałam nadzieję, że nie wyrabia jakichś na prawdę szalonych rzeczy 
- U niej? Cóż, z tego co wiem zdała kilka twoich egzaminów ze stopniem najwyższym, a tak poza tym to prowadzi niezwykle aktywny tryb życia, więc o swoje ciało możesz być spokojna.  - Oznajmiła. 
- Aha. No to dobrze. - Tylko tyle dałam rade z siebie wydusić. 
- A opowiedz mi, jak traktuję cię mieszkańcy tego domu? - Zapytała nagle. 
- Hades i Mordred? W sumie są mili i w ogóle troszczą się o mnie. Uważam, że dobrze się tu mieszka. - Podsumowałam. 
- W takim razie w porządku. Zobaczymy się znów za miesiąc lub jeżeli będziesz odczuwała potrzebę spotkania się ze mną. - Odrzekła Demeter po czym pomachała mi i zniknęła niczym zjawa.
 ,,To było dosyć dziwne" pomyślałam.
Cóż, po tej całej pogadance byłam nieco zdezorientowana i sama już nie wiedziałam co mam myśleć. Mogłam wnioskować nawet, że cały czas miałam możliwość poproszenie Demeter o pomoc w tym wszystkim, bo sama mi o tym powiedziała. A może nie odczuwałam takiej potrzeby? Zapewne chciałam być samodzielna, jak teraz patrze na swoje czyny to dobrze mi to nawet wychodziło. Ale w sumie to nie rozmowa  z Demeter mnie intrygowała lecz to jak bardzo się zafascynowałam półnagim ciałem "mojego kuzyna". Wiem, że nie powinnam o nim myśleć jak o mężczyźnie, ale niestety nie mogłam oprzeć się tej pokusie. Byłam bezsilna, a przynajmniej tak się czułam. Jego ciało to jeden wielki magnes na bay, normalnie jak przyciąganie ziemskie, nic nie możesz zrobić aby się temu oprzeć.
Imre
Plan Megan chyba się powiódł. Marco wraz z Norą wydawali się ze sobą szczęśliwi, choć nie byli parą, przeczuwałem jednak, że to się wkrótce zmieni. Zazdrościłem im i to bardzo, nie mogłem nadal sobie poradzić z myślą, że mojej ukochanej przy mnie nie ma lecz zdawałem sobie sprawę, że muszę skończyć z tym użalaniem się nad sobą. Bardzo chciałbym, aby moja Nel wróciła do świata żywych, aby znów stanęła przed mymi oczyma i spojrzała na mnie tak, że roztopiłbym się ze szczęścia, choć nawet byłbym szczęśliwy jeżeliby ona po prostu żyła nawet życiem, w którym nie było mnie. Chciałbym, aby ponownie się śmiała i była pośród ludzi, których kocha  i którzy kochają ja. Byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, gdybym miał świadomość, że ona jest gdzieś w świecie ludzi i żyje z dala od niebezpieczeństwa i tego co na nią je sprowadziło. Ta głupia świadomość z całą pewnością by mi wystarczyła. Postanowiłem już więcej się nad sobą nie użalać, tylko działać. Już nie mogłem wytrzymać tej samotności. Nie wyobrażam sobie bez niej już ani jednego dnia, godziny, a nawet minuty. Czym prędzej pospieszyłem do ogromnej biblioteki Olimpu i zacząłem wertować stronice książek dotyczących Pól Elizejskich. Praktycznie spędziłem tam cały dzień i pół nocy, a siedziałbym tam jeszcze dłużej, gdyby nie jedna z bliźniaczek Ateny:
- O Imre! Co ty tu robisz?

- Szukam. - Odparłem krótko ni odrywając się od jednej z miliona książek do przeczytania.
- Czego szukasz? - Zapytała się wścibsko.
- Czegoś ważnego, słuchaj, możesz iść? Wybacz, ale przeszkadzasz mi. 
- Ej, Imre, nie tak groźnie. Pytam się tylko. - Powiedziała i nastąpiła chwila ciszy po czym znowu się odezwała i podeszła do mnie - Może mogłabym ci jakoś pomóc?
- Wiesz, to BARDZO ważna sprawa i muszę jak najszybciej znaleźć odpowiedź. - Mruknąłem.
- Ale razem będzie szybciej! Uwierz. - Posłała mi delikatny uśmiech i się do mnie dosiadła. - Razem - Szepnęła pod nosem i wybiegła z biblioteki. Wolałem nie wiedzieć jaki pomysł zrodził się w jej głowie, lecz niebawem się przekonałem, gdy wróciła w towarzystwie prawie wszystkich ,,Boskich Dzieci". Zmarszczyłem brwi i zapytałem ją:
- Po co ich tu sprowadziłaś? Mają własne życie i sprawy do załatwienia.
- Obecnie nie mam nic do roboty. - Odparł Will. 
- My również. - Zaoferowali się Marco i Nora.
- Loren śpi, więc mogę być o nią spokojny. - Zapewnił mnie Hav.
- Emma sama poradzi sobie z szyciem. - Uspokoiła mnie Tessa.
- Ja ostatnio mam kłopoty ze snem. - Pochwalił się Aaron.
- A my jesteśmy rodziną. - Usłyszałem głos Megan i zauważyłem ją w drzwiach, jakby dopiero teraz weszła; uśmiechała się do mnie ciepło dodając mi otuchy.
- Ale jesteście pewni co do tego? - Upewniłem się.
- Tak!- Oznajmili zgodnie wszyscy chórem.
- Ale czego tak właściwie mamy szukać? - Zadała pytanie Nora
- Może to zabrzmi dziwnie i nierealnie... - Zacząłem nieśmiało. - Ale mam zamiar wydostać Nel z Pól Elizejskich. Wiem, że jest tam jej dobrze, ale może i jest to bardzo egoistyczne, lecz chcę, by była obok mnie. - Dokończyłem, na co wszyscy pokiwali ze zrozumieniem głowami.
Każdy wziął po kilka książek i zaczęliśmy szukać wszyscy razem. Po jakiejś godzinie zaczęły mi się kleić oczy ze zmęczenia, co zauważyła Tessa, która siedziała obok mnie:
- Marnie wyglądasz, idź spać Imre. My sobie jakoś poradzimy.

- Nie! - Odparłem stanowczo. - Ja MUSZĘ wiedzieć jak ją odzyskać!
- Jeżeli coś znajdziemy natychmiast cię zawiadomimy, a teraz idź spać. - Próbowała mnie przekonać, lecz ja dalej uparcie siedziałem z nosem w książce. Widząc, że sama nie da mi rady poprosiła Aarona, Marco oraz Hav'a by mnie siłą zaciągnęli do mojego pokoju. Szarpałem się jak wściekły kot wsadzony do worka, ale ostatecznie udało im się zawlec mnie do mej komnaty, powalić na łóżko i ściągnąć ze stóp skrzydlate trampki, które były prezentem od ojca. Podczas, gdy Aaron i Hav mnie trzymali Marco szukał w komodzie jakichś leków na sen. Gdy już je znalazł wsadził mi całą garść tabletek do buzi i zalał to wszystko wodą, co spowodowało, że zacząłem się krztusić i straciłem przytomność. Około dziewiątej rano obudziły mnie szmery, które otaczały moje łóżko:
- Może jeszcze chwile poczekajmy? Jest dosyć wcześnie. - Szeptała Nora.
- No co ty! To jest idealna pora, aby mu powiedzieć. - Mruknął Will.
- Chyba Will ma racje. - Przytaknął Hav.
- Powinien być zadowolony. - Wyszeptała Tessa.
- Przecież to całkiem dobra wiadomość, zobaczysz kochanie, będzie szczęśliwy.- Zapewnił Norę Marco, po czym potrząsną moim ramieniem- Te, śpiąca królewna, wstawaj.- Nie ruszyłem się; chciałem poznać jego reakcję.
- Nie rusza się! - Pisnął Aaron. - Mówiłem, że dałeś mu tego za dużo!
- Co za dużo!? Było w sam raz! - Bronił się Marco.
- A co jeżeli nigdy się nie dowie? - zapytała obecna już Loren
- Ja to bym bardziej się bał o reakcję jego ojca. - Powiedział Hav
- Ej, tępaku! Wstawaj brudna łajzo, Musimy coś ci powiedzieć! - Odparła Megan po czym zwaliła mnie z łóżka, a ktoś oblał mnie wodą. Wrzasnąłem zaskoczony i lekko zirytowany:
- Co wy na Zeusa wyprawiacie? - zapytałem tak jakbym dopiero teraz się obudził.
- Lepiej przeczytaj to. - Oznajmiła ma najukochańsza siostra i wepchnęła mi w mokre ręce książkę, w której było coś podkreślone jaskrawo pomarańczowym kolorem. Zacząłem czytać w myślach ,,Dawno, dawno temu, tak dawno, że sam czas nie pamięta, żył pewien młodzieniec, który nigdy nikogo nie kochał, aż do czasu, gdy w jego Królestwie Niebios pojawiła się kobieta, przez którą zapomniał o całym świecie. Kochał ją ponad wszystko, nigdy się nie rozstawali. Ich szczęście jednak dobiegło kresu, gdy na horyzoncie pojawił się mściwy i niegodziwy młodzian. Niszczył wszystko, co stało mu na drodze, również ludzi. I tak, gdy Niebiańska Kobieta stąpała po obszernej łące, pojawił się on, Niszczyciel. Zgładził ukochaną Niebiańskiego Króla i nieświadomy niczego cieszył się zwycięstwem nad Niebiańskim Królestwem, bo wiedział, że Król nigdy się nie pozbiera po stracie Najdroższej. I miał on rację. Niebiański Król opłakiwał swoją jedyna i ostatnią miłość, nie mógł znieść faktu, że jego szczęście dobiegło całkowitemu kresu. Nie wytrzymał straty i nie pogodził się z niesprawiedliwym losem swej miłości. Postanowił odzyskać ją za wszelką cenę. Zstąpił do najmroczniejszych czeluści świata i udał się na polane mroczności, aby odnaleźć Kwiat Życia, który nigdy nie zakwitł, którego moc mogła jedynie uaktywnić magia bogini wiosny. Zabrał jeden Kwiat z wielu i wrócił do Niebiańskiego Królestwa, jak i do królowej jego serca. Przez dotknięcie magią bogini wiosny, Kwiat Życia zakwitnął. Król jak najszybciej zabrał go do Niebiańskiej Królowej i włożył do jej ust kilka jego płatków. Królowa wróciła do życia jeszcze silniejsza niż przedtem, nieśmiertelna. Król nie mógł się nacieszyć powrotem ukochanej, a dzięki temu Niszczyciel został pokonany...". Przerwałem czytanie i zdałem sobie sprawę, że mogę uratować swoją ukochaną!
Rzuciłem książką gdzieś w bok oraz czym prędzej nałożyłem swe skrzydlate buty i co sił pognałem do Hadesu. Tam mógł znajdować się ów Kwiat Życia. Gdy wreszcie pojawiłem się przed drzwiami domu mego przyjaciela drzwi otworzył mi jeden z kamerdynerów, a ja wbiegłem do środka, omal go nie taranując. Szybko odnalazłem drzwi, które prowadziły do pokoju Persefony, lecz nagle zatrzymałem się, gdyż usłyszałam dochodzące mnie damskie głosy, które z całą pewnością należały do Demeter oraz jej córki:
- Demeter, już nie dam rady dłużej być Persefoną, nie chcę już dłużej okłamywać osób, które są wobec mnie szczere.- Powiedziała smutnym głosem bratanica Hadesa; coś mi tu nie pasowało... Nagle na korytarzu pojawił sie Mordred, który już szykował się do zwrócenia mi uwagi, lecz ja przyłożyłem palec wskazujący na ustach oznaczający, by nic nie mówił i gestem przywołałem go do siebie. Teraz obaj wsłuchiwaliśmy się w ich rozmowę:
- Ale moja droga, wytrzymaj jeszcze niecałe 4 miesiące, a spotka cię zasłużona nagroda. Czy chcesz, aby cukiernia po twoich rodzicach zbankrutowała? Ma córka świetnie sobie radzi w ludzkim świecie. - Uspokajała ją Demeter
- Nie chcę, aby zbankrutowała, a tutaj jest mi aż nazbyt dobrze. Ale nikt z tych wszystkich bogów i półbogów nie zasługuje na to by być okłamywanym. To nie jest słuszne.- Sprzeciwiła się Persefona, która nią nie była
- Nic na tym świecie moja droga Leno nie jest słuszne, chociażby śmierć twoich rodziców nieprawdaż? Więc proszę, zostań moją córką na wyznaczony okres czasu, a będziesz mogła odzyskać to co jest już stracone
- Nie wydaje mi się żebyś mogła zwrócić życie moim rodzicom, ale sama poprosiłam cię o pomoc i zawarłam z tobą umowę. Dobrze, pozostanę Persefoną na ustalony okres, ale musisz mi obiecać, że gdy przestanę nią być, cukiernia rodziców będzie w doskonałym stanie.
- Co do cukierni masz całkowitą rację, a co do rodziców... W tej sprawie musiałabyś się porozumieć z Hadesem. Może mógłby załatwić ci rozmowę z nimi. W każdym razie cieszę się, że będziemy mogły dalej współpracować.
- Więc nic już nie można zrobić, przykro mi z tego powodu moja droga. Wybacz, ale teraz muszę cię opuścić i wrócić na ziemie, by kontrolować poczynania mej nierozważnej córki. Do zobaczenia następnym ra ... - nie dokończyła, bo w tym momencie przez drzwi wpadł wściekły Mordred:
- Co tu do kurwy nędzy się wyprawia?! - Wrzasnął na zdezorientowane boginie, a ja dyskretnie wszedłem chwile po nim.
- Witaj Mordredzie. - Rzekła spokojnym głosem Demeter tak jakby nigdy nic- Czegóż tak podnosisz głos na swą ciotkę? Słuch mam jeszcze dobry.
- Nie ty jedna. - Warknął mój przyjaciel, a ja popatrzyłem na wystraszoną, a za razem zmartwioną ,,Persefonę". Podszedłem do niej i zacząłem z nią rozmawiać, podczas gdy Mordred kłócił się z Demeter.
- Więc masz na imię Lena, tak?- Zapytałem przyjaznym,a za razem ostrożnym głosem
- Tak. To ja. Jest mi na prawdę przykro, że tak wyszło.- Po jej rumianym policzku pociekła łza, a ja uchyliłem się przed lecącym wazonem, który rozbił się o ścianę za nami.
-Wiesz, ja tam zły nie jestem. W każdym razie miło mi cię poznać.- Posłałem jej delikatny uśmiech, a ona się uśmiechnęła i się do mnie przytuliła, a ja się zarumieniłem. Poklepałem ją przyjacielsko po plecach i wyprowadziłem z pokoju.- Możesz tu zostać? Tam aż roi się latających rzeczy i wrzasku.- Zostawiłem ją na korytarzu i wróciłem z powrotem do pokoju, by uspokoić Mordreda:
-Ej, stary, już spokojnie.- Podszedłem do niego ostrożnie jak do wściekłego byka i oberwałem automatycznie z liścia w lewy policzek. To zaczynało mnie irytować. Postanowiłem go ,,uśpić". Lekko uszczypnąłem jego kark, a on osunął się bezwładnie na podłogę głośno chrapiąc.
-Dziękuję potomku Hermesa.- Odparła Demeter
-Bardzo proszę, Pani.- Odrzekłem elegancko i się ukłoniłem.- Czy mógłbym zadać Pani pytanie?
-Bardzo proszę.
-Gdzie znajdę Kwiat Życia?- Na te słowa bogini zrobiła zmieszaną minę
-Skąd o nim wiesz?
-Wyczytałem w książce. Bardzo proszę o pomoc, gdyż ma najmilsza zmarła i obecnie znajduje się na Polach Elizejskich, do których nie mam dostępu. Czy jest może jakiś sposób, by ją z tych Pól wydostać?- Zapytałem z nadzieją w głosie
-Znam coś lepszego niż Kwiat Życia mój drogi.- Rzekła Demeter- Powiedz mi tylko, jak twa ukochana ma na imię.
-Nel.
-A nazwisko?
-Nie wiem, nigdy mi go nie mówiła. Ale jest niską blondynką o zielonych oczach i dobrym sercu.- Opowiedziałem jej w skrócie o wyglądzie Nel.
-Dobrze. Poczekaj tu na mnie.- Wypowiedziawszy to rozpłynęła się w powietrzu, a ja zostałem w pokoju sam z chrapiącym Mordredem. Zza drzwi wyjrzała Lena w ciele Persefony:
-Możesz wejść.- Odparłem
-Co mu zrobiłeś?- Zapytała niepewnie
-Nic takiego, teraz śpi, więc myśle, że w takim stanie nie zdemoluje ci pokoju.
-Dziękuję Imre.
-Za co?
-Za to, że mnie zaakceptowałeś. Za to, że nie zareagowałeś tak jak Mordred. Za to, że...- Nie potrafiła dokończyć
-Że nadal cie lubię?- dokończyłem, a ona pokiwała głową- Wiesz, chyba wolę ciebie od Persefony. Na początku wiedziałem, że jest z tobą, w sensie z Persefoną coś nie tak. Była zbyt nieśmiała i za bardzo lubiła książki, chociaż muszę przyznać, że całkiem nieźle ci poszło.- Pochwaliłem ją
-Dziękuję.
-Fuck!- Usłyszeliśmy jęk Mordreda, który już się przebudzał.
-Żyjesz?- Zapytałem rozbawiony
-Nie, wiesz, umarłem.- Odrzekł poirytowany- Ktoś cie prosił o usypianie mnie?
-Policzek mnie zabolał.- Odpowiedziałem spokojnym tonem, a on zauważył, że prawie cały lewy bok miałem bordowy
-O ja, sorry. Ja tak odruchowo. To nie było celowo!
-Przecież wiem.
-Uff.- Uspokoił się, lecz nie na długo, bo gdy zobaczył Lenę/ Persefonę znów wpadł w szał- Ty dziwko! Kim ty do cholery jesteś?!- Wiedziałem, że Lena czuje się okropnie, postanowiłem ją jakoś wesprzeć
-Uspokój się. To jest dama. Masz się do niej zwracać tak jak wcześniej!- Odpowiedziałem mu ostro, a on automatycznie się zamknął, gdyż wiedział, że jak jestem zły lepiej ze mną nie zadzierać- Nazywa się Lena, a resztę chyba sama ci opowie. -Puściłem w jej kierunku oczko, a ona zaczęła nam o sobie opowiadać. Gdy wreszcie skończyła oboje byliśmy skołowani. W każdym razie Moredred teraz lepiej przyjął do siebie te informacje i zaczął normalnie rozmawiać:
-Więc straciłaś rodziców?
-Tak, w wypadku samochodowym.
-Współczuję ci.- Odwrócił od niej wzrok i wpatrywał się w dywan, po którym walały się kawałki wazonu
-Coś Demeter długo nie wraca...- Zauważyłem
-I lepiej niech tak zostanie.- Warknął Mordred, a ja posłałem mu mordercze spojrzenie
-Jest mi potrzeb...- Nie dokończyłem, bo w pokoju pojawiła się ów bogini w towarzystwie Nel. Wszyscy byliśmy zaskoczeni i zamurowani. Nie mogłem się ruszyć, gdyż w jednym momencie me ciało ogarnęło szczęście nie do opisania. Po chwili ciszy zacząłem się uśmiechać w kierunku mojej małej, ślicznej Nel. Zrobiłem pierwszy krok pomimo iż moje nogi były ciężkie jak z ołowiu. Jak się okazało to Nel podbiegła do mnie i rzuciła się w me objęcia. Tuliłem ją jak najmocniej umiałem, bojąc się, że mogę ją w każdej chwili utracić. Po mych policzkach zaczęły płynąć łzy, oczywiście te ze szczęścia. Popatrzyłem na Demeter, która kiwnęła głową po czym podeszła do Leny i obie zniknęły. Nie miałem bladego pojęcia co się dalej wydarzy, z resztą nie obchodziło mnie to. Miałem Nel i to w zupełności mi wystarczało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz