wtorek, 16 lutego 2016

Rozdział 32

Nel
Zanim doszło do spotkania z Imrem siedziałam razem z Tristanem i Risą nad małym strumykiem nieopodal naszego krzaku. We troje gawędziliśmy o różnych rzeczach na przykład o naszych planach z tamtego życia, o marzeniach i tym podobnych. Naszą sielankę przerwał mój tata, który poinformował mnie o przybyciu Demeter. Jako iż jej nigdy nie widziałam pobiegłam czym prędzej ją zobaczyć, lecz tradycyjnie zebrał się spory tłum. Każdy chciał jej uścisnąć rękę lub na nią spojrzeć. Nagle zabrzmiał jej orzeźwiający głos, który echem poniósł się po Polach:
- Szukam Nel. Jest młodą dziewczyną o blond włosach i zielonych oczach.
- To ja! - Krzyczałam, lecz tłum mnie zagłuszał; na szczęści pomógł mi Tristan, który wziął mnie na barana, przez co stałam się widoczna dla Demeter.
- Oto ona. - Wskazała na mnie swą smukłą dłonią, a tłum się przed nami rozstąpił; Norweg od razu mnie zdjął ze swych barków i postawił na ziemi- Podejdź.- Posłusznie wykonałam jej polecenie- Więc to ty skradłaś serce syna Hermesa. Chodź ze mną.- chwyciła mnie za rękę i obie znalazłyśmy się w tej samej pustce, w której byłam zanim trafiłam na Pola Elizejskie.
- Aby wrócić z powrotem do życia musisz wrócić tą samą drogą, którą tu przybyłaś. - Rozległ się jej głos w ciemności; dochodził jakby zewsząd. Tak więc przez chwile trwałam w ,,poczekalni dusz", aż zauważyłam jasne światło pode mną. Gdy wreszcie mój wzrok przyzwyczaił się do owej jasności znów znajdowałam się na statku piratów, a co dziwniejsze leżałam obok swojego ciała. Miałam ochotę krzyknąć, ale się powstrzymałam ze względu na obecność Demeter, która stała na samym środku kajuty. Popatrzyła na mnie ze współczuciem i zaczął się ból nieporównywalny z niczym innym. Darłam się jak opętana. Miałam wrażenie jakby ktoś oddzielał moją skórę od mięśni, a później mięśnie od kości. Moja dusza łączyła się z ciałem. Czułam, jak moje ręce, nogi i inne części ciała stają się cięższe. Przez ten cały czas miałam zamknięte oczy, aż do momentu gdy ból ustał. Kiedy je otworzyłam stałam obok matki Persefony w jakimś pokoju. Na początku widziałam tylko gołe ściany, jakby nic w tym pomieszczeniu się nie znajdowało, lecz po kilku sekundach pojawiło się łóżko, komoda, dywan oraz trzy postacie. Dwaj chłopcy i dziewczyna. Jeden z chłopaków miał widoczną opaleniznę i czarne jak węgiel włosy. Drugi natomiast wyglądał dziwnie znajomo. Miał lekkie loki koloru blond i turkusowe oczy, które pokochałam od pierwszego spojrzenia. Obok nich stała niezwykle piękna dziewczyna. Aż ciężko ją mi opisać. Ale zaraz... Przecież ja ich znam! Ten pierwszy to Mordred, syn Hadesa, a dziewczyna to Persefona, córka Demeter. A ostatni chłopak... Przecież to... Mój Imre! Wszyscy zrobili zdziwioną minę, a syn Hermesa zrobił w mym kierunku pierwszy krok. Wiedziałam, że jest najbardziej ze wszystkich wstrząśnięty, no bo przecież wstałam z umarłych. Opuściłam bok Demeter i rzuciłam się w jego objęcia. Czułam, jak mocno mnie ściska. Już chciałam mu szepnąć, by poluzował trochę uścisk, gdy poczułam, że moja biała bluzka na prawym ramieniu staje się mokra od jego łez. Pogłaskałam go po jego lokach i się w nie wtuliłam. Poczułam w nich zapach wiatru, tak jakby przez ten cały czas Imre był na zewnątrz podczas huraganu. Naszą chwilę czułości przerwał Mordred, który głośno chrząknął:
- Witaj z powrotem eem... Nel.
- Cześć. - Posłałam mu radosny uśmiech, a on przestał odnosić się do mnie z rezerwą.
- Więc no... Jak tam podróż? Coś zwiedziłaś? Paryż, Egipt, Włochy? - Zażartował.
- Do Paryża było mi trochę daleko, ale miałam okazje poczuć się jak przygotowywana do jedzenia żaba. - Odparłam
- Jak to? - Odezwał się wreszcie Imre.
- Wiesz, aby tu wrócić musiałam najpierw wrócić do swojego ciała co było dosyć bolesne...
- Pokaż ręce. - Nakazał blondyn i chwycił moją dłoń, na której widać było widoczne fioletowe, bordowe i oliwkowe siniaki.
- Musiało boleć jak cholera. - Skomentował Mordred.
- Troche.- Odpowiedziałam zadowolona, że wytrzymałam ten ból i teraz mogę być z nimi; Nagle poczułam gorące usta Imrego na jednym z siniaków z nadgarstka. Gdy chłopak oderwał swe usta od mojej ręki siniak znikł
- Ale bajer! To jakaś ukryta funkcja czy coś? - Dopytywał się jego przyjaciel, a ja zachichotałam
- A co? Też masz jakieś siniaki? - Odpowiedział pytaniem na pytanie blondyn.
- Niee! Jakby mnie ktoś miał całować to przynajmniej ładna dziewczyna, a nie najlepszy kumpel! - Zaprotestował.
- A gdzie jest Demeter i Persefona? - Wreszcie zauważyłam ich nieobecność.
- Zwiały. - Warknął Mordred.
- Nie denerwuj się, wrócą we własnym czasie. - Uspokoił nas Imre.
- A co się stało? Czemu Mordred jest taki zły? - Znów zadałam pytanie.
-Wiesz, okazało się, że Persefona nie była Persefoną jeśli mogę się tak wyrazić. - Odpowiedział mój chłopak.
- Jak to? - Czyżby odkryli tajemnicę Leny?
- Normalnie! Moja własna ciotka mnie oszukała, a właściwie nas wszystkich. Ta dziewczyna była z nami od połowy lata! Kurwa. Czuję się jak małe dziecko, które dowiedziało się, że Święty Mikołaj nie istnieje! Cholera. - Wybuchnął syn Hadesa
- No już cicho. - Uspokajał go Imre.
- Czyli już wiecie... - Mruknęłam, lecz oni mnie usłyszeli.
- Jak to już wiemy?! Czyli ty to już wiedziałaś wcześniej i nam nie powiedziałaś?! - Wydarł się na mnie Mordred i ruszył w mym kierunku. W oczach miał wściekle tańczące ogniki, a ja w swych łzy jak zawsze, gdy ktoś podnosi na mnie głos (wiem, że zapewne uważacie mnie za jakąś bekse i w ogóle, ale gdybyście mieli takie wspomnienia też byście płakali, albo byłoby wam chociażby smutno)
- Powiedziałem ci byś się uspokoił! - Wrzasnął blondyn, staną pomiędzy nami i walnął bruneta pięścią w twarz, aż ten poleciał na sam koniec pokoju i uderzył w ścianę, która wokół niego popękała. Imre był jeszcze bardziej zły niż wtedy, gdy dowiedział się o tym, że Marco się do mnie przystawia. Dotknęłam lekko jego dłoni, lecz on odtrącił moją rękę i miękko ruszył w kierunku siedzącego w gruzach Mordreda. Z jego ust sączył się strumyk krwi. Wystraszyłam się. Nie wiedziałam, że Imre jest aż tak silny! Wyprzedziłam syna Hermesa i zaczęłam sprawdzać tętno poszkodowanego. Puls: słaby. Otworzyłam powoli jego usta i jak się okazało krew pochodziła z rany na wardze. Odetchnęłam z ulgą. Posprawdzałam jeszcze kości, lecz i one były całe. Zawiadomiłam mego chłopaka o jego stanie, a on w milczeniu wziął swego przyjaciela na ręce i zaniósł do jego pokoju. Zostałam w pokoju sama. Czułam się jakoś... inaczej. Podeszłam do ściany, w którą uderzył Mordred i dotknęłam jednego z pęknięć. Poczułam silny wiatr i czas jakby się cofnął. Ja stałam obok Imrego, a syn Hadesa na przeciwko nas. Był to moment, po którym powiedziałam, że się dowiedzieli. Brunet wrzeszczał na mnie, a Imre stał gotów do ataku. Już zacisnął swą dłoń w pięść, gdy go za nią chwyciłam i poczułam płynący w mych żyłach jego gniew. Wiedziałam co on czuje w tej chwili oraz cofnęłam czas. Nie spodziewałam się, że gdy wstanę z umarłych nie będę już nigdy taka sama...

Lena
Gdy razem z Demeter zniknęłyśmy spodziewałam się, że już nigdy więcej nie zobaczę mych przyjaciół. Byłam strasznie przygnębiona i nie wiedziałam co się wydarzy. Nagle znalazłyśmy się w moim mieszkaniu. Na fotelu siedziała Persefona w moim ciele, a ja na kanapie w jej. Przed nami stała poważna Demeter, która najwyraźniej zastanawiała się co dalej czynić. Po kilku minutach ciszy w końcu się odezwała:
- Persefono!
- Tak matko.- Jej córka wstała z fotela jak na rozkaz
- Twój pobyt w tym świecie się już skończył. - Oznajmiła ostrzegawczym tonem jej matka
- Ale przecież pół roku nie minęło!- Zaprotestowała Persefona
- Żadnych ale! - Zagrzmiała bogini i zamieniła nas ciałami; poczułam się tak jakbym zdejmowała czyjąś niepasującą do mnie sukienkę i zaraz potem wkładała swoją- Córko. Masz w tej chwili wrócić do Hadesu! Bez żadnych sprzeciwów!- Machnęła ręką i jej córeczka zniknęła z kanapy- A co do ciebie.- Zwróciła się do mnie- Twoja cukiernia została uratowana. Wszystko jest opłacone: czynsz za mieszkanie, za cukiernie oraz twoje studia. Nie musisz dziękować. Mam nadzieję, że się w przyszłości jeszcze spotkamy.- Już miała znikać, gdy coś jej się przypomniało- Poszperaj trochę w kartonach, a znajdziesz coś interesującego. Później będziesz wiedziała co robić.- Posłała mi lekki uśmiech i zniknęła. Zostałam sama. Nie wiedziałam co robić. Czy zacząć płakać czy zapominać o tych wszystkich osobach poznanych na Olimpie i w Hadesie. Byłam tak niezdecydowana, że postanowiłam posłuchać się Demeter i sprawdzić kartony. Przeszukiwałam je w poszukiwaniu czegoś o czym wspominała bogini, lecz niczego ciekawego nie znalazłam. Do czasu kiedy zaczęłam przeglądać pudło, w którym znalazłam księgę do przywołania owej bogini. Znalazłam w nim mały portrecik kobiety i mężczyzny przytulonych do siebie. Ktoś na prawde musiał mieć wielki talent. Kobieta była niczym bogini, a jej kochanek bóg. Gdy patrzyłam na nich wydawało mi się, że ich znam. Mieli w sobie coś bardzo charakterystycznego. Kobieta wyglądała nieziemsko, dosłownie, jej rysy twarzy i ciało były wprost idealne proporcjonalne, a sylwetka mężczyzny przypominała boską. Nigdy nie widziałam tych osób, a wydawały się jakbym znała ich przez całe życie. Przypominali mi ludzi, których poznałam za czasu mieszkania w Hadesie. Każdy był idealny na swój sposób, a ta para wyglądała jak symbol najprawdziwszej miłości. Zakochani bez pamięci, przeznaczeni dla siebie. Dopasowywali się idealnie. Ona krucha, a on silny, ona piękna, on taki ideał mężczyzny.
Postanowiłam kontynuować poszukiwania i nie zawiodłam się. Odnalazłam dzienniczek kobiety, która była przedstawiona na portrecie. Przeczytałam jeden z wpisów, który brzmiał tak:
"Dzisiaj moja córeczka zostaje odesłana do przyszłości. Mam nadzieję, że będzie tam bezpieczna, bo u nas panuje zacięta wojna i wielu bogów teraz poluje na nią, chce ją wykraść i wykorzystać do własnych celów. Boję się, że jeśli ją zostawię w jej prawdziwym świecie, stanie się coś strasznego. Namówiłam Herkulesa, aby uczynić to co stosowne. Dać naszej córce Auradii życie na jakie zasłużyła. Aby żyła z dala od tego co najgorsze. Od naszego prawdziwego świata, w którym bogowie decydowali o tym jak mamy żyć." Potem był kolejny wpis do dziennika. "Auradio, a raczej Leno, ten dziennik jest pisany specjalnie dla ciebie, dzięki niemu poznasz mnie i swego drogiego ojca, a co ważniejsze, dzięki niemu będziesz mogła nas naprawdę spotkać, ale wiedz, zawsze byliśmy przy tobie, w sytuacjach kiedy nas naprawdę potrzebowałaś i też wtedy, gdy potrzebowałaś nas mniej. Byliśmy przy tobie każdego dnia twojego cudownego życia i pomagaliśmy jak mogliśmy. Dla nas byłaś najważniejszą rzeczą w naszym życiu i staraliśmy się sprawić, aby twoje życie było łatwiejsze. Nie mogliśmy jednak zmienić faktu, że jesteś boską potomkinią, kochanie. Boska moc nie zawsze jest dobra, może również prowadzić do złych rzeczy. Chcieliśmy, abyś nauczyła się kochania i wielu innych rzeczy, których bogowie nie rozumieli. A teraz przejdę do najważniejszego.
Kochanie, jeśli nadal chcesz mnie znać to musisz zrobić dokładnie to co ci teraz powiem.
Przyjdź nad jezioro w mieście, w którym cię pozostawiliśmy i powiedz to, co podpowiada ci serce. W głębi świadomości, będziesz wiedziała co powiedzieć i co uczynić, masz to we krwi." Przerwałam czytanie i nie miałam zielonego pojęcia co mam o tym sądzić. Nie wiedziałam, czy uczynić to, co ta kobieta napisała w dzienniku, bo to jest dziwne, że znała moje imię, w sumie dwa. Mam na drugie Auradia, ale nikt o tym nie wiedział, poza rodzicami, którzy nigdy go nie używali.
Postanowiłam sprawdzić to, co kobieta o imieniu Hebe napisała, może rzeczywiście to ja jestem jej córka. Przecież przekonałam się o tym, ze istnieją bogowie i są rzeczy, które zwykli ludzie nie rozumieją.
Poszłam nad pobliskie jezioro, a gdy stanęłam nad taflą wody, zamknęłam oczy i skupiłam się na biciu własnego serca i odgłosach przyrody. W pewnym momencie przyszły mi na myśl pewne słowa, które wypowiedziałam tak pewnie, jak nic innego. Były jak mantra, znałam je dobrze i nie potrafiłam wyrzucić ich z głowy.
Nagle poczułam lekki powiew wiatru, więc otworzyłam oczy by sprawdzić co się dzieje, czy przypadkiem nie zanosi się na deszcz. Gdy otworzyłam oczy, ukazał mi się widok, którego najmniej się spodziewałam. Byłam w sali balowej na Olimpie. Byli tam wszyscy, których poznałam, gdy mieszkałam w Królestwie Cieni i gdy odwiedzałam Olimp. Byli tam również ludzie z portretu i prawdziwa Persefona, nawet Mordred:
- Witaj Auradio. - Zagrzmiał władczy głos Zeusa - Czy wiesz dlaczego się tutaj znalazłaś? - Nie wiedziałam jak się zachować przy tak ważnym bogu jak Zeus; co mam mu odpowiedzieć? - Nie Panie. Przykro mi, ale nie wiem.- Odrzekłam drżącym głosem - W takim razie twa matka Hebe opowie ci wszystko w skrócie. Macie pięć minut!- Gdy już skończył mówić szybko podeszła do mnie bogini z portretu; Hebe. Moja biologiczna matka. Bogini młodości: - Cześć kochanie. Dawno się nie widziałyśmy i wiem, że masz do nas mnóstwo pytań, ale to nie pora na nie. Właśnie teraz będzie się toczyła debata gdzie spędzisz reszte życia. Czy na ziemi z wymazanymi wspomnieniami czy też dołączysz do ,,Boskich Dzieci" i zamieszkasz na Olimpie. - Bardziej podoba mi się opcja numer dwa. - Odpowiedziałam - Nam też, ale niektórzy bogowie są temu przeciwni. W każdym razie na każde zadane pytanie odpowiadaj szczerze. Dobrze? No, zuch dziewczynka. - Pogłaskała mnie po głowie i wróciła na swoje miejsce. Wraz z jej powrotem zaczęła się debata: - Posejdonie jak myślisz, gdzie umieścić tę dziewczynę? - Zadał pytanie Zeus.
- Wydaje mi się drogi bracie, że lepiej pasowałaby na Olimpie. Zdążyłaby się szybko nauczyć to co inni potrafią...- Nie dokończył, gdyż mu przerwano - Nie zgadzam się drogi wuju! - Krzyknęła Persefona (ta prawdziwa oczywiście, gdyż już byłam sobą)  Uważam, że powinna zostać na ziemi i tam wieść dalsze życie. Ona tutaj NIE PASUJE. - Mylisz się! - Wszyscy zwrócili swe oczy na drzwi, w których stał nikt inny jak Imre; mój wybawca. - Mam solidne argumenty Panie. Czy raczysz ich wysłuchać? - Cóż, nie mamy niczego do stracenia, mówże. - Zawyrokował Zeus - Tak więc muszę zgłosić iż Demeter posłużyła się tą oto Auradią do swych własnych celów.- Po sali przeszedł głośny szum, lecz szybko nastała cisza - Czy to prawda siostro?- Zapytał się bogini Zeus, a Demeter posłała mu zabójczy wzrok - Ależ bracie, ja to zrobiłam tylko dla dobra nas wszystkich...- Zaczęła, lecz po lewej stronie sali dobiegł nas głos syna Hadesa: - Wszystkich powiadasz? Raczej masz na myśli to, że nas wszystkich okłamałaś podstawiając fałszywą Persefonę! To, że nie masz kontroli nad córką nie uprawnia cię do wpuszczania obcych wśród nasze szeregi!- Nie wiedziałam już po czyjej był stronie... - Ucisz się Mordredzie! - Usłyszeliśmy głos pana mórz - Zważmy na to iż, Auradia jest jedną z ,,Boskich Dzieci" i tym bardziej nie powinna być dla ciebie obca.- ,,Dzięki Posejdonie" pomyślałam
- Tak więc kontynuując moją argumentację chciałbym wezwać jedynego świadka. Czy może wejść?- W dalszym ciągu Imre starał mi się pomóc - A niechże wchodzi. - Odparł już zmęczony tym wszystkim Zeus, a na sale weszła drobna dziewczyna o zielonych oczach i blond włosach; Imre stanął za nią i coś szepnął jej na ucho, a ona pokiwała głową: - Witaj Panie. - Przywitała Zeusa swym przyjemnym głosem i się ukłoniła- Chciałabym przekonać cię Panie do podjęcia słusznej decyzji. Otóż Lena, a raczej Auradia wyjawiła mi kim jest na początku naszej znajomości. Muszę przyznać, że w stu procentach zasługuje na życie na Olimpie. Wiem to iż, wcześniej sama mieszkałam na ziemi, chociaż w sumie to nadal mieszkam. Jest to miejsce okrutne i bezwzględne. I chciałabym też dodać, że jej szlachetne serce nie nadaje się już do życia tam. Zostało tu, na Olimpie. Od kiedy pierwszy raz jej noga tu powstała poczuła się jak w domu. Wiem to, bo potrafię czytać emocje ludzi. I teraz też czuje się jak w domu.- posłała mi pełne zrozumienia spojrzenie i kontynuowała swoją wypowiedź- Tak więc, uważam, że Auradia, córka Hebe powinna zostać tu na Olimpie i odkrywać swoje korzenie oraz zagłębiać w historię greckich bogów. Dziękuję Pani za prawo głosu. - Znów się ukłoniła i Imre wyprowadził ją z sali i natychmiast wrócił.
- Hmmm... Ciekawa argumentacja. - Zamyślił się Zeus - No widzisz bracie?! Inni też chcą, by ta dziewczyna tu została! - Zauważył Posejdon - Zamilcz! - Warknął pan niebios i przemówił- Kto jest za tym, by Auradia tu została?- Rękę podniosła Atena, oczywiście Posejdon, Hermes, moja matka Hebe, Selene, Nemezis, Dionizos, a nawet Eris i Ares. Łącznie dziewięciu bogów było po mojej stronie, natomiast ci którzy nie chcieli mnie tutaj to: Demeter, Hefajstos, Artemida, Afrodyta, Apollo i rzecz jasna Persefona. Czyli w sumie sześciu. Wynik był oczywisty: zostaję. W duchu cieszyłam się jak małe dziecko, natomiast na zewnątrz tylko się uśmiechnęłam w stronę Imrego z niemym podziękowaniem, a on kiwnął głową.


Imre
Odkąd Nel wróciła ,,do życia" spędzaliśmy ze sobą całe dnie noo i może czasami noce. Byłem tak szczęśliwy, że przez pierwsze dwa tygodnie nie mogłem spać. Nawet nie zdawałem sobie sprawy ile szczęścia sprawia mi patrzenie na śpiącą dziewczynę. Pamiętam, że co noc ona kładła się do mojego łoża, a ja siadałem na małej kanapie i się w nią wpatrywałem. Nawet nie miała nic przeciwko.
Ogólnie wszyscy uwielbiali Nel. Zawsze wszystkim pomagała, więc miała całe dnie zajęte przez co od razu zasypiała. Podczas, gdy moja dziewczyna znikała w pracowni bliźniaczek lub pomagała William'owi z potężnym kacem. ,,Kac morderca nie ma serca" zawsze mi to mówiła jak się jej dopytywałem co robiła przez cały dzień. Czasami też przychodził do niej Marco, ale spokojnie, nie po to by poflirtować, gdyż już miał żonę. Zazwyczaj pytał się o porady odnośnie Nory. Zdarzało się, że się pokłócili i nie wiedział co robić. Również jego żona do niej wpadała odnośnie ciąży. Nel nie miała aż takiego doświadczenia, ale poczytała troche książek z biblioteki Olimpu i wiedziała już co i jak. Oczywiście były takie dni, kiedy mieliśmy czas tylko dla siebie. Wtedy zazwyczaj zabierałem ją na ziemię do jej rodziny. Sebastian oraz ich ciotka przyzwyczaiła się do tego, że od pewnego czasu domem Nel stał się Olimp. Nasze wizyty zawsze były przyjmowane w radosnej atmosferze. I za każdym razem kiedy tam wpadaliśmy ciocia mojej dziewczyny pytała się o zaślubiny. Kiedy się odbędą i że najlepiej, by wszystko odbyło się na ziemi.
Pewnego dnia, gdy Nel znowu była zapracowana wpadł do mnie Mordred z dosyć nietypową prośbą:
- Siema Imre. - Przywitał mnie nagle, gdy otworzyłem drzwi mojego pokoju.
- Witaj. - Odrzekłem.
- Mam do ciebie prośbę... - Zaczął nieśmiało - Mógłbyś przekazać Aurydii, że mój ojciec ją wzywa do Hadesu?
- Jasne. - Odparłem bez zastanowienia - Ale zaraz... Przecież Hadesa nie ma... - Nie dokończyłem, gdyż mój kumpel się ulotnił. Nie pozostało mi nic innego jak powiadomienie córki Hebe...
Pod koniec dnia Nel wreszcie wróciła do naszego (tak naszego) pokoju:
- O, hej. - Przywitała mnie, gdy tylko zauważyła mą osobę.
- No cześć. - Odrzekłem i się do niej przytuliłem; wtuliła się w moją klatkę piersiową, a ja w jej blond włosy.
- Tęskniłeś? - Zapytała zaczepnie.
- Tęskniłem. A ty?
- Przecież dobrze wiesz. - I zapadła cisza, którą po chwili przerwałem.
- Mocno zmęczona jesteś?
- Tak sobie... - Odpowiedziała ziewając i się od niej odkleiłem, a ona poszła do łazienki przemyć twarz wodą, jak to miała w zwyczaju. Natomiast ja wyszedłem na balkon i spoglądałem w gwiazdy. Często miałem wrażenie, że chcą mi coś powiedzieć. Patrzyłem w nie i patrzyłem i nadal nie mogłem wyczytać z nich niczego sensownego. Me rozmyślenia przerwał głos Nel:
- Imre. Możesz tu na chwile przyjść? - Od razu do niej przyszedłem.
- Co sie sta...- Nie dokończyłem, gdyż w wannie leżał chłopak o białych jak śnieg włosach. Był nieprzytomny. Podszedłem do niego ostrożnie i potrząsnąłem jego ramieniem - Ej, Lucas, wstawaj. - Odkąd Aurydia go tu przyprowadziła wszyscy go znają. Cóż... Chłopak się BARDZO wyróżnia. Z nikim nie rozmawia,a większość swojego czasu głównie spędza w swoim pokoju sam.
- Lucas.- Przyłączyła się do mnie Nel- Chciałabym się wykąpać.
- Och!- Nagle się obudził- Gdzie ja jestem?- Zapytał
- U nas w łazience.- Oznajmiłem lekko poirytowany; to był już czwarty raz w tym tygodniu
- Na serio? Wybaczcie, jeszcze się nie przyzwyczaiłem. Już wracam do siebie...
- Może cię odprowadzę? - Zaproponowała Nel.
- Ty idź się myć. Ja go odprowadzę.- Zaoferowałem po czym pomogłem mu wyjść z naszej wanny i zaprowadziłem go do jego pokoju
- Dziękuję. - Odpowiedział nieśmiało
- Spoko.- Odrzekłem i opuściłem jego mieszkanko.
Gdy wróciłem Nel wychodziła z łazienki z mokrymi włosami.

Lena
Po tej całej debacie zorganizowano ucztę i pokazano mi mój pokój. Jak się okazało znajdował się on na końcu korytarza na przeciwko pokoju Imrego. Był cały skąpany w bieli jak wszystkie inne pokoje ,,Boskich dzieci" . Dowiedziałam się, że jeżeli bym zechciała mogę przeprowadzić w nim tzw. ,,rewolucję" i zmienić co nie co jego wygląd. Od nowa zapoznałam się z resztą dzieci innych bogów. Niektórzy mnie od razu polubili, a inni trzymali się ode mnie z daleka. Oczywiście zakolegowałam się z córkami Ateny, Aaronem, Marco i Norą (którzy niebawem wzięli ślub i Nora spodziewa się dziecka), Will'em i Megan.
Persefona była jak zwykle wściekła na mnie tak jakbym to ja przyczyniła się do tego, że przyłapano nas. Loren nie wiadomo czemu uważała mnie za przeciwniczkę, a skoro Loren to i Hav (którzy z resztą też wzięli ślub zaraz po zaślubinach Marco i Nory). Po jakimś tygodniu znów odwiedziłam Lucasa w jego ,,więzieniu" i go uwolniłam.
Mieszkałam już dość dużo czasu na Olimpie, aby się w pełni za klimatyzować i przerobić swój nowy pokój. Często przybywałam do Hadesu do „wujka” Hadesa, sam kazał się tak nazywać, i często z nim rozmawiałam. Bardzo się polubiliśmy, mimo że udawałam jego siostrzenice, ale zrozumiał moją sytuację. Co do Mordreda, nie często z nim rozmawiałam, on unikał kontaktu ze mną, a ja się nie naprzykrzałam. Zrozumiałam to, ze nie chce mieć ze mną nic wspólnego, a przynajmniej tak myślałam. Okazuje się, że rozgryzienie tego osobnika jest nadzwyczaj trudne. Nigdy nie wiadomo, co on sobie pomyśli. I tak było tym razem.
Był słoneczny dzień na Olimpie, a ja przechadzałam się po ogrodzie i wdychałam zapach świeżo zakwitniętych kwiatów. W czasie tego spaceru natknęłam się na Imrego, który oznajmił mi, że muszę się zjawić szybko w Hadesie, ponieważ Pan Cieni ma jakąś ważną sprawę do mnie. W ogóle nie wiedziałam oo co chodzi, ale dzięki tej wizycie miałam się tego dowiedzieć. Gdy przybyłam wraz Imrem do Hadesu, ten ekspresowo się ulotnił. Panowała tam dziwna atmosfera, a zarazem przyjemna. Udałam się na poszukiwania jakiegokolwiek mieszkańca tego domu. Najpierw zajrzałam do gabinetu „wujka” ,a potem do biblioteki, gdyż tam często przebywał. Niestety go tam nie znalazłam, teraz moim jedynym wyjściem, aby dowiedzieć się gdzie on jest, było spytanie się Mordreda. Poszłam więc w stronę jego pokoju i zapukałam do drzwi. Odezwał się głos Mordreda
- Imre, nie teraz, jestem zajęty. - I otworzył drzwi prowadzące do pomieszczenia.
- To nie Imre, to ja, Aurydia. - Odpowiedziałam cichym i załamującym się głosem. 
-Aha. Co cie tu sprowadza?  
-A jak myślisz? Imre powiedział mi, że Hades ma jakąś ważną sprawę do mnie.
- To niemożliwe. Mego ojca nie ma i nie będzie do końca tygodnia.
- W porządku. W takim razie już pójdę. - Odrzekłam i odwróciłam się plecami, by ruszyć w stronę wyjścia, ale Mordred złapał mą rękę i obrócił mnie twarzą w swoją stronę. Nie wiedziałam co chce zrobić, ale zaczęłam się domyślać, gdy jego usta znajdowały się niebezpiecznie blisko moich.
- Ale ja mogę się tobą zająć. - Wyszeptał i nasze usta spotkały się w iście namiętnym pocałunku.
Całował mnie coraz żarliwiej, a nie nie potrafiłam się jemu oprzeć. Jego dłonie błądziły po całym moim ciele, dając przy tym tyle rozkoszy, że mogłabym się rozpłynąć. Twarz Mordreda powoli zmierzała ku dołowi, czułam lekko wilgotne usta i oddech na mojej szyi, który sprawiał, że kolana się pode mną uginały. Me dłonie mierzwiły z podniecenia gęstą, czarną czuprynę chłopaka, która po chwili wyglądała jak pobojowisko, gdy ich władca doprowadzał moje ciało do obłędu. Palce Mordreda zręcznie rozpisany guziki w mojej podkoszulki, a następnie szortów. Moje zaś dobrały się do podkreślającej klatkę piersiową bluzki, która już po sekundzie wylądowała na ziemi tak samo jak moja. Później już wszystkie ubrania leżały na podłodze, a my na ogromnym łożu pławiliśmy się w rozkoszy, która wypełniała nas całych. Ręce Mordreda wyprawiały takie cuda z  moimi piersiami i nie tylko, że zapominałam o całym świecie. Odwdzięczyłam się jednakże i zaczęłam całować namiętne pełne usta Mordreda i kawałki jego ciała. Liczył się tylko on i cała ma uwaga skupiła się na nim...
Rano, gdy się obudziłam, poczułam ciepłe ciało przylegające do mego. Ma głowa leżała na umięśnionej klatce piersiowej Mordreda, która równomiernie unosiła się, a ręka chłopaka obejmowała mnie w talii. Śpiąca twarz młodzieńca wyglądała anielsko, gdy lekkie promienie słoneczne muskały jego kości policzkowe. Przez chwilę ciężko było uwierzyć w to, że spędziłam cudowną noc z chłopakiem, który normalnie pewnie nie zwróciłby na mnie uwagi. Było to zaskakujące, ale bardzo miłe uczucie.
Ciało Mordreda poruszyło się, a ja zostałam wyrwana z moich rozmyśleń. Nagle jego powieki zaczęły się powoli otwierać, a ja zaczynałam mieć widok na jego piękne prawie czarne oczy. Po chwili usłyszałam lekko zaspany głos chłopaka:
- Hej piękna, co tak wcześnie wstałaś? - Zapytał się, a następnie pocałował mnie czule w usta.
- Jakoś nie mogłam spać.
- Mogłaś mnie obudzić, nie nudziłabyś się tak w czasie, gdy ja sobie smacznie spałem.
- Nie nudziłam się, naprawdę. - Posłałam mu szeroki uśmiech od ucha do ucha.
- No coż, skoro ty tak twierdzisz to na pewno tak jest, piękna. - Nadal leżeliśmy w łóżku przytuleni do siebie. Najchętniej w ogóle bym nie zmieniała pozycji, ale obudziła się we mnie świadomość iż trzeba w  końcu wstać, zjeść i wrócić na Olimp...
- Mordredzie?
- Hmm?
- Wiesz, że nadszedł czas, abym wróciła na Olimp. Rodzice na pewno się o mnie martwią.
- Nie ma potrzeby abyś zrywała się teraz z łóżka, poinformowałem twoich rodziców, że zostajesz na noc w Hadesie i że spędzisz ze mną cały dzień. - Uśmiechnął się łobuzersko.
- Skąd miałeś pewność, że zostanę?
- Prawdę mówiąc, nie miałem, ale zdałem się na swój instynkt, a poza tym już cię trochę znam.
- To prawda, trochę mnie znasz, ale nie do końca.
- I to chciałbym zmienić między nami. Chcę wiedzieć o tobie wszystko.
- Wszystko? To bardzo dużo i nie wiem czy mamy na to wystarczająco czasu.
- Myślę, że jeszcze cała wieczność przed nami.
- Cała wieczność powiadasz? Chyba zmieniłam zdanie, mamy od groma czasu i sądzę, że mamy dość czasu jeszcze na to, aby jeszcze chwilkę poleniuchować.
- Możemy porobić również coś ciekawszego.
- Co takiego?
- To tajemnica, a tajemnic się nie zdradza, o chyba że masz niesamowicie dobrą kartę przetargową.
- Myślę, że coś się znajdzie. - I zaczęliśmy się namiętnie całować.


niedziela, 14 lutego 2016

Rozdział 31

Lena
Po opuszczeniu pokoju Lucas'a udałam się z powrotem do głównego holu. Na ogół wszystko było po staremu, jednakże coś się zmieniło. Zauważyłam uchylone drzwi, które wcześniej były zamknięte. Rzuciłam okiem na zawartość pokoju i zamarłam. W środku zastałam ćwiczące ciało młodego boga, które należało oczywiście do czarującego Mordreda. Przyjrzałam się dokładniej i zauważyłam, że nie posiadał na sobie koszulki oraz był w samych czarnych spodenkach (oczywiście nie licząc bielizny i butów z dodatkiem skarpet). Jego umięśnione ciało prezentowało się znakomicie, gdy po nim spływały kropelki potu. Najlepiej wyglądało jednak, gdy jego mięśnie się prężyły w czasie wykonywania ćwiczeń.  Jego włosy totalnie zmierzwione wydawały się pociągające, wręcz uwodzicielskie. Nie mogłam się oprzeć widokowi półnagiego ciała kuzyna Persefony, chociaż wiedziałam, że nie powinnam na niego patrzeć w ten sposób, ponieważ nadal byłam w ciele Persefony, jego prawdziwej kuzynki.
Stałam tak z dziesięć minut, ale wiedziałam, że to i tak za dużo, ale również nie chciałam być zauważona, więc szybko poszłam do swego pokoju. 
 Jak się okazało była w nim Demeter:
- O, witaj. - Przywitała mnie. 
- Dzień dobry, co cię do mnie sprowadza? - Zapytałam. 
- Tak zwana standardowa wizyta. - Odparła. - I jak się czujesz? 
- Cóż, muszę przyznać, że przez ten miesiąc zdążyłam przywyknąć do towarzystwa Persefony i jej stylu życia.
- W takim razie bardzo się cieszę. 
-A może wie Pani co słychać u Persefony w moim ciele?- miałam nadzieję, że nie wyrabia jakichś na prawdę szalonych rzeczy 
- U niej? Cóż, z tego co wiem zdała kilka twoich egzaminów ze stopniem najwyższym, a tak poza tym to prowadzi niezwykle aktywny tryb życia, więc o swoje ciało możesz być spokojna.  - Oznajmiła. 
- Aha. No to dobrze. - Tylko tyle dałam rade z siebie wydusić. 
- A opowiedz mi, jak traktuję cię mieszkańcy tego domu? - Zapytała nagle. 
- Hades i Mordred? W sumie są mili i w ogóle troszczą się o mnie. Uważam, że dobrze się tu mieszka. - Podsumowałam. 
- W takim razie w porządku. Zobaczymy się znów za miesiąc lub jeżeli będziesz odczuwała potrzebę spotkania się ze mną. - Odrzekła Demeter po czym pomachała mi i zniknęła niczym zjawa.
 ,,To było dosyć dziwne" pomyślałam.
Cóż, po tej całej pogadance byłam nieco zdezorientowana i sama już nie wiedziałam co mam myśleć. Mogłam wnioskować nawet, że cały czas miałam możliwość poproszenie Demeter o pomoc w tym wszystkim, bo sama mi o tym powiedziała. A może nie odczuwałam takiej potrzeby? Zapewne chciałam być samodzielna, jak teraz patrze na swoje czyny to dobrze mi to nawet wychodziło. Ale w sumie to nie rozmowa  z Demeter mnie intrygowała lecz to jak bardzo się zafascynowałam półnagim ciałem "mojego kuzyna". Wiem, że nie powinnam o nim myśleć jak o mężczyźnie, ale niestety nie mogłam oprzeć się tej pokusie. Byłam bezsilna, a przynajmniej tak się czułam. Jego ciało to jeden wielki magnes na bay, normalnie jak przyciąganie ziemskie, nic nie możesz zrobić aby się temu oprzeć.
Imre
Plan Megan chyba się powiódł. Marco wraz z Norą wydawali się ze sobą szczęśliwi, choć nie byli parą, przeczuwałem jednak, że to się wkrótce zmieni. Zazdrościłem im i to bardzo, nie mogłem nadal sobie poradzić z myślą, że mojej ukochanej przy mnie nie ma lecz zdawałem sobie sprawę, że muszę skończyć z tym użalaniem się nad sobą. Bardzo chciałbym, aby moja Nel wróciła do świata żywych, aby znów stanęła przed mymi oczyma i spojrzała na mnie tak, że roztopiłbym się ze szczęścia, choć nawet byłbym szczęśliwy jeżeliby ona po prostu żyła nawet życiem, w którym nie było mnie. Chciałbym, aby ponownie się śmiała i była pośród ludzi, których kocha  i którzy kochają ja. Byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, gdybym miał świadomość, że ona jest gdzieś w świecie ludzi i żyje z dala od niebezpieczeństwa i tego co na nią je sprowadziło. Ta głupia świadomość z całą pewnością by mi wystarczyła. Postanowiłem już więcej się nad sobą nie użalać, tylko działać. Już nie mogłem wytrzymać tej samotności. Nie wyobrażam sobie bez niej już ani jednego dnia, godziny, a nawet minuty. Czym prędzej pospieszyłem do ogromnej biblioteki Olimpu i zacząłem wertować stronice książek dotyczących Pól Elizejskich. Praktycznie spędziłem tam cały dzień i pół nocy, a siedziałbym tam jeszcze dłużej, gdyby nie jedna z bliźniaczek Ateny:
- O Imre! Co ty tu robisz?

- Szukam. - Odparłem krótko ni odrywając się od jednej z miliona książek do przeczytania.
- Czego szukasz? - Zapytała się wścibsko.
- Czegoś ważnego, słuchaj, możesz iść? Wybacz, ale przeszkadzasz mi. 
- Ej, Imre, nie tak groźnie. Pytam się tylko. - Powiedziała i nastąpiła chwila ciszy po czym znowu się odezwała i podeszła do mnie - Może mogłabym ci jakoś pomóc?
- Wiesz, to BARDZO ważna sprawa i muszę jak najszybciej znaleźć odpowiedź. - Mruknąłem.
- Ale razem będzie szybciej! Uwierz. - Posłała mi delikatny uśmiech i się do mnie dosiadła. - Razem - Szepnęła pod nosem i wybiegła z biblioteki. Wolałem nie wiedzieć jaki pomysł zrodził się w jej głowie, lecz niebawem się przekonałem, gdy wróciła w towarzystwie prawie wszystkich ,,Boskich Dzieci". Zmarszczyłem brwi i zapytałem ją:
- Po co ich tu sprowadziłaś? Mają własne życie i sprawy do załatwienia.
- Obecnie nie mam nic do roboty. - Odparł Will. 
- My również. - Zaoferowali się Marco i Nora.
- Loren śpi, więc mogę być o nią spokojny. - Zapewnił mnie Hav.
- Emma sama poradzi sobie z szyciem. - Uspokoiła mnie Tessa.
- Ja ostatnio mam kłopoty ze snem. - Pochwalił się Aaron.
- A my jesteśmy rodziną. - Usłyszałem głos Megan i zauważyłem ją w drzwiach, jakby dopiero teraz weszła; uśmiechała się do mnie ciepło dodając mi otuchy.
- Ale jesteście pewni co do tego? - Upewniłem się.
- Tak!- Oznajmili zgodnie wszyscy chórem.
- Ale czego tak właściwie mamy szukać? - Zadała pytanie Nora
- Może to zabrzmi dziwnie i nierealnie... - Zacząłem nieśmiało. - Ale mam zamiar wydostać Nel z Pól Elizejskich. Wiem, że jest tam jej dobrze, ale może i jest to bardzo egoistyczne, lecz chcę, by była obok mnie. - Dokończyłem, na co wszyscy pokiwali ze zrozumieniem głowami.
Każdy wziął po kilka książek i zaczęliśmy szukać wszyscy razem. Po jakiejś godzinie zaczęły mi się kleić oczy ze zmęczenia, co zauważyła Tessa, która siedziała obok mnie:
- Marnie wyglądasz, idź spać Imre. My sobie jakoś poradzimy.

- Nie! - Odparłem stanowczo. - Ja MUSZĘ wiedzieć jak ją odzyskać!
- Jeżeli coś znajdziemy natychmiast cię zawiadomimy, a teraz idź spać. - Próbowała mnie przekonać, lecz ja dalej uparcie siedziałem z nosem w książce. Widząc, że sama nie da mi rady poprosiła Aarona, Marco oraz Hav'a by mnie siłą zaciągnęli do mojego pokoju. Szarpałem się jak wściekły kot wsadzony do worka, ale ostatecznie udało im się zawlec mnie do mej komnaty, powalić na łóżko i ściągnąć ze stóp skrzydlate trampki, które były prezentem od ojca. Podczas, gdy Aaron i Hav mnie trzymali Marco szukał w komodzie jakichś leków na sen. Gdy już je znalazł wsadził mi całą garść tabletek do buzi i zalał to wszystko wodą, co spowodowało, że zacząłem się krztusić i straciłem przytomność. Około dziewiątej rano obudziły mnie szmery, które otaczały moje łóżko:
- Może jeszcze chwile poczekajmy? Jest dosyć wcześnie. - Szeptała Nora.
- No co ty! To jest idealna pora, aby mu powiedzieć. - Mruknął Will.
- Chyba Will ma racje. - Przytaknął Hav.
- Powinien być zadowolony. - Wyszeptała Tessa.
- Przecież to całkiem dobra wiadomość, zobaczysz kochanie, będzie szczęśliwy.- Zapewnił Norę Marco, po czym potrząsną moim ramieniem- Te, śpiąca królewna, wstawaj.- Nie ruszyłem się; chciałem poznać jego reakcję.
- Nie rusza się! - Pisnął Aaron. - Mówiłem, że dałeś mu tego za dużo!
- Co za dużo!? Było w sam raz! - Bronił się Marco.
- A co jeżeli nigdy się nie dowie? - zapytała obecna już Loren
- Ja to bym bardziej się bał o reakcję jego ojca. - Powiedział Hav
- Ej, tępaku! Wstawaj brudna łajzo, Musimy coś ci powiedzieć! - Odparła Megan po czym zwaliła mnie z łóżka, a ktoś oblał mnie wodą. Wrzasnąłem zaskoczony i lekko zirytowany:
- Co wy na Zeusa wyprawiacie? - zapytałem tak jakbym dopiero teraz się obudził.
- Lepiej przeczytaj to. - Oznajmiła ma najukochańsza siostra i wepchnęła mi w mokre ręce książkę, w której było coś podkreślone jaskrawo pomarańczowym kolorem. Zacząłem czytać w myślach ,,Dawno, dawno temu, tak dawno, że sam czas nie pamięta, żył pewien młodzieniec, który nigdy nikogo nie kochał, aż do czasu, gdy w jego Królestwie Niebios pojawiła się kobieta, przez którą zapomniał o całym świecie. Kochał ją ponad wszystko, nigdy się nie rozstawali. Ich szczęście jednak dobiegło kresu, gdy na horyzoncie pojawił się mściwy i niegodziwy młodzian. Niszczył wszystko, co stało mu na drodze, również ludzi. I tak, gdy Niebiańska Kobieta stąpała po obszernej łące, pojawił się on, Niszczyciel. Zgładził ukochaną Niebiańskiego Króla i nieświadomy niczego cieszył się zwycięstwem nad Niebiańskim Królestwem, bo wiedział, że Król nigdy się nie pozbiera po stracie Najdroższej. I miał on rację. Niebiański Król opłakiwał swoją jedyna i ostatnią miłość, nie mógł znieść faktu, że jego szczęście dobiegło całkowitemu kresu. Nie wytrzymał straty i nie pogodził się z niesprawiedliwym losem swej miłości. Postanowił odzyskać ją za wszelką cenę. Zstąpił do najmroczniejszych czeluści świata i udał się na polane mroczności, aby odnaleźć Kwiat Życia, który nigdy nie zakwitł, którego moc mogła jedynie uaktywnić magia bogini wiosny. Zabrał jeden Kwiat z wielu i wrócił do Niebiańskiego Królestwa, jak i do królowej jego serca. Przez dotknięcie magią bogini wiosny, Kwiat Życia zakwitnął. Król jak najszybciej zabrał go do Niebiańskiej Królowej i włożył do jej ust kilka jego płatków. Królowa wróciła do życia jeszcze silniejsza niż przedtem, nieśmiertelna. Król nie mógł się nacieszyć powrotem ukochanej, a dzięki temu Niszczyciel został pokonany...". Przerwałem czytanie i zdałem sobie sprawę, że mogę uratować swoją ukochaną!
Rzuciłem książką gdzieś w bok oraz czym prędzej nałożyłem swe skrzydlate buty i co sił pognałem do Hadesu. Tam mógł znajdować się ów Kwiat Życia. Gdy wreszcie pojawiłem się przed drzwiami domu mego przyjaciela drzwi otworzył mi jeden z kamerdynerów, a ja wbiegłem do środka, omal go nie taranując. Szybko odnalazłem drzwi, które prowadziły do pokoju Persefony, lecz nagle zatrzymałem się, gdyż usłyszałam dochodzące mnie damskie głosy, które z całą pewnością należały do Demeter oraz jej córki:
- Demeter, już nie dam rady dłużej być Persefoną, nie chcę już dłużej okłamywać osób, które są wobec mnie szczere.- Powiedziała smutnym głosem bratanica Hadesa; coś mi tu nie pasowało... Nagle na korytarzu pojawił sie Mordred, który już szykował się do zwrócenia mi uwagi, lecz ja przyłożyłem palec wskazujący na ustach oznaczający, by nic nie mówił i gestem przywołałem go do siebie. Teraz obaj wsłuchiwaliśmy się w ich rozmowę:
- Ale moja droga, wytrzymaj jeszcze niecałe 4 miesiące, a spotka cię zasłużona nagroda. Czy chcesz, aby cukiernia po twoich rodzicach zbankrutowała? Ma córka świetnie sobie radzi w ludzkim świecie. - Uspokajała ją Demeter
- Nie chcę, aby zbankrutowała, a tutaj jest mi aż nazbyt dobrze. Ale nikt z tych wszystkich bogów i półbogów nie zasługuje na to by być okłamywanym. To nie jest słuszne.- Sprzeciwiła się Persefona, która nią nie była
- Nic na tym świecie moja droga Leno nie jest słuszne, chociażby śmierć twoich rodziców nieprawdaż? Więc proszę, zostań moją córką na wyznaczony okres czasu, a będziesz mogła odzyskać to co jest już stracone
- Nie wydaje mi się żebyś mogła zwrócić życie moim rodzicom, ale sama poprosiłam cię o pomoc i zawarłam z tobą umowę. Dobrze, pozostanę Persefoną na ustalony okres, ale musisz mi obiecać, że gdy przestanę nią być, cukiernia rodziców będzie w doskonałym stanie.
- Co do cukierni masz całkowitą rację, a co do rodziców... W tej sprawie musiałabyś się porozumieć z Hadesem. Może mógłby załatwić ci rozmowę z nimi. W każdym razie cieszę się, że będziemy mogły dalej współpracować.
- Więc nic już nie można zrobić, przykro mi z tego powodu moja droga. Wybacz, ale teraz muszę cię opuścić i wrócić na ziemie, by kontrolować poczynania mej nierozważnej córki. Do zobaczenia następnym ra ... - nie dokończyła, bo w tym momencie przez drzwi wpadł wściekły Mordred:
- Co tu do kurwy nędzy się wyprawia?! - Wrzasnął na zdezorientowane boginie, a ja dyskretnie wszedłem chwile po nim.
- Witaj Mordredzie. - Rzekła spokojnym głosem Demeter tak jakby nigdy nic- Czegóż tak podnosisz głos na swą ciotkę? Słuch mam jeszcze dobry.
- Nie ty jedna. - Warknął mój przyjaciel, a ja popatrzyłem na wystraszoną, a za razem zmartwioną ,,Persefonę". Podszedłem do niej i zacząłem z nią rozmawiać, podczas gdy Mordred kłócił się z Demeter.
- Więc masz na imię Lena, tak?- Zapytałem przyjaznym,a za razem ostrożnym głosem
- Tak. To ja. Jest mi na prawdę przykro, że tak wyszło.- Po jej rumianym policzku pociekła łza, a ja uchyliłem się przed lecącym wazonem, który rozbił się o ścianę za nami.
-Wiesz, ja tam zły nie jestem. W każdym razie miło mi cię poznać.- Posłałem jej delikatny uśmiech, a ona się uśmiechnęła i się do mnie przytuliła, a ja się zarumieniłem. Poklepałem ją przyjacielsko po plecach i wyprowadziłem z pokoju.- Możesz tu zostać? Tam aż roi się latających rzeczy i wrzasku.- Zostawiłem ją na korytarzu i wróciłem z powrotem do pokoju, by uspokoić Mordreda:
-Ej, stary, już spokojnie.- Podszedłem do niego ostrożnie jak do wściekłego byka i oberwałem automatycznie z liścia w lewy policzek. To zaczynało mnie irytować. Postanowiłem go ,,uśpić". Lekko uszczypnąłem jego kark, a on osunął się bezwładnie na podłogę głośno chrapiąc.
-Dziękuję potomku Hermesa.- Odparła Demeter
-Bardzo proszę, Pani.- Odrzekłem elegancko i się ukłoniłem.- Czy mógłbym zadać Pani pytanie?
-Bardzo proszę.
-Gdzie znajdę Kwiat Życia?- Na te słowa bogini zrobiła zmieszaną minę
-Skąd o nim wiesz?
-Wyczytałem w książce. Bardzo proszę o pomoc, gdyż ma najmilsza zmarła i obecnie znajduje się na Polach Elizejskich, do których nie mam dostępu. Czy jest może jakiś sposób, by ją z tych Pól wydostać?- Zapytałem z nadzieją w głosie
-Znam coś lepszego niż Kwiat Życia mój drogi.- Rzekła Demeter- Powiedz mi tylko, jak twa ukochana ma na imię.
-Nel.
-A nazwisko?
-Nie wiem, nigdy mi go nie mówiła. Ale jest niską blondynką o zielonych oczach i dobrym sercu.- Opowiedziałem jej w skrócie o wyglądzie Nel.
-Dobrze. Poczekaj tu na mnie.- Wypowiedziawszy to rozpłynęła się w powietrzu, a ja zostałem w pokoju sam z chrapiącym Mordredem. Zza drzwi wyjrzała Lena w ciele Persefony:
-Możesz wejść.- Odparłem
-Co mu zrobiłeś?- Zapytała niepewnie
-Nic takiego, teraz śpi, więc myśle, że w takim stanie nie zdemoluje ci pokoju.
-Dziękuję Imre.
-Za co?
-Za to, że mnie zaakceptowałeś. Za to, że nie zareagowałeś tak jak Mordred. Za to, że...- Nie potrafiła dokończyć
-Że nadal cie lubię?- dokończyłem, a ona pokiwała głową- Wiesz, chyba wolę ciebie od Persefony. Na początku wiedziałem, że jest z tobą, w sensie z Persefoną coś nie tak. Była zbyt nieśmiała i za bardzo lubiła książki, chociaż muszę przyznać, że całkiem nieźle ci poszło.- Pochwaliłem ją
-Dziękuję.
-Fuck!- Usłyszeliśmy jęk Mordreda, który już się przebudzał.
-Żyjesz?- Zapytałem rozbawiony
-Nie, wiesz, umarłem.- Odrzekł poirytowany- Ktoś cie prosił o usypianie mnie?
-Policzek mnie zabolał.- Odpowiedziałem spokojnym tonem, a on zauważył, że prawie cały lewy bok miałem bordowy
-O ja, sorry. Ja tak odruchowo. To nie było celowo!
-Przecież wiem.
-Uff.- Uspokoił się, lecz nie na długo, bo gdy zobaczył Lenę/ Persefonę znów wpadł w szał- Ty dziwko! Kim ty do cholery jesteś?!- Wiedziałem, że Lena czuje się okropnie, postanowiłem ją jakoś wesprzeć
-Uspokój się. To jest dama. Masz się do niej zwracać tak jak wcześniej!- Odpowiedziałem mu ostro, a on automatycznie się zamknął, gdyż wiedział, że jak jestem zły lepiej ze mną nie zadzierać- Nazywa się Lena, a resztę chyba sama ci opowie. -Puściłem w jej kierunku oczko, a ona zaczęła nam o sobie opowiadać. Gdy wreszcie skończyła oboje byliśmy skołowani. W każdym razie Moredred teraz lepiej przyjął do siebie te informacje i zaczął normalnie rozmawiać:
-Więc straciłaś rodziców?
-Tak, w wypadku samochodowym.
-Współczuję ci.- Odwrócił od niej wzrok i wpatrywał się w dywan, po którym walały się kawałki wazonu
-Coś Demeter długo nie wraca...- Zauważyłem
-I lepiej niech tak zostanie.- Warknął Mordred, a ja posłałem mu mordercze spojrzenie
-Jest mi potrzeb...- Nie dokończyłem, bo w pokoju pojawiła się ów bogini w towarzystwie Nel. Wszyscy byliśmy zaskoczeni i zamurowani. Nie mogłem się ruszyć, gdyż w jednym momencie me ciało ogarnęło szczęście nie do opisania. Po chwili ciszy zacząłem się uśmiechać w kierunku mojej małej, ślicznej Nel. Zrobiłem pierwszy krok pomimo iż moje nogi były ciężkie jak z ołowiu. Jak się okazało to Nel podbiegła do mnie i rzuciła się w me objęcia. Tuliłem ją jak najmocniej umiałem, bojąc się, że mogę ją w każdej chwili utracić. Po mych policzkach zaczęły płynąć łzy, oczywiście te ze szczęścia. Popatrzyłem na Demeter, która kiwnęła głową po czym podeszła do Leny i obie zniknęły. Nie miałem bladego pojęcia co się dalej wydarzy, z resztą nie obchodziło mnie to. Miałem Nel i to w zupełności mi wystarczało.

środa, 6 stycznia 2016

Rozdział 30

Lena
Dzisiejsza wizyta na Olimpie należała do dość przyjemnych, zważając na to, że mało brakowało, a miałabym stłuczkę z Aresem. To było naprawdę tragiczne przeżycie,  bo strasznie się go bałam jak i tego, że może  się dowiedzieć iż nie jestem prawdziwą Persefoną. Od czasu do czasu patrzył się na mnie, a raczej przeszywał mnie wzrokiem, że aż  chciałam od niego uciekać. Oczywiście nie obyło się bez dowiedzenia się paru pikantnych rzeczy. Kto by powiedział, że z Aresa wychodzi czasami taki gaduła. Najciekawszą zdobytą przeze mnie informacją było to, że wkrótce odbędzie się ślub dwojga boskich dzieci. Niestety nie wydusiłam z niego większych konkretów, ale ja miałam swoich faworytów. Ale to na razie zachowam w tajemnicy.


Mordred
Persefona poszła gdzieś, a ja zostałem sam w tej dziurze, nazywanej potocznie moim domem. To było nie do wytrzymania. Strasznie irytował mnie fakt, że ona robiła coś nad czym nie miałem kontroli i nie mogłem jej w żaden sposób ochronić przed niebezpieczeństwem ze strony drogiego Aarona, który bez przerwy się ślini na jej widok. To takie wkurwiające. Zazdroszczę mu w sumie tej możliwości, iż może na nią patrzeć, kiedy tyko chce. Zazdroszczę mu, że może z nią spędzać wolny czas, rozmawiać o wszystkich i wszystkim oraz może ją dotykać, a ona nie będzie się pytała o powód tego gestu. Tak cholernie mu zazdrościłem, że aż mnie nosiło. Miałem ochotę coś unicestwić, na czymś się wyżyć, za bardzo buduje się te napięcie wewnątrz mnie.
Udałem się do siłowni, którą sobie sam urządziłem i zacząłem ćwiczyć na sprzęcie. Rozładowywałem cały gniew, który w sobie trzymałem i więziłem przez te wszystkie dni. Wszystkie moje myśli krążyły wokół Persefony i nic na to nie mogłem poradzić, musiałem wytrzymać fakt, że jej obraz cały czas pojawia się w mym umyśle i nie daje mi normalnie funkcjonować.Tylko tyle trzeba, aby zatruć mi życie, a przecież to byle błachostka. Czułem się do dupy z tym wszystkim. Po cholere mi takie uczucia, gdy muszę sobie jeszcze znaleźć żonę, aby zadowolić ojca. Nic się teraz nie trzyma kupy, nawet łeb, który pęka mi w tej chwili. Najchętniej wyłączyłbym się z całego świata, nic nie czuł i był wolny jak ten ptak, który gdzieś tam se lata i ma wszystko to przez co teraz przechodzę w głębokim poważaniu. Jak mnie to wpienia. Heh.
Jej nadal nie było w zamku, a ja już dostawałem sraczki od tego zamartwiania się o nią. Jak ona może być taka lekkomyślna, nie mówiąc nikomu gdzie idzie albo chociaż kiedy wraca. Nigdy nie zrozumiem kobiet, ale chociaż powinny brać pod uwagę drugą osobę, na przykład mnie.
Drzwi stuknęły o siebie, co oznaczał, że ktoś wszedł do środka zamku. Już ie wiedziałem czy mam skakać z radości czy być wkurzonym na Persefonę. Zszedłem na dół, a mym oczom ukazała się kobieca sylwetka. Jej widok sprawił,że cały gniew ze mnie uszedł, a przybyła chęć chwycenia jej w ramiona i wyznania jej jak się o nią strasznie martwiłem, ale nie mogłem tego zrobić, zdawałem sobie sprawę z licznych konsekwencji swego haniebnego czynu i od razu skarciłem się w myślach, za to że w ogóle pomyślałem o niej inaczej jak o kuzynce.
Cóż, nie tylko myśli dawały mi znak, że jej pragnę, ale już o tym nawet nie powinienem wspominać. Całe moje ciało wyrażało pociąg do jej postaci. Hehe ...


Nel
Zanim Persefona, a właściwie Lena mnie opuściła poruszyłam pewien temat:
- A pamiętasz mój naszyjnik od Marco?
- Oczywiście, że tak!
- Uf, już się bałam, że zapomniałaś.- odetchnęłam z ulgą- Szukałaś już adresata tej wiadomości?
- Wcześniej szukałam, lecz niczego nie znalazłam. Dzięki, że mi przypomniałaś. Postaram się dzisiaj czegoś poszukać.- podziękowała i powoli wstała
- Już idziesz?- zapytałam zdziwiona
- Tak, już jest późno.
- Na prawdę? Och, faktycznie. Wybacz mi, że zmarnowałam ci cały dzień.- przeprosiłam nieśmiało
- Nic nie szkodzi, jak chcesz mogę wpaść za dwa dni i zdać ci raport z poszukiwań.
- Oczywiście!- wykrzyknęłam uradowana
- No to świetnie. Do zobaczenia jutro.- jakoś odruchowo uściskałam ją i się pożegnałyśmy.
Wciąż nie odzywałam się do Tristana. Starannie go unikałam zarówno rano jak i wieczorem. Nie lubiłam, gdy ktoś podnosił na mnie głos. Zawsze wtedy przypominała mi sie moja matka. Niestety dzisiaj akurat nie udało mi się przechytrzyć Norwega:
- O Nel! - zawołał z ulgą w głosie - Dawno się nie widzieliśmy...
- Tak. - tylko tyle wydusiłam z siebie
- Jesteś na mnie obrażona?
- Nie...
- Przecież widzę, że nie masz ochoty ze mną rozmawiać.
- To prawda.- odparłam odruchowo wbrew swojej woli - To znaczy...
 - Ech, na prawdę jest mi przykro, że tak się stało. Proszę, tilgi meg. (Wybacz mi.)
- Mogłabym opowiedzieć ci pewną historię?- zapytałam ze spuszczoną głową.
- No dobrze.
- Zaraz po śmierci taty moja mama stała się bardziej surowa. Codziennie krzyczała na mnie. Wmawiała mi, że jeżeli nie wezmę się w garść nigdy na nikogo porządnego nie wyrosnę. Czasami działo się tak, że gdy płakałam uderzała mnie i kazała przestać. Starałam się uspokajać, ale nie zawsze mi to wychodziło. W końcu zaczęłam ukrywać przed nią to co czuję, byłam posłuszna. I tylko po to by nie podnosiła na mnie głosu...
-Ojej. Jeg visste ikke! (Nie wiedziałem!) Na prawdę przepraszam.- padł na kolana i przytulił się do mojego pasa; po policzkach leciały mu łzy
-Boże, Tristan... - czułam się zawstydzona i zagubiona; co ja mam zrobić? Wbrew swej woli przeczesałam swoją dłonią jego blond włosy, a drugą położyłam mu na ramieniu by dodać otuchy. -To ja powinnam przeprosić. Niczego nie wiedziałeś. Nie powinnam była się na ciebie obrażać.- podniósł swą zapłakaną twarz do góry i spojrzał mi w oczy
-W ogóle nie powinienem był być dla ciebie niemiły. - wtulił swoją głowę w mój brzuch, a mi chyba wątroba się przekręciła, jeszcze żaden chłopak nie przytulał się do mnie w ten sposób!
- Może już wstań, zapewne dziwnie to wygląda z daleka.- zaproponowałam, a on posłusznie wstał
- Jeszcze raz przepraszam.- odparł wycierając ostatnie łzy
- Nic się nie stało. - pocieszyłam go - Może wrócimy ,,do domu"?
- Jasne. Chodźmy.
I wróciliśmy do krzaku róży. Uścisnął mnie serdecznie, życzył miłych snów i w postaci eterycznych dusz weszliśmy każde do swojego mieszkanka. Dosyć szybko zasnęłam w dobrym humorze. Oby Lena znalazła tego, kto napisał ten ,,list" na krysztale naszyjnika...


Lena
Gdy wróciłam do mojego tymczasowego lokum, postanowiłam się rozejrzeć za komnatą, w której był uwięziony bóg z naszyjnika. Zaczęłam poszukiwania od miejsca, w którym ostatnio skończyłam czyli niedaleko od siłowni Mordreda.
Drzwi, którymi wtedy weszłam, były teraz uchylone, co oznaczało, że ktoś już tutaj był. Podążyłam schodami, które teraz były idealnie sprzątnięte, nie było na nich ani grama kurzu, co strasznie mnie zdziwiło. Ostatnim razem, gdy tu byłam, wszystko wyglądało tak, jakby nikt tam nie sprzątał od wielu wielu lat.
Droga, którą przebyłam po schodach była zakończona mosiężnymi drzwiami, których bez klucza nie dało się otworzyć. Przynajmniej  tak mi się zdawało, bo gdy lekko popchnęłam je, poruszyły się i ukazały ogromne pomieszczenie. Było ono dość nowocześnie umeblowane, ale nie posiadało telewizora, laptopa ani innego tego typu sprzętu oprócz wieży stereo i radia najwyższej generacji. Kolory przeważające w pomieszczeniu były ciemne oraz nie było żadnego okna. Jak więzienie. ,,Kto dałby rade tu mieszkać?!" zapytałam samą siebie w myślach. To wręcz niedorzeczne! Zrobiłam krok do przodu i nagle coś poruszyło się w ciemności. Szybko cofnęłam swój krok i już miałam zamiar uciekać, gdy w pomieszczeniu rozbrzmiał delikatny niczym chińska porcelana głos:
- Nie jesteś moją pokojówką, prawda?
Nie wiedziałam co robić. Zamurowało mnie. Jednak ktoś tutaj mieszkał! Zapewne prezentował się gorzej niż bezdomny. Postanowiłam przełamać strach i zbliżyłam się w kierunku głosu:
- Kim jesteś? - zapytała postać łagodnie z nutą niepewności
- Mam na imię Persefona. - przedstawiłam się i nastała niezmącona cisza. Słyszałam jak ta druga osoba głośno przełyka ślinę i po chwili wstaje ze skrzypiącego łóżka. Zbliża się do mnie, z każdym krokiem jest co raz bliżej, aż w połowie drugi przystaje i w świetle księżyca ukazuje swe oblicze.
Chłopak, bo tej płci była owa postać na oko wygląda na siedemnaście lat. Jest ubrany w śnieżnobiałą koszulę i tego samego koloru jeansy. Nawet włosy ma białe. Gdy wreszcie podnosi głowę mam okazję zobaczy jego twarz, która jest równie delikatna jak głos. Zdecydowanie jest najpiękniejszą istotą jaką widziałam. Widzę jego oczy. Ma zamglone źrenice. O Boże! On jest ślepy! Mało nie zemdlałam z szoku. Jak ślepy chłopak może sam mieszkać w takim miejscu?
- Nie jesteś Persefoną. - odparł spokojnie chłopak przeczesując swe białe niczym śnieg włosy - Jesteś kimś zupełnie innym. Kimś wyjątkowy. Kimś, kogo znam na wylot. Kimś kto nawet nie domyślał się mojego istnienia czy nawet losu.
- Ale ja na prawdę mam na imię Persefona. - upierałam się; jedyną osobą, która w tym świecie znała moją prawdziwą tożsamość była Nel (i w sumie nadal jest) i wolę, by tak zostało.
- Nie jesteś Persefoną! - powiedział stanowczo- Ona inaczej rozmawia z innymi niż ty. Och, wybacz, nawet nie przedstawiłem się. Mam na imię Lucas. - zgrabnie się przede mną ukłonił i niemym wzrokiem spojrzał na mą twarz, jakby chciał mi się przyjrzeć.
- Miło mi cię poznać. - rzekłam w końcu onieśmielona; nie wiedziałam co dalej robić. Skąd on wiedział, że nią nie jestem? Co z tego, że inaczej mówię niż ona, przecież mam jej ciało i wspomnienia. Może powinnam mu wyjawić prawdę? Czy może lepiej dalej się upierać przy swoim? Miałam jeden, wielki mętlik w głowie.
-Może usiądziesz? Dawno tu nikogo nie gościłem.- odparł z radością w głosie i ręką pokazał mi kanapę, której nawet nie widział. Posłusznie na niej usiadłam i wpatrywałam się w to co on robił. Pewnym krokiem podszedł do małego stolika na kawę i sprawnie otworzył paczkę ciasteczek. Wszystkie wyłożył elegancko na talerzu. który mi podał.- Częstuj się śmiało. Już od jakiegoś czasu mi się przejadły.- ostrożnie wzięłam jedno ciasteczko i je spróbowałam. Nie było takie złe. Podczas, gdy wcinałam ciasteczka Lucas z gracją nalał nam soku do krystalicznie czystych kieliszków. O dziwno nie rozlał ani kropelki! Musiał być ślepy od dłuższego czasu skoro tak dobrze się tutaj orientował. W końcu usiadł na tapczaniku obok mnie i zaczęła się interesująca rozmowa:
- Więc jak u twoich rodziców Leno?- zamurowało mnie; nie dość, że wiedział jak mam na imię to znał też moim rodziców! Kim do licha jest ten chłopak?
- Skąd wiesz jak mam na imię?
- Wystarczająco długo cię obserwowałem, bym mógł zapomnieć jak się nazywasz lub jak wyglądasz. - odrzekł spoglądając pustym wzrokiem przed siebie
- Przecież ty jesteś ślepy!- zauważyłam i szybko pożałowałam swej odpowiedzi; a co jeżeli go zraniłam?
- Tak, to prawda, ale kiedyś nie byłem. - odparł spokojnym głosem jak zawsze; zapewne mógłby zaprzyjaźnić się z Imrem.
- To przykre...
- Cóż, teraz jestem przyzwyczajony do ciemności, a inne zmysły mi się wyostrzyły, więc chyba nie jest tak źle.
- Nie rozumiem, jak możesz wytrzymywać dwadzieścia cztery godziny w istnych ciemnościach...
- A mam inne wyjście? - zapytał i zaczął macać już pusty talerzyk, na  którym przed kilkoma minutami znajdowały się ciasteczka - O, widzę, że już je zjadłaś, przyniosę następne...
- Nie! Nie trzeba. - wypaliłam, ale zaraz się skarciłam w myślach, przecież on tutaj nikogo oprócz pokojówek nie gości, jestem jego pierwszym gościem!
- Ale mogę ci dać inne jeśli te ci nie smakują! - rzekł zatroskanym głosem po czym zerwał się z kanapy jak poparzony i zaczął szukać innych.
- Lucas, proszę, przestań. Nie musisz szukać innych. Przez ciebie nie zjem obiadu.
- To ty tu mieszkasz? - przestał szukać ciastek i znieruchomiał
- No tak, przecież jestem zamieniona ciałami z Persefoną.
- Serio? - podszedł do mnie i chwycił lewy nadgarstek; zaczął jeździć po nim palcem tam i z powrotem co sprawiało mi łaskotki- Tak, to jest ciało Persefony.- oznajmił po tych oględzinach
- Jestem tu tylko na pół roku, później znowu będę zwykłą Leną.
- Już ci mówiłem, nie jesteś zwykła! - podniósł głos.
- No dobrze, dla ciebie może i jestem niezwykła, ale dla innych jestem taka jak każdy inny człowiek.
- Cały świat nie musi cię kochać, wystarczy, że czyni to jedna osoba...
- Piękny cytat.
- Wiem... - chciał coś powiedzieć, lecz nagle zesztywniał - Musisz się szybko ukryć, moja pokojówka tutaj idzie!
- Przecież nic nie słychać. - zaprotestowałam i wsłuchałam się w cisze, którą przerywał delikatny stukot obcasów o marmurowe schody.
Szybko ukryłam się za drzwiami, a Lucas posprzątał kieliszki oraz zaczęte ciastka i położył się na łóżku; udawał, że śpi. Do pokoju ku mojemu zdziwieniu weszła Liz, ma wierna służąca, a właściwie służąca Persefony. Delikatnie stawiała kroki, by nie obudzić ,,śpiącego" Lucas'a. Położyła tackę z jedzeniem na etażerce koło jego łóżka i bezszelestnie odeszła zamykając za sobą drzwi.
Od momentu zamknięcia się drzwi chłopak zerwał się na równe nogi po czym zaczął sprawdzać zawartość srebrnej tacy.
- Nigdy nie słyszałam, by ktoś oprócz Hadesa, Mordreda oraz pokojówek przebywał w tym domu...
- Bo utrzymują to w tajemnicy.- powiedział Lucas jedząc udko kurczaka - O mnie wiedzą tylko moja matka - Selene, ojciec oraz pokojówka Persefony, która mnie odwiedza, gdy moja kuzynka jest w Hadesie.
- Zaraz, to Persefona jest twoją kuzynką? - zamarłam ze zdziwienia.
- Tak, a Mordred jest mym przyrodnim bratem.
- Czyli twoim ojcem jest... - nie dałam rady tego z siebie wykrztusić
- Hades. - odparł z goryczą w głosie.
Właśnie odkryłam coś czego prawdopodobnie nie powinnam była odkrywać ...


czwartek, 10 grudnia 2015

Rozdział 29

Imre
Cały dzień przeleżałem w łóżku. Praktycznie nie miałem nic do roboty. Rzadko wychodziłem z pokoju, by nie oszaleć. Dziś miałem zamiar dotlenić się i wyjść na krótki spacer. Delikatnie uchyliłem drzwi i jak na rozkaz przed nimi pojawiła się ma zacna siostra Megan:
- Czego chcesz? - zapytałem znużonym głosem.
- Niczego debilu. - warknęła i bez pukania wtargnęła do mego lokum - Ale masz tu syf! - oburzyła się - Kiedy ostatnio tu sprzątałeś?
- Pytam się jeszcze raz: czego chcesz?- obdarzyła mnie tak jakby zatroskanym wzrokiem?
- Słuchaj, bo jest sprawa ... - zaczęła.
- Wiedziałem! - wykrzyknąłem.
- Niee, nie chodzi o mnie. - próbowała mnie uspokoić, tak na prawdę to nikt nie zdawał sobie sprawy, jak ona potrafi mnie szybko wyprowadzić z równowagi - Miałam nikomu nie mówić, ale ty się zmieniłeś w pustelnika i wydaje mi się, że odpowiednio doradzisz w tej sytuacji ...
- W jakiej sytuacji?
- Nooo ... - nie mogła z siebie nic wydusić - Bo Nora zakochała się w Marco, ale on jej nie dostrzega i dziewczyna jest załamana, że on się nią nie interesuje i błagam pomóż. - wyrzuciła z siebie ten cały potok słów jednym tchem.
- Och. - nie miałem pojęcia jak to skomentować - Czekaj, wyjaśnij mi wszystko powoli. - zaproponowałem
- Kurna. Której części mej kurewsko pięknej wypowiedzi nie zrozumiałeś?- zapytała zirytowana
- Może powiem co zrozumiałem: Nora zakochała się w Marco, ale on się nią nie interesuje.
- No brawo durniu, przynajmniej zrozumiałeś podstawowe informacje. - pochwaliła mnie
- I co ja mam niby mieć z tym wspólnego?
- Masz pomóc nam w tym by Marco zakochał się w Norze.
- Jak to wam?
- Nooo mi i Aaronowi.
- Ech, jeżeli o ciebie by chodziło to nawet bym palcem nie kiwną, ale skoro chodzi o naszą małą Norę oczywiście pomogę.
- Yes! - wrzasnęła podekscytowana
- No już cicho. - nakazałem - W jaki sposób mam wam pomóc?
- Tak szczerze?
- Nie, wiesz, okłam mnie.
- Hah, poczucie humoru nigdy cie nie opuszcza braciszku. - zaśmiała się - Mieliśmy pomysł byś pogadał trochę z Marco i byście się natknęli w ogrodach na Norę, która by potrzebowała pomocy...
- Zaraz, zaraz. A co jeżeli Marco będzie mi kazał jej pomóc?
- O tym już pomyślałam. - rzekła i z sadystycznym uśmiechem chwyciła mnie za nadgarstek i wykręciła go w nienaturalny sposób, mój krzyk rozniósł się po całym Olimpie, a przynajmniej odniosłem takie wrażenie.
- Ty wstrętna cholero! Jesteś chorą sadystką! Cholerna idiotka! W kogo się wdałaś? - wydarłem się na nią.
- Ja też ciebie lubię. - odwróciła się i zaczęła szperać w mojej komodzie - Gdzie łajzo trzymasz jakieś opatrunki?
- Ostatnia szuflada po prawej. - mruknąłem siedząc już na kanapie trzymając się kurczowo za nadgarstek.
- Oj, no nie płacz. Do wesela się zagoi. - pocieszała mnie.
- Pytanie do czyjego, bo na pewno nie do mojego. - wypowiedziałem te słowa z goryczą i potężnym skurczem serca.
- Do wesela Nory i Marco oczywiście. - zignorowała nutę goryczy w mym głosie.
- Pewnie. - prychnąłem.
- No i gotowe. - w końcu udało jej się zabandażować mą dłoń - A teraz leć do Marco i namów go na spacerek po ogrodzie. - wypowiedziawszy te słowa niczym eteryczna istota zniknęła za drzwiami prowadzącymi na korytarz.
Nie wiedziałem dlaczego akurat do mnie przyszła z tą nietypową prośbą. Dobrze wiedziała, że Marco za mną nie przepada i prędzej byśmy się pozabijali niż spełnili jej chory plan. Czemu ja zawsze muszę być tym dobrym bratem, a później jestem pokrzywdzony? Jak to się mówi ,,Jeżeli masz miękkie serce musisz mieć twardą dupę". Coś w tym jest ...
Gdy wreszcie stanąłem przed pięknie rzeźbionymi drzwiami rozmyślałem nad powodem mych odwiedzin. Nic innego mi nie przychodziło na myśl jak Nel. Zapukałem z nadzieją, że nikogo nie zastanę, lecz chyba los wolał by było inaczej. Ku mojemu zdziwieniu Marco wyglądał niezwykle podobnie do mnie w pierwszych dniach po stracie tej uroczej osóbki. Muszę przyznać, że zrobiło mi się go żal:
- Witaj. - przywitałem się.
- Którego dzisiaj mamy? - zamiast powitania zmęczonym głosem zadał mi pytanie.
- Sam nie wiem, dni mi się zlewają. - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
- A tak w ogóle to czego chcesz? - znów zadał mi pytanie.
- Chcę z tobą porozmawiać, gdyż ty jedyny mnie zrozumiesz ... - odpowiedziałem nieśmiało.
- Wchodź. - nakazał, lecz szybko się sprzeciwiłem.
- Wolałbym pochodzić trochę po ogrodzie. Dosyć dawno nie przebywałem na świeżym powietrzu.
- Dla mnie bez różnicy. - rzucił obojętnie po czym wyszedł ze swojej nory zwanej pokojem.
Szliśmy i w miarę możliwości staraliśmy się rozmawiać ze sobą w kulturalny sposób:
- Jak ty to wytrzymujesz? - zapytał mnie znienacka.
- Co wytrzymuję? Samotność? Pustkę w sercu? Otóż mój kolego ja tego nie wytrzymuję.
- Ale wydajesz się być zawsze taki opanowany ...
- Wcale nie. - mruknąłem i pokazałem mu zabandażowany nadgarstek, który wykręciła mi ta wstrętna pokraka zwana moją siostrą.
- Samo okaleczanie? Pomaga ci? - zapytał zaciekawiony.
- Na krótko. - wypowiadając te słowa odwróciłem twarz, by Marco nie dostrzegł, że kłamię
- Ciekawe ... Imre, a jeżeli byłaby taka możliwość, co byś robił by znów ją zobaczyć, przytulić? - zapytał jakby z nadzieją.
- Wszystko. - westchnąłem - Oddałbym swoją duszę, serce, ciało, a nawet siostrę.
- Wiesz, ja ... - nie dokończył, gdyż w tejże błogosławionej chwili usłyszeliśmy rozdzierający krzyk Nory. Oboje popatrzyliśmy pytającym wzrokiem na siebie i pobiegliśmy w stronę skąd dochodził głos dziewczyny. Jak się okazało niechcący weszła w pułapkę i teraz zwisała na linie głową w dół:
- O Imre, Marco! Jak dobrze was widzieć. - uśmiechnęła się.
- Nam również. - mruknąłem.
- Co u was słychać? - zapytała jakby nic się nie stało.
- A nie przeszkadza ci to, że zwisasz na linie głową w dół? - zapytał uszczypliwie Marco.
- Tylko troszkę.
- Może ją ściągniemy? - zaoferowałem.
- No dobra. - zgodził się.
- Ty ją przytrzymaj, a ja znajdę coś ostrego i przetnę line. - po czym zniknąłem za najbliższym krzakiem i mało nie nadziałem się na ostry jak brzytwa nóż. Aaron jękną z przerażeniem wymalowanym na swej przystojnej twarzy i zadał mi pytanie:
- Nic ci nie jest?
- Nie, ale na przyszłość uważaj z tym nożem. - ostrzegłem i już chciałem go wyminąć, gdy się odezwał.
- Megan kazała mi przekazać tobie ten nóż... - rzekł nieśmiało spoglądając na lśniące ostrze
- Ach tak? - zapytałem z udawanym zdziwieniem i wziąłem od niego ostry przedmiot - Dziękuję i przekaż jej by wieczorem mnie odwiedziła. - po czym ruszyłem z powrotem do Nory i Marco. Gdy wreszcie doszedłem pod drzewo zauważyłem, że Wieszak (tak nazywam Marco od czasu do czasu) trzyma tę jakże delikatną istotę w swych ramionach, a jej stopa jest prawie bordowa od zaciśniętego na niej sznura. Czym prędzej odciąłem linę od drzewa po czym zacząłem delikatnie piłować węzeł przy nodze dziewczyny. Na szczęście nie wyrządziłem jej krzywdy, lecz jak się okazało miała skręconą kostkę i nie mogła chodzić. Nie chcąc nieść Nory (nie to, że mi się nie chciało, ale skoro mieliśmy ich do siebie zbliżyć musiałem to zrobić) wymigałem się spotkaniem z kimś ważnym przy okazji dając polecenie, by zaniósł biedną brunetkę do jej pokoju po czym szybkim krokiem opuściłem ogrody. Słońce zaczynało zachodzić. Na niebie malowały się wszelkie odcienie niebieskiego, ale przeważnie królowała barwa indygo. Przed drzwiami do mego pokoju stała zniecierpliwiona Megan:
- I co? I jak poszło? - dopytywała się.
- Wiesz, że skręciłaś Norze kostkę? - zapytałem.
- Serio? Myślałam, że nic jej nie będzie. - rzekła zatroskanym głosem.
- No coś podobnego! - klasnąłem w dłonie, ale szybko pożałowałem tego, gdyż mój skręcony nadgarstek dał mi się we znaki.
- Ja na prawdę ... - w jej głosie słychać było skruchę oraz smutek.
- Pociesze cię informacją, że Marco ją trzymał na rękach i ciągle się na nią gapił. A i kazałem mu odnieść ją do jej pokoju.
- Na prawdę? - wrzasnęła wstrząśnięta - Imre, jesteś aniołem! - z radością przytuliła się do mnie prawie nie łamiąc mi przy tym kręgosłupa i żeber - Jesteś najlepszym bratem na świecie. - mruczała, a ja byłem obojętny na jej miłe słówka.
Gdy wreszcie raczyła się ode mnie odkleić skacząc poleciała w stronę pokoju Nory. Wieczór miałem spędzić w samotności, lecz jak się okazało ktoś mnie odwiedził...


Lena
Nie wiem jakim cudem, ale posiadłam zdolność samodzielnego teleportowania się w różne miejsca, w prawdzie to zaczynałam myśleć, że Hades podarował mi ten dar i ogromnie byłam mu wdzięczna za to. Wspaniałym uczuciem było ekspresowe przemieszczanie się z jednego miejsca w inne. 
Dotarłam do pokoju Imrego bez większego problemu i zapukałam do drzwi sypialni chłopaka. Przez chwilę nikt nie odpowiedział, ale czekanie nie było za długie, gdyż spotkałam młodzieńca na korytarzu, gdy zmierzał w stronę swego pokoju. 
- Hej Imre. - zagadałam pierwsza.
- O, hej Persefono, wybacz, nie zauważyłem cię. - odpowiedział, gdy wrócił do rzeczywistości.
- Nic nie szkodzi. - po wypowiedzeniu tych słów lekko się uśmiechnęłam żeby dodać jemu otuchy.
- Może wejdziemy do środka i pogadamy? - zaproponował.
- Jasne. - odrzekłam.
Pokój chłopaka był trochę nieogarnięty jak to pokój płci przeciwnej, ale dostrzegłam pewną małą zmianę. Nie było już w nim tak jasno jak za czasów, gdy żyła Nel. Stał się przygnębiający, jakby uszło z niego życiodajne światło
- Jak się trzymasz? - zapytałam go po tym jak usiedliśmy na białej kanapie, która na pozór była czyta, ale gdzie po szparach powpychane zostały ciuchy Imrego. Chyba jakoś ie za bardzo dbał o siebie i o środowisko, w którym żyje od czasu śmierci jego ukochanej.
- Jeśli mam być szczery, to kiepsko. Strasznie za nią tęsknie i brakuje mi jej każdego dnia. Wiesz jak to jest, gdy tracisz kogoś na kim cholernie ci zależy? Wiesz, jak to jest nie móc powiedzieć tej osobie tak wielu ważnych rzeczy, na przykład, że ją kochasz?
- Domyślam się jak to jest, chociaż tego nie przeżyłam. Na prawdę ci współczuje Imre i żałuje, że nie mogę za wiele ci pomóc w twojej sprawie, choć istnieje kilka rzeczy, które skłonna jestem uczynić.
- Persefono, co to jest? Proszę, powiedz mi co możesz zrobić w tej okrutnej sytuacji, bo mi się wydaje, że nic nie możesz dokonać.
- Mogę przekazać jej parę słów od ciebie jeśli byś tego chciał.
-Możesz??!!- zawołał na wpół uradowany, na wpół zdziwiony
-Oczywiście.- odparłam spokojnie- Dosłownie przed chwilą odkryłam, że Nel przebywa na Polach Elizejskich, a właściwie jej dusza.
-Ja ...- miał zamiar przekląć, lecz jego dobra natura go powstrzymała
-Spokojnie Imre, nie tak szybko. Najpierw musimy ochłonąć. Do tej pory się z tego nie otrząsnęłam.- zwierzyłam się mu
-Dobrze, dziękuję, już mi lepiej.- odparł opanowany- Kiedy się z nią znów zobaczysz?
-Prawdopodobnie jutro.
-Możesz jej przekazać, że bardzo się cieszę z wiadomości, że gdzieś żyje, i że bardzo za nią tęsknię.
-Masz to jak w banku.- odparłam
-Jestem ci niezmiernie wdzięczny. -odparł ze smutnym uśmiechem
-Z tego co wiem, Nel chciała wiedzieć co u ciebie.
-Aż szkoda gadać. Powiedz jej, że u mnie w porządku, i że przesyłam jej gorące uściski i ...- urwał i się zaczerwienił
-...I namiętne pocałunki?- dokończyłam
-Tak.- odparł zadowolony z mego toku myślenia
-Przekażę jej to z pewnością.- zapewniłam go- A tak w ogóle coś cicho na Olimpie...- zagadnęłam z nadzieją na jakieś pikantne wieści
-To prawda, wszyscy czekają na rozwój sytuacji między dwojgiem boskich dzieci- ta odpowiedź mnie zadowoliła; pożegnaliśmy się dosyć szybko, gdyż robiło się późno, a rano czekał mnie pracowity dzień.

Imre
Nastał kolejny dzień. Ku memu zdziwieniu dziś nie byłem niczym mumia. Dziarskim krokiem ruszyłem do łazienki i odbyłem swą poranną toaletę. Już miałem wychodzić z pokoju, gdy przyniesiono mi na srebrnej tacy śniadanie. Serdecznie podziękowałem lokajowi i zabrałem się do jedzenia. Niestety nie na długo mogłem się nacieszyć smakiem świeżych owoców, gdyż jakaś pokraka zapukała do mych drzwi:
-Proszę! -wrzasnąłem z jedzeniem w ustach przez co mój głos był lekko przytłumiony
-Witaj braciszku.- przywitała się ze mną ma idealna inaczej siostra
-Czego znowu chcesz?
-Hmmm, mogę się poczęstować?- zapytała
-Bierz.- odparłem bez namysłu
-A więc.- zaczęła oficjalnym tonem trzymając w swej idealnie smukłej dłoni czerwone niby krew jabłko- Chciałabym byś znów wyciągnął Marco na spacer, lecz tym razem będę siedziała z Norą na ławce i ,,przez przypadek" się spotkamy...
-I co dalej?- przerwałem jej oczekując jakichś sadystycznych szczegółów
-Dalej? Zostaw to mnie.- obróciwszy się na pięcie wyszła z mego pokoju zostawiając na komodzie ogryzek; nawet nie zauważyłem kiedy go zjadła.
-Brudas!- wrzasnąłem za nią, a w odpowiedzi usłyszałem jej pełen triumfu śmiech; wiedziała, że i tak po niej posprzątam.
Po śniadaniu zgodnie z planem Megan poszedłem do Marco. Podczas drogi do jego pokoju zastanawiałem się nad powodem mych odwiedzin. Jak zwykle do głowy przyszła mi Nel, lecz nie mogłem mu powiedzieć, że ona gdzieś tam jest. To by przeszkodziło mu w zakochaniu sie w Norze.
Tak więc z nietypową prośbą zapukałem do drzwi jego pokoju:
-Imre?- zapytał zdziwiony bez cienia odrazy czy też pogardy
-Tak ja.- odparłem z lekkim uśmiechem; nie wyglądał już na zaniedbanego, wręcz przeciwnie! Był ogolony, włosy miał starannie poczesane, a cały pachniał jakimiś nieznanymi perfumami (oczywiście męskimi).
-Co cię do mnie sprowadza?
-Ech, aż wstyd mi mówić, ale...-odwróciłem głowę, zawsze to robiłem, gdy próbowałem kłamać-...Potrzebuje twojej rady.
-Ty? Mojej rady?- nie mógł w to uwierzyć
-Tak.- starałem się udawać zawstydzonego
-No dobrze, w jakiej sprawie?- dziś był zaskakująco miły dla mnie, więc postanowiłem z tego skorzystać
-Wolałbym, aby nikt się o tym nie dowiedział, więc wyjdźmy na dwór.
-Jak sobie życzysz.- bez problemu opuścił swe lokum i udał się za mną
-A więc.-wziąłem głęboki oddech i spuściłem głowę najniżej jak się dało.- Zamierzam zamieszkać na ziemi
-Co?- zapytał osłupiały
-Tak. Ktoś musi powiedzieć rodzinie Nel, że ona nie żyje, że nigdy już nie wróci d domu.- po policzku spłynęła mi udawana łza; zapewne swym widokiem go wzruszyłem, gdyż przyjacielsko poklepał mnie po ramieniu
-Teraz rozumiem.- westchnął- Przepraszam cię za wcześniej, za to że byłem taki chamski i wredny.
-Wybaczam ci.- odpowiedziałem szczerze lekko uśmiechając się
-Patrz, czy to nie przypadkiem twoja siostra?- zapytał nagle pokazując głową w stronę ławki na której siedziała ta szkarada, a obok niej urocza Nora.
-Faktycznie, ale nie siedzi sama. Może przywitamy się z nimi?- zaproponowałem i ruszyliśmy w ich stronę
-O cześć!- przywitała się z entuzjazmem brunetka
-Witaj.- Marco witając się z nią delikatnie ujął jej rękę i ucałował; dziewczyna jak na komendę się zarumieniła,a Megan dała mi sygnał, żebym coś zrobił
-Emm, Marco, mógłbyś przez chwile zostać z Norą? Muszę coś dać mej siostrze.- szybko odparłem patrząc się w przeciwną stronę
-Jasne.- mruknął nawet nie patrząc na mnie.
Razem z siostrą ukryliśmy się niedaleko mających się ku sobie nastolatków. Co najważniejsze nie było nas widać, lecz mogliśmy wszystko usłyszeć:
-Co u ciebie? Jak nadgarstek?- zapytał z radością i troską w głosie i dosiadł się do niej
-Wszystko w porządku,dziękuję, a co u ciebie?- odparła równie radośnie
-Kiedy jesteś przy mnie wszystko staje się lepsze wiesz?- zagadnął, a Meg aż podskoczyła z podekscytowania, a ja lekko szturchnąłem ją w ramię, by przypomnieć jej, że ich obserwujemy i musimy pozostać niezauważeni
-Naprawdę? Popatrz, jaki ja mam wpływ na ludzi.- zaśmiała się słodko, a Marco razem z nią
-Wiesz co? Może dałabyś sie zaprosić na obiad albo na spacer?- zapytał  z nadzieją w głosie
-Myślę, że z chęcią.- odparła zadowolona- Tylko kiedy?
-Chociażby teraz!
-Przecież oni jeszcze nie wrócili.
-To nic i tak ich długo nie ma. Zostawimy im kartkę.
-Dobry pomysł! Masz coś do pisania?
-Jasne,że mam.- po czym wyciągnął z kieszeni długopis.
-Mogę?
-Oczywiście.- podała jej przyrząd do pisania muskając jej skórę opuszkami palców- A masz na czym pisać?
-Mam.- z triumfem wymalowanym na swej uroczej buźce wyciągnęła z kieszeni spodni mały skrawek papieru i zaczęła notować krótką wiadomość. Później zostawiwszy karteczkę na ławce położyli na niej kamień, aby nie zdmuchnął jej wiatr i odeszli. Razem z Meg wyskoczyliśmy z krzaków jak oparzeni i wręcz biliśmy się o pozostawiona przez nich wiadomość. Oczywiście pierwsza przeczytała ją ma siostra i poinformowała mnie iż poszli na plaże.
-No to idziemy.- zawyrokowałem, a ona posłusznie ruszyła za mną.
Gdy już doszliśmy na plaże skryliśmy się za pobliskimi drzewami i w dalszym ciągu obserwowaliśmy ich. Oboje stali na brzegu, a ich stopy pieściła piana morska. Trzymali się razem za ręce i wpatrywali sie w niewidzialny punkt przed sobą. Niestety odległość była zbyt duża byśmy cokolwiek usłyszeli w dodatku fale szumiały zagłuszając jakikolwiek dźwięk. Pozostało nam tylko obserwowanie ich z tejże bezpiecznej odległości. Po jakimś czasie Marco powoli stanął bokiem, tak samo jak Nora. Przez chwile stali w milczeniu i wpatrywali się w swoje oczy. Wieź, która między nimi się utworzyła była tak silna, że aż my ją poczuliśmy. Od obojga zakochanych emanowała miłość. Można było to wyczuć w powietrzu. Nagle Meg wstrzymała oddech, a ja spoglądałem jak Marco całuje tą tak kruchą istotkę. Poczułem głęboki skurcz serca, aż sie osunąłem na ziemię. Nie miałem na nic siły. Ku memu zdziwieniu ma siostra szybko się do mnie schyliła i zatroskana zapytała co mi jest. Zapewniałem ją, że czuję się świetnie, ale ona wiedziała że kłamię. Pomogła mi wstać i dalej wpatrywaliśmy się we flirtujących nastolatków. Teraz stali przytuleni i w dalszym ciągu wpatrywali się w horyzont, tak jakby oczekiwali, że coś się na nim pojawi. Popatrzyłem zmęczonym wzrokiem na Meg, a ona zrozumiała, że patrzenie na nich sprawia mi ból i kiwnęła głową na znak bym poszedł do siebie. Posłałem jej grymas, który miał być uśmiechem po czym dyskretnie odszedłem zostawiając ją samą. Co było dalej nie wiem, mogę się tylko domyślać, gdyż natychmiast jak wróciłem do pokoju, rzuciłem się na łóżko i zasnąłem.

Lena
Wracałam z Pól Elizejskich na Olimp po to, by zdać małą relację z rozmowy mojej i Nel Imremu. Założę się, że jest strasznie ciekawy tego, co usłyszałam od dziewczyny.
Gdy stałam już przed drzwiami pokoju Imrego lekko zapukałam a wrota sypialni otworzyły się w mgnieniu oka oraz ukazały sylwetkę młodego boga.
- Persefono jesteś wreszcie. Nie mogłem się doczekać twej ponownej wizyty.
- Wiesz, tez się cieszę, że cię widzę. A czy teraz mogę wejść do środka, bo strasznie mi zimno? - zapytałam się chłopaka, bo ten chyba nie spostrzegł jak wieje mocno wiatr na dworze.
- Tak, jasne. - i w końcu wpuścił mnie do ciepłego pomieszczenia, gdzie od razu wzięłam koc z kanapy, aby się nim przykryć odrobinę.
Gdy usiedliśmy na śnieżnobiałej kanapie, Imre od razu zaczął się mnie wypytywać o  rozmowę z Nel, jak ona teraz wygląda i czy przekazałam jej słowa, które wcześniej on mi powiedział.
- Nie spiesz się tak. Daj człowiekowi odetchnąć.
- Przepraszam, bo prostu jestem trochę podekscytowany jak i również zmęczony.
- Wiesz, wyglądasz strasznie blado. Może jesteś chory?
- Jedyne co jest we mnie chore, to serce. Powoli umiera z tęsknoty za nią, za jej pięknym uśmiechem i oczami przepełnionymi czułością oraz miłością.
- Żałuje, że nie mogę niczego uczynić żebyście się spotkali. Imre, Nel już należy do innego świata.
- Wiem, po prostu nie potrafię o niej zapomnieć, nie mogę o niej zapomnieć. Kocham ją najbardziej na każdym świecie.
- Wiesz, najlepiej żeby zapomnieć o miłości do pewnej osoby należy znaleźć sobie drugą miłość.
- Nie ma drugiej takiej na świecie jak Nel.
- No cóż, raczej nic nie poradzę w tej sytuacji, gdy nie chcesz znaleźć nowej drogi w życiu.- wzięłam głęboki wdech i się pożegnałam w złej atmosferze z Imrem.
Szłam wzdłuż korytarza prowadzącego na zewnątrz pałacu. Gdy przechodziłam obok wielkich palm zasłaniających widok na plażę, dostrzegłam pewną postać. Chciałam się dowiedzieć któż to jest, więc podążyłam w stronę zachodzącego słońca symbolizującego światłość i dobro.
Osobą kryjącą się okazała się Megan. Podeszłam do  niej po cichu i...
- Co robisz? - zapytałam się z ciekawością, a gdy Megan zauważyła moją obecność, podskoczyła z zaskoczenia.
- O bogowie, nie strasz mnie tak. - odpowiedziała ledwo łapiąc oddech - I mów cicho, nie wiesz jak się starałam, aby mój plan wszedł w życie.
- Jaki plan?
- Ten plan.- chwyciła moją głowę i zwróciła ją w stronę plaży, gdzie się przytulała zakochana para.
- Kto to jest?
- A jak myślisz? To Marco i Nora. Nie masz zielonego pojęcia, jak trudno było wzbudzić w Marco zainteresowanie Norą.
- Było trzeba od razu mówić. Wiesz co, nawet się do ciebie przyłączę w patrzeniu na tę szczęśliwą parkę.
- No dobra, tylko siedź cicho, bo jeszcze ich wypłoszysz.
- Jasne.  

niedziela, 22 listopada 2015

Rozdział 28

Mordred 
Nareszcie znalazłem.
"Żeby wybudzić kobietę z tzw, śmiertelnego snu, należy zasnąć w głęboki sen, a następnie przenieść w najtrudniejszy do przejścia labirynt, umysł. Gdy kochanek znajdzie się w nim, musi znaleźć komnatę snów, gdzie wybranka jest uwięziona. Jeżeli powiedzie się misja z odnalezieniem komnaty, powinieneś wkroczyć do snu dziewczyny i sprawić, że nie będzie myślała o niczym innym, niż o tobie. Niewielu mężczyznom się to udało, ale jeśli ci się powiedzie to zadanie, będzie to oznaczało, że jesteś tej dziewczyny wart i na nią w pełni zasługujesz oraz kochasz ją całym sercem. Życzę powodzenia mój drogi, Madea".
Z tego zapisku wynikało, że uratowanie Persefony nie będzie należało do najłatwiejszych, ale musiałem spróbować. Jeżelibym tego nie uczynił, nie darowałbym sobie. Umarłbym z tęsknoty za nią, mimo że często doprowadza mnie do szału. Jak już  wcześniej na pewno mówiłem, uratowałbym ją, chociażby za cenę własnego życia. Była więcej warta niż moje życie. Należałoby rzecz, że była warta wszelkich skarbów światów, a nawet więcej niżeli one.
Poprosiłem ojca o pomoc, a ten się zgodził, nie wyrażając ani słowa sprzeciwu, a nawet sam się zaoferował do wysłania mnie do labiryntu umysłu Persefony. Ciekawiło mnie tylko czy wiedział co zawierał tekst, który sprawił, że chciałem wyruszyć na tę misję. Pewnie nie, ale wolałem zachować dla siebie jego treść. Jeszcze Hades zacząłby coś podejrzewać, a tego właśnie chciałem uniknąć.
Ułożyłem się obok kuzynki na łóżku, a mój ojciec zaczął coś robić, że po chwili zasnąłem i znalazłem się w świecie mej Piękności. Motanina korytarzy intelektu kobiety robił niemałe wrażenie. Mogłem wywnioskować, że ta to dopiero ma w głowie. Kłębowisko myśli przechodziło obok mnie i mogłem ujrzeć je jak film. Wiele z nich zawierało smutek, tęsknotę, żal,a od czasu do czasu przebłyski miłości. Gdybym wiedział wcześniej ile ona cierpiała i miała złe samopoczucie, to może teraz nie znalazłbym się tutaj, usiłując wybudzić najcudowniejszą dziewczynę wszech czasów.
Jej zamysły dotyczyły straty i ... głównie straty. Heh. Obrazy przestawiające ludzki świat, w którym nie było ani jednego boga, przepływały niczym rwąca rzeka. Jej pamięć już nie wyglądała jak typowy labirynt, a raczej jak odrębny zakamarek świata. Było Jezioro Łez (wszystkie miejsca w jej świecie były podpisane za pomocą tabliczek), Drzewo Smutków i średniej wielkości Biblioteczka Szczęścia. Miałem możliwość dowiedzenia się, co chodzi jej po głowie, ale nie miałem czasu na takie bzdury.  Było go coraz mniej, a ja wciąż tkwiłem na Rzece Smutków, która zdawała się powiększać w każdej chwili. Powoli zaczynałem myśleć, że nigdy nie odnajdę Komnaty Snów, a wraz z nią Persefony, gdy moim oczom ukazały się wielkie drzwi wyłaniające się z mgły, które były podpisane zbawienną nazwą.
Moja łódź, dzięki której przebyłem Rzekę, przybiła do brzegu. Wyszedłem z niej, a wrota się same otworzyły, ukazując piękny ogród. Zacząłem się rozglądać za Persefoną i stanąłem w miejscu, by móc objąć wzrokiem całe pomieszczenie. I nagle usłyszałem coś. Moja serce powoli ogarniała niezwykła euforia, bo dźwiękiem wpadającym do mego ucha, był szelest. Nie chciałem sobie robić nadziei, a może jednak tak. Stawałem się coraz bardziej pewny, że ten cichy, ledwo usłyszalny odgłos to dźwięk stóp Persefony, Mojej Księżniczki.        
 
Lena
Śnił mi się mężczyzna o kruczoczarnych włosach, wydawało mi się, że go znam, ale nie pamiętałam nic. Moją pamięć obejmowała pustka, której nie potrafiłam wypełnić. Chłopak stał i wpatrywał się w coś, jak w obraz. Było to tak nierzeczywiste, ale realne. Postać miała wygląd idealny, jakby nie z tej Ziemi, ale miał jakąś wadę, której nie potrafiłam dojrzeć. Mój umysł tworzył jeden wielki labirynt, w którym nie umiałam się odnaleźć.
Stał na przeciwko mnie, odwrócony tyłem w wielkim ogrodzie. Zdawało się, że na kogoś czekał i chyba tą osobą byłam ja, bo gdy usłyszał me kroki, odwrócił się i spojrzał mi głęboko w oczy swoimi iście czarnymi tęczówkami. Wyraz jego oczu uzewnętrzniał ból, tęsknotę i bezgraniczną miłość. Już chciałam z miejsca błagać wszystkich bogów świata, aby sprawili, że jakiś chłopak w przyszłości będzie na mnie patrzył takim wzrokiem. Jedno spojrzenie Kruka (nie wiedziałam jak młodzieniec ma na imię, więc tak go nazwałam) sprawiło, że kolana się pode mną ugięły, a ciało chciało być objęte jego ramionami. Patrzyliśmy się na siebie przez krótką chwilę, nic nie mówiąc, po prostu staliśmy i patrzyliśmy na siebie, a świat w okół nas nie istniał.
Chłopak przybliżył się do mnie i po sekundzie nasze ciała dzieliła niewielka odległość, którą sama zmniejszyłam. Teraz między nami było jedynie kilka centymetrów powietrza plus ubrania. Nasze oddechy powoli łączyły się w jeden, gdy dystans znikł, usta odegrały swoją rolę. Słodki pocałunek wpierw był delikatny, a następnie stawał się coraz bardziej żarliwy i namiętny. Moje dłonie mierzwiły włosy chłopaka, gdy jego spoczywały na mojej talii i przyciągały mnie coraz bliżej niego. Ciała się stykały, a języki prowadziły odwieczną wojnę o dominację w tym konflikcie.
Gdy się od siebie oderwaliśmy, nie mogliśmy uspokoić oddechów. No i na tym skończył się najpiękniejszy sen mojego życia.

Nel
Muszę przyznać, że Pola Elizejskie są wspaniałym miejscem, mimo iż brakuje mi mych żywych przyjaciół i rodziny. Ej, zaraz! Rodzina! TATA! Jako iż skończyłam czytać historię pewnej dziewczyny zaczęłam szukać nazwiska mego ojca. TAK! Znalazłam! W tym momencie poczułam taką euforię, że chyba bym oszalała. Przeczytałam ,,opis" jego życia i upewniłam się, że to o niego chodzi. Szybko wybiegłam z Alei Historii i udałam się w stronę polany gdzie rosły przebiśniegi. Ostrożnie stąpałam, aby nie nadepnąć na żaden z ,,domów". Jak zauważyłam kilka innych dusz już wstało, więc postanowiłam zadać im proste pytanie:
- Witam, przepraszam, że niepokoję, ale szukam mojego taty. Ma na imię Adam i prawdopodobnie powinien gdzieś tutaj być ... - zaczęłam niepewnie
- Witaj drogie dziecko, z chęcią ci pomożemy, tylko powiedz jaką twój tata miał historię, gdyż na tej polanie znajdują się cztery osoby o tym samym imieniu. -odparł kulturalnie czarnoskóry mężczyzna z okularami na nosie.
- Mój tata wszedł do płonącego budynku, aby upewnić się czy wszyscy wyszli.
- Ach tak, TEN Adam. - najwyraźniej wiedział o kogo mi chodzi -Poczekaj tu razem z Alysson, zaraz go przyprowadzę. - obiecał i oddalił się od nas.
- Ach ten Ian - westchnęła  kobieta o platynowoblond włosach i wesołych granatowych oczach-Cóż, już poznałaś moje imię czy dowiem się jakie jest twoje? - zapytała, po czym wyciągnęła do mnie dłoń.
- Mam na imię Nel. Miło mi panią poznać. - podałam jej rękę i lekko się uścisnęłam.
- Więc jesteś córką Szalonego Adama? - zaczęła.
- Szalonego? - zapytałam zaskoczona.
- Tak, bo widzisz skarbie, twój tata robi na prawdę szalone rzeczy! - zaśmiała się.
- Serio? Jak żyliśmy był spokojny i przeważnie umiarkowanie żartował.
- Aż trudno w to uwierzyć ... - nie dokończyła, bo nadchodził Ian, a obok niego mężczyzna o znajomych zielonych oczach, które znałam z odbicia w lustrze. Uśmiechnęłam się szeroko i pobiegłam przytulić się do mego taty. Od razu wpadłam w jego objęcia:
- Tęskniłam za tobą tatusiu. - wyszeptałam ze łzami w oczach; czułam się jak mała dziewczynka, która spotkała swego ojca po kilku miesiącach rozłąki.
- Ja za tobą też Aniołeczku. - odszepnął i zatopił twarz w moich blond włosach.
Oboje płakaliśmy. Po jakiejś chwili ogarnęliśmy się i zaczęliśmy rozmawiać bez łez:
- Nie sądziłem, że cię kiedykolwiek tutaj spotkam. - odezwał się pierwszy.
- W sumie i ja nie myślałam, że tutaj trafię. - posłałam mu lekki uśmiech.
- Powiedz mi Nel, jak ma się mama i Sebastian? - poczułam lekkie ukucie w sercu, czyli on nie wie ...
- Mama ... - zaczęłam, lecz przerwałam; nie chciałam zadawać mu bólu, gdyż kochał swoją żonę - Ona nie żyje ... -wyszeptałam z pochyloną głową
- Co? -zapytał wstrząśnięty - Jak? Co się stało? Dlaczego jej tutaj nie ma?
- Byłam w piwnicy, Sebastian u siebie, a mama na dole w kuchni. Nagle do naszego domu wtargnął jakiś mężczyzna i zastrzelił ją. Tak po prostu. Później poszedł na górę, ale Sebcio się ukrył i morderca uciekł. - zamilkłam.
- Byłaś w piwnicy i jej nie pomogłaś?
- Byłam zamknięta na klucz. - wyszeptałam ledwo dosłyszalnie.
- Boże ... - nie wiedział jak to skomentować - Co się z wami stało później?
- Zadzwoniłam do cioci Jani, która się nami zajęła.
- Zadzwoniłaś do Janki? - zapytał zdziwiony.
- Tak, babcia też w międzyczasie umarła, więc ciocia była jedyną najbliższą rodziną jaką mieliśmy.
- Muszę pochwalić cię, że dobrze zrobiłaś. - posłał mi smutny uśmiech.
- Dziękuję.
- A jak tutaj trafiłaś?
- Ech to długa historia ... - i zaczęłam opowiadać mu jak poznałam Imrego i trafiłam na Olimp...

Lena
 Gdy się obudziłam, poczułam bijące od czegoś ciepło. Było to miłe odczucie, ale zastanawiało mnie jednak skąd bierze ono źródło. Powoli otworzyłam oczy i przekręciłam lekko głowę, by dojrzeć obiekt, który robił mi chwilowo za grzejnik. Okazał się nim śpiący Mordred, mój kuzyn. Podczas gdy ja patrzyłam się na niego, moje serce łomotało z niewiadomych mi powodów. Nawet już chciałam myśleć, że to on jest Krukiem z mojego snu, ale nie pamiętam dokładnie rysów twarzy mojego księcia, więc nie mogę stwierdzić czy to on, czy też nie. No ale to nie przeszkodziło mi w pochyleniu się nad jego twarzą i w pocałowaniu go lekko w delikatny policzek.
Miałam wielką nadzieję, że tego nie poczuł, ale je chyba szlak trafił, bo Mordred po chwili otworzył oczęta i rzekł do mnie:
- Obudziłaś się wreszcie. - przeszedł w pozycję siedzącą -  Wiesz jak się o ciebie martwiłem? - powiedział to głosem pełnym troski i ...  miłości. To było takie urocze.
- Przepraszam. - odpowiedziałam, nie patrząc na niego.
- Nie przepraszaj, tylko więcej mnie tak nie strasz. - uniósł odrobinę mój podbródek i zajrzał mi w oczy przy czym zmuszał mnie do patrzenia w swoje - Dobrze?
- Dobrze. - nie wiem czemu, ale zebrało mi się na płacz. Mordred to wyczuł i chwycił mnie w swoje ramiona. Zaczął mnie mocno przytulać i pocieszać.  
Po kilku chwilach, gdy jego koszulka była już mokra od wylanych przeze mnie łez, oderwałam się od umięśnionej klatki piersiowej bruneta, która mówiąc między nami była imponująco wyrzeźbiona. Chyba ćwiczył na siłowni, bo nikt normalnie nie ma, tak cudownie wyrobionego sześciopaka.
Moja cała twarz przybrała różowych kolorów,a mi było tak gorąco, że mogłam się rozebrać do naga, byle tylko się ochłodzić. Zaczęłam się ciekawić czy w Podziemiu mają basen.
- Mordredziee?
- Hmm?
- Jest tutaj coś takiego jak basen? Jest mi strasznie gorąco.
- A czego się spodziewałaś po królestwie Hadesa? - rzucił arogancko - Nie no żartuję - zaśmiał się słodko - oczywiście, że mamy tutaj basen. Bez niego nie dałbym rady tutaj żyć. Przebieraj się w strój kąpielowy i lecimy. - uczyniłam to, co nakazał, oczywiście on przed tym zdarzeniem opuścił pokój i sam zaproponował żebyśmy spotkali się w salonie za dziesięć minut.
Wyszliśmy sobie na spotkanie, bo o mały włos a mielibyśmy stłuczkę, ale w odpowiednim czasie przyhamowaliśmy.
- Gotowa?
- Gotowa, jeśli ty jesteś gotów.
- Zakładam, że tak.
- No i dobrze zakładasz. Hehe.
- No to chodźmy nad ten basen.
- Prowadź mój ty wędrowcze.
Szliśmy już przez pewien czas plątaniną korytarzy i nagle dźwięk głosu Mordreda przerwał narastającą ciszę
- A czy ty masz pewność, że nie poprowadzę cię prosto do Tartaru?
- Nie zrobisz tego. Ufam ci na tyle, aby być tego pewną.
- Nie pochlebiaj mi, bo jeszcze się w tobie zakocham.
- Nie gadaj głupot.
- Nie gadam, mówię serio. Raz pewna nimfa zbyt mnie chwaliła i stałem się zadufanym w sobie dupkiem. Nie chcę przechodzić tego okresu jeszcze raz, więc wiesz.
- Teraz już wiem. Obiecuję, że postaram się nie za bardzo ci pochlebiać.
- Mam nadzieję.
Nim się spostrzegłam byliśmy na miejscu. Basen był ogromny, prawie takiej samej wielkości co w kurorcie, no dobra, był trochę mniejszy, ale równie imponujący jak tamten. Woda idealnie błękitna, bez żadnych zanieczyszczeń, normalnie jak w raju. Nie było palm ani żadnych innych egzotycznych roślin. W niektórych miejscach w pomieszczeniu znajdowały się rośliny doniczkowe, czyli nic specjalnego, ale i tak mnie to ucieszyło. Za bardzo kocham żywą naturę żeby się nie cieszyć na jej widok. .


Imre
Obudziłem się dopiero po dwóch dniach. Skąd to wiem? Na komodzie leżało kilka tac z jedzeniem. Leniwie się przeciągnąłem i niczym niedoszły trup powlokłem się do łazienki. Gdy zobaczyłem swe odbicie w lustrze zatkało mnie. Ujrzałem tam młodego chłopakach o lekkim zaroście, z burzą blond loków na głowie oraz worami pod intensywnie turkusowymi oczami. ,,Wow"- tylko tak skomentowałem swój obecny wygląd. Najpierw wziąłem szybki prysznic po czym postanowiłem doprowadzić się do porządku. Starałem się w miare możliwości ogolić oraz przyciąć włosy, gdyż po rozdwajały mi się końcówki. Wreszcie zacząłem wyglądać jak człowiek tylko wory pod oczami mi przeszkadzały, ale wiedziałem, że niebawem znikną.
Pierwszy raz od czterdziestu ośmiu godzin opuściłem swój pokój. Wyszedłem na korytarz i prawie od razu wpadłem na Megan:
- Uważaj łajzo jak łazisz. - warknęła i poszła dalej w swoim kierunku.
- Ja również się cieszę, że cię widzę SIOSTRZYCZKO. - szczególnie podniosłem głos wypowiadając ostatnie słowo.
- Wal się. - rzuciła zza pleców i zniknęła za pierwszym zakrętem.
Cóż, na Olimpie praktycznie nic się nie zmieniło. Błądziłem po korytarzach oraz po ogrodzie. Co jakiś czas spływały mi po policzkach łzy goryczy. ,,Dlaczego to musiała być ona, a nie na przykład ja? " - nieustannie zadawałem sobie to pytanie. Od czasu do czasu spotykałem innych bogów i boginie, którzy nie wiedzieli o śmierci mej ukochanej i żyli własnym życiem. W końcu zaczepiła mnie Nora:
- O, hej Imre! - przywitała się z radością w głosie.
- Witaj. - wypowiedziałem to słowo tak cicho, że za pewne ledwo je usłyszała.
- Co u ciebie słychać? Dawno cię nie widziałam, wiesz? - jak zwykle tryskała energią.
- Cóż, jeżeli chcesz wiedzieć co u mnie to musiałbym spędzić cały dzień na opowiadaniu. - lekko zadrgały mi kąciki ust i na mej twarzy zagościł wymuszony, delikatny uśmiech.
- Ja mam czas! Z chęcią cię wysłucham.
- Wybacz, śpieszę się do kogoś z wizytą.- szybko zakończyłem naszą rozmowę i pobiegłem przed siebie. Po policzkach zaczęły mi spływać małymi stróżkami łzy. Nie chciałem, by Nora myślała o mnie jak o kimś słabym psychicznie. W dodatku wcale nie miałem ochoty na ,,wyznania". Tak na prawdę nie miałem do kogo pójść, bo z nikim oprócz Mordreda się tak mocno nie zaprzyjaźniłem. Postanowiłem odwiedzić ojca.
Szybkim ruchem otarłem już prawie wyschnięte łzy i zapukałem do drzwi. Mój tatulek otworzył je dopiero po dwóch minutach:
- O, witaj synu. - przywitał się - Czegóż ode mnie potrzebujesz? - zapytał bezpośrednio.
- A czy ja tak jak Megan potrzebuje powodu by odwiedzić swego ojca?- odpowiedziałem pytaniem
- Hmm, masz racje. Wchodź, rozgość się.- i wpuścił mnie do środka
- Widzę, że nie zmieniłeś wystroju odkąd tu ostatnio byłem.- rzekłem rozglądając się
- Tak. - odparł krótko - Posłuchaj mnie uważnie Imre. - to nie wróżyło niczego dobrego - Wiem co się wydarzyło ...
- Skąd niby możesz wiedzieć? - wyszeptałem ze spuszczoną głową, aby nie ujrzał spływających po mych policzkach łez.
- Ponieważ jestem Hermesem. Jednym z bogów greckich. Zajmuję się otrzymywaniem i przekazywaniem informacji. Wiem prawie wszystko.
- Warto wiedzieć. - mruknąłem
- Ech, może tego nie dostrzegasz, ale gdybyś podniósł głowę zobaczyłbyś, że na prawdę jest mi przykro z powodu tej dziewczyny. - przeniosłem swój wzrok z podłogi na twarz ojca; faktycznie malował się na niej wyraz współczucia
- Czyli wiedziałeś o tym, że mi na niej zależy? - zapytałem.
- Tak, od samego początku.
- Dlaczego nic nie mówiłeś? Myślałem, że jej nie cierpisz.
- Synu, ja ją lubię, a właściwie lubiłem. Chciałem tylko zobaczyć jak bardzo ją kochasz. Cóż, jestem pod wrażeniem, nawet własnemu ojcu się sprzeciwić to całkiem niezły akt odwagi, a za razem głupoty. - odrzekł wymądrzając się.
- Jej już nie ma ... - wyszeptałem.
- Nadal jest. - zaprotestował - O tutaj. - i wskazał palcem najpierw na moje serce, a potem na głowę.
- Ale ja nie chcę mieć jej w sercu ani we wspomnieniach, tylko tu obok siebie. -zawyłem
- Wiem Imre, wiem. - otoczył mnie ramieniem i przyjaźnie uścisnął dodając otuchy.
Po tych pięciu minutach szczerości posiedziałem u niego na tzw. ,,kawie" i pogadaliśmy o bieżących sprawach:
- Będziesz mi potrzebny do pewnych zadań, wiesz? - zagadał.
- Do prawdy? - udawałem zdziwienie.
- Tak, jak wiesz,niebawem będzie rocznica zaślubin Zeusa i Hery. Masz przekazać wiadomość dla swych znajomych, żeby 13 września nie wychodzili ze swoich pokoi. Zeus nie życzy sobie nieproszonych gości na rocznicy.
- Czyli nas ... -wyszeptałem
- Nie zrozum ich źle.-przekonywał mnie
- Dobra, od której mają nie wychodzić?
- Najlepiej od siedemnastej.
- Zaraz im to przekażę.- już wstałem, gdy powstrzymał mnie ruchem ręki.
- Poczekaj, jeszcze przekaż im, że Persefona się wybudziła.
- Co? - nie wiedziałem o czym mówi- Jak to się wybudziła? Z czego?
- O niczym nie wiesz? To jak ty masz przejąć moją pracę, jak ty niczego nie wiesz! - złajał mnie po czym wszystko wyjaśnił
- Na Zeusa, o niczym nie miałem pojęcia.- westchnąłem;tak bardzo pogrążyłem się w rozpaczy po stracie Nel, że straciłem kontakt ze światem rzeczywistym. Zrozumiałem, iż muszę nadrobić zaległości. Pożegnałem się z Hermesem i przetransportowałem się do Hadesu.
Zapukałem do drzwi i prawie od razu otworzył mi je lokaj. Gdy już znajdowałem się w środku zawołałem mego przyjaciela po imieniu, lecz odpowiedziało mi tylko echo. Ruszyłem więc na górę do jego pokoju, gdzie go nie zastałem. ,,Gdzie go wcięło?" zadałem sobie pytanie w myśli po czym zacząłem się uważnie oglądać. Gdy spacerowałem tak po korytarzu i rozmyślałem gdzież to może przebywać mój przyjaciel spotkałem Liz - służącą Persefony:
- Witaj paniczu. - przywitała się i delikatnie dygnęła przede mną
- Witaj Liz, nie wiesz może gdzie przebywa Mordred lub Persefona?
- Wiem, są na basenie. - oświadczyła.
- Czy mogłabyś mnie tam zaprowadzić?
- Oczywiście.- i ruszyliśmy schodami w dół, które prowadziły na ,,pływalnie".
Gdy wreszcie tam dotarliśmy Liz szybko mnie opuściła i powróciła do swoich obowiązków. Przed sobą miałem scenę jak z bajki. Mordred delikatnie złapał swą kuzynkę w pasie i odwrócił ją do siebie, tak by jej twarz była blisko jego. Obje przymknęli oczy do prawdopodobnie namiętnego pocałunku, lecz ja ,,dyskretnie" chrząknąłem. Oboje szybko otworzyli oczy, a mój przyjaciel puścił swe ręce z jej smukłego ciała:
- O, Imre. - przywitał się nieco zirytowany
- Witajcie.- przywitałem się skromnie - Jak widzę przerwałem dosyć ważny moment, więc wrócę później. - zaoferowałem, lecz przerwała mi Persefona
- Nie, zostań, i tak później do tego wrócimy. - wypowiedziawszy to spojrzała znacząco na Mordreda, a ten posłał jej szelmowski uśmiech.
- Więc w jakiej sprawie do nas przyszedłeś? - zapytał w dalszym ciągu zdenerwowany na mnie syn Hadesa
- Mam za zadanie poinformować was, iż dnia trzynastego września od godziny siedemnastej nikt nie może przebywać na Olimpie oprócz zaproszonych bogów.
- Doprawdy? A cóż takiego będzie się działo?
- Rocznica Zeusa i Hery. - mruknąłem - Dobra, będę leciał dalej, cześć. - odwróciłem się i ruszyłem na góre, by przypomnieć Hadesowi o rocznicy.
-Nara.-pożegnał się Mordred i próbował wrócić do przerwanej sceny. Strasznie ciężko mi było patrzeć, jak mój najlepszy przyjaciel adoruje Persefonę. Nie to żebym był zazdrosny, ale tak cholernie brakowało mi Nel. Gdy wreszcie znalazłem się w gabinecie Hadesa, przekazałem mu informację i pognałem na Olimp poinformować innych.
Na końcu zaszedłem do Marco:
- Witaj. - przywitał się z wyższością - Cóż robisz w mym pokoju?
- Witaj, mam informację dla ciebie, chociaż zapewne już o niej wiesz. Zeus czyli twój ojciec nakazuje wszystkim ,,boskim dzieciom" zostanie w swoich pokojach od godziny siedemnastej w dniu swojej rocznicy czyli trzynastego. -oznajmiłem jednym tchem
- Aha, ok. Słuchaj, obiła mi się o uszy pewna wieść, więc pytam się, czy ona na prawdę nie żyje? - zapytał z lękiem w głosie
- Tak, to prawda.- przytaknąłem
- O Zeusie! - krzyknął i ukrył swoją twarz w dłoniach
-Miłego dnia.- wydusiłem i już opuszczałem jego pokój, gdy złapał mnie za ramię i przytrzymał
-Jak umarła?- wyjąkał
-Poderżnięto jej gardło. Wykrwawiła się na śmierć.
-Imre ... -chciał powiedzieć mi coś ważnego
-No słucham.
-Ja, ja przepraszam. - westchnął
-Nic się nie stało. -odparłem bezdźwięcznie - Muszę iść, trzymaj się.
-Cześć.- załamał mu się głos po czym drzwi się zamknęły.
Znów udałem się do winnicy Williama, lecz tym razem natknąłem się na Dionizosa, który mnie stamtąd wygonił. Nie chciał bym znów opróżnił mu prawie wszystkie wina jakie ma. Zrezygnowany udałem się do swego pokoju i położyłem się spać.

Lena
Po tym jak wróciłam do pokoju, przebrałam się suche ciuchy i wysuszyłam włosy, które zdawały się żyć własnym, odrębnym życiem. Fale układały się idealnie po wymodelowaniu, a ja rozkminiałam o czym to zapomniałam poza poddanymi, którzy czekali, aż ich odwiedzę na Asfodelach.
Nie chciałam prosić Mordreda o kolejną przysługę, a zresztą w ogóle nie chciałam patrzeć teraz na Mordreda, po tym, co między nami dzisiaj zaszło na basenie. Nadal czułam oddech kuzyna na wargach. Nie wiem jak mogłam dopuścić do tego, że o mały włos się nie pocałowaliśmy. Nie mogłam dopuścić do jeszcze większego zbliżenia, bo na razie uchodziłam za córkę Demeter. Może kiedyś... Nie, zdecydowanie nie. Przecież on nie będzie chciał mnie znać, jak się dowie, że go cały czas oszukiwałam, okłamywałam i grałam z jego uczuciami. No i jeszcze jest Patch, z którym nie wiem co mnie wiąże, ale na pewno nie jest to miłość.
Udałam się do Hadesa, ponownie. Od razu wiedział czego od niego chciałam bez wypowiedzenia przeze mnie ani jednego słowa. Momentalnie wysłał mnie na Pola Elizejskie i wtedy zajęłam się szukaniem Iris, mojej duchowej przyjaciółki i to w dosłownym znaczeniu.
Nie mogłam nigdzie jej wypatrzyć pośród podobnych do siebie egzystencji. Nawet przez chwilę wydawało mi się, że widzę twarz drogiej Nel, której bardzo mi brakowało. Od razu zebrało mi się na łzy, ale wiedziałam że muszę być silna. Nie  mogłam okazać słabości pośród mych poddanych. Nie chciałam, by ktokolwiek widział moje słabe strony. To było zbyt zawstydzające. Może mi się jednak nie zdawało, że widzę karykaturę Nel, bo jeszcze raz ukazała się mym oczom.
Postanowiłam nie zwracać uwagi na to, że mój umysł płatał mi figle i dalej rozglądałam się po Polach Elizejskich w poszukiwaniu Iris. Widziałam wiele szczęśliwych dusz, jeśli można je tak nazwać, które wyglądały na zdziwione mym widokiem. Czy aż tak długo mnie nie było? No cóż, skoro ie mogę odnaleźć Iris, to chociaż się tu rozejrzę, bo ostatnio tego nie zrobiłam.
Chodziłam ścieżkami asfodelskimi, na których ledwo się odnajdywałam i zapamiętywałam przebytą drogę. Miejsca, w byłam, miały prawie że taki sam wygląd, co wprawiało w nie małe zakłopotanie.
Błądziłam po krętych drogach i widziałam to, co żaden człowiek nie widział. A co najgorsze. Widziałam rodziców. No tak, fajnie jest ponownie zobaczyć osoby, których nie masz już możliwości zobaczenia, ale nie móc im powiedzieć "Mamo! Tato! To ja, wasza córka Lena" jest straszne. Musiałam się im przyglądać, gdy oni nie mają pojęcia, że w końcu możemy się zobaczyć. Nie miałam siły przeżywać po raz drugi ich straty, to byłoby zbyt okrutne wobec mnie.
Wałęsałam się bez celu w nadziei, że uzyskam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, których wciąż przybywało. Chciałam aby Nel odnalazła ukojenie na Polach Elizejskich, ale jeszcze bardziej pragnęłam tego żeby żyła. Czułabym niezmierną ulgę jeśli dziewczyna, która poświęciła swoje życie za nieśmiertelnych bogów, powróciła do ludzkiego świata i  wiodła swą egzystencję jak dawniej. Nie zasłużyła na śmierć. To wszystko działo się zbyt szybko, aby przyswoić sobie jej brak, jednak dla Imrego było to najtrudniejsze zadanie do wykonania, bo utracił swą ukochaną, swą miłość, na którą on najbardziej zasługuje. Sądzę, że ja bym nie potrafiła funkcjonować, gdybym nie mogła już nigdy zobaczyć, przytulić i pocałować ukochanego.

Nel
Rozpoczynał się kolejny dzień na Polach Elizejski. Jako iż nie miałam co robić, postanowiłam spotkać się z mymi ,,współlokatorami", z którymi dzieliłam krzak. Tristan z chęcią przystał na spacer, natomiast Risa miała zaplanowane spotkanie i obiecała, że później do nas dołączy. Tak więc błądziliśmy razem po Polach i gadaliśmy. Wiele mi opowiadał o Lillehammer, w którym dorastał oraz o swojej kulturze. Oczywiście ja również opowiedziałam mu o sobie i o polskich tradycjach.
Nagle wokół nas zapanował wielki harmider. Wszyscy zbiegali się w jedno miejsce i wydawali radosne okrzyki. Oboje postanowiliśmy sprawdzić, co jest powodem tego zamieszania. Gdy wreszcie  się przepchaliśmy, ujrzeliśmy olśniewającą Persefonę, która dumnie kroczyła na przód. Chciałam ją zawołać, lecz nagle ktoś uderzył mnie w głowę łokciem i na krótką chwile straciłam przytomność.
Obudziłam się pod drzewem, a nade mną pochylał się Tristan z zatroskaniem w oczach. Poczułam, że mam coś anielsko chłodnego na czole. Jak się okazało był to chłodny okład:
-Jak długo tu leżę?- zapytałam sennym głosem
-Od jakichś pięciu minut.- odpowiedział
-Ech.- westchnęłam i już chciałam zdjąć okład, gdy usłyszałam stanowczy głos chłopaka
-Zostaw, jeżeli zdejmiesz będzie bolała cie głowa.- ostrzegł
-Em, dobra. -cofnęłam rękę i postanowiłam leżeć spokojnie- A gdzie Persefona?
-Poszła do Iris.- odparł po chwili namysłu
-Aha, ok.
-Jak się czujesz?
-Nie najgorzej. Trochę mi się kręci w głowie, ale ogólnie całkiem nieźle.
-To dobrze. -odetchnął - Dosyć mocno dostałaś i martwiłem się, czy wszystko z tobą w porządku.
-Cóż. -nie wiedziałam jak to skomentować.
Dalej jakoś kontynuowaliśmy przerwaną rozmowę, a Tristan usiadł obok mnie pod drzewem. Co jakiś czas śmialiśmy się i opowiadaliśmy anegdoty z naszego dzieciństwa. Po chwili mój towarzysz dostrzegł Risę, która prawdopodobnie kogoś szukała. Radosnym głosem przywołał ją do nas:
-Risa! Kom til oss! (Risa! Przyjdź do nas!)
-Za chwilę.- zawołała z oddali, po czym jeszcze troche się porozglądała i przyszła do nas- Co porabiacie?
-Siedzimy, a ja czekam na Persefonę.- odpowiedziałam
-Miło.
-Kogo szukasz?- zapytał bezpośrednio Tristan
-Eem ... Kolegi! -rzuciła szybko po czym się z nami pożegnała- Zobaczymy się później.
-Pa. -zawołałam
-Nie wydaje ci sie to podejrzane?- odezwał się chłopak, gdy młoda Japonka zniknęła z naszego pola widzenia
-Ale co?- nie wiedziałam o co mu chodzi
-No to, że kogoś szuka i że na pewno nie jest to zwyczajny kolega!- oburzył się; czyżby był zazdrosny?
-Daj spokój.- zbagatelizowałam to- Niech dziewczyna się cieszy życiem ... po śmierci.- dodałam
-Może masz rację. -westchnął i zmieniliśmy temat
-Tęsknisz za kimś z ziemi?
-Za siostrą.- odparł krótko
-Wiem co czujesz. -odpowiedziałam ze współczuciem w głosie
-A ty?
-Ja za bratem. I ciocią, i Danielem, i ... -nie potrafiłam wypowiedzieć tego imienia na głos, aby mi nie pociekły łzy- ... I za Imrem.
-Musi być dla ciebie kimś ważnym.- otarł mój policzek z łez i posłał lekki uśmiech
-Dziękuję.- wyszeptałam onieśmielona
-Nie ma sprawy.
-A oprócz siostry, za kimś jeszcze tęsknisz?- w końcu się otrząsnęłam i nie chcąc dłużej zaprzątać swych myśli mym chłopakiem zapytałam
-Za pewną dziewczyną ... -rozmarzył się -Miała na imię, a właściwie nazywa się Marit. Jest posiadaczką pięknych długich kasztanowych włosów oraz niezwykłych piwnych oczu. Codziennie jeździła ze mną autobusem, widzieliśmy się na mszach w kościele, czasami natrafialiśmy na siebie w sklepie lub też w parku, lecz nie zwracała zbytnio na mnie uwagi, gdyż wszędzie chodziła ze swoim chłopakiem ...- ostatnie słowo wypowiedział z goryczą
-Och. -zasmuciłam się; ten chłopak na prawde miał pecha w życiu! -Współczuję ci z całego serca.
-Takk. (Dzięki)
-Miałeś trudne życie.- westchnęłam
-Wiesz, na ogół jestem pesymistą, dlatego zazwyczaj słyszysz ode mnie smutne historie. Miałem w życiu też te radosne momenty ... -i tak zaczął wspominać swoje wakacje w Szwecji, jak jego drużyna wygrała mecz koszykówki oraz poznał swego przyjaciela. W duchu cieszyłam się, że doświadczył też miłych rzeczy.
Po jakiejś godzinie ujrzeliśmy szybko umykającą Persefonę, która nie chciała zbytnio spotykać się z tłumem dusz. Szybko podniosłam się i razem z Tristanem podbiegliśmy do niej:
-Zaczekaj!- krzyknęłam, a ona się odwróciła i stanęła jak wryta
-Nel?! -zapytała z niedowierzaniem
-Cześć!- przywitałam się z szerokim uśmiechem; czułam się jakbym trafiła szóstkę w lotto
-Już myślałam, że nigdy się nie spotkamy. -serdecznie mnie uścisnęła i mało nie udusiła
-Ciebie również miło widzieć.
-Powiedz, jak się tutaj czujesz? Dobrze cie traktują?- dopytywała się
-Jak najbardziej.- odpowiedziałam
-A kimże jest ten chłopak?- spojrzała na niebieskookiego blondyna, który wzrostem dorównywał Marco
-To Tristan, mój sąsiad.- skromnie go przedstawiłam
-Miło mi panią poznać.- pochylił głowę w geście szacunku
-Mi również i mówi mi Persefona.
-Dobrze.- odrzekł posłusznie
-I co u ciebie Nel jeszcze słychać?
-Bardzo z nim tęsknię. -powiedziałam ledwo dosłyszalnie -Co u niego? Jak się czuje?
-Emm ...-najwyraźniej była zakłopotana- Wiesz, dosyć dawno go nie widziałam, ale obiecuję, że dzisiaj się z nim spotkam i jutro znów tu wpadnę zdać ci relację.- odpowiedziała po dłuższym czasie i puściła mi oczko na co odpowiedziałam uśmiechem. Nagle Tristan poklepał mnie po ramieniu i szepnął mi na ucho:
-Widzę Risę, zaraz wrócę.
-Poczekaj.- powiedziałam głośno- Idę z tobą.
-To ja lecę na Olimp. -odparła szybko Persefona- Do jutra.- przytuliła mnie do siebie i pobiegła w swoją stronę.
-Nie musiałaś.- mruknął zirytowany
-Jesteś zły?- zapytałam zmartwiona
-Damn, ikke.(Cholera, nie.) -odpowiedział wytrącony z równowagi
-Przepraszam.- powiedziałam i poszłam w stronę polany, gdzie swe lokum miał mój tata
-Nel, zaczekaj.- zawołał za mną błagalnym głosem.- Przepraszam.- byłam niema na jego przeprosiny i nie oglądając się szłam dalej przed siebie zostawiając za sobą Tristana samego.