środa, 6 stycznia 2016

Rozdział 30

Lena
Dzisiejsza wizyta na Olimpie należała do dość przyjemnych, zważając na to, że mało brakowało, a miałabym stłuczkę z Aresem. To było naprawdę tragiczne przeżycie,  bo strasznie się go bałam jak i tego, że może  się dowiedzieć iż nie jestem prawdziwą Persefoną. Od czasu do czasu patrzył się na mnie, a raczej przeszywał mnie wzrokiem, że aż  chciałam od niego uciekać. Oczywiście nie obyło się bez dowiedzenia się paru pikantnych rzeczy. Kto by powiedział, że z Aresa wychodzi czasami taki gaduła. Najciekawszą zdobytą przeze mnie informacją było to, że wkrótce odbędzie się ślub dwojga boskich dzieci. Niestety nie wydusiłam z niego większych konkretów, ale ja miałam swoich faworytów. Ale to na razie zachowam w tajemnicy.


Mordred
Persefona poszła gdzieś, a ja zostałem sam w tej dziurze, nazywanej potocznie moim domem. To było nie do wytrzymania. Strasznie irytował mnie fakt, że ona robiła coś nad czym nie miałem kontroli i nie mogłem jej w żaden sposób ochronić przed niebezpieczeństwem ze strony drogiego Aarona, który bez przerwy się ślini na jej widok. To takie wkurwiające. Zazdroszczę mu w sumie tej możliwości, iż może na nią patrzeć, kiedy tyko chce. Zazdroszczę mu, że może z nią spędzać wolny czas, rozmawiać o wszystkich i wszystkim oraz może ją dotykać, a ona nie będzie się pytała o powód tego gestu. Tak cholernie mu zazdrościłem, że aż mnie nosiło. Miałem ochotę coś unicestwić, na czymś się wyżyć, za bardzo buduje się te napięcie wewnątrz mnie.
Udałem się do siłowni, którą sobie sam urządziłem i zacząłem ćwiczyć na sprzęcie. Rozładowywałem cały gniew, który w sobie trzymałem i więziłem przez te wszystkie dni. Wszystkie moje myśli krążyły wokół Persefony i nic na to nie mogłem poradzić, musiałem wytrzymać fakt, że jej obraz cały czas pojawia się w mym umyśle i nie daje mi normalnie funkcjonować.Tylko tyle trzeba, aby zatruć mi życie, a przecież to byle błachostka. Czułem się do dupy z tym wszystkim. Po cholere mi takie uczucia, gdy muszę sobie jeszcze znaleźć żonę, aby zadowolić ojca. Nic się teraz nie trzyma kupy, nawet łeb, który pęka mi w tej chwili. Najchętniej wyłączyłbym się z całego świata, nic nie czuł i był wolny jak ten ptak, który gdzieś tam se lata i ma wszystko to przez co teraz przechodzę w głębokim poważaniu. Jak mnie to wpienia. Heh.
Jej nadal nie było w zamku, a ja już dostawałem sraczki od tego zamartwiania się o nią. Jak ona może być taka lekkomyślna, nie mówiąc nikomu gdzie idzie albo chociaż kiedy wraca. Nigdy nie zrozumiem kobiet, ale chociaż powinny brać pod uwagę drugą osobę, na przykład mnie.
Drzwi stuknęły o siebie, co oznaczał, że ktoś wszedł do środka zamku. Już ie wiedziałem czy mam skakać z radości czy być wkurzonym na Persefonę. Zszedłem na dół, a mym oczom ukazała się kobieca sylwetka. Jej widok sprawił,że cały gniew ze mnie uszedł, a przybyła chęć chwycenia jej w ramiona i wyznania jej jak się o nią strasznie martwiłem, ale nie mogłem tego zrobić, zdawałem sobie sprawę z licznych konsekwencji swego haniebnego czynu i od razu skarciłem się w myślach, za to że w ogóle pomyślałem o niej inaczej jak o kuzynce.
Cóż, nie tylko myśli dawały mi znak, że jej pragnę, ale już o tym nawet nie powinienem wspominać. Całe moje ciało wyrażało pociąg do jej postaci. Hehe ...


Nel
Zanim Persefona, a właściwie Lena mnie opuściła poruszyłam pewien temat:
- A pamiętasz mój naszyjnik od Marco?
- Oczywiście, że tak!
- Uf, już się bałam, że zapomniałaś.- odetchnęłam z ulgą- Szukałaś już adresata tej wiadomości?
- Wcześniej szukałam, lecz niczego nie znalazłam. Dzięki, że mi przypomniałaś. Postaram się dzisiaj czegoś poszukać.- podziękowała i powoli wstała
- Już idziesz?- zapytałam zdziwiona
- Tak, już jest późno.
- Na prawdę? Och, faktycznie. Wybacz mi, że zmarnowałam ci cały dzień.- przeprosiłam nieśmiało
- Nic nie szkodzi, jak chcesz mogę wpaść za dwa dni i zdać ci raport z poszukiwań.
- Oczywiście!- wykrzyknęłam uradowana
- No to świetnie. Do zobaczenia jutro.- jakoś odruchowo uściskałam ją i się pożegnałyśmy.
Wciąż nie odzywałam się do Tristana. Starannie go unikałam zarówno rano jak i wieczorem. Nie lubiłam, gdy ktoś podnosił na mnie głos. Zawsze wtedy przypominała mi sie moja matka. Niestety dzisiaj akurat nie udało mi się przechytrzyć Norwega:
- O Nel! - zawołał z ulgą w głosie - Dawno się nie widzieliśmy...
- Tak. - tylko tyle wydusiłam z siebie
- Jesteś na mnie obrażona?
- Nie...
- Przecież widzę, że nie masz ochoty ze mną rozmawiać.
- To prawda.- odparłam odruchowo wbrew swojej woli - To znaczy...
 - Ech, na prawdę jest mi przykro, że tak się stało. Proszę, tilgi meg. (Wybacz mi.)
- Mogłabym opowiedzieć ci pewną historię?- zapytałam ze spuszczoną głową.
- No dobrze.
- Zaraz po śmierci taty moja mama stała się bardziej surowa. Codziennie krzyczała na mnie. Wmawiała mi, że jeżeli nie wezmę się w garść nigdy na nikogo porządnego nie wyrosnę. Czasami działo się tak, że gdy płakałam uderzała mnie i kazała przestać. Starałam się uspokajać, ale nie zawsze mi to wychodziło. W końcu zaczęłam ukrywać przed nią to co czuję, byłam posłuszna. I tylko po to by nie podnosiła na mnie głosu...
-Ojej. Jeg visste ikke! (Nie wiedziałem!) Na prawdę przepraszam.- padł na kolana i przytulił się do mojego pasa; po policzkach leciały mu łzy
-Boże, Tristan... - czułam się zawstydzona i zagubiona; co ja mam zrobić? Wbrew swej woli przeczesałam swoją dłonią jego blond włosy, a drugą położyłam mu na ramieniu by dodać otuchy. -To ja powinnam przeprosić. Niczego nie wiedziałeś. Nie powinnam była się na ciebie obrażać.- podniósł swą zapłakaną twarz do góry i spojrzał mi w oczy
-W ogóle nie powinienem był być dla ciebie niemiły. - wtulił swoją głowę w mój brzuch, a mi chyba wątroba się przekręciła, jeszcze żaden chłopak nie przytulał się do mnie w ten sposób!
- Może już wstań, zapewne dziwnie to wygląda z daleka.- zaproponowałam, a on posłusznie wstał
- Jeszcze raz przepraszam.- odparł wycierając ostatnie łzy
- Nic się nie stało. - pocieszyłam go - Może wrócimy ,,do domu"?
- Jasne. Chodźmy.
I wróciliśmy do krzaku róży. Uścisnął mnie serdecznie, życzył miłych snów i w postaci eterycznych dusz weszliśmy każde do swojego mieszkanka. Dosyć szybko zasnęłam w dobrym humorze. Oby Lena znalazła tego, kto napisał ten ,,list" na krysztale naszyjnika...


Lena
Gdy wróciłam do mojego tymczasowego lokum, postanowiłam się rozejrzeć za komnatą, w której był uwięziony bóg z naszyjnika. Zaczęłam poszukiwania od miejsca, w którym ostatnio skończyłam czyli niedaleko od siłowni Mordreda.
Drzwi, którymi wtedy weszłam, były teraz uchylone, co oznaczało, że ktoś już tutaj był. Podążyłam schodami, które teraz były idealnie sprzątnięte, nie było na nich ani grama kurzu, co strasznie mnie zdziwiło. Ostatnim razem, gdy tu byłam, wszystko wyglądało tak, jakby nikt tam nie sprzątał od wielu wielu lat.
Droga, którą przebyłam po schodach była zakończona mosiężnymi drzwiami, których bez klucza nie dało się otworzyć. Przynajmniej  tak mi się zdawało, bo gdy lekko popchnęłam je, poruszyły się i ukazały ogromne pomieszczenie. Było ono dość nowocześnie umeblowane, ale nie posiadało telewizora, laptopa ani innego tego typu sprzętu oprócz wieży stereo i radia najwyższej generacji. Kolory przeważające w pomieszczeniu były ciemne oraz nie było żadnego okna. Jak więzienie. ,,Kto dałby rade tu mieszkać?!" zapytałam samą siebie w myślach. To wręcz niedorzeczne! Zrobiłam krok do przodu i nagle coś poruszyło się w ciemności. Szybko cofnęłam swój krok i już miałam zamiar uciekać, gdy w pomieszczeniu rozbrzmiał delikatny niczym chińska porcelana głos:
- Nie jesteś moją pokojówką, prawda?
Nie wiedziałam co robić. Zamurowało mnie. Jednak ktoś tutaj mieszkał! Zapewne prezentował się gorzej niż bezdomny. Postanowiłam przełamać strach i zbliżyłam się w kierunku głosu:
- Kim jesteś? - zapytała postać łagodnie z nutą niepewności
- Mam na imię Persefona. - przedstawiłam się i nastała niezmącona cisza. Słyszałam jak ta druga osoba głośno przełyka ślinę i po chwili wstaje ze skrzypiącego łóżka. Zbliża się do mnie, z każdym krokiem jest co raz bliżej, aż w połowie drugi przystaje i w świetle księżyca ukazuje swe oblicze.
Chłopak, bo tej płci była owa postać na oko wygląda na siedemnaście lat. Jest ubrany w śnieżnobiałą koszulę i tego samego koloru jeansy. Nawet włosy ma białe. Gdy wreszcie podnosi głowę mam okazję zobaczy jego twarz, która jest równie delikatna jak głos. Zdecydowanie jest najpiękniejszą istotą jaką widziałam. Widzę jego oczy. Ma zamglone źrenice. O Boże! On jest ślepy! Mało nie zemdlałam z szoku. Jak ślepy chłopak może sam mieszkać w takim miejscu?
- Nie jesteś Persefoną. - odparł spokojnie chłopak przeczesując swe białe niczym śnieg włosy - Jesteś kimś zupełnie innym. Kimś wyjątkowy. Kimś, kogo znam na wylot. Kimś kto nawet nie domyślał się mojego istnienia czy nawet losu.
- Ale ja na prawdę mam na imię Persefona. - upierałam się; jedyną osobą, która w tym świecie znała moją prawdziwą tożsamość była Nel (i w sumie nadal jest) i wolę, by tak zostało.
- Nie jesteś Persefoną! - powiedział stanowczo- Ona inaczej rozmawia z innymi niż ty. Och, wybacz, nawet nie przedstawiłem się. Mam na imię Lucas. - zgrabnie się przede mną ukłonił i niemym wzrokiem spojrzał na mą twarz, jakby chciał mi się przyjrzeć.
- Miło mi cię poznać. - rzekłam w końcu onieśmielona; nie wiedziałam co dalej robić. Skąd on wiedział, że nią nie jestem? Co z tego, że inaczej mówię niż ona, przecież mam jej ciało i wspomnienia. Może powinnam mu wyjawić prawdę? Czy może lepiej dalej się upierać przy swoim? Miałam jeden, wielki mętlik w głowie.
-Może usiądziesz? Dawno tu nikogo nie gościłem.- odparł z radością w głosie i ręką pokazał mi kanapę, której nawet nie widział. Posłusznie na niej usiadłam i wpatrywałam się w to co on robił. Pewnym krokiem podszedł do małego stolika na kawę i sprawnie otworzył paczkę ciasteczek. Wszystkie wyłożył elegancko na talerzu. który mi podał.- Częstuj się śmiało. Już od jakiegoś czasu mi się przejadły.- ostrożnie wzięłam jedno ciasteczko i je spróbowałam. Nie było takie złe. Podczas, gdy wcinałam ciasteczka Lucas z gracją nalał nam soku do krystalicznie czystych kieliszków. O dziwno nie rozlał ani kropelki! Musiał być ślepy od dłuższego czasu skoro tak dobrze się tutaj orientował. W końcu usiadł na tapczaniku obok mnie i zaczęła się interesująca rozmowa:
- Więc jak u twoich rodziców Leno?- zamurowało mnie; nie dość, że wiedział jak mam na imię to znał też moim rodziców! Kim do licha jest ten chłopak?
- Skąd wiesz jak mam na imię?
- Wystarczająco długo cię obserwowałem, bym mógł zapomnieć jak się nazywasz lub jak wyglądasz. - odrzekł spoglądając pustym wzrokiem przed siebie
- Przecież ty jesteś ślepy!- zauważyłam i szybko pożałowałam swej odpowiedzi; a co jeżeli go zraniłam?
- Tak, to prawda, ale kiedyś nie byłem. - odparł spokojnym głosem jak zawsze; zapewne mógłby zaprzyjaźnić się z Imrem.
- To przykre...
- Cóż, teraz jestem przyzwyczajony do ciemności, a inne zmysły mi się wyostrzyły, więc chyba nie jest tak źle.
- Nie rozumiem, jak możesz wytrzymywać dwadzieścia cztery godziny w istnych ciemnościach...
- A mam inne wyjście? - zapytał i zaczął macać już pusty talerzyk, na  którym przed kilkoma minutami znajdowały się ciasteczka - O, widzę, że już je zjadłaś, przyniosę następne...
- Nie! Nie trzeba. - wypaliłam, ale zaraz się skarciłam w myślach, przecież on tutaj nikogo oprócz pokojówek nie gości, jestem jego pierwszym gościem!
- Ale mogę ci dać inne jeśli te ci nie smakują! - rzekł zatroskanym głosem po czym zerwał się z kanapy jak poparzony i zaczął szukać innych.
- Lucas, proszę, przestań. Nie musisz szukać innych. Przez ciebie nie zjem obiadu.
- To ty tu mieszkasz? - przestał szukać ciastek i znieruchomiał
- No tak, przecież jestem zamieniona ciałami z Persefoną.
- Serio? - podszedł do mnie i chwycił lewy nadgarstek; zaczął jeździć po nim palcem tam i z powrotem co sprawiało mi łaskotki- Tak, to jest ciało Persefony.- oznajmił po tych oględzinach
- Jestem tu tylko na pół roku, później znowu będę zwykłą Leną.
- Już ci mówiłem, nie jesteś zwykła! - podniósł głos.
- No dobrze, dla ciebie może i jestem niezwykła, ale dla innych jestem taka jak każdy inny człowiek.
- Cały świat nie musi cię kochać, wystarczy, że czyni to jedna osoba...
- Piękny cytat.
- Wiem... - chciał coś powiedzieć, lecz nagle zesztywniał - Musisz się szybko ukryć, moja pokojówka tutaj idzie!
- Przecież nic nie słychać. - zaprotestowałam i wsłuchałam się w cisze, którą przerywał delikatny stukot obcasów o marmurowe schody.
Szybko ukryłam się za drzwiami, a Lucas posprzątał kieliszki oraz zaczęte ciastka i położył się na łóżku; udawał, że śpi. Do pokoju ku mojemu zdziwieniu weszła Liz, ma wierna służąca, a właściwie służąca Persefony. Delikatnie stawiała kroki, by nie obudzić ,,śpiącego" Lucas'a. Położyła tackę z jedzeniem na etażerce koło jego łóżka i bezszelestnie odeszła zamykając za sobą drzwi.
Od momentu zamknięcia się drzwi chłopak zerwał się na równe nogi po czym zaczął sprawdzać zawartość srebrnej tacy.
- Nigdy nie słyszałam, by ktoś oprócz Hadesa, Mordreda oraz pokojówek przebywał w tym domu...
- Bo utrzymują to w tajemnicy.- powiedział Lucas jedząc udko kurczaka - O mnie wiedzą tylko moja matka - Selene, ojciec oraz pokojówka Persefony, która mnie odwiedza, gdy moja kuzynka jest w Hadesie.
- Zaraz, to Persefona jest twoją kuzynką? - zamarłam ze zdziwienia.
- Tak, a Mordred jest mym przyrodnim bratem.
- Czyli twoim ojcem jest... - nie dałam rady tego z siebie wykrztusić
- Hades. - odparł z goryczą w głosie.
Właśnie odkryłam coś czego prawdopodobnie nie powinnam była odkrywać ...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz