Znalazłyśmy blondyna w salonie siedzącego wraz z Mordredem na ogromnej skórzanej kanapie. Po tym co usłyszałam z Persefoną mogłyśmy wywnioskować, że rozmawiają o wypadzie do kurortu.Popatrzyłyśmy na siebie i obie postanowiłyśmy co nie co podsłuchać tę rozmowę:
- Weźmiesz Nel ze sobą?- zapytał Mordred, ale Imre nie odpowiedział. - HALO, ziemia do Imrego?
- Co?- rzekł wyrwany ze swych myśli Imre.
- Imre, zamierzasz wziąć Nel do kurortu? - ponowił swoje pytanie syn Hadesa
- Jeszcze nie wiem. To zależy od tego, czy Nel będzie chciała ze mną tam pójść i czy będzie czuła się tam komfortowo - odpowiedział trochę zmęczony chłopak
- Czy będzie czuła się komfortowo? - oburzył się. - Stary, to najlepsza miejscówka na świecie!
- Nie wątpię w twe słowa przyjacielu, ale martwię się o nią ... - westchnął tak samo jak my z Persefoną, ale z zupełnie innego powodu, był taki uroczy.
- Przecież tam jej nic nie grozi.
- Czyżby?
- Na pewno - zwątpił i się zastanowił. - Noo ... Może i masz rację - w końcu Mordred się poddał.
- Marco wie o jej słabym punkcie i będzie chciał to wykorzystać. Muszę ją przed nim ochronić ...
- Tylko nie mów, że będziesz ją pilnował dwadzieścia cztery na godzinę!
- To byłoby najrozsądniejsze rozwiązanie.
- No to po kiego czorta tam jedziesz? Masz się tam odprężyć, zabawić itp. - oburzył się brunet.
- Noo chciałbym trochę pozwiedzać, wyrwać się z Olimpu, no bo jak wiesz jestem synem Hermesa i powinienem być w ciągłym ruchu.
- Tak, tak. To chyba każdy wie ...
- A Nel chcę tam zabrać, ponieważ ... - brakowało mu jakiegoś konkretnego argumentu.
- Ponieważ? - ponaglał Mordred.
- Ponieważ martwię się, że mój ojciec znajdzie ją na Olimpie i pod moją nieobecność odeśle z powrotem na ziemię ...
W tym momencie Persefona wraz ze mną weszła do salonu i przerwała ich rozmowę:
- No i co tam? - zagadała.
- Nic, tak sobie rozmawiamy - odparł Mordred.
- Yhym i co Imre, zabierasz Nel ze sobą? - zapytała go córka Demeter, aby się upewnić.
- Nel, chcesz jechać ze mną? - zapytał się mnie Imre z nienacka.
- Eeeem ... - powoli zaczęłam prychać śmiechem, a w moje ślady poszła reszta, gdy w końcu się ogarnęłam odpowiedziałam mu. - Jeśli ty tego chcesz to czemu nie?
- No to fajnie - ucieszyła się Persefona, a Imre posłał znaczące spojrzenie w moim kierunku, na co odpowiedziałam mu uśmiechem.
- Ale Imre ... - Mordred zawsze miał jakieś ''ale" - Jesteś pewny, że ją upilnujesz?
- Ja mogę się nią zajmować z Imrem na zmianę - zaproponowała Persefona.
- To nie taki zły pomysł - podsumował blondyn.
- A róbcie se co chcecie - westchnął syn Hadesa i więcej się nie odzywał.
- Ha ha ha, Mordzik nie obrażaj się - roześmiał się Imre, tak samo jak my z Per.
- No bo co Imruś mi zrobisz? - odpowiedział tym samym jego przyjaciel, a my zaczęłyśmy się jeszcze głośniej śmiać. To co tutaj się działo było wręcz komiczne ...
- Nic - i uśmiechnął się z satysfakcją, że sprowadził uśmiech na twarz tego pesymisty.
- Aaaa Imre, bo jest taka sprawa - zaczęła siostrzenica Hadesa.
- No słucham.
- Bo my z Nel potrzebujemy dostać się na Olimp ... - nie dokończyła, bo przerwał jej kuzyn.
- Nigdzie nie idziesz, jest ciemna noc!
- Nie musisz mnie niańczyć! - warknęła - To jak?
- Dla mnie to nie problem - westchnął Imre i podniósł się z kanapy.
- Jak wszyscy to i ja - odparł zrezygnowany Mordred i również wstał z tapczana oraz podszedł do Persefony, a Imre do mnie. Wszyscy czworo rozpłynęliśmy się w czarnych oparach.
Znaleźliśmy się na korytarzu, który prowadził do pokojów ''boskich dzieci". Szliśmy wzdłuż niego, aż doszliśmy do pokoju Imrego. Weszliśmy do niego wszyscy. Usiadłam na sofie i wyjęłam naszyjnik, Imre od razu zareagował:
- Od kogo masz ten naszyjnik? - zapytał podejrzliwie i ze wzburzeniem.
- Od Marco - wyszeptałam.
- Nel, pozwól na stronę - i odciągnął mnie na drugi koniec pokoju. - Opowiedz mi wszystko! - zażądał szeptem.
- Ale co wszystko? - nie wiedziałam o co mu chodzi.
- Wszystko co Marco z tobą robił - to brzmiał tak idiotycznie, że najchętniej wybuchnęłabym śmiechem, ale sytuacja był bardzo poważna.
- Jak dawał mi ten naszyjnik to pocałował mnie w policzek, ale uciekłam. Później, gdy ty wyszedłeś po lód oraz maść trzymał mnie za rękę i porównywał nasze dłonie, a jak poszedłeś odnieść lód ... -zaczęłam pochlipywać, tak mi było wstyd, że byłam taka łatwa - ... tak było mi go szkoda, że przytuliłam się do niego, a on pocałował mnie w głowę ... - Imre nie wytrzymał i mnie mocno do siebie przytulił.
- Zabiję go! - szeptał, aż szept zamienił się w ostrzegawczy, a ostatecznie w konsekwentny ton. - Zabiję go! - wypuścił mnie z objęć i szybkim krokiem wyszedł ze swojego pokoju i zmierzał w stronę lokum Marco.
- Nie wiem co mu powiedziałaś, ale w takim stanie jeszcze go nie widziałem - odparł zdziwiony Mordred - Cholera! On nigdy nie kłamie! - i ruszył za nim.
- Och,Boże, co ja zrobiłam! - szlochałam.
- To co słuszne - pocieszała mnie Persefona. - No to może pokażesz mi ten ''wierszyk"? -zaproponowała.
- Jasne - szepnęłam ocierając łzy. Chwyciłam wisiorek i skierowałam kryształ na światło księżyca. Naszym oczom ukazała się ów ''rymowanka" ...
Mordred
Odkąd znałem Imrego nie pamiętam, by był aż tak wściekły! Zawsze miał tą swoją irytującą człowieka ''niebiańską cierpliwość i wyrozumiałość", ale teraz wszelkie tamy w nim pękły. Biegłem przez korytarz, aż w końcu zobaczyłem mego przyjaciela, który prawie wyważył drzwi do pokoju Marco. Zmieszany szatyn na swoje nieszczęście otworzył je, a jego twarz spotkała się z pięścią Imrego. Ten cios powalił go na podłogę, a Imre okładał go pięściami. Wiedziałem, że Marco to sukinkot i miałem ochotę się przyłączyć, ale zadbałem, aby wieść o bójce była ściśle tajna. Szybko wszedłem do pokoju syna Zeusa i zamknąłem drzwi. Imre krzyczał:
- Nie daruję ci tego! Odwal się od niej! Wiem, że zrobiłeś to specjalnie! - tak brzmiały zdania, które najczęściej wykrzykiwał. Biedny, a może jednak nie, Marco postanowił się bronić i grzmotnął Imrego kolanem w brzuch, a ten odskoczył od niego i zwinął się w kłębek na podłodze. Teraz przewagę miał szatyn. Nie chciałem zostawiać mojego przyjaciel na kruchym lodzie więc rzuciłem się na Marco ''od tyłu". Obaj upadliśmy na podłogę, ja natomiast dusiłem go. Powoli robił się sino-fioletowy. Nie wiem dlaczego, ale duszenie go sprawiało mi pewnego rodzaju przyjemność ... Być może odziedziczyłem to po matce? W każdym razie wiedziałem, że jestem po dobrej stronie. Gdy Imre wreszcie wstał trzymając się za brzuch zarządził:
- Wystarczy. Mam nadzieję, że to cię nauczy trzymać się z dala od niej - warknął i otworzył drzwi, a ja uwolniłem szyję Marco z mojego uścisku. - Nie licz więcej na jej pomoc,więc nie przychodź do mnie z tymi ranami - ostrzegł i wyszedł. Popatrzyłem na leżącego syna Zeusa, który próbował łapać oddech i splunąłem na niego. Chuj mnie obchodziło czy nadal będę mógł przebywać na Olimpie, ważne że pomogłem mojemu przyjacielowi. Odczuwałem triumf. W końcu wyszedłem i zamknąłem za sobą drzwi zostawiając Marco w tym, a nie innym stanie. Skierowałem się do pokoju Imrego, w którym przebywały dziewczyny ...
Nel
W tym samym czasie, kiedy Imre lał Marco, ja pokazałam Persefonie to co miałam na krysztale:
- Bardzo ciekawe - to były jej pierwsze słowa po przeczytaniu napisu. - Brzmi to jak prośba o pomoc, ale jakoś niezbyt zachęcająco ... Ciekawe skąd Marco to miał ...
- Nie wiem - westchnęłam nieobecna duchem - Martwię się o Imrego, był taki zły jak wychodził, mógł zrobić coś głupiego - zamartwiałam się.
- Nie bój nic ,Mordred z nim jest - próbowała mnie uspokoić, ale jakoś niezbyt to pomagało.
- No to co robimy z tą ''prośbą o pomoc"? - zapytałam.
- Mam pomysł, byśmy na razie nic nie mówiły chłopakom o tym - zaproponowała. - Chciałabym sama odkryć kto zostawił tą wiadomość, ale przeczytajmy ją jeszcze raz:
,,Jeżeli mnie znalazłaś to się ciesz,
Nie wiem jak dużo o mnie wiesz.
Jestem ukryty w księżyca świetle,
Lecz spotkać mnie możesz tylko w piekle.
Niech nie umknie twej uwadze,
To, że nieszczęście na ciebie sprowadzę.
Jest to ma zachęta,
Do zdjęcia piekielnego piętna ..."
- No znalazłyśmy go, nic o nim nie wiemy, oprócz tego, że można tę wiadomość odczytać z pomocą ''promieni" księżyca - podsumowała moja nowo nabyta przyjaciółka.
- Możemy spotkać go tylko w piekle, sprowadzi na nas nieszczęście i jest chyba przeklęty czy coś -powiedziałam w zamyśleniu.
- Masz rację! - wykrzyknęła Persefona. - Z tego co pamiętam w domu Hadesa jest jeszcze jedno piętro, ale schodów nigdzie nie znalazłam, czyli muszą być za którymiś zamkniętymi drzwiami! -oświadczyła z entuzjazmem.
- No to mamy jakiś trop - ucieszyłam się. - Ale o tym pomyślimy jutro, bo jakoś tak strasznie spać mi się chce.
- Mi też - przytaknęła i obie sunęłyśmy.
W końcu wrócił Imre, trzymał się kurczowo za brzuch:
- Boże Imre, co się stało? - zapytałam wstrząśnięta i podbiegłam do niego.
- Nic takiego ... - odparł. Prawie zaraz po nim do pokoju wszedł Mordred, od którego bił triumf i duma.
- Macie może coś na ból brzucha? - zapytał się brunet.
- Trzeba polatać po Olimpie, żeby coś znaleźć - mruknął blondyn nadal trzymając się za brzuch.
- Imre, może się połóż - i pomogłam dojść mu do łóżka, po czym ułożył się na nim w kłębek.
- Co wyście robili? - zapytała trzeźwo córka Demeter.
- Aaaa tam, nie zrozumiesz - mruknął Mordred.
- A właśnie,że zrozumiem! - odparła wojowniczo Persefona, która nie zniosła sprzeciwu.
- Imre pobił Marco - westchnął i podszedł do przyjaciela.
- Boże ... - tylko tyle zdołałam z siebie wykrztusić, później zrobiło mi się słabo i padłam jak martwa na podłogę ...
Rano obudziłam się na tapczanie okryta kocem. Szybko wstałam i rozejrzałam się po pokoju ... Nikogo oprócz mnie w nim nie było! Spanikowałam:
- ''Gdzie jest Imre?" - powtarzałam co raz w myślach, aż w końcu postanowiłam zawołać chłopaka po imieniu:
- Imre? - powoli weszłam do łazienki i szybko mi ulżyło. Blondyn stał przy umywalce i szczotkował zęby. Był ubrany w lekko podarte jeansy.
- Coś się stało? - zapytał zaraz po tym jak wypluł pastę.
- Nie, nic - odparłam z wyraźną ulgą w głosie - Po prostu myślałam, że cie nie ma ...
- No, a jakże mógłbym ciebie zostawić? - zapytał z uśmiechem i spoglądał na mnie poprzez odbicie w lustrze.
- A dobrze się czujesz? Wszystko w porządku? - chciałam się upewnić, że nic go nie boli
- Nie,wszystko okay. Słyszałem, że zemdlałaś.
- Serio? - byłam zdziwiona, ale później przypomniałam sobie wczorajszy wieczór - No tak ...
- Dzisiaj chcę cię gdzieś zabrać - w końcu odwrócił się do mnie i uścisnął przyjaźnie na znak, że również cieszy się, że mnie widzi.
- Na prawdę? Gdzie? - zdziwiłam się.
- Potrzebne ci jakieś ubrania co nie? - odpowiedział, a w moich oczach czaiła się nadzieja. - Ooo nie, nie. Nie zejdziemy na ziemię, bo mam coś w stylu ''zakazu", ale zapoznam cię z Emmą i Tessą. Powinnyście się polubić - i tak właśnie moja nadzieja na zobaczenie się z rodziną rozsypała się jak domek z kart.
- No ok - westchnęłam zrezygnowana.
- Ej no, nie smuć się. Obiecuję, że po tym całym tygodniu w kurorcie zabiorę cię na ziemię, abyś mogła wrócić do domu ...
- Ale ja nie chcę wracać do domu! Tu mi dobrze, ale chciałabym tylko zobaczyć się z ciotką i Sebastianem i powiedzieć im, że nic mi nie jest i że jestem w bezpiecznym miejscu. Tylko tyle -wyjawiłam mu swoje powody powrotu na ziemię. - Chyba, że nie będziesz chciał mnie dalej gościć u siebie - wykrztusiłam zupełnie niespodziewanie.
- Nel - powiedział to z czułością w głosie, podszedł i złapał mnie za dłonie. - Ja zawsze będę chciał cię u siebie gościć. To najlepsza rzecz jaka kiedykolwiek mi się zdarzyła - wypowiedział zwykłe zdanie, od którego aż zakręciło mi się w głowie.
- Na prawdę?
- Na prawdę - zarumienił się i delikatnie pocałował mnie w czoło, a ja również się zarumieniłam i spojrzałam głęboko w oczy chcąc wyczytać z nich czy to co mówi jest prawdą, a jego oczy wręcz to wykrzykiwały więc nie mogłam mieć wątpliwości.
Po tej ''pięknej chwili" zaprowadził mnie do pokoju bliźniaczek. Jak się okazało z przeczuciem Imrego, szybko się zakolegowałyśmy. Dziewczyny wzięły moje wymiary i popytały co lubię i jakie kolory. Zamówiliśmy kilka ciuchów, a wśród nich: 2 stroje kąpielowe (jeden dwu częściowy, drugi jedno), 3 sukienki do kolan i 1 do kostek (na rocznicę Zeusa i Hery) , 4 pary szortów, 2 pary jeansów,5 t-shirtów, 3 pary trampek,1 baleriny i jakąś bieliznę. Od razu wzięły się do pracy. Zdziwiło mnie jakie są zgrane. Wystarczyło jedno spojrzenie Emmy, aby Tessa podała jej nici albo igłę. Powiedziały prawie równocześnie, abyśmy przyszli odebrać moją nową garderobę wieczorem.
Przez ten czas Imre zabrał mnie na spacer po ogrodzie, który znajdował się za pokojami ''boskich dzieci". Po drodze spotkaliśmy córkę Afrodyty, za którą podążał tabun chłopaków i Hav'a, który próbował dogonić Loren. Imre postanowił z nim trochę pogadać:
- O, witaj Hav.
- No cześć - przywitał się zasapany. - Chcesz mi powiedzieć coś ważnego? Bo teraz jak widzisz muszę ją dogonić.
- Po co? - zapytał zdziwiony.
- Nie słyszałeś przepowiedni? - odpowiedział pytaniem.
- Jakoś jestem mało ogarnięty w wiadomościach z Olimpu.
- No to ci ją w skrócie opowiem - zaproponował. - Wyrocznia mówi, że mam się spiknąć z Loren, i że się niby w sobie zakochamy itp. I że co z morza wyszło to do morza wraca czy coś w tym stylu, dobra spadam na serio - machnął nam ręką na pożegnanie i ruszył w pościg.
My natomiast dalej spacerowaliśmy dopóki się nie ściemniło.
Lena
Rano obudziłam się w swoim łóżku, choć nie wiem jakim cudem. Pamiętałam jedynie, że usnęłam na jednej z dwóch kanap w pokoju Imrego. Mogłam się jednak domyślić, że Mordred mnie tu przyniósł na rękach i położył do łóżka. Innego wyjaśnienia nie było.
Tak więc odbyłam poranną toaletę i zeszłam na śniadanie do jadalni. Chyba wszyscy już zjedli prócz mnie, bo zostało na stole tylko jedno nakrycie i posiłek.
Po najedzeniu się do syta udałam się z powrotem do swego pokoju by się przygotować do wyjazdu do kurortu, który miał się odbyć jutro. Zapomniałam, że mam jedynie suknie Persefony i żadnych ciuchów nadających się na taki wyjazd. Mogłam się spodziewać, że ich nie znajdę w rzeczach prawdziwej Persefony, gdyż to miała być wizyta jedynie w Podziemiach. Czy chciałam czy nie, musiałam pójść do Mordreda prosić o pomoc.
Znalazłam go, tak jak wcześniej przypuszczałam, w sali kinowej. Oglądał film '' Percy Jackson i bogowie Olimpijscy: Złodziej Pioruna". Był to widok naprawdę zaskakujący. Nie wiedziałam czy podchodzić i się odzywać, czy nie. Postanowiłam jednakże iż to uczynię, gdyż w kurorcie nie obędę się bez ubrań i strojów kąpielowych.
- Podoba ci się ten film? - zagadałam w ten sposób, bo nie wiedziałam jak mogłabym zacząć rozmowę inaczej.
- Jest całkiem niezły, ale mogliby dać lepszego aktora na Percy'ego niż Logan Lerman. Ale chyba nie przyszłaś tutaj po to, aby się mnie wypytywać czy podoba mi się jakiś film.
- Masz rację. Chciałam cię o coś prosić.
- O co takiego?- zapytał się mnie kuzyn.
- Dzisiaj muszę ponownie udać się na Olimp do Emmy i Tessy, bo nie mam odpowiednich ubrań na ten wyjazd do kurortu. To byłby wypad na prawdę na małą chwilkę - próbowałam przekonać syna Hadesa.
- No dobra, ale tylko na chwilkę - upomniał. - Mam na dzisiaj zaplanowany ścisły grafik - zażartował.
- Ok. Dzięki.
Przeniósł nas szybko na Olimp. Wraz z Mordredem udałam się do Em i Tess. Dziewczyny od razu domyśliły się jaką mam do nich sprawę i okazało się, że już wcześniej przygotowały mi wszystko na tę okazję wzorując się na odzieży, którą wzięłam ze sobą na wakacje do Polski. Oczywiście ta garderoba była inna, bardziej stylowa i co najważniejsze, pochodziła z ich najnowszej kolekcji zadedykowanej specjalnie dla mnie jako spóźniony prezent urodzinowy. Byłam im ogromnie wdzięczna, bo dzięki temu prezentowi nie musiałam się więcej martwić o to co mam ze sobą wziąć na ten wyjazd, gdyż podarowały mi spakowaną już torbę podróżną.
Patrząc na Mordreda można by wywnioskować, że był znudzony gadaniną o ciuszkach, ale nie zamierzał odejść, bo Imrego nie było. Nie chciałam by na mnie musiał dłużej czekać więc powiedziałam mu, że już mam wszystko co mi potrzeba pokazując na średniej wielkości torbę, i że możemy już wracać. Przystał na mą propozycję i z miejsca przeniósł nas z powrotem do Hadesu.
Imre
Zaczęło się już ściemniać więc postanowiliśmy z Nel, że odbierzemy jej zamówienie od bliźniaczek. Gdy weszliśmy do ich studia naszym oczom ukazał się wielki bałagan. Wszędzie porozrzucane były nici i jakieś kawałki materiałów:
- Emma?Tessa? - zawołałem je po imieniu.
- Ooo witaj Imre! - przywitała mnie Emma.
- I jak wam idzie?
- Świetnie ...! - nie zdążyła dokończyć, bo do pomieszczenia weszła Tessa i odpowiedziała za siostrę
- Okropnie! Mamy masę zamówień, a czasu mało. Nie wiemy czy się wyrobimy ... - pożaliła się.
- Ale nasze zamówienie już skończone? - zapytałem.
- Oczywiście! - wykrzyknęła z entuzjazmem Emma. - Już idę je przynieść. Nel, chcesz przymierzyć ubrania na miejscu, czy w swoim pokoju? - skierowała pytanie do mojej towarzyszki.
- Chyba w pokoju ... - mruknęła zawstydzona, a blondynka podała jej dosyć sporą torbę podróżną.
- To wszystko dla niej?! - wykrzyknąłem zdumiony.
- Yhym - przytaknęły bliźniaczki.
- Dorzuciłyśmy kilka dodatków - zdradziła Tessa.
- Dobra ile chcecie drachm?
- Ogólnie kosztowałoby to 21 drachm, ale dla was będzie zniżka w postaci 15 - odpowiedziała w dalszym ciągu Tessa, a Emma w tym czasie wymknęła się do drugiego pokoju kontynuować swoją pracę. Zapłaciłem Tessie i razem z Nel wyszliśmy z ich studia. Musiałem nieść jej torbę, gdyż była strasznie ciężka, nawet jak dla mnie. Gdy weszliśmy do pokoju postawiłem torbę na podłodze i dałem Nel czas, aby obejrzała jej zawartość:
- Wiesz, muszę udać się w parę miejsc, zaraz wrócę - uprzedziłem ją.
- Nie mogę iść z tobą? - zapytała błagalnie.
- Wolałbym, byś mi nie towarzyszyła, z resztą masz tu masę ciuchów do przymiarki. Jakby ci się coś nie podobało lub nie pasowało względem rozmiaru to połóż na sofę. Jak wrócę to te ubrania odniosę.
- Dobrze ... - westchnęła i zaczęła grzebać w torbie, a ja w tym czasie wyszedłem z pokoju.
Jak się okazało, na korytarzu czekał posłaniec Zeusa. Już wcześniej go widziałem, gdy wracaliśmy z Nel i jej ubraniami, dlatego jej powiedziałem, że muszę gdzieś iść.
Sługa i za razem doradca Zeusa przekazał mi wiadomość, abym na natychmiast pojawił się u naszego pana. Musiałem posłuchać.
Gdy wszedłem do Sali Bogów, Zeus już tam na mnie czekał. Nie był sam ... Obok siedzącego na tronie boga, stał Marco z mocno pokiereszowaną twarzą, aczkolwiek starannie opatrzoną:
- Synu Hermesa! - zagrzmiał jego głęboki głos i to dosłownie.
- Tak Panie? - ukląkłem w geście szacunku i szybkim ruchem podniosłem się z klęczek.
- Czy możesz mi wyjawić powód dlaczego pobiłeś mego syna? - zapytał.
- Tak, mogę.
- A więc zamieniam się w słuch.
- Uczyniłem to, ponieważ Panie zakochałem się, a Marco jakby to powiedzieć ... Chciał ukraść moją miłość - oznajmiłem oskarżycielskim tonem, ale ze stoickim spokojem. Marco tylko prychnął w geście pogardy i odwrócił wzrok.
- Synu, czy to prawda? - Zeus chciał się upewnić, ale wiedział, że nie umiem kłamać.
- Tak ojcze, to prawda.
- Czemuż to uczyniłeś?
- Ponieważ ojcze, ja również ją pokochałem - oznajmił mój wróg, a we mnie aż zawrzało.
- Ech i co ja mam z wami zrobić? - zapytał zakłopotany bóg. Nie chciał dawać ''forów" swojemu synowi, bo było by to niesprawiedliwe w stosunku do innych bogów i bogiń. Chciał, by wszyscy na Olimpie byli równi sobie i traktowani tak samo. Skinął ręką na swojego doradcę i się naradzali. W końcu Zeus podjął decyzję:
- W tej trudnej i niekomfortowej dla mnie sytuacji stwierdzam, iż Imre zostaje usprawiedliwiony i oficjalnie przeproszony przez mego syna Marco - oznajmił ojciec bruneta, po czym Zeus spojrzał na syna, co miało oznaczać, że w tym momencie powinien mnie przeprosić.
- Wybacz - mruknął i podał mi swoją rękę, wiedziałem, że to jego ''wybacz" jest wymuszone i fałszywe.
- Spoko - odparłem i niechętnie ją uścisnąłem.
Po tej ''rozprawie" postanowiłem odwiedzić ojca. Od kilku dni się do mnie nie odzywał, co bardzo mnie niepokoiło, nie lubiłem się z nikim kłócić (z Marco to co innego).
Gdy stanąłem przed drzwiami jego domu rozmyślałem w jaki stanie go zastanę: zaniedbanego, z tygodniowym zarostem i w brudnym podkoszulku, czy jak zawsze uczesanego i porządnego.
Zapukałem do drzwi:
- Wejść - odparł głos zza nich, który bez wątpienia należał do mego ojca.
- Cześć tato - przywitałem się, a tuż koło mojego ucha świsną talerz, który z wielką siłą robił się o ścianę.
- Wynoś się! - wrzasnął - Nie chcę cie tu widzieć!
- Proszę ojcze wysłuchaj mnie - poprosiłem, co podziałało ... Jak zawsze.
- Po co miałbym ciebie słuchać - mój ojciec nie wyglądał na specjalnie niezadbanego. Usiadł zmęczony na kanapę i otarł swoje czoło dłonią.
- Mam ci coś bardzo ważnego do powiedzenia - oznajmiłem.
- Noo Imre, jestem ciekaw co tym razem nabroiłeś - westchnął i spojrzał na mnie.
- Sporo się w ostatnim czasie wydarzyło ... Może zacznę od najważniejszego: drogi ojcze, zapewne nie jesteś zadowolony z tego, że przyprowadziłem tę ziemską istotę na Olimp i pragniesz, by znalazła się w swoim świecie ... - chodziłem po całym pokoju, a Hermes wodził za mną wzrokiem - ... ale jak wiesz, obecnie dostałem od ciebie zakaz schodzenia na ziemię, dlaczego? - zapytałem z wyrzutem
- Ponieważ chcę byś miał nauczkę. Jeżeli ją tutaj przyprowadziłeś, to teraz jej pilnuj. I lepiej zrób to tak by Zeus się o niej nie dowiedział ...
- ''Już wie" - pomyślałem, ale głośno tych słów nie miałem odwagi wypowiedzieć.
- Ile jeszcze czasu mam jej pilnować? - zapytałem.
- Do powrotu z kurortu, już załatwiłem jej wstęp - niezmiernie mnie to ucieszyło, natomiast mój ojciec myślał, że to będzie największa kara dla mnie. Bałem się zapytać Zeusa o zgodę i byłem wdzięczny mojemu niczego nie świadomego ojcu.
- Doprawdy? - odparłem.
- Tak. Jestem ciekaw jak sobie z nią radzisz ... - zamyślił się.
- Nie jest tak źle - podrapałem się po głowie, musiałem tak kombinować, by nie wyjawić mu mojego zauroczenia w Nel, bo inaczej odwołałby jej wyjazd do kurortu i od razu odesłał na ziemię. Zamierzałem go o tym poinformować po wyjeździe.
- Ale powiedz mi Imre, jaka ona jest? - to zdanie zbiło mnie z tropu, najpierw jej nie cierpi, a później się o nią pyta.
- Nel?
- Yhym, a więc tak ma na imię.
- Tak, no cóż ... Nel jest dosyć nieśmiała i skryta. Słucha się mnie i często rozmawiamy.
- Jestem ciekaw jak się w mieścicie w tym twoim pokoiku.
- Zazwyczaj po całym dniu jestem wyczerpany i zdolny do myślenia więc zostawiam jej do dyspozycji łóżko i śpię na sofie, ale raz się zdarzyło, że poszedłem spać wcześniej od niej i została jej kanapa, ale później gdy to sobie uświadomiłem przeniosłem ją na łóżko.
- Yhym, doprawdy, bardzo ciekawe - zdumiał się mój ojciec i zadał ostatnie pytanie. - Czy lubisz tę istotę?
- Wiesz ojcze ... Tak, lubię - odparłem krótko. - Muszę iść, gdyż niebawem będzie kolacja i muszę ją jej przynieść. To jak? Zgoda? - zapytałem.
- Zgoda. - Hermes podał mi rękę i zrobiliśmy niedźwiedzi uścisk. - Jakbyś czegoś potrzebował to przyjdź do mnie.
Byłem zadowolony z tego spotkania.
Podczas powrotu do pokoju spotkałem po drodze Marco. Jak mogłem się spodziewać był wściekły i pchną mnie na ścianę:
- Nie myśl, że ona będzie twoja - warknął.
- Nie myślę, ja to wiem - mruknąłem i oberwałem pięścią w twarz.
- Jak myślisz, dlaczego nie powiedziałem ojcu kim ona jest? - zapytał.
- Może okazałeś litość dla mnie? - odpowiedziałem pytaniem, przez co znów spotkałem jego pięść.
- Zła odpowiedź, ponieważ chcę ją jeszcze kilka razy zobaczyć, a kto wie,może i nawet pocało ... - nie dokończył, gdyż tym razem to ja walnąłem go z pięści.
- Tylko ją tkniesz - warknąłem i odszedłem w stronę swojego pokoju.
Gdy wszedłem do środka mym oczom ukazał się niecodzienny widok. Nel stała na samym środku pokoju w niezwykłej kremowej sukni, która sięgała jej do kostek, włosy miała upięte w kok, aczkolwiek grzywka była wypuszczona z koku i swobodnie opadała na lewy policzek. Ten widok był wręcz niebiański, ale jej reakcja wyrwał mnie z zadumy:
- Boże, Imre, co się stało? - zapytała wstrząśnięta i podbiegła do mnie.
- Nic ... - mruknąłem i spuściłem głowę.
- Pokaż to - stanęła na palcach i delikatnie ujęła mój policzek w celu sprawdzenia jego stanu. - Nie wygląda to najgorzej, ale i dobrze nie jest - skierowała się do komody, gdzie schowany był krem, którym wysmarował swoją ranę Marco. Nakazała usiąść mi gdziekolwiek i nasmarowała porządnie mój prawy policzek (tak, Marco jest leworęczny).
- Ładnie wyglądasz - chciałem rozluźnić nieco atmosferę i odciągnąć jej myśli od mojego policzka.
- Dzięki.
- Tylko nie ubrudź jej kremem - ta piękna suknia nie mogła się zmarnować.
- Dobrze - posłała mi lekki uśmiech, w końcu skończyła.
- A jak inne ubrania? Pasują? Rozmiarem i gustem?
- Tak! - wykrzyknęła z entuzjazmem. - Wszystko jest tak starannie zaprojektowane i w pięknych kolorach.
- No to cieszę się - odparłem. - Jestem trochę zmęczony ... - ledwie dokończyłem, a ona zaczęła
- Ja zajmuję sofę!
- O nie, nie, nie. Sofa dzisiejszej nocy należy do mnie! - ostatecznie wygrałem ja ...
Mordred
Następnego dnia był wyjazd do kurortu. Z tego co pamiętałem, zbiórka na Olimpie była o godzinie dziesiątej rano, a teraz była dziewiąta. Musiałem się trochę pospieszyć. Ubrania spakowałem już wczoraj,więc połowę rzeczy miałem z głowy. Chciałem wziąć poranny prysznic, lecz łazienka była zajęta. Przez kogo? Oczywiście przez moją kuzynkę:
- Długo będziesz się tam stroić? - zapytałem zirytowany.
- Jeszcze momencik! - usłyszałem jej głos zza drzwi.
- Już ja znam ten twój momencik!
- Jeśli będziesz ciągle rozpraszał mą uwagę, tym dłużej będziesz czekał - oświadczyła.
- No weź! Lustro jest też na dole, a prysznic jest tylko jeden. - Zacząłem walić do drzwi.
W końcu opuściła łazienkę, ale uprzedziła mnie, że jeszcze tam wróci. Szybko się ogarnąłem, dokończyłem pakowanie najpotrzebniejszych rzeczy i byłem w pełni gotowy. W przeciwieństwie do Persefony:
- No chodź już, zaraz się spóźnimy! Niebawem przybywają rydwany! - wrzeszczałem z dołu.
- Poczekaj, tylko dokończę się pakować!
- Ech - westchnąłem i czekałem.
Nareszcie zeszła. Jej wygląd był wręcz oszałamiający! Ubrana była w liliową krótką suknię, białe baleriny, a włosy opadały swobodnie okrywając ramiona i plecy. Wyglądała pięknie. Z mych rozmyśleń wyrwał mnie jej głos:
- Pomożesz mi z tą walizką? Tylko delikatnie! - poprosiła.
- Spoko - szybko wdrapałem się po schodach na górę i chwyciłem jej walizkę. Powoli razem z nią zeszliśmy na dół, gdzie czekała na nas moja czarna jak węgiel torba podróżna. Gdy postawiłem jej walizkę na ziemię, chwyciłem swój bagaż, a ona swój. Już mieliśmy ,,znikać" z Hadesu, gdy zatrzymał nas mój ojciec:
- Ejże synku! - wykrzyknął oburzony - Ze swoim staruszkiem się nie pożegnasz? - zapytał rozkładając ramiona. Wbrew mojej naturze podszedłem do niego i się uściskaliśmy. Natomiast Persefonę skromnie pocałował w rękę i mogliśmy ruszać na Olimp.
Gdy znaleźliśmy się na Placu Głównym na Olimpie, nie było ani jednego rydwanu, aczkolwiek wszyscy już czekali gotowi ze swoimi torbami, walizkami i czym tam jeszcze mieli. Wzorkiem odnalazłem Imrego i Nel. Postanowiłem dołączyć do nich bez względu na to czy Persefona będzie również tego chciała. Jak się okazało chętnie ze mną poszła w ich kierunku. Akurat w momencie, gdy witałem się z mym przyjacielem, a moja kuzynka z jego towarzyszką przybyły rydwany.
Pierwszy przyjechał rydwan Marco, który był cały ze złota, tuż za nim rydwan Hav'a z morskim motywem, trzecim rydwan należał do mnie. Był cały pokryty czarnymi piórami, a następny, po moim należał do mojej kuzynki Persefony. Został cały pokryty motywem roślinnym. Kolejny był przeznaczony dla Emmy i Tessy. Z racji tego że były córkami Ateny miały rydwan przyozdobiony gałązkami oliwnymi, symbolem zwycięstwa, a natomiast rydwan Williama był przyodziany gałązkami winnymi, czyli czymś czym on się upajał, gdy ojciec nie patrzył. Loren wreszcie doczekała się swego powozu w kształcie różowej muszli z wygrawerowanymi sercami.
Powóz Imrego, który przyjechał ostatni, był całkowitym przeciwieństwem mego pojazdu, jego został przyozdobiony białymi jak śnieg piórami.- Nie wątpię w twe słowa przyjacielu, ale martwię się o nią ... - westchnął tak samo jak my z Persefoną, ale z zupełnie innego powodu, był taki uroczy.
- Przecież tam jej nic nie grozi.
- Czyżby?
- Na pewno - zwątpił i się zastanowił. - Noo ... Może i masz rację - w końcu Mordred się poddał.
- Marco wie o jej słabym punkcie i będzie chciał to wykorzystać. Muszę ją przed nim ochronić ...
- Tylko nie mów, że będziesz ją pilnował dwadzieścia cztery na godzinę!
- To byłoby najrozsądniejsze rozwiązanie.
- No to po kiego czorta tam jedziesz? Masz się tam odprężyć, zabawić itp. - oburzył się brunet.
- Noo chciałbym trochę pozwiedzać, wyrwać się z Olimpu, no bo jak wiesz jestem synem Hermesa i powinienem być w ciągłym ruchu.
- Tak, tak. To chyba każdy wie ...
- A Nel chcę tam zabrać, ponieważ ... - brakowało mu jakiegoś konkretnego argumentu.
- Ponieważ? - ponaglał Mordred.
- Ponieważ martwię się, że mój ojciec znajdzie ją na Olimpie i pod moją nieobecność odeśle z powrotem na ziemię ...
W tym momencie Persefona wraz ze mną weszła do salonu i przerwała ich rozmowę:
- No i co tam? - zagadała.
- Nic, tak sobie rozmawiamy - odparł Mordred.
- Yhym i co Imre, zabierasz Nel ze sobą? - zapytała go córka Demeter, aby się upewnić.
- Nel, chcesz jechać ze mną? - zapytał się mnie Imre z nienacka.
- Eeeem ... - powoli zaczęłam prychać śmiechem, a w moje ślady poszła reszta, gdy w końcu się ogarnęłam odpowiedziałam mu. - Jeśli ty tego chcesz to czemu nie?
- No to fajnie - ucieszyła się Persefona, a Imre posłał znaczące spojrzenie w moim kierunku, na co odpowiedziałam mu uśmiechem.
- Ale Imre ... - Mordred zawsze miał jakieś ''ale" - Jesteś pewny, że ją upilnujesz?
- Ja mogę się nią zajmować z Imrem na zmianę - zaproponowała Persefona.
- To nie taki zły pomysł - podsumował blondyn.
- A róbcie se co chcecie - westchnął syn Hadesa i więcej się nie odzywał.
- Ha ha ha, Mordzik nie obrażaj się - roześmiał się Imre, tak samo jak my z Per.
- No bo co Imruś mi zrobisz? - odpowiedział tym samym jego przyjaciel, a my zaczęłyśmy się jeszcze głośniej śmiać. To co tutaj się działo było wręcz komiczne ...
- Nic - i uśmiechnął się z satysfakcją, że sprowadził uśmiech na twarz tego pesymisty.
- Aaaa Imre, bo jest taka sprawa - zaczęła siostrzenica Hadesa.
- No słucham.
- Bo my z Nel potrzebujemy dostać się na Olimp ... - nie dokończyła, bo przerwał jej kuzyn.
- Nigdzie nie idziesz, jest ciemna noc!
- Nie musisz mnie niańczyć! - warknęła - To jak?
- Dla mnie to nie problem - westchnął Imre i podniósł się z kanapy.
- Jak wszyscy to i ja - odparł zrezygnowany Mordred i również wstał z tapczana oraz podszedł do Persefony, a Imre do mnie. Wszyscy czworo rozpłynęliśmy się w czarnych oparach.
***
Znaleźliśmy się na korytarzu, który prowadził do pokojów ''boskich dzieci". Szliśmy wzdłuż niego, aż doszliśmy do pokoju Imrego. Weszliśmy do niego wszyscy. Usiadłam na sofie i wyjęłam naszyjnik, Imre od razu zareagował:
- Od kogo masz ten naszyjnik? - zapytał podejrzliwie i ze wzburzeniem.
- Od Marco - wyszeptałam.
- Nel, pozwól na stronę - i odciągnął mnie na drugi koniec pokoju. - Opowiedz mi wszystko! - zażądał szeptem.
- Ale co wszystko? - nie wiedziałam o co mu chodzi.
- Wszystko co Marco z tobą robił - to brzmiał tak idiotycznie, że najchętniej wybuchnęłabym śmiechem, ale sytuacja był bardzo poważna.
- Jak dawał mi ten naszyjnik to pocałował mnie w policzek, ale uciekłam. Później, gdy ty wyszedłeś po lód oraz maść trzymał mnie za rękę i porównywał nasze dłonie, a jak poszedłeś odnieść lód ... -zaczęłam pochlipywać, tak mi było wstyd, że byłam taka łatwa - ... tak było mi go szkoda, że przytuliłam się do niego, a on pocałował mnie w głowę ... - Imre nie wytrzymał i mnie mocno do siebie przytulił.
- Zabiję go! - szeptał, aż szept zamienił się w ostrzegawczy, a ostatecznie w konsekwentny ton. - Zabiję go! - wypuścił mnie z objęć i szybkim krokiem wyszedł ze swojego pokoju i zmierzał w stronę lokum Marco.
- Nie wiem co mu powiedziałaś, ale w takim stanie jeszcze go nie widziałem - odparł zdziwiony Mordred - Cholera! On nigdy nie kłamie! - i ruszył za nim.
- Och,Boże, co ja zrobiłam! - szlochałam.
- To co słuszne - pocieszała mnie Persefona. - No to może pokażesz mi ten ''wierszyk"? -zaproponowała.
- Jasne - szepnęłam ocierając łzy. Chwyciłam wisiorek i skierowałam kryształ na światło księżyca. Naszym oczom ukazała się ów ''rymowanka" ...
Mordred
Odkąd znałem Imrego nie pamiętam, by był aż tak wściekły! Zawsze miał tą swoją irytującą człowieka ''niebiańską cierpliwość i wyrozumiałość", ale teraz wszelkie tamy w nim pękły. Biegłem przez korytarz, aż w końcu zobaczyłem mego przyjaciela, który prawie wyważył drzwi do pokoju Marco. Zmieszany szatyn na swoje nieszczęście otworzył je, a jego twarz spotkała się z pięścią Imrego. Ten cios powalił go na podłogę, a Imre okładał go pięściami. Wiedziałem, że Marco to sukinkot i miałem ochotę się przyłączyć, ale zadbałem, aby wieść o bójce była ściśle tajna. Szybko wszedłem do pokoju syna Zeusa i zamknąłem drzwi. Imre krzyczał:
- Nie daruję ci tego! Odwal się od niej! Wiem, że zrobiłeś to specjalnie! - tak brzmiały zdania, które najczęściej wykrzykiwał. Biedny, a może jednak nie, Marco postanowił się bronić i grzmotnął Imrego kolanem w brzuch, a ten odskoczył od niego i zwinął się w kłębek na podłodze. Teraz przewagę miał szatyn. Nie chciałem zostawiać mojego przyjaciel na kruchym lodzie więc rzuciłem się na Marco ''od tyłu". Obaj upadliśmy na podłogę, ja natomiast dusiłem go. Powoli robił się sino-fioletowy. Nie wiem dlaczego, ale duszenie go sprawiało mi pewnego rodzaju przyjemność ... Być może odziedziczyłem to po matce? W każdym razie wiedziałem, że jestem po dobrej stronie. Gdy Imre wreszcie wstał trzymając się za brzuch zarządził:
- Wystarczy. Mam nadzieję, że to cię nauczy trzymać się z dala od niej - warknął i otworzył drzwi, a ja uwolniłem szyję Marco z mojego uścisku. - Nie licz więcej na jej pomoc,więc nie przychodź do mnie z tymi ranami - ostrzegł i wyszedł. Popatrzyłem na leżącego syna Zeusa, który próbował łapać oddech i splunąłem na niego. Chuj mnie obchodziło czy nadal będę mógł przebywać na Olimpie, ważne że pomogłem mojemu przyjacielowi. Odczuwałem triumf. W końcu wyszedłem i zamknąłem za sobą drzwi zostawiając Marco w tym, a nie innym stanie. Skierowałem się do pokoju Imrego, w którym przebywały dziewczyny ...
Nel
W tym samym czasie, kiedy Imre lał Marco, ja pokazałam Persefonie to co miałam na krysztale:
- Bardzo ciekawe - to były jej pierwsze słowa po przeczytaniu napisu. - Brzmi to jak prośba o pomoc, ale jakoś niezbyt zachęcająco ... Ciekawe skąd Marco to miał ...
- Nie wiem - westchnęłam nieobecna duchem - Martwię się o Imrego, był taki zły jak wychodził, mógł zrobić coś głupiego - zamartwiałam się.
- Nie bój nic ,Mordred z nim jest - próbowała mnie uspokoić, ale jakoś niezbyt to pomagało.
- No to co robimy z tą ''prośbą o pomoc"? - zapytałam.
- Mam pomysł, byśmy na razie nic nie mówiły chłopakom o tym - zaproponowała. - Chciałabym sama odkryć kto zostawił tą wiadomość, ale przeczytajmy ją jeszcze raz:
,,Jeżeli mnie znalazłaś to się ciesz,
Nie wiem jak dużo o mnie wiesz.
Jestem ukryty w księżyca świetle,
Lecz spotkać mnie możesz tylko w piekle.
Niech nie umknie twej uwadze,
To, że nieszczęście na ciebie sprowadzę.
Jest to ma zachęta,
Do zdjęcia piekielnego piętna ..."
- No znalazłyśmy go, nic o nim nie wiemy, oprócz tego, że można tę wiadomość odczytać z pomocą ''promieni" księżyca - podsumowała moja nowo nabyta przyjaciółka.
- Możemy spotkać go tylko w piekle, sprowadzi na nas nieszczęście i jest chyba przeklęty czy coś -powiedziałam w zamyśleniu.
- Masz rację! - wykrzyknęła Persefona. - Z tego co pamiętam w domu Hadesa jest jeszcze jedno piętro, ale schodów nigdzie nie znalazłam, czyli muszą być za którymiś zamkniętymi drzwiami! -oświadczyła z entuzjazmem.
- No to mamy jakiś trop - ucieszyłam się. - Ale o tym pomyślimy jutro, bo jakoś tak strasznie spać mi się chce.
- Mi też - przytaknęła i obie sunęłyśmy.
W końcu wrócił Imre, trzymał się kurczowo za brzuch:
- Boże Imre, co się stało? - zapytałam wstrząśnięta i podbiegłam do niego.
- Nic takiego ... - odparł. Prawie zaraz po nim do pokoju wszedł Mordred, od którego bił triumf i duma.
- Macie może coś na ból brzucha? - zapytał się brunet.
- Trzeba polatać po Olimpie, żeby coś znaleźć - mruknął blondyn nadal trzymając się za brzuch.
- Imre, może się połóż - i pomogłam dojść mu do łóżka, po czym ułożył się na nim w kłębek.
- Co wyście robili? - zapytała trzeźwo córka Demeter.
- Aaaa tam, nie zrozumiesz - mruknął Mordred.
- A właśnie,że zrozumiem! - odparła wojowniczo Persefona, która nie zniosła sprzeciwu.
- Imre pobił Marco - westchnął i podszedł do przyjaciela.
- Boże ... - tylko tyle zdołałam z siebie wykrztusić, później zrobiło mi się słabo i padłam jak martwa na podłogę ...
***
Rano obudziłam się na tapczanie okryta kocem. Szybko wstałam i rozejrzałam się po pokoju ... Nikogo oprócz mnie w nim nie było! Spanikowałam:
- ''Gdzie jest Imre?" - powtarzałam co raz w myślach, aż w końcu postanowiłam zawołać chłopaka po imieniu:
- Imre? - powoli weszłam do łazienki i szybko mi ulżyło. Blondyn stał przy umywalce i szczotkował zęby. Był ubrany w lekko podarte jeansy.
- Coś się stało? - zapytał zaraz po tym jak wypluł pastę.
- Nie, nic - odparłam z wyraźną ulgą w głosie - Po prostu myślałam, że cie nie ma ...
- No, a jakże mógłbym ciebie zostawić? - zapytał z uśmiechem i spoglądał na mnie poprzez odbicie w lustrze.
- A dobrze się czujesz? Wszystko w porządku? - chciałam się upewnić, że nic go nie boli
- Nie,wszystko okay. Słyszałem, że zemdlałaś.
- Serio? - byłam zdziwiona, ale później przypomniałam sobie wczorajszy wieczór - No tak ...
- Dzisiaj chcę cię gdzieś zabrać - w końcu odwrócił się do mnie i uścisnął przyjaźnie na znak, że również cieszy się, że mnie widzi.
- Na prawdę? Gdzie? - zdziwiłam się.
- Potrzebne ci jakieś ubrania co nie? - odpowiedział, a w moich oczach czaiła się nadzieja. - Ooo nie, nie. Nie zejdziemy na ziemię, bo mam coś w stylu ''zakazu", ale zapoznam cię z Emmą i Tessą. Powinnyście się polubić - i tak właśnie moja nadzieja na zobaczenie się z rodziną rozsypała się jak domek z kart.
- No ok - westchnęłam zrezygnowana.
- Ej no, nie smuć się. Obiecuję, że po tym całym tygodniu w kurorcie zabiorę cię na ziemię, abyś mogła wrócić do domu ...
- Ale ja nie chcę wracać do domu! Tu mi dobrze, ale chciałabym tylko zobaczyć się z ciotką i Sebastianem i powiedzieć im, że nic mi nie jest i że jestem w bezpiecznym miejscu. Tylko tyle -wyjawiłam mu swoje powody powrotu na ziemię. - Chyba, że nie będziesz chciał mnie dalej gościć u siebie - wykrztusiłam zupełnie niespodziewanie.
- Nel - powiedział to z czułością w głosie, podszedł i złapał mnie za dłonie. - Ja zawsze będę chciał cię u siebie gościć. To najlepsza rzecz jaka kiedykolwiek mi się zdarzyła - wypowiedział zwykłe zdanie, od którego aż zakręciło mi się w głowie.
- Na prawdę?
- Na prawdę - zarumienił się i delikatnie pocałował mnie w czoło, a ja również się zarumieniłam i spojrzałam głęboko w oczy chcąc wyczytać z nich czy to co mówi jest prawdą, a jego oczy wręcz to wykrzykiwały więc nie mogłam mieć wątpliwości.
Po tej ''pięknej chwili" zaprowadził mnie do pokoju bliźniaczek. Jak się okazało z przeczuciem Imrego, szybko się zakolegowałyśmy. Dziewczyny wzięły moje wymiary i popytały co lubię i jakie kolory. Zamówiliśmy kilka ciuchów, a wśród nich: 2 stroje kąpielowe (jeden dwu częściowy, drugi jedno), 3 sukienki do kolan i 1 do kostek (na rocznicę Zeusa i Hery) , 4 pary szortów, 2 pary jeansów,5 t-shirtów, 3 pary trampek,1 baleriny i jakąś bieliznę. Od razu wzięły się do pracy. Zdziwiło mnie jakie są zgrane. Wystarczyło jedno spojrzenie Emmy, aby Tessa podała jej nici albo igłę. Powiedziały prawie równocześnie, abyśmy przyszli odebrać moją nową garderobę wieczorem.
Przez ten czas Imre zabrał mnie na spacer po ogrodzie, który znajdował się za pokojami ''boskich dzieci". Po drodze spotkaliśmy córkę Afrodyty, za którą podążał tabun chłopaków i Hav'a, który próbował dogonić Loren. Imre postanowił z nim trochę pogadać:
- O, witaj Hav.
- No cześć - przywitał się zasapany. - Chcesz mi powiedzieć coś ważnego? Bo teraz jak widzisz muszę ją dogonić.
- Po co? - zapytał zdziwiony.
- Nie słyszałeś przepowiedni? - odpowiedział pytaniem.
- Jakoś jestem mało ogarnięty w wiadomościach z Olimpu.
- No to ci ją w skrócie opowiem - zaproponował. - Wyrocznia mówi, że mam się spiknąć z Loren, i że się niby w sobie zakochamy itp. I że co z morza wyszło to do morza wraca czy coś w tym stylu, dobra spadam na serio - machnął nam ręką na pożegnanie i ruszył w pościg.
My natomiast dalej spacerowaliśmy dopóki się nie ściemniło.
Lena
Rano obudziłam się w swoim łóżku, choć nie wiem jakim cudem. Pamiętałam jedynie, że usnęłam na jednej z dwóch kanap w pokoju Imrego. Mogłam się jednak domyślić, że Mordred mnie tu przyniósł na rękach i położył do łóżka. Innego wyjaśnienia nie było.
Tak więc odbyłam poranną toaletę i zeszłam na śniadanie do jadalni. Chyba wszyscy już zjedli prócz mnie, bo zostało na stole tylko jedno nakrycie i posiłek.
Po najedzeniu się do syta udałam się z powrotem do swego pokoju by się przygotować do wyjazdu do kurortu, który miał się odbyć jutro. Zapomniałam, że mam jedynie suknie Persefony i żadnych ciuchów nadających się na taki wyjazd. Mogłam się spodziewać, że ich nie znajdę w rzeczach prawdziwej Persefony, gdyż to miała być wizyta jedynie w Podziemiach. Czy chciałam czy nie, musiałam pójść do Mordreda prosić o pomoc.
Znalazłam go, tak jak wcześniej przypuszczałam, w sali kinowej. Oglądał film '' Percy Jackson i bogowie Olimpijscy: Złodziej Pioruna". Był to widok naprawdę zaskakujący. Nie wiedziałam czy podchodzić i się odzywać, czy nie. Postanowiłam jednakże iż to uczynię, gdyż w kurorcie nie obędę się bez ubrań i strojów kąpielowych.
- Podoba ci się ten film? - zagadałam w ten sposób, bo nie wiedziałam jak mogłabym zacząć rozmowę inaczej.
- Jest całkiem niezły, ale mogliby dać lepszego aktora na Percy'ego niż Logan Lerman. Ale chyba nie przyszłaś tutaj po to, aby się mnie wypytywać czy podoba mi się jakiś film.
- Masz rację. Chciałam cię o coś prosić.
- O co takiego?- zapytał się mnie kuzyn.
- Dzisiaj muszę ponownie udać się na Olimp do Emmy i Tessy, bo nie mam odpowiednich ubrań na ten wyjazd do kurortu. To byłby wypad na prawdę na małą chwilkę - próbowałam przekonać syna Hadesa.
- No dobra, ale tylko na chwilkę - upomniał. - Mam na dzisiaj zaplanowany ścisły grafik - zażartował.
- Ok. Dzięki.
Przeniósł nas szybko na Olimp. Wraz z Mordredem udałam się do Em i Tess. Dziewczyny od razu domyśliły się jaką mam do nich sprawę i okazało się, że już wcześniej przygotowały mi wszystko na tę okazję wzorując się na odzieży, którą wzięłam ze sobą na wakacje do Polski. Oczywiście ta garderoba była inna, bardziej stylowa i co najważniejsze, pochodziła z ich najnowszej kolekcji zadedykowanej specjalnie dla mnie jako spóźniony prezent urodzinowy. Byłam im ogromnie wdzięczna, bo dzięki temu prezentowi nie musiałam się więcej martwić o to co mam ze sobą wziąć na ten wyjazd, gdyż podarowały mi spakowaną już torbę podróżną.
Patrząc na Mordreda można by wywnioskować, że był znudzony gadaniną o ciuszkach, ale nie zamierzał odejść, bo Imrego nie było. Nie chciałam by na mnie musiał dłużej czekać więc powiedziałam mu, że już mam wszystko co mi potrzeba pokazując na średniej wielkości torbę, i że możemy już wracać. Przystał na mą propozycję i z miejsca przeniósł nas z powrotem do Hadesu.
***
Po powrocie do mojego tymczasowego domu chciałam się zająć poszukiwaniami ukrytych za jakimiś drzwiami schodów. Wiedziałam, że odnalezienie odpowiednich drzwi będzie trudne, gdyż w tym zamku jest od groma pokoi, ale chciałam podjąć te wyzwanie. W dużej części ze względu na Nel, bo miałam świadomość, że będzie się tym cały czas zadręczała. Tak więc wzięłam się do pracy.
Moją wycieczkę detektywistyczną zaczęłam tam, gdzie ostatnio skończyłam, czyli w pokoju Nemezis. Otwierałam kolejno drzwi do pomieszczeń. Niektóre z nich miały ciekawą zawartość, a niektóre nie. Nawet jeden był całkowicie zakurzony. Znalazłam wiele imponujących kolekcji sukien, biżuterii i innych gratów, które mogłam pokochać całą sobą, ale śladów schodów brak. Przechadzałam się po korytarzu szukają i myślą o różnego rodzaju sprawach. O tym jak zazdrościłam Nel tego, że znalazła kogoś takiego jak Imre, o tym, że miała odwagę być przy nim, gdy Hermes tego sobie nie życzył. Jedna rzecz była bardzo ciekawa, a mianowicie to, że do tej pory nie spostrzegli, jak bardzo są w sobie zakochani.
Szukałam bite kilka godzin, zaglądałam do pomieszczeń lecz niczego nie znalazłam. Chwilami miałam ochotę się poddać i kontynuować te poszukiwania kiedy indziej, ale miałam świadomość tego, że jeżeli teraz się poddam, to nie wiadomo czy nadarzy się kolejna taka szansa. Coś mi podpowiadało, abym stawiała kroki na przód i nie patrzyła wstecz. Szłam i dojść nie mogłam. Byłam uwięziona w labiryncie drzwi jako więzień, dopóki nie znajdę odpowiednich.
Tułałam się jak zbłąkana dusza do czasu, gdy znalazłam pokój, który okazał się kolejnym korytarzem. Podążałam wzdłuż krętego holu. Na końcu niego znalazłam strasznie zakurzone marmurowe schody. Już chciałam po nich wejść, ale usłyszałam wołający głos:
- Persefono! Już czas na kolację! - zawołał głos należący do mojej doradczyni Liz.
- Za chwilę przyjdę - odpowiedziałam i wyszłam z tego pokojo-korytarza oraz całej reszty dziwnego holu.
Po kolacji poszłam szybko spać, ze względu na jutrzejszą pobudkę o siódmej rano...Imre
Zaczęło się już ściemniać więc postanowiliśmy z Nel, że odbierzemy jej zamówienie od bliźniaczek. Gdy weszliśmy do ich studia naszym oczom ukazał się wielki bałagan. Wszędzie porozrzucane były nici i jakieś kawałki materiałów:
- Emma?Tessa? - zawołałem je po imieniu.
- Ooo witaj Imre! - przywitała mnie Emma.
- I jak wam idzie?
- Świetnie ...! - nie zdążyła dokończyć, bo do pomieszczenia weszła Tessa i odpowiedziała za siostrę
- Okropnie! Mamy masę zamówień, a czasu mało. Nie wiemy czy się wyrobimy ... - pożaliła się.
- Ale nasze zamówienie już skończone? - zapytałem.
- Oczywiście! - wykrzyknęła z entuzjazmem Emma. - Już idę je przynieść. Nel, chcesz przymierzyć ubrania na miejscu, czy w swoim pokoju? - skierowała pytanie do mojej towarzyszki.
- Chyba w pokoju ... - mruknęła zawstydzona, a blondynka podała jej dosyć sporą torbę podróżną.
- To wszystko dla niej?! - wykrzyknąłem zdumiony.
- Yhym - przytaknęły bliźniaczki.
- Dorzuciłyśmy kilka dodatków - zdradziła Tessa.
- Dobra ile chcecie drachm?
- Ogólnie kosztowałoby to 21 drachm, ale dla was będzie zniżka w postaci 15 - odpowiedziała w dalszym ciągu Tessa, a Emma w tym czasie wymknęła się do drugiego pokoju kontynuować swoją pracę. Zapłaciłem Tessie i razem z Nel wyszliśmy z ich studia. Musiałem nieść jej torbę, gdyż była strasznie ciężka, nawet jak dla mnie. Gdy weszliśmy do pokoju postawiłem torbę na podłodze i dałem Nel czas, aby obejrzała jej zawartość:
- Wiesz, muszę udać się w parę miejsc, zaraz wrócę - uprzedziłem ją.
- Nie mogę iść z tobą? - zapytała błagalnie.
- Wolałbym, byś mi nie towarzyszyła, z resztą masz tu masę ciuchów do przymiarki. Jakby ci się coś nie podobało lub nie pasowało względem rozmiaru to połóż na sofę. Jak wrócę to te ubrania odniosę.
- Dobrze ... - westchnęła i zaczęła grzebać w torbie, a ja w tym czasie wyszedłem z pokoju.
***
Jak się okazało, na korytarzu czekał posłaniec Zeusa. Już wcześniej go widziałem, gdy wracaliśmy z Nel i jej ubraniami, dlatego jej powiedziałem, że muszę gdzieś iść.
Sługa i za razem doradca Zeusa przekazał mi wiadomość, abym na natychmiast pojawił się u naszego pana. Musiałem posłuchać.
Gdy wszedłem do Sali Bogów, Zeus już tam na mnie czekał. Nie był sam ... Obok siedzącego na tronie boga, stał Marco z mocno pokiereszowaną twarzą, aczkolwiek starannie opatrzoną:
- Synu Hermesa! - zagrzmiał jego głęboki głos i to dosłownie.
- Tak Panie? - ukląkłem w geście szacunku i szybkim ruchem podniosłem się z klęczek.
- Czy możesz mi wyjawić powód dlaczego pobiłeś mego syna? - zapytał.
- Tak, mogę.
- A więc zamieniam się w słuch.
- Uczyniłem to, ponieważ Panie zakochałem się, a Marco jakby to powiedzieć ... Chciał ukraść moją miłość - oznajmiłem oskarżycielskim tonem, ale ze stoickim spokojem. Marco tylko prychnął w geście pogardy i odwrócił wzrok.
- Synu, czy to prawda? - Zeus chciał się upewnić, ale wiedział, że nie umiem kłamać.
- Tak ojcze, to prawda.
- Czemuż to uczyniłeś?
- Ponieważ ojcze, ja również ją pokochałem - oznajmił mój wróg, a we mnie aż zawrzało.
- Ech i co ja mam z wami zrobić? - zapytał zakłopotany bóg. Nie chciał dawać ''forów" swojemu synowi, bo było by to niesprawiedliwe w stosunku do innych bogów i bogiń. Chciał, by wszyscy na Olimpie byli równi sobie i traktowani tak samo. Skinął ręką na swojego doradcę i się naradzali. W końcu Zeus podjął decyzję:
- W tej trudnej i niekomfortowej dla mnie sytuacji stwierdzam, iż Imre zostaje usprawiedliwiony i oficjalnie przeproszony przez mego syna Marco - oznajmił ojciec bruneta, po czym Zeus spojrzał na syna, co miało oznaczać, że w tym momencie powinien mnie przeprosić.
- Wybacz - mruknął i podał mi swoją rękę, wiedziałem, że to jego ''wybacz" jest wymuszone i fałszywe.
- Spoko - odparłem i niechętnie ją uścisnąłem.
***
Po tej ''rozprawie" postanowiłem odwiedzić ojca. Od kilku dni się do mnie nie odzywał, co bardzo mnie niepokoiło, nie lubiłem się z nikim kłócić (z Marco to co innego).
Gdy stanąłem przed drzwiami jego domu rozmyślałem w jaki stanie go zastanę: zaniedbanego, z tygodniowym zarostem i w brudnym podkoszulku, czy jak zawsze uczesanego i porządnego.
Zapukałem do drzwi:
- Wejść - odparł głos zza nich, który bez wątpienia należał do mego ojca.
- Cześć tato - przywitałem się, a tuż koło mojego ucha świsną talerz, który z wielką siłą robił się o ścianę.
- Wynoś się! - wrzasnął - Nie chcę cie tu widzieć!
- Proszę ojcze wysłuchaj mnie - poprosiłem, co podziałało ... Jak zawsze.
- Po co miałbym ciebie słuchać - mój ojciec nie wyglądał na specjalnie niezadbanego. Usiadł zmęczony na kanapę i otarł swoje czoło dłonią.
- Mam ci coś bardzo ważnego do powiedzenia - oznajmiłem.
- Noo Imre, jestem ciekaw co tym razem nabroiłeś - westchnął i spojrzał na mnie.
- Sporo się w ostatnim czasie wydarzyło ... Może zacznę od najważniejszego: drogi ojcze, zapewne nie jesteś zadowolony z tego, że przyprowadziłem tę ziemską istotę na Olimp i pragniesz, by znalazła się w swoim świecie ... - chodziłem po całym pokoju, a Hermes wodził za mną wzrokiem - ... ale jak wiesz, obecnie dostałem od ciebie zakaz schodzenia na ziemię, dlaczego? - zapytałem z wyrzutem
- Ponieważ chcę byś miał nauczkę. Jeżeli ją tutaj przyprowadziłeś, to teraz jej pilnuj. I lepiej zrób to tak by Zeus się o niej nie dowiedział ...
- ''Już wie" - pomyślałem, ale głośno tych słów nie miałem odwagi wypowiedzieć.
- Ile jeszcze czasu mam jej pilnować? - zapytałem.
- Do powrotu z kurortu, już załatwiłem jej wstęp - niezmiernie mnie to ucieszyło, natomiast mój ojciec myślał, że to będzie największa kara dla mnie. Bałem się zapytać Zeusa o zgodę i byłem wdzięczny mojemu niczego nie świadomego ojcu.
- Doprawdy? - odparłem.
- Tak. Jestem ciekaw jak sobie z nią radzisz ... - zamyślił się.
- Nie jest tak źle - podrapałem się po głowie, musiałem tak kombinować, by nie wyjawić mu mojego zauroczenia w Nel, bo inaczej odwołałby jej wyjazd do kurortu i od razu odesłał na ziemię. Zamierzałem go o tym poinformować po wyjeździe.
- Ale powiedz mi Imre, jaka ona jest? - to zdanie zbiło mnie z tropu, najpierw jej nie cierpi, a później się o nią pyta.
- Nel?
- Yhym, a więc tak ma na imię.
- Tak, no cóż ... Nel jest dosyć nieśmiała i skryta. Słucha się mnie i często rozmawiamy.
- Jestem ciekaw jak się w mieścicie w tym twoim pokoiku.
- Zazwyczaj po całym dniu jestem wyczerpany i zdolny do myślenia więc zostawiam jej do dyspozycji łóżko i śpię na sofie, ale raz się zdarzyło, że poszedłem spać wcześniej od niej i została jej kanapa, ale później gdy to sobie uświadomiłem przeniosłem ją na łóżko.
- Yhym, doprawdy, bardzo ciekawe - zdumiał się mój ojciec i zadał ostatnie pytanie. - Czy lubisz tę istotę?
- Wiesz ojcze ... Tak, lubię - odparłem krótko. - Muszę iść, gdyż niebawem będzie kolacja i muszę ją jej przynieść. To jak? Zgoda? - zapytałem.
- Zgoda. - Hermes podał mi rękę i zrobiliśmy niedźwiedzi uścisk. - Jakbyś czegoś potrzebował to przyjdź do mnie.
Byłem zadowolony z tego spotkania.
***
Podczas powrotu do pokoju spotkałem po drodze Marco. Jak mogłem się spodziewać był wściekły i pchną mnie na ścianę:
- Nie myśl, że ona będzie twoja - warknął.
- Nie myślę, ja to wiem - mruknąłem i oberwałem pięścią w twarz.
- Jak myślisz, dlaczego nie powiedziałem ojcu kim ona jest? - zapytał.
- Może okazałeś litość dla mnie? - odpowiedziałem pytaniem, przez co znów spotkałem jego pięść.
- Zła odpowiedź, ponieważ chcę ją jeszcze kilka razy zobaczyć, a kto wie,może i nawet pocało ... - nie dokończył, gdyż tym razem to ja walnąłem go z pięści.
- Tylko ją tkniesz - warknąłem i odszedłem w stronę swojego pokoju.
***
Gdy wszedłem do środka mym oczom ukazał się niecodzienny widok. Nel stała na samym środku pokoju w niezwykłej kremowej sukni, która sięgała jej do kostek, włosy miała upięte w kok, aczkolwiek grzywka była wypuszczona z koku i swobodnie opadała na lewy policzek. Ten widok był wręcz niebiański, ale jej reakcja wyrwał mnie z zadumy:
- Boże, Imre, co się stało? - zapytała wstrząśnięta i podbiegła do mnie.
- Nic ... - mruknąłem i spuściłem głowę.
- Pokaż to - stanęła na palcach i delikatnie ujęła mój policzek w celu sprawdzenia jego stanu. - Nie wygląda to najgorzej, ale i dobrze nie jest - skierowała się do komody, gdzie schowany był krem, którym wysmarował swoją ranę Marco. Nakazała usiąść mi gdziekolwiek i nasmarowała porządnie mój prawy policzek (tak, Marco jest leworęczny).
- Ładnie wyglądasz - chciałem rozluźnić nieco atmosferę i odciągnąć jej myśli od mojego policzka.
- Dzięki.
- Tylko nie ubrudź jej kremem - ta piękna suknia nie mogła się zmarnować.
- Dobrze - posłała mi lekki uśmiech, w końcu skończyła.
- A jak inne ubrania? Pasują? Rozmiarem i gustem?
- Tak! - wykrzyknęła z entuzjazmem. - Wszystko jest tak starannie zaprojektowane i w pięknych kolorach.
- No to cieszę się - odparłem. - Jestem trochę zmęczony ... - ledwie dokończyłem, a ona zaczęła
- Ja zajmuję sofę!
- O nie, nie, nie. Sofa dzisiejszej nocy należy do mnie! - ostatecznie wygrałem ja ...
Mordred
Następnego dnia był wyjazd do kurortu. Z tego co pamiętałem, zbiórka na Olimpie była o godzinie dziesiątej rano, a teraz była dziewiąta. Musiałem się trochę pospieszyć. Ubrania spakowałem już wczoraj,więc połowę rzeczy miałem z głowy. Chciałem wziąć poranny prysznic, lecz łazienka była zajęta. Przez kogo? Oczywiście przez moją kuzynkę:
- Długo będziesz się tam stroić? - zapytałem zirytowany.
- Jeszcze momencik! - usłyszałem jej głos zza drzwi.
- Już ja znam ten twój momencik!
- Jeśli będziesz ciągle rozpraszał mą uwagę, tym dłużej będziesz czekał - oświadczyła.
- No weź! Lustro jest też na dole, a prysznic jest tylko jeden. - Zacząłem walić do drzwi.
W końcu opuściła łazienkę, ale uprzedziła mnie, że jeszcze tam wróci. Szybko się ogarnąłem, dokończyłem pakowanie najpotrzebniejszych rzeczy i byłem w pełni gotowy. W przeciwieństwie do Persefony:
- No chodź już, zaraz się spóźnimy! Niebawem przybywają rydwany! - wrzeszczałem z dołu.
- Poczekaj, tylko dokończę się pakować!
- Ech - westchnąłem i czekałem.
Nareszcie zeszła. Jej wygląd był wręcz oszałamiający! Ubrana była w liliową krótką suknię, białe baleriny, a włosy opadały swobodnie okrywając ramiona i plecy. Wyglądała pięknie. Z mych rozmyśleń wyrwał mnie jej głos:
- Pomożesz mi z tą walizką? Tylko delikatnie! - poprosiła.
- Spoko - szybko wdrapałem się po schodach na górę i chwyciłem jej walizkę. Powoli razem z nią zeszliśmy na dół, gdzie czekała na nas moja czarna jak węgiel torba podróżna. Gdy postawiłem jej walizkę na ziemię, chwyciłem swój bagaż, a ona swój. Już mieliśmy ,,znikać" z Hadesu, gdy zatrzymał nas mój ojciec:
- Ejże synku! - wykrzyknął oburzony - Ze swoim staruszkiem się nie pożegnasz? - zapytał rozkładając ramiona. Wbrew mojej naturze podszedłem do niego i się uściskaliśmy. Natomiast Persefonę skromnie pocałował w rękę i mogliśmy ruszać na Olimp.
***
Gdy znaleźliśmy się na Placu Głównym na Olimpie, nie było ani jednego rydwanu, aczkolwiek wszyscy już czekali gotowi ze swoimi torbami, walizkami i czym tam jeszcze mieli. Wzorkiem odnalazłem Imrego i Nel. Postanowiłem dołączyć do nich bez względu na to czy Persefona będzie również tego chciała. Jak się okazało chętnie ze mną poszła w ich kierunku. Akurat w momencie, gdy witałem się z mym przyjacielem, a moja kuzynka z jego towarzyszką przybyły rydwany.
Pierwszy przyjechał rydwan Marco, który był cały ze złota, tuż za nim rydwan Hav'a z morskim motywem, trzecim rydwan należał do mnie. Był cały pokryty czarnymi piórami, a następny, po moim należał do mojej kuzynki Persefony. Został cały pokryty motywem roślinnym. Kolejny był przeznaczony dla Emmy i Tessy. Z racji tego że były córkami Ateny miały rydwan przyozdobiony gałązkami oliwnymi, symbolem zwycięstwa, a natomiast rydwan Williama był przyodziany gałązkami winnymi, czyli czymś czym on się upajał, gdy ojciec nie patrzył. Loren wreszcie doczekała się swego powozu w kształcie różowej muszli z wygrawerowanymi sercami.
Gdy wszyscy wsiedli do swoich rydwanów, pojazdy ruszył. Na początku pędziły po posadzce, ale gdy podłoga się skończyła to po niebie. Niezbyt pewnie czułem się w przestworzach, ale to jest chyba spowodowane zbyt długim przebywaniem pod ziemią. Po jakiejś godzinie lotu nasza ''pielgrzymka" dotarła do kurortu ...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz