czwartek, 10 grudnia 2015

Rozdział 29

Imre
Cały dzień przeleżałem w łóżku. Praktycznie nie miałem nic do roboty. Rzadko wychodziłem z pokoju, by nie oszaleć. Dziś miałem zamiar dotlenić się i wyjść na krótki spacer. Delikatnie uchyliłem drzwi i jak na rozkaz przed nimi pojawiła się ma zacna siostra Megan:
- Czego chcesz? - zapytałem znużonym głosem.
- Niczego debilu. - warknęła i bez pukania wtargnęła do mego lokum - Ale masz tu syf! - oburzyła się - Kiedy ostatnio tu sprzątałeś?
- Pytam się jeszcze raz: czego chcesz?- obdarzyła mnie tak jakby zatroskanym wzrokiem?
- Słuchaj, bo jest sprawa ... - zaczęła.
- Wiedziałem! - wykrzyknąłem.
- Niee, nie chodzi o mnie. - próbowała mnie uspokoić, tak na prawdę to nikt nie zdawał sobie sprawy, jak ona potrafi mnie szybko wyprowadzić z równowagi - Miałam nikomu nie mówić, ale ty się zmieniłeś w pustelnika i wydaje mi się, że odpowiednio doradzisz w tej sytuacji ...
- W jakiej sytuacji?
- Nooo ... - nie mogła z siebie nic wydusić - Bo Nora zakochała się w Marco, ale on jej nie dostrzega i dziewczyna jest załamana, że on się nią nie interesuje i błagam pomóż. - wyrzuciła z siebie ten cały potok słów jednym tchem.
- Och. - nie miałem pojęcia jak to skomentować - Czekaj, wyjaśnij mi wszystko powoli. - zaproponowałem
- Kurna. Której części mej kurewsko pięknej wypowiedzi nie zrozumiałeś?- zapytała zirytowana
- Może powiem co zrozumiałem: Nora zakochała się w Marco, ale on się nią nie interesuje.
- No brawo durniu, przynajmniej zrozumiałeś podstawowe informacje. - pochwaliła mnie
- I co ja mam niby mieć z tym wspólnego?
- Masz pomóc nam w tym by Marco zakochał się w Norze.
- Jak to wam?
- Nooo mi i Aaronowi.
- Ech, jeżeli o ciebie by chodziło to nawet bym palcem nie kiwną, ale skoro chodzi o naszą małą Norę oczywiście pomogę.
- Yes! - wrzasnęła podekscytowana
- No już cicho. - nakazałem - W jaki sposób mam wam pomóc?
- Tak szczerze?
- Nie, wiesz, okłam mnie.
- Hah, poczucie humoru nigdy cie nie opuszcza braciszku. - zaśmiała się - Mieliśmy pomysł byś pogadał trochę z Marco i byście się natknęli w ogrodach na Norę, która by potrzebowała pomocy...
- Zaraz, zaraz. A co jeżeli Marco będzie mi kazał jej pomóc?
- O tym już pomyślałam. - rzekła i z sadystycznym uśmiechem chwyciła mnie za nadgarstek i wykręciła go w nienaturalny sposób, mój krzyk rozniósł się po całym Olimpie, a przynajmniej odniosłem takie wrażenie.
- Ty wstrętna cholero! Jesteś chorą sadystką! Cholerna idiotka! W kogo się wdałaś? - wydarłem się na nią.
- Ja też ciebie lubię. - odwróciła się i zaczęła szperać w mojej komodzie - Gdzie łajzo trzymasz jakieś opatrunki?
- Ostatnia szuflada po prawej. - mruknąłem siedząc już na kanapie trzymając się kurczowo za nadgarstek.
- Oj, no nie płacz. Do wesela się zagoi. - pocieszała mnie.
- Pytanie do czyjego, bo na pewno nie do mojego. - wypowiedziałem te słowa z goryczą i potężnym skurczem serca.
- Do wesela Nory i Marco oczywiście. - zignorowała nutę goryczy w mym głosie.
- Pewnie. - prychnąłem.
- No i gotowe. - w końcu udało jej się zabandażować mą dłoń - A teraz leć do Marco i namów go na spacerek po ogrodzie. - wypowiedziawszy te słowa niczym eteryczna istota zniknęła za drzwiami prowadzącymi na korytarz.
Nie wiedziałem dlaczego akurat do mnie przyszła z tą nietypową prośbą. Dobrze wiedziała, że Marco za mną nie przepada i prędzej byśmy się pozabijali niż spełnili jej chory plan. Czemu ja zawsze muszę być tym dobrym bratem, a później jestem pokrzywdzony? Jak to się mówi ,,Jeżeli masz miękkie serce musisz mieć twardą dupę". Coś w tym jest ...
Gdy wreszcie stanąłem przed pięknie rzeźbionymi drzwiami rozmyślałem nad powodem mych odwiedzin. Nic innego mi nie przychodziło na myśl jak Nel. Zapukałem z nadzieją, że nikogo nie zastanę, lecz chyba los wolał by było inaczej. Ku mojemu zdziwieniu Marco wyglądał niezwykle podobnie do mnie w pierwszych dniach po stracie tej uroczej osóbki. Muszę przyznać, że zrobiło mi się go żal:
- Witaj. - przywitałem się.
- Którego dzisiaj mamy? - zamiast powitania zmęczonym głosem zadał mi pytanie.
- Sam nie wiem, dni mi się zlewają. - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
- A tak w ogóle to czego chcesz? - znów zadał mi pytanie.
- Chcę z tobą porozmawiać, gdyż ty jedyny mnie zrozumiesz ... - odpowiedziałem nieśmiało.
- Wchodź. - nakazał, lecz szybko się sprzeciwiłem.
- Wolałbym pochodzić trochę po ogrodzie. Dosyć dawno nie przebywałem na świeżym powietrzu.
- Dla mnie bez różnicy. - rzucił obojętnie po czym wyszedł ze swojej nory zwanej pokojem.
Szliśmy i w miarę możliwości staraliśmy się rozmawiać ze sobą w kulturalny sposób:
- Jak ty to wytrzymujesz? - zapytał mnie znienacka.
- Co wytrzymuję? Samotność? Pustkę w sercu? Otóż mój kolego ja tego nie wytrzymuję.
- Ale wydajesz się być zawsze taki opanowany ...
- Wcale nie. - mruknąłem i pokazałem mu zabandażowany nadgarstek, który wykręciła mi ta wstrętna pokraka zwana moją siostrą.
- Samo okaleczanie? Pomaga ci? - zapytał zaciekawiony.
- Na krótko. - wypowiadając te słowa odwróciłem twarz, by Marco nie dostrzegł, że kłamię
- Ciekawe ... Imre, a jeżeli byłaby taka możliwość, co byś robił by znów ją zobaczyć, przytulić? - zapytał jakby z nadzieją.
- Wszystko. - westchnąłem - Oddałbym swoją duszę, serce, ciało, a nawet siostrę.
- Wiesz, ja ... - nie dokończył, gdyż w tejże błogosławionej chwili usłyszeliśmy rozdzierający krzyk Nory. Oboje popatrzyliśmy pytającym wzrokiem na siebie i pobiegliśmy w stronę skąd dochodził głos dziewczyny. Jak się okazało niechcący weszła w pułapkę i teraz zwisała na linie głową w dół:
- O Imre, Marco! Jak dobrze was widzieć. - uśmiechnęła się.
- Nam również. - mruknąłem.
- Co u was słychać? - zapytała jakby nic się nie stało.
- A nie przeszkadza ci to, że zwisasz na linie głową w dół? - zapytał uszczypliwie Marco.
- Tylko troszkę.
- Może ją ściągniemy? - zaoferowałem.
- No dobra. - zgodził się.
- Ty ją przytrzymaj, a ja znajdę coś ostrego i przetnę line. - po czym zniknąłem za najbliższym krzakiem i mało nie nadziałem się na ostry jak brzytwa nóż. Aaron jękną z przerażeniem wymalowanym na swej przystojnej twarzy i zadał mi pytanie:
- Nic ci nie jest?
- Nie, ale na przyszłość uważaj z tym nożem. - ostrzegłem i już chciałem go wyminąć, gdy się odezwał.
- Megan kazała mi przekazać tobie ten nóż... - rzekł nieśmiało spoglądając na lśniące ostrze
- Ach tak? - zapytałem z udawanym zdziwieniem i wziąłem od niego ostry przedmiot - Dziękuję i przekaż jej by wieczorem mnie odwiedziła. - po czym ruszyłem z powrotem do Nory i Marco. Gdy wreszcie doszedłem pod drzewo zauważyłem, że Wieszak (tak nazywam Marco od czasu do czasu) trzyma tę jakże delikatną istotę w swych ramionach, a jej stopa jest prawie bordowa od zaciśniętego na niej sznura. Czym prędzej odciąłem linę od drzewa po czym zacząłem delikatnie piłować węzeł przy nodze dziewczyny. Na szczęście nie wyrządziłem jej krzywdy, lecz jak się okazało miała skręconą kostkę i nie mogła chodzić. Nie chcąc nieść Nory (nie to, że mi się nie chciało, ale skoro mieliśmy ich do siebie zbliżyć musiałem to zrobić) wymigałem się spotkaniem z kimś ważnym przy okazji dając polecenie, by zaniósł biedną brunetkę do jej pokoju po czym szybkim krokiem opuściłem ogrody. Słońce zaczynało zachodzić. Na niebie malowały się wszelkie odcienie niebieskiego, ale przeważnie królowała barwa indygo. Przed drzwiami do mego pokoju stała zniecierpliwiona Megan:
- I co? I jak poszło? - dopytywała się.
- Wiesz, że skręciłaś Norze kostkę? - zapytałem.
- Serio? Myślałam, że nic jej nie będzie. - rzekła zatroskanym głosem.
- No coś podobnego! - klasnąłem w dłonie, ale szybko pożałowałem tego, gdyż mój skręcony nadgarstek dał mi się we znaki.
- Ja na prawdę ... - w jej głosie słychać było skruchę oraz smutek.
- Pociesze cię informacją, że Marco ją trzymał na rękach i ciągle się na nią gapił. A i kazałem mu odnieść ją do jej pokoju.
- Na prawdę? - wrzasnęła wstrząśnięta - Imre, jesteś aniołem! - z radością przytuliła się do mnie prawie nie łamiąc mi przy tym kręgosłupa i żeber - Jesteś najlepszym bratem na świecie. - mruczała, a ja byłem obojętny na jej miłe słówka.
Gdy wreszcie raczyła się ode mnie odkleić skacząc poleciała w stronę pokoju Nory. Wieczór miałem spędzić w samotności, lecz jak się okazało ktoś mnie odwiedził...


Lena
Nie wiem jakim cudem, ale posiadłam zdolność samodzielnego teleportowania się w różne miejsca, w prawdzie to zaczynałam myśleć, że Hades podarował mi ten dar i ogromnie byłam mu wdzięczna za to. Wspaniałym uczuciem było ekspresowe przemieszczanie się z jednego miejsca w inne. 
Dotarłam do pokoju Imrego bez większego problemu i zapukałam do drzwi sypialni chłopaka. Przez chwilę nikt nie odpowiedział, ale czekanie nie było za długie, gdyż spotkałam młodzieńca na korytarzu, gdy zmierzał w stronę swego pokoju. 
- Hej Imre. - zagadałam pierwsza.
- O, hej Persefono, wybacz, nie zauważyłem cię. - odpowiedział, gdy wrócił do rzeczywistości.
- Nic nie szkodzi. - po wypowiedzeniu tych słów lekko się uśmiechnęłam żeby dodać jemu otuchy.
- Może wejdziemy do środka i pogadamy? - zaproponował.
- Jasne. - odrzekłam.
Pokój chłopaka był trochę nieogarnięty jak to pokój płci przeciwnej, ale dostrzegłam pewną małą zmianę. Nie było już w nim tak jasno jak za czasów, gdy żyła Nel. Stał się przygnębiający, jakby uszło z niego życiodajne światło
- Jak się trzymasz? - zapytałam go po tym jak usiedliśmy na białej kanapie, która na pozór była czyta, ale gdzie po szparach powpychane zostały ciuchy Imrego. Chyba jakoś ie za bardzo dbał o siebie i o środowisko, w którym żyje od czasu śmierci jego ukochanej.
- Jeśli mam być szczery, to kiepsko. Strasznie za nią tęsknie i brakuje mi jej każdego dnia. Wiesz jak to jest, gdy tracisz kogoś na kim cholernie ci zależy? Wiesz, jak to jest nie móc powiedzieć tej osobie tak wielu ważnych rzeczy, na przykład, że ją kochasz?
- Domyślam się jak to jest, chociaż tego nie przeżyłam. Na prawdę ci współczuje Imre i żałuje, że nie mogę za wiele ci pomóc w twojej sprawie, choć istnieje kilka rzeczy, które skłonna jestem uczynić.
- Persefono, co to jest? Proszę, powiedz mi co możesz zrobić w tej okrutnej sytuacji, bo mi się wydaje, że nic nie możesz dokonać.
- Mogę przekazać jej parę słów od ciebie jeśli byś tego chciał.
-Możesz??!!- zawołał na wpół uradowany, na wpół zdziwiony
-Oczywiście.- odparłam spokojnie- Dosłownie przed chwilą odkryłam, że Nel przebywa na Polach Elizejskich, a właściwie jej dusza.
-Ja ...- miał zamiar przekląć, lecz jego dobra natura go powstrzymała
-Spokojnie Imre, nie tak szybko. Najpierw musimy ochłonąć. Do tej pory się z tego nie otrząsnęłam.- zwierzyłam się mu
-Dobrze, dziękuję, już mi lepiej.- odparł opanowany- Kiedy się z nią znów zobaczysz?
-Prawdopodobnie jutro.
-Możesz jej przekazać, że bardzo się cieszę z wiadomości, że gdzieś żyje, i że bardzo za nią tęsknię.
-Masz to jak w banku.- odparłam
-Jestem ci niezmiernie wdzięczny. -odparł ze smutnym uśmiechem
-Z tego co wiem, Nel chciała wiedzieć co u ciebie.
-Aż szkoda gadać. Powiedz jej, że u mnie w porządku, i że przesyłam jej gorące uściski i ...- urwał i się zaczerwienił
-...I namiętne pocałunki?- dokończyłam
-Tak.- odparł zadowolony z mego toku myślenia
-Przekażę jej to z pewnością.- zapewniłam go- A tak w ogóle coś cicho na Olimpie...- zagadnęłam z nadzieją na jakieś pikantne wieści
-To prawda, wszyscy czekają na rozwój sytuacji między dwojgiem boskich dzieci- ta odpowiedź mnie zadowoliła; pożegnaliśmy się dosyć szybko, gdyż robiło się późno, a rano czekał mnie pracowity dzień.

Imre
Nastał kolejny dzień. Ku memu zdziwieniu dziś nie byłem niczym mumia. Dziarskim krokiem ruszyłem do łazienki i odbyłem swą poranną toaletę. Już miałem wychodzić z pokoju, gdy przyniesiono mi na srebrnej tacy śniadanie. Serdecznie podziękowałem lokajowi i zabrałem się do jedzenia. Niestety nie na długo mogłem się nacieszyć smakiem świeżych owoców, gdyż jakaś pokraka zapukała do mych drzwi:
-Proszę! -wrzasnąłem z jedzeniem w ustach przez co mój głos był lekko przytłumiony
-Witaj braciszku.- przywitała się ze mną ma idealna inaczej siostra
-Czego znowu chcesz?
-Hmmm, mogę się poczęstować?- zapytała
-Bierz.- odparłem bez namysłu
-A więc.- zaczęła oficjalnym tonem trzymając w swej idealnie smukłej dłoni czerwone niby krew jabłko- Chciałabym byś znów wyciągnął Marco na spacer, lecz tym razem będę siedziała z Norą na ławce i ,,przez przypadek" się spotkamy...
-I co dalej?- przerwałem jej oczekując jakichś sadystycznych szczegółów
-Dalej? Zostaw to mnie.- obróciwszy się na pięcie wyszła z mego pokoju zostawiając na komodzie ogryzek; nawet nie zauważyłem kiedy go zjadła.
-Brudas!- wrzasnąłem za nią, a w odpowiedzi usłyszałem jej pełen triumfu śmiech; wiedziała, że i tak po niej posprzątam.
Po śniadaniu zgodnie z planem Megan poszedłem do Marco. Podczas drogi do jego pokoju zastanawiałem się nad powodem mych odwiedzin. Jak zwykle do głowy przyszła mi Nel, lecz nie mogłem mu powiedzieć, że ona gdzieś tam jest. To by przeszkodziło mu w zakochaniu sie w Norze.
Tak więc z nietypową prośbą zapukałem do drzwi jego pokoju:
-Imre?- zapytał zdziwiony bez cienia odrazy czy też pogardy
-Tak ja.- odparłem z lekkim uśmiechem; nie wyglądał już na zaniedbanego, wręcz przeciwnie! Był ogolony, włosy miał starannie poczesane, a cały pachniał jakimiś nieznanymi perfumami (oczywiście męskimi).
-Co cię do mnie sprowadza?
-Ech, aż wstyd mi mówić, ale...-odwróciłem głowę, zawsze to robiłem, gdy próbowałem kłamać-...Potrzebuje twojej rady.
-Ty? Mojej rady?- nie mógł w to uwierzyć
-Tak.- starałem się udawać zawstydzonego
-No dobrze, w jakiej sprawie?- dziś był zaskakująco miły dla mnie, więc postanowiłem z tego skorzystać
-Wolałbym, aby nikt się o tym nie dowiedział, więc wyjdźmy na dwór.
-Jak sobie życzysz.- bez problemu opuścił swe lokum i udał się za mną
-A więc.-wziąłem głęboki oddech i spuściłem głowę najniżej jak się dało.- Zamierzam zamieszkać na ziemi
-Co?- zapytał osłupiały
-Tak. Ktoś musi powiedzieć rodzinie Nel, że ona nie żyje, że nigdy już nie wróci d domu.- po policzku spłynęła mi udawana łza; zapewne swym widokiem go wzruszyłem, gdyż przyjacielsko poklepał mnie po ramieniu
-Teraz rozumiem.- westchnął- Przepraszam cię za wcześniej, za to że byłem taki chamski i wredny.
-Wybaczam ci.- odpowiedziałem szczerze lekko uśmiechając się
-Patrz, czy to nie przypadkiem twoja siostra?- zapytał nagle pokazując głową w stronę ławki na której siedziała ta szkarada, a obok niej urocza Nora.
-Faktycznie, ale nie siedzi sama. Może przywitamy się z nimi?- zaproponowałem i ruszyliśmy w ich stronę
-O cześć!- przywitała się z entuzjazmem brunetka
-Witaj.- Marco witając się z nią delikatnie ujął jej rękę i ucałował; dziewczyna jak na komendę się zarumieniła,a Megan dała mi sygnał, żebym coś zrobił
-Emm, Marco, mógłbyś przez chwile zostać z Norą? Muszę coś dać mej siostrze.- szybko odparłem patrząc się w przeciwną stronę
-Jasne.- mruknął nawet nie patrząc na mnie.
Razem z siostrą ukryliśmy się niedaleko mających się ku sobie nastolatków. Co najważniejsze nie było nas widać, lecz mogliśmy wszystko usłyszeć:
-Co u ciebie? Jak nadgarstek?- zapytał z radością i troską w głosie i dosiadł się do niej
-Wszystko w porządku,dziękuję, a co u ciebie?- odparła równie radośnie
-Kiedy jesteś przy mnie wszystko staje się lepsze wiesz?- zagadnął, a Meg aż podskoczyła z podekscytowania, a ja lekko szturchnąłem ją w ramię, by przypomnieć jej, że ich obserwujemy i musimy pozostać niezauważeni
-Naprawdę? Popatrz, jaki ja mam wpływ na ludzi.- zaśmiała się słodko, a Marco razem z nią
-Wiesz co? Może dałabyś sie zaprosić na obiad albo na spacer?- zapytał  z nadzieją w głosie
-Myślę, że z chęcią.- odparła zadowolona- Tylko kiedy?
-Chociażby teraz!
-Przecież oni jeszcze nie wrócili.
-To nic i tak ich długo nie ma. Zostawimy im kartkę.
-Dobry pomysł! Masz coś do pisania?
-Jasne,że mam.- po czym wyciągnął z kieszeni długopis.
-Mogę?
-Oczywiście.- podała jej przyrząd do pisania muskając jej skórę opuszkami palców- A masz na czym pisać?
-Mam.- z triumfem wymalowanym na swej uroczej buźce wyciągnęła z kieszeni spodni mały skrawek papieru i zaczęła notować krótką wiadomość. Później zostawiwszy karteczkę na ławce położyli na niej kamień, aby nie zdmuchnął jej wiatr i odeszli. Razem z Meg wyskoczyliśmy z krzaków jak oparzeni i wręcz biliśmy się o pozostawiona przez nich wiadomość. Oczywiście pierwsza przeczytała ją ma siostra i poinformowała mnie iż poszli na plaże.
-No to idziemy.- zawyrokowałem, a ona posłusznie ruszyła za mną.
Gdy już doszliśmy na plaże skryliśmy się za pobliskimi drzewami i w dalszym ciągu obserwowaliśmy ich. Oboje stali na brzegu, a ich stopy pieściła piana morska. Trzymali się razem za ręce i wpatrywali sie w niewidzialny punkt przed sobą. Niestety odległość była zbyt duża byśmy cokolwiek usłyszeli w dodatku fale szumiały zagłuszając jakikolwiek dźwięk. Pozostało nam tylko obserwowanie ich z tejże bezpiecznej odległości. Po jakimś czasie Marco powoli stanął bokiem, tak samo jak Nora. Przez chwile stali w milczeniu i wpatrywali się w swoje oczy. Wieź, która między nimi się utworzyła była tak silna, że aż my ją poczuliśmy. Od obojga zakochanych emanowała miłość. Można było to wyczuć w powietrzu. Nagle Meg wstrzymała oddech, a ja spoglądałem jak Marco całuje tą tak kruchą istotkę. Poczułem głęboki skurcz serca, aż sie osunąłem na ziemię. Nie miałem na nic siły. Ku memu zdziwieniu ma siostra szybko się do mnie schyliła i zatroskana zapytała co mi jest. Zapewniałem ją, że czuję się świetnie, ale ona wiedziała że kłamię. Pomogła mi wstać i dalej wpatrywaliśmy się we flirtujących nastolatków. Teraz stali przytuleni i w dalszym ciągu wpatrywali się w horyzont, tak jakby oczekiwali, że coś się na nim pojawi. Popatrzyłem zmęczonym wzrokiem na Meg, a ona zrozumiała, że patrzenie na nich sprawia mi ból i kiwnęła głową na znak bym poszedł do siebie. Posłałem jej grymas, który miał być uśmiechem po czym dyskretnie odszedłem zostawiając ją samą. Co było dalej nie wiem, mogę się tylko domyślać, gdyż natychmiast jak wróciłem do pokoju, rzuciłem się na łóżko i zasnąłem.

Lena
Wracałam z Pól Elizejskich na Olimp po to, by zdać małą relację z rozmowy mojej i Nel Imremu. Założę się, że jest strasznie ciekawy tego, co usłyszałam od dziewczyny.
Gdy stałam już przed drzwiami pokoju Imrego lekko zapukałam a wrota sypialni otworzyły się w mgnieniu oka oraz ukazały sylwetkę młodego boga.
- Persefono jesteś wreszcie. Nie mogłem się doczekać twej ponownej wizyty.
- Wiesz, tez się cieszę, że cię widzę. A czy teraz mogę wejść do środka, bo strasznie mi zimno? - zapytałam się chłopaka, bo ten chyba nie spostrzegł jak wieje mocno wiatr na dworze.
- Tak, jasne. - i w końcu wpuścił mnie do ciepłego pomieszczenia, gdzie od razu wzięłam koc z kanapy, aby się nim przykryć odrobinę.
Gdy usiedliśmy na śnieżnobiałej kanapie, Imre od razu zaczął się mnie wypytywać o  rozmowę z Nel, jak ona teraz wygląda i czy przekazałam jej słowa, które wcześniej on mi powiedział.
- Nie spiesz się tak. Daj człowiekowi odetchnąć.
- Przepraszam, bo prostu jestem trochę podekscytowany jak i również zmęczony.
- Wiesz, wyglądasz strasznie blado. Może jesteś chory?
- Jedyne co jest we mnie chore, to serce. Powoli umiera z tęsknoty za nią, za jej pięknym uśmiechem i oczami przepełnionymi czułością oraz miłością.
- Żałuje, że nie mogę niczego uczynić żebyście się spotkali. Imre, Nel już należy do innego świata.
- Wiem, po prostu nie potrafię o niej zapomnieć, nie mogę o niej zapomnieć. Kocham ją najbardziej na każdym świecie.
- Wiesz, najlepiej żeby zapomnieć o miłości do pewnej osoby należy znaleźć sobie drugą miłość.
- Nie ma drugiej takiej na świecie jak Nel.
- No cóż, raczej nic nie poradzę w tej sytuacji, gdy nie chcesz znaleźć nowej drogi w życiu.- wzięłam głęboki wdech i się pożegnałam w złej atmosferze z Imrem.
Szłam wzdłuż korytarza prowadzącego na zewnątrz pałacu. Gdy przechodziłam obok wielkich palm zasłaniających widok na plażę, dostrzegłam pewną postać. Chciałam się dowiedzieć któż to jest, więc podążyłam w stronę zachodzącego słońca symbolizującego światłość i dobro.
Osobą kryjącą się okazała się Megan. Podeszłam do  niej po cichu i...
- Co robisz? - zapytałam się z ciekawością, a gdy Megan zauważyła moją obecność, podskoczyła z zaskoczenia.
- O bogowie, nie strasz mnie tak. - odpowiedziała ledwo łapiąc oddech - I mów cicho, nie wiesz jak się starałam, aby mój plan wszedł w życie.
- Jaki plan?
- Ten plan.- chwyciła moją głowę i zwróciła ją w stronę plaży, gdzie się przytulała zakochana para.
- Kto to jest?
- A jak myślisz? To Marco i Nora. Nie masz zielonego pojęcia, jak trudno było wzbudzić w Marco zainteresowanie Norą.
- Było trzeba od razu mówić. Wiesz co, nawet się do ciebie przyłączę w patrzeniu na tę szczęśliwą parkę.
- No dobra, tylko siedź cicho, bo jeszcze ich wypłoszysz.
- Jasne.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz