Po usłyszeniu słów wyroczni byłam lekko wstrząśnięta. Teraz nie mogłam oczekiwać od Hav'a niczego więcej niż przyjaźni. Naprawdę mi się spodobał, ale cóż od teraz to już przeszłość. Nie chciałam, aby polała się krew przeze mnie, dlatego że zabrałam jej mężczyznę, który jest jej przeznaczony. Byłby to dla mnie zbyt wielki ciężar do noszenia. Prawda jest taka, że w moim sercu czułam iż Hav nie będzie dla mnie tym jedynym. W sumie to cieszę się, bo teraz mam pewność, że go nie skrzywdzę, gdy się dowie, że nie jestem prawdziwą Persefoną tylko chwilowym zamiennikiem.
Wyszłam ze studia bliźniaczek Ateny i kierowałam się w stronę pokoju Imrego. Mimo, ze wciąż nie mogłam przestać myśleć o tej dobijającej przepowiedni wiedziałam, że przyjdzie czas, gdy o niej zapomnę. Bardziej ciekawiło mnie, co opowiada wyrocznia o tymczasowej mnie. Zaczęło mnie to prześladować, jak nie wiem co. W tych przepowiedniach była ukryta przyszłość, o której ludzie powinni sami decydować, a nie dążyć za tym, co zostało powiedziane, napisane lub bóg wie co. Nikt nie powinien wiedzieć, co przyniesie nowy dzień ze sobą. Przyszłość ulega zmianie zależnie od naszych decyzji, które sami podejmujemy.
Byłam tak bardzo tym wszystkim przejęta, że ledwo zauważyłam Imre i Nel nadchodzących z na przeciwka. Wyglądali razem naprawdę uroczo. Rozmawiali o czymś i nawet mnie nie zobaczyli. Dopiero, gdy znaleźliśmy się dosyć blisko, spoglądnęli w moją stronę i natychmiast odsunęli się od siebie. Gdy spojrzałam na Imre, przypomniałam sobie, że chciałam go poprosić, aby zabrał mnie do Podziemia, bo przyszedł czas na opuszczenia tego miejsca.
Nel
Po zabandażowaniu dla Marco głowy postanowiliśmy z Imrem odprowadzić naszego gościa. Przed drzwiami do swojego pokoju brunet lekko ukłonił się przede mną i ucałować rękę, po czym zniknął za drzwiami. Imre tylko spojrzał na mnie i zaproponował krótki spacer:
- A co jeżeli spotkamy twojego ojca? - zapytałam zmartwiona.
- Nie spotkamy, jest dzisiaj bardzo zajęty - odparł beztrosko.
- Na pewno? - wolałam się upewnić.
- Na pewno - i posłał mi lekki uśmiech.
Szliśmy obok siebie, a korytarz tylko się dłużył. Wydawało mi się jakbyśmy nim szli już dwa miesiące. Rozmawialiśmy swobodnie i mijaliśmy co raz więcej drzwi. Pod czas rozmowy o Persefonie i Hav'ie Imre delikatnie złapał mnie za rękę, jakby się bał, że jest z niezwykle delikatnej porcelany i w każdej chwili może się rozsypać. Spojrzałam na niego z gwiazdami w oczach i spletliśmy nasze dłonie. Nie wiem jakim cudem, ale było tak romantycznie, że aż praktycznie było to niemożliwe. Co takiego romantycznego może być w średnio oświetlonym korytarzu i zamkniętych eleganckich drzwiach? Coś mi podpowiadało, że to nie korytarz tworzy tę cudowną atmosferę lecz mój Imre. Zaraz,zaraz ... Od kiedy ja się stałam taką egoistką? No cóż, w każdym razie gdy spacerowaliśmy tak po korytarzu spleceni dłońmi, nagle przed naszymi oczami stanęła Persefona. Instynktownie odsunęłam się od chłopaka.
Lena
- O hej! -przywitałam się z Imrem i jego towarzyszką.
- Witaj - odpowiedział Imre za siebie i Nel. - Co dzisiaj sprowadza naszą Persefonę na Olimp?
- Byłam u Emmy i Tessy na ,,herbatce" - oświadczyłam z dumą w głosie. - A wy, co robicie?
- My ... - zaczął lecz przerwała mu Nel, która chciała się wreszcie przywitać.
- To długa historia - skróciła, by nie przedłużać rozmowy.
- A co u Mordreda? - zapytał się mnie blondyn.
- Nie wiem, a chcesz może go odwiedzić? - zaproponowałam z uśmiechem na ustach.
- Czemu nie i tak z Nel nie mamy nic lepszego do roboty, niż łażenie bez celu po korytarzu - spojrzał na blondynkę, która kiwnęła głową na znak, że się zgadza i w mgnieniu oka znaleźliśmy się przed drzwiami do pałacu Hadesa.
- Zapraszam do środka - roześmiałam się i otworzyłam wrota. Jak się okazało zaczęto podawać obiad. Zapach był niebiański.
- Mordred! - wydarłam się na całe gardło. - Masz gościa.
Nie minęło nawet dziesięć sekund, a mój kuzyn stał przed nami i witał się z gośćmi.
- Może chodźcie coś zjeść, umieram z głodu - poskarżył się syn Hadesa.
- W sumie my z Nel też ... Nie jedliśmy śniadania - westchnął Imre.
- Ale za to zjecie obiad - pocieszyłam blondyna.
- A co dzisiaj jest? - zapytał zaciekawiony Mordred.
- Kurczak z curry - ucieszyłam się.
- Leee - wybrzydził mój kuzyn. - Nooo jeżeli nie ma niczego innego to to też może być - głód nad nim zapanował.
Kurczak z curry był moją ulubioną potrawą. Wcinaliśmy go w ciszy, a mi się aż uszy trzęsły ze szczęścia, jakie dawało mi jedzenie. Nel siedziała jakby lekko zmartwiona. Nie wiele zjadła.
Po zakończonym obiedzie Mordred zapragnął pokazać swemu przyjacielowi powtórkę z meczu Grecja - Polska. Chłopak chętnie na to przystał i powierzył swoją towarzyszkę pod moją opiekę. Gdy chłopcy zniknęli w ,,sali kinowej" (w zamku Hadesa było ponad tysiąc pokoi itp., a wśród nich był pokój kinowy czyli pomieszczenie zaopatrzone w duży telewizor, wygodne siedzenia oraz nowoczesne głośniki) my natomiast poszłyśmy do mojego ulubionego miejsca w całym tym domu: do biblioteki. Jak było do przewidzenia Nel nie protestowała, gdyż również była typem mola książkowego.
- No cóż, co u ciebie słychać Nel? - zaczęłam naszą rozmowę, gdyż wiedziałam,że dziewczyna na początku jest nieśmiała, dopiero później się do mnie przyzwyczajała.
- U mnie? Całkiem spoko - odparła z rezerwą. - A u ciebie?
- Mogło być lepiej. Nie da się ukryć, że Imre coś do ciebie czuje - nie mogłam się powstrzymać by tego nie powiedzieć.
- I-Imre? - zająknęła się i zamyśliła. - Wiesz, chyba ja do niego też - i spojrzała na mnie ufnym wzrokiem, który mówił ,,tylko nikomu ani słowa" i posłała mi lekki uśmiech.
-Wiedziałam! - wyszczerzyłam zęby i byłam z siebie dumna. Nagle zaświeciła mi w głowie lampeczka, by zbytnio się nie dopytywać i zmieniłam temat. - Nel, a opowiedziałabyś mi coś o sobie?
- Ech,a co tu gadać - westchnęła - ale jeżeli masz czas by wysłuchać tę żmudną historię to mogę ci ją opowiedzieć ...
- Oczywiście, że mam czas, aż do kolacji - zaśmiałam się. - No więc opowiadaj - zamieniłam się w słuch.
- Od czego by zacząć - sprawiała wrażenie jakby przywoływanie wspomnień z ostatnich tygodni sprawiało jej ból lecz zaczęła opowiadać - pamiętam, że skończyłam czytać jedną z moich ulubionych książek i pojechałam do księgarni kupić kolejne. Wtedy,chodź nie zdawałam sobie z tego sprawy spotkałam po raz pierwszy Imrego. Zdarzyło się to podczas mojego powrotu do domu. Byłam strasznie ciekawa jednej książki więc zatrzymałam rower oparłam się o kamień i zaczęłam czytać. Później coś zaszeleściło w krzakach i uciekłam do domu. Następnego dnia miałam piorunujący ból głowy i wstałam dopiero po obiedzie. Miały do nas wpaść koleżanki mojej mamy z synami, aby ,,wybrać dla mnie idealnego kandydata na męża". Z tego co pamiętam mój braciszek była bardzo elegancko ubrany. Nie chciałam spotkać się z tymi głąbami,więc uciekłam z domu. Wróciłam dopiero na noc, przez co zostałam dosyć srogo ukarana. Może to i nie mieścić ci się w głowie, lecz moja matka zamknęła mnie wtedy w piwnicy ...
- ''Boże" - przeleciało mi przez głowę, jak można zamknąć szesnastolatkę w piwnicy? W dodatku za to, że nie chciała spotkać się z idiotami ... Nel kontynuowała swoją opowieść:
- Następnego dnia obudziła mnie niezłym prysznicem i oznajmiła, że nasze sąsiadki przyjdą dziś do nas ponownie i że tym razem nigdzie nie ucieknę. Znów mnie zamknęła, a później wydarzyło się coś dziwnego - lekki uśmiech i rozbawienie zniknęły z jej twarzy, a na ich miejscu pojawił się lęk, smutek i żal. - Dalej siedziałam zamknięta w piwnicy i usłyszałam ciężkie kroki, później wystrzał z pistoletu, zdławiony krzyk mojej matki, odgłos uderzenia czegoś ciężkiego o podłogę i znów te ciężkie kroki, tylko kierowały się po schodach.''Tylko nie Sebastian,zostaw mojego braciszka" błagałam w duchu. Pomimo, iż ciągle się kłóciliśmy kochałam mojego brata. Po tej chwili, która zdaje się trwała wieczność ponownie usłyszałam te same kroki na schodach i pisk opon samochodu. Gdy tylko sprawca uciekł z miejsca zbrodni krzyczałam co sił w płucach do Sebastiana, by się odezwał. Na moje szczęście, zdołał ukryć się w porę i uniknąć spotkania z mordercą. Gdy już nawiązałam z nim kontakt poprosiłam, by otworzył drzwi do piwnicy. Na początku się bał,lecz ostatecznie otworzył. Jak tylko drzwi stanęły otworem podbiegłam do niego i uścisnęłam go z całej siły. Przyrzekłam sobie, że zawsze będę go chronić i pomagać mu - po jej policzkach spływała ciężka łza. Podałam jej chusteczkę, za co mi podziękowała i opowiadała dalej. - Nigdy nie zapomnę, co mu wtedy odpowiedziałam, gdy zapytał się o mamę: ''Mamusia, no wiesz...wyjechała na takie specjalne wakacje, te same co tata i prawdopodobnie jest teraz tam z nim..." - i w tym momencie zrozumiałam, że Nel jest sierotą tak jak ja. Dlaczego takiej dobrej dziewczynie musiało się przydarzyć coś tak okropnego? Nagle się rozpromieniła. - Ale później było już ,,z górki". Przyjechała do nas nasza ciocia, chrzestna Sebastiana. Wszystko wracało do normy. Zaczęłam znów czytać książki. Pewnego dnia wyszłam przenocować w lesie, a ciotce powiedziałam, że będę u koleżanki. Może się to tobie wydawać dziwne, że szesnastolatka idzie sobie nocować w lesie, a jej opiekunka nic z tego nie robi, ale nasz las jest inny. Jak to kiedyś ujął Sebastian ''magiczny". W sumie nie wiem,co jest w nim takiego magicznego, ale faktycznie. U nas panuje inna atmosfera niż w innych lasach. Chyba tylko dla tego, że u nas nie ma zwierząt, ani grzybów. Ludzie nigdy daleko się nie zapuszczają, z wyjątkiem mnie. Tego pamiętnego dnia poszłam do lasu, aby mieć trochę spokoju i poczytać książki,które niedawno kupiłam. Gdy skończyłam czytać ostatnią, zaczęło świtać więc poszłam spać. Gdy się obudziłam postanowiłam się wykąpać w strumyku, który płynął obok miejsca, w którym nocowałam. Gdy do niego weszłam, w krzakach dostrzegłam parę świecących się turkusowych oczu. - Jej twarz oblał rumieniec, a na ustach pojawił się rozmarzony uśmiech. - Jak się już zapoznaliśmy z Imrem, zaprosiłam go na obiad do domu. Chętnie na to przystał, lecz nic nie jadł. Gdy przyprowadziłam go do domu ciotka się rozpromieniła, gdyż myślała, że jest moim chłopakiem. Ona miała te same plany co moja matka, ale nie chciała mi wybierać chłopca. Dała mi wolną rękę, byle bym zaprosiła ją na ślub - zaczęła się śmiać, a ja razem z nią. - Później Imre zaprosił mnie na spacer, ale nagle poczułam się słabo i zemdlałam. Zamiast w lesie obudziłam się na Olimpie ... Noo i chyba to tyle z ''mojej historii" - zakończyła
- Noo cóż, wiele przeżyłaś - nie wiedziałam co powiedzieć. Tyle nowych rzeczy się o niej dowiedziałam! A ona o mnie praktycznie nic nie wie. Chyba kiedyś powinna się dowiedzieć o mojej prawdziwej tożsamości ...
- Nel ... - zaczęłam - Jest coś co chciałabym ci powiedzieć, ale musisz mi obiecać, że będziesz spokojna i nikomu nie zdradzisz tego, co ode mnie usłyszysz.
- No cóż, co u ciebie słychać Nel? - zaczęłam naszą rozmowę, gdyż wiedziałam,że dziewczyna na początku jest nieśmiała, dopiero później się do mnie przyzwyczajała.
- U mnie? Całkiem spoko - odparła z rezerwą. - A u ciebie?
- Mogło być lepiej. Nie da się ukryć, że Imre coś do ciebie czuje - nie mogłam się powstrzymać by tego nie powiedzieć.
- I-Imre? - zająknęła się i zamyśliła. - Wiesz, chyba ja do niego też - i spojrzała na mnie ufnym wzrokiem, który mówił ,,tylko nikomu ani słowa" i posłała mi lekki uśmiech.
-Wiedziałam! - wyszczerzyłam zęby i byłam z siebie dumna. Nagle zaświeciła mi w głowie lampeczka, by zbytnio się nie dopytywać i zmieniłam temat. - Nel, a opowiedziałabyś mi coś o sobie?
- Ech,a co tu gadać - westchnęła - ale jeżeli masz czas by wysłuchać tę żmudną historię to mogę ci ją opowiedzieć ...
- Oczywiście, że mam czas, aż do kolacji - zaśmiałam się. - No więc opowiadaj - zamieniłam się w słuch.
- Od czego by zacząć - sprawiała wrażenie jakby przywoływanie wspomnień z ostatnich tygodni sprawiało jej ból lecz zaczęła opowiadać - pamiętam, że skończyłam czytać jedną z moich ulubionych książek i pojechałam do księgarni kupić kolejne. Wtedy,chodź nie zdawałam sobie z tego sprawy spotkałam po raz pierwszy Imrego. Zdarzyło się to podczas mojego powrotu do domu. Byłam strasznie ciekawa jednej książki więc zatrzymałam rower oparłam się o kamień i zaczęłam czytać. Później coś zaszeleściło w krzakach i uciekłam do domu. Następnego dnia miałam piorunujący ból głowy i wstałam dopiero po obiedzie. Miały do nas wpaść koleżanki mojej mamy z synami, aby ,,wybrać dla mnie idealnego kandydata na męża". Z tego co pamiętam mój braciszek była bardzo elegancko ubrany. Nie chciałam spotkać się z tymi głąbami,więc uciekłam z domu. Wróciłam dopiero na noc, przez co zostałam dosyć srogo ukarana. Może to i nie mieścić ci się w głowie, lecz moja matka zamknęła mnie wtedy w piwnicy ...
- ''Boże" - przeleciało mi przez głowę, jak można zamknąć szesnastolatkę w piwnicy? W dodatku za to, że nie chciała spotkać się z idiotami ... Nel kontynuowała swoją opowieść:
- Następnego dnia obudziła mnie niezłym prysznicem i oznajmiła, że nasze sąsiadki przyjdą dziś do nas ponownie i że tym razem nigdzie nie ucieknę. Znów mnie zamknęła, a później wydarzyło się coś dziwnego - lekki uśmiech i rozbawienie zniknęły z jej twarzy, a na ich miejscu pojawił się lęk, smutek i żal. - Dalej siedziałam zamknięta w piwnicy i usłyszałam ciężkie kroki, później wystrzał z pistoletu, zdławiony krzyk mojej matki, odgłos uderzenia czegoś ciężkiego o podłogę i znów te ciężkie kroki, tylko kierowały się po schodach.''Tylko nie Sebastian,zostaw mojego braciszka" błagałam w duchu. Pomimo, iż ciągle się kłóciliśmy kochałam mojego brata. Po tej chwili, która zdaje się trwała wieczność ponownie usłyszałam te same kroki na schodach i pisk opon samochodu. Gdy tylko sprawca uciekł z miejsca zbrodni krzyczałam co sił w płucach do Sebastiana, by się odezwał. Na moje szczęście, zdołał ukryć się w porę i uniknąć spotkania z mordercą. Gdy już nawiązałam z nim kontakt poprosiłam, by otworzył drzwi do piwnicy. Na początku się bał,lecz ostatecznie otworzył. Jak tylko drzwi stanęły otworem podbiegłam do niego i uścisnęłam go z całej siły. Przyrzekłam sobie, że zawsze będę go chronić i pomagać mu - po jej policzkach spływała ciężka łza. Podałam jej chusteczkę, za co mi podziękowała i opowiadała dalej. - Nigdy nie zapomnę, co mu wtedy odpowiedziałam, gdy zapytał się o mamę: ''Mamusia, no wiesz...wyjechała na takie specjalne wakacje, te same co tata i prawdopodobnie jest teraz tam z nim..." - i w tym momencie zrozumiałam, że Nel jest sierotą tak jak ja. Dlaczego takiej dobrej dziewczynie musiało się przydarzyć coś tak okropnego? Nagle się rozpromieniła. - Ale później było już ,,z górki". Przyjechała do nas nasza ciocia, chrzestna Sebastiana. Wszystko wracało do normy. Zaczęłam znów czytać książki. Pewnego dnia wyszłam przenocować w lesie, a ciotce powiedziałam, że będę u koleżanki. Może się to tobie wydawać dziwne, że szesnastolatka idzie sobie nocować w lesie, a jej opiekunka nic z tego nie robi, ale nasz las jest inny. Jak to kiedyś ujął Sebastian ''magiczny". W sumie nie wiem,co jest w nim takiego magicznego, ale faktycznie. U nas panuje inna atmosfera niż w innych lasach. Chyba tylko dla tego, że u nas nie ma zwierząt, ani grzybów. Ludzie nigdy daleko się nie zapuszczają, z wyjątkiem mnie. Tego pamiętnego dnia poszłam do lasu, aby mieć trochę spokoju i poczytać książki,które niedawno kupiłam. Gdy skończyłam czytać ostatnią, zaczęło świtać więc poszłam spać. Gdy się obudziłam postanowiłam się wykąpać w strumyku, który płynął obok miejsca, w którym nocowałam. Gdy do niego weszłam, w krzakach dostrzegłam parę świecących się turkusowych oczu. - Jej twarz oblał rumieniec, a na ustach pojawił się rozmarzony uśmiech. - Jak się już zapoznaliśmy z Imrem, zaprosiłam go na obiad do domu. Chętnie na to przystał, lecz nic nie jadł. Gdy przyprowadziłam go do domu ciotka się rozpromieniła, gdyż myślała, że jest moim chłopakiem. Ona miała te same plany co moja matka, ale nie chciała mi wybierać chłopca. Dała mi wolną rękę, byle bym zaprosiła ją na ślub - zaczęła się śmiać, a ja razem z nią. - Później Imre zaprosił mnie na spacer, ale nagle poczułam się słabo i zemdlałam. Zamiast w lesie obudziłam się na Olimpie ... Noo i chyba to tyle z ''mojej historii" - zakończyła
- Noo cóż, wiele przeżyłaś - nie wiedziałam co powiedzieć. Tyle nowych rzeczy się o niej dowiedziałam! A ona o mnie praktycznie nic nie wie. Chyba kiedyś powinna się dowiedzieć o mojej prawdziwej tożsamości ...
- Nel ... - zaczęłam - Jest coś co chciałabym ci powiedzieć, ale musisz mi obiecać, że będziesz spokojna i nikomu nie zdradzisz tego, co ode mnie usłyszysz.
- No dobrze, obiecuje - przystała na moje warunki.
- W sumie to nie wiem od czego zacząć, ale chcę to tobie zdradzić. - Denerwowałam się trochę lecz po chwili ten stres minął i zaczęłam mówić od rzeczy. - Nie jestem prawdziwą Persefoną - na twarzy Nel można było zaobserwować zdziwienie. - Mam na imię Lena i jestem zwyczajną nastolatką. W sumie byłam nią do czasu, gdy zwróciłam się z prośbą o pomoc do Demeter. Byłam zdesperowana,bo moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym jakiś czas temu i zostawili mi swój interes w spadku. Na początku radziłam sobie w miarę dobrze, bo wcześniej zdarzało mi się nim zajmować i miałam bliskie mi osoby do pomocy, ale obok powstała konkurencja i było już tylko gorzej. Nie miałam żadnego pomysłu, jak uratować najcenniejszą pamiątkę po rodzicach więc jak wiesz, poszłam szukać pomocy. Znalazłam ją u bogini urodzaju, ale musiałam dać jej w zamian moją pomoc. Tą pomocą okazało się być, stanie się Persefoną, czyli jej córką, na pół roku i wykonanie powierzonej mi misji.
- Wow - najwidoczniej Nel zatkało. - I jak się czujesz jako ''jedna z nich"? - zapytała z ciekawością i szacunkiem w oczach.- Jako jedna z ,,boskich dzieci"? Hmmm...całkiem normalnie, pomijając fakt, że umiem gadać z roślinami itp.
- Zazdroszczę ci - westchnęła.
- Chodzi o Imrego? - chyba trafiłam w sedno,bo od razu się zarumieniła.
- No boo widzisz ... Jak Hermes mnie zobaczył kazał mnie ścigać i odprowadzić z powrotem tam, skąd przyszłam, lecz Marco zabrał mnie na jakąś bezludną wyspę, a jak się później okazało na wyspę Minotaura ...
- Byłaś na wyspie Minotaura??? - zdziwiłam się. - I jak wyglądał? - strasznie byłam ciekawa, gdyż jak byłam mniejsza mój wujek, który jest historykiem i specjalizuje się w mitologi, zawsze opowiadał mi mity greckie, a wśród nich znalazł się pół człowiek, pół byk.
- Noo - w jej wzroku kryło się niezdecydowanie. - Miał głowę byka, a ciało człowieka, lecz strasznie owłosione, a zamiast stóp miał kopyta.
- Cóż,powiedziałabym, że ci zazdroszczę, ale chyba nie był zbytnio oswojony?
- No co ty. Próbował mnie i Imrego staranować, ale Marco nam pomógł, a my uciekliśmy z powrotem na Olimp.
- Ale nie spotkaliście Hermesa?
- Niee - zaprzeczyła. - Pytałam się Imrego, dlaczego jego ojciec mnie nie lubi, ale on odparł, że on mnie nie nie lubi tylko uważa, że wszyscy muszą być na swoim miejscu, czyli jak to on ujął ''to co boskie na Olimpie, a to co ziemskie na ziemi". - Zrobiło mi się jej żal, ale nagle zmieniła temat. - Ale w takim razie jak wyglądasz jako człowiek? - wymawiając ''człowiek" zmieniła ton na bardziej pytający, jakby chciała wiedzieć czy na prawdę jestem człowiekiem.
- Jak wyglądam? - odparłam zastanawiająco. - No to jestem średniego wzrostu, gdzieś koło 164 cm. Mam niebieski oczy, lekko falowane brązowe włosy, raczej szczupła, długie nogi jak na 18-latkę przystało, no i nie wiem co jeszcze ci powiedzieć.
- Yhym. No to bardzo ładna jesteś - skomplementowała mnie.
- Nie jestem tego taka pewna, bo nie zwracam uwagi żadnego chłopaka choć czasem bywa to przydatne.
- Wiesz,dla tych, którzy cię na prawdę kochają liczy się twoje wnętrze, a nie wygląd zewnętrzny. Bycie ładną ma też swoje wady ... Nie to, żebym uważała się za piękność, ale wtedy gdy nie jesteś ładna z wyglądu jesteś idealna w środku.
- Może i masz racje, ale większość dziewczyn w moim wieku miały już chłopaków, całowały się, a ja nawet nie przeżyłam swojego pierwszego pocałunku. Zawsze twierdziłam, że dzięki nauce i wysiłkowi gdzieś dojdę, ale zrozumiałam, że gdy znajdziesz drugą połówkę twoje życie będzie szczęśliwsze i przepełnione miłością. Możesz się z nią dzielić zmartwieniami, rzeczami radosnymi i być pewna, że ona zawsze będzie przy tobie.
- Wiesz, może jestem za młoda czy coś, ale miłości jakoś nie czuje. Szukam jak na razie tego jedynego na całe życie, a nie na krótką przygodę ... - na jej twarzy był rozmarzony uśmiech.
- Rozumiem cię, też taka byłam w twoim wieku i nie było to tak dawno. Myślałam w ten sam sposób patrząc na miłość moich rodziców, jak się okazało pierwszą miłość obojga. Też tak chciałam, ale czasem nie możemy być pewni czy ta osoba, którą znalazłaś, jest na chwilę czy na zawsze. To przychodzi z czasem. Nie dowiesz się tego po jednym zerknięciu, ale na przestrzeni czasu. - Nie wiem czemu jej to mówiłam skoro sama nikogo nigdy nie miałam. Chciałam na razie zakończyć ten temat, ale czułam, że mogę czegoś mądrego się od niej nauczyć.
- Wiesz...-zaczęła, lecz nie dokończyła, gdyż naszą dyskusję przerwali chłopcy, którzy jak nam się zdawało zakończyli oglądać mecz.
- No to co, zostaniecie na kolacji? - zaproponował Mordred Imremu.
- Nie wiem, to zależy od Nel - i spojrzał na nią jakby pytał się o pozwolenie.
- Jeżeli to nie będzie problem, z chęcią razem z Imrem zostaniemy - odpowiedziała śmiało, chyba się już do nas przyzwyczaiła.
- No to pysznie - zażartował mój kuzyn i gestem pokazał byśmy za nim szli, a prowadził nas do jadalni na kolację.
Byłam trochę zdziwiona tym nagłym obrotem sytuacji, ale pozwoliłam Mordredowi prowadzić nas do jadalni i postanowiłam, że może porozmawiam jeszcze o czymś z Nel po kolacji. Była z niej naprawdę fajna dziewczyna i dobra przyjaciółka.
Na kolację ku mojemu zaskoczeniu była pizza. Boże jak ja kochałam pizzę, a z resztą kto jej nie kocha?
Gdy zasiedliśmy do kolacji, nieoczekiwanie dołączył do nas Hades.
- O witaj Imre - przywitał się z synem Hermesa. - A kimże jest ta urodziwa istotka na przeciwko ciebie?
- To jest Nel - odparłam za blondyna.
- Nel? - najwidoczniej pan podziemia jeszcze nigdy nie słyszał takiego imienia. - A jakiego pochodzenia jest te oto imię?
- No, nie mam bladego pojęcia-roześmiała się Nel której, najwyraźniej dodawałam pewności siebie.
- Mhm. Jeszcze ciebie nigdzie nie spotkałem - mruknął zdziwiony.
- Bo ona nie mieszka na Olimpie - odparł Imre. - Mieszka w lesie, jest córką ... - zastanawiał się nad wyborem matki dla Nel. - Córką Physis - coś go olśniło.
- Hmmm, to bardzo ciekawe - Hades postanowił zagłębić się w temat. - Czyli wychodzi na to, że Nel jest nimfą, a jakby głębiej się zastanowić to ,,służącą" lub ,,poddaną" Persefony. A powiedz mi słonko do jakiej rasy nimf należysz - jako iż znałam trochę mitologii, a po minie dziewczyny można było poznać, że nie ma zielonego pojęcia co powiedzieć, szybko ją wyratowałam:
- Jest jedną z Lejmoniad - odparłam.
- No to w takim razie sporo sypiasz - roześmiał się mój wuj i zjadł kolejny kawałek pizzy.
- Ojcze - nagle odezwał się milczący Morded, który siedział obok mnie. Byłam mu wdzięczna, że to przerwał, bo widziałam jakie Nel ma oczy. Ciężko było dojrzeć w nich strach i stres, ale jednak. Z racji tego, że nie wiedziałam jak mu podziękować, bo za dobrze się nie znamy, pod stołem uścisnęłam mu lekko rękę w akcie podziękowania. Wyglądał trochę na zaskoczonego, ale ja miałam takie same odczucia. W sumie to nie wiem, czemu to uczyniłam, ale to co się stało, to się nie odstanie.
- Słucham cię synu.
- Mam nowe wieści z Olimpu.
- Ha ha ha - zaśmiał się głośno Hades. - Aa czy przypadkiem od wiadomości i tym podobnymi sprawami nie zajmuje się Imre? - zadrwił z syna.
- Być może, ale chcesz mnie wysłuchać czy nie?
- Dobrze, już dobrze. Mów - rozkazał Hades.
- Słucham cię synu.
- Mam nowe wieści z Olimpu.
- Ha ha ha - zaśmiał się głośno Hades. - Aa czy przypadkiem od wiadomości i tym podobnymi sprawami nie zajmuje się Imre? - zadrwił z syna.
- Być może, ale chcesz mnie wysłuchać czy nie?
- Dobrze, już dobrze. Mów - rozkazał Hades.
- To wygląda następująco - rozpoczął wypowiedź - Zeus postanowił być ,,dobrym bogiem" i otworzył dawno zakurzony kurort na środku Morza Śródziemnego, ty chyba wiesz jaki?
- Czy wiem?! - oburzył się Hades. - Synu, ja tam twoją matkę poznałem!
- U lala ... - skomentował cicho Imre, a ja i Nel musiałyśmy zakryć usta, aby nie parsknąć śmiechem
- A jak ten kurort wygląda? - zaciekawił się Mordred.
- Jest on bardzo wszechstronny więc trudno będzie w całości go opisać. Jak tam ostatnio byłem to te miejsce oczarowało mnie. W szczególności kilka bardzo wyjątkowych równi, w których można było się niesamowicie zrelaksować. Pamiętam, że był tam ogromny wodospad, w którym płynęła lazurowa woda, ale trudno go znaleźć. Jeśli dobrze byś poszukał, to znalazłbyś tajemne przejście znajdujące się po jego drugiej stronie. Była też tam ogromna plaża, na której oglądałem wraz z twoją matką zachody słońca. Jej ulubionym fragmentem kurortu był zakątek spa i jacuzzi znajdujące się w diamentowej jaskini. Miejsce dawnych domków teraz pewnie zajmuje hotel, znając rozrzutność Zeusa. Nowocześnie wyposażone sypialnie z wygodnymi łóżkami. Każdy dostawał po kamerdynerze, czy jak to tam się nazywa. Oczywiście były osobne pokoje. W pomieszczeniach była masa sprzętów. W całym kurorcie oczywiście było wiele miejsc do wspólnych spotkań. Była tam nawet dyskoteka ... - Hades usiłował przypomnieć sobie więcej, ale chyba pamięć go zawodziła więc nic nie dodał do wcześniejszego opisu.
- I to tyle ojczulku? Skleroza cie wzięła? - zadrwił żartem Mordred.
- Uważaj no synku - ostrzegł go Hades - bo jak się zdenerwuje to nie będzie zmiłuj!
- Już się boję.
- Ach tak?! - i ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu Pan Podziemia rzucił w syna kawałkiem pizzy
- Ooo teraz to pożałujesz! Bitwa na żarcie! - krzyknął jego syn i wszyscy, nawet Nel rzucaliśmy się pizzą, z czego Cerber najwyraźniej była zadowolona, gdyż miała jeszcze dodatkową wyżerkę.
''Wojna" między Hadesem, a Mordredem zakończyła się, gdy do jadalni weszła kucharka i sprzątaczka w jednym. Od razu przerwała naszą bitwę i kazała oddać brudne ubrania do prania, gdyż plamy z pizzy, gdy zaschnął trudno schodzą. Tak więc zabrałam Nel do swojego pokoju i pożyczyłam jej ciuchy prawdziwej Persefony, a sama założyłam inne. Jak mogłam się spodziewać, jedna z sukienek córki Demeter była lekko na nią za duża, ale dla Nel i tak to był zaszczyt:
- Chyba się nie pogniewa, jak pożyczymy te jej sukienki - zagadałam do blondynki.
- Chyba nie - potwierdziła moją teorię.
- Nie wiedziałam, że Hades jest taki wyluzowany - próbowałam podtrzymać naszą konwersację.
- Ja też. Ale moment, gdy rzucił w Mordreda pizzą był epicki! - była niezwykle podekscytowana.
- W stu procentach się z tobą zgadzam. Jestem strasznie ciekawa czy ty też pojedziesz do tego ośrodka ... - zaczęłam.
- O ile albo Marco przekona swojego ojca, albo Imre mnie weźmie ze sobą - nie wiem jakim cudem w tej dziewczynie było tyle optymizmu. Przecież tak wiele złych chwili przeżyła!
- Imre na pewno cię weźmie.
- Tak szczerze to nie muszę tam być.
- Musisz! - od razu zaprotestowałam, chyba umarłabym z nudów bez niej (bez urazy dla Emmy i Tessy).
- Ale, ja nie chcę się Imremu naprzykrzać ... No bo jeśli bym pojechała to musiałby mnie pilnować. Nie to żebym nie umiała o siebie zadbać tylko ... - nie umiała dokończyć.
- Tylko będzie się martwił, że Marco się na ciebie czai? - dokończyłam jej myśl.
- Skąd wiedziałaś?
- Myślisz, że nikt nie widział, jak się na ciebie patrzył, gdy tańczyliście? - Nel zarumieniła się.
- Wiesz,chciałabym ci coś powiedzieć ... Bardzo cenię to, że byłaś wobec mnie szczera i chciałabym ci się z czegoś zwierzyć - byłam ciekawa, co takiego ukrywała ta miła istotka.
- Zamieniam się w słuch - byłam gotowa przyjąć nawet największy cios.
- No więc ... Nie wiem od czego zacząć, ale spróbuję od początku. Po tym jak zakończyliśmy ten ,,taniec" wyszłam położyć się spać do pokoju Imrego, ale ktoś mnie zaczął gonić i weszłam do byle jakiego pokoju po czym schowałam się w szafie i zasnęłam. Rano okazało się, że ukryłam się w szafie Marco, a ten ułożył mnie na swoim łóżku i pozwolił mi w nim spać. Później dał mi naszyjnik ... - słowo ''naszyjnik" wypowiedziała bardzo wolno, jakby się nad czymś zastanawiała. - No właśnie! - wykrzyknęła. - Naszyjnik! - szybko wyjęła go i mi pokazała. - Musisz na niego skierować światło ...
Szybko podbiegłam do komody i szukałam jakiejś latarki. Nareszcie ją znalazłam i poświeciłam na naszyjnik. Na reakcje Nel nie musiałam czekać długo:
- Ej no! Co jest? - potrząsnęła kryształem i jeszcze raz skierowała na światło latarki. - Czemu nie działa?-pożaliła się.
- A o co chodzi? - próbowałam pomóc.
- Bo jak poświecisz na kryształ to jest taki wierszyk czy coś...
- A jak to brzmi?
- Coś w stylu ''Jestem ukryty w księżyca świetle, ale spotkać mnie możesz tylko w piekle" czy jakoś tak.
- W księżyca świetle? - był to dla mnie jakiś znak.
- No tak! Światło księżyca! - wyraźnie Nel się ożywiła. - Potrzebny nam księżyc! No bo wtedy, gdy to zobaczyłam skierowałam kryształ na światło księżyca,które wpadało przez okno i na ścianie była ta rymowanka!
- Ale skąd w podziemiach wytrzaśniesz księżyc? - zdziwiłam się
- Imre może nas zabrać na Olimp - zaproponowała
- Nie taki głupi pomysł. Ale zanim zaczęłaś opowiadać o tym naszyjniku to dokończyłabyś tą historię z Marco? - zaproponowałam, zawsze ciekawiło mnie co on czuł do Nel
- Na serio chcesz to wysłuchać do końca? No dobra ... I kiedy dał mi ten naszyjnik to on ... - zacięła się i zarumieniła, po czym dokończyła - ... on mnie pocałował w policzek, a ja wybiegłam i szukałam Imrego,a później przyszedł Hermes i mnie ścigał, a ja uciekałam i wpadłam na Marco, a on zabrał mnie na tą wyspę Minotaura i był bez koszuli i kazał mi usiąść koło siebie i w ogóle ooooch ... - mówiła tak szybko, że musiała zrobić przerwę i opowiadała dalej - później Marco poszedł po coś do jedzenia, przyszedł Imre, a za nim Minotaura i utknęliśmy w dziurze w jaskini i Marco nas uratował i ...
- Wolniej maleńka - przerwałam jej, wiem że dla niej być może ciężko to było opowiadać, ale nie nadążałam.
- No dobrze ... Marco nas uratował i my razem z Imrem uciekliśmy, a on z nim został i później poszliśmy spać, a rano przyszedł Marco z wielką raną na pół twarzy i się o kazało, że to zrobił Minotaur i musiałam go opatrzyć. Później wysłałam Imrego po leki itp. i zostałam z nim sama ...
- ''Robi się coraz ciekawiej" - pomyślałam.
- No, ale mówiąc dalej, później wziął moją rękę i przykładał do swojej i robiłby to w nieskończoność, ale usłyszałam kroki Imrego i szybko usiadłam z dala od Marco, a później okazało się, że Marco jest uczulony na zimno, wiem trochę dziwne ale na serio tak jest! Gdybyś zobaczyła jego twarz po tym jak przyłożyłam do niej lód uwierzyłabyś od razu. Ech,po tym ''incydencie" z lodem odesłałam Imrego z powrotem, aby odniósł ten lód i znowu zostałam z nim sama. Wyglądał okropnie ze spuchnięta twarzą i zrobiło mi się go szkoda więc przytuliłam się delikatnie do niego, a on mocniej mnie do siebie przycisnął i pocałował w głowę i znów usłyszałam kroki Imrego na korytarzu więc sięgnęłam po maść i już miałam mu tę ranę smarować, ale Imre wszedł i kazał mu sobie samodzielnie poradzić, a mnie wziął na stronę ... - znów musiała zaczerpnąć oddechu. - No i Imre mi opowiedział o tym, że Marco potrafi wyczuć u każdego jakiś słaby punkt i tak zmanipulować, by wyszło mu to no korzyść. Więc się go spytałam jaki jest jego słaby punkt a on odpowiedział, że ...
- Ty - musiałam to dokończyć, na pierwszy rzut oka spoglądając na Imrego i Nel widać było, że są w sobie zakochani i pasowali do siebie jak ulał.
- Tak noo i ... mnie pocałował w policzek i kazał szybko zakończyć opatrywanie Marco, a później zabrał mnie na spacer i spotkaliśmy ciebie - zakończyła. - I teraz mam wyrzuty sumienia, że pozwalałam Marco, by mnie całował i wiesz o co chodzi?
- Tak, wiem.Moim zdaniem Marco po prostu manipulował tobą w wyrachowany sposób, bo wiedział, że się mu nie sprzeciwisz - wyjaśniłam.
- Może i tak, ale czuję się jakby nie fair wobec Imrego - pożaliła się.
- Będziesz musiała mu o tym jakoś powiedzieć - zmartwiłam ją.
- Ech - westchnęła, postanowiłam zakończyć ten temat.
- No to co? Może pójdziemy na Olimp i sprawdzimy ten wierszyk? - zaproponowałam.
- Ok, ale nie mam ani siły, ani chęci, by powiedzieć o tym Imremu ...
- Dobra, ja nie zmuszam, tylko proponuję i doradzam - uspokoiłam ją, po czym poszłyśmy po jej ''chłopaka"
- Chyba się nie pogniewa, jak pożyczymy te jej sukienki - zagadałam do blondynki.
- Chyba nie - potwierdziła moją teorię.
- Nie wiedziałam, że Hades jest taki wyluzowany - próbowałam podtrzymać naszą konwersację.
- Ja też. Ale moment, gdy rzucił w Mordreda pizzą był epicki! - była niezwykle podekscytowana.
- W stu procentach się z tobą zgadzam. Jestem strasznie ciekawa czy ty też pojedziesz do tego ośrodka ... - zaczęłam.
- O ile albo Marco przekona swojego ojca, albo Imre mnie weźmie ze sobą - nie wiem jakim cudem w tej dziewczynie było tyle optymizmu. Przecież tak wiele złych chwili przeżyła!
- Imre na pewno cię weźmie.
- Tak szczerze to nie muszę tam być.
- Musisz! - od razu zaprotestowałam, chyba umarłabym z nudów bez niej (bez urazy dla Emmy i Tessy).
- Ale, ja nie chcę się Imremu naprzykrzać ... No bo jeśli bym pojechała to musiałby mnie pilnować. Nie to żebym nie umiała o siebie zadbać tylko ... - nie umiała dokończyć.
- Tylko będzie się martwił, że Marco się na ciebie czai? - dokończyłam jej myśl.
- Skąd wiedziałaś?
- Myślisz, że nikt nie widział, jak się na ciebie patrzył, gdy tańczyliście? - Nel zarumieniła się.
- Wiesz,chciałabym ci coś powiedzieć ... Bardzo cenię to, że byłaś wobec mnie szczera i chciałabym ci się z czegoś zwierzyć - byłam ciekawa, co takiego ukrywała ta miła istotka.
- Zamieniam się w słuch - byłam gotowa przyjąć nawet największy cios.
- No więc ... Nie wiem od czego zacząć, ale spróbuję od początku. Po tym jak zakończyliśmy ten ,,taniec" wyszłam położyć się spać do pokoju Imrego, ale ktoś mnie zaczął gonić i weszłam do byle jakiego pokoju po czym schowałam się w szafie i zasnęłam. Rano okazało się, że ukryłam się w szafie Marco, a ten ułożył mnie na swoim łóżku i pozwolił mi w nim spać. Później dał mi naszyjnik ... - słowo ''naszyjnik" wypowiedziała bardzo wolno, jakby się nad czymś zastanawiała. - No właśnie! - wykrzyknęła. - Naszyjnik! - szybko wyjęła go i mi pokazała. - Musisz na niego skierować światło ...
Szybko podbiegłam do komody i szukałam jakiejś latarki. Nareszcie ją znalazłam i poświeciłam na naszyjnik. Na reakcje Nel nie musiałam czekać długo:
- Ej no! Co jest? - potrząsnęła kryształem i jeszcze raz skierowała na światło latarki. - Czemu nie działa?-pożaliła się.
- A o co chodzi? - próbowałam pomóc.
- Bo jak poświecisz na kryształ to jest taki wierszyk czy coś...
- A jak to brzmi?
- Coś w stylu ''Jestem ukryty w księżyca świetle, ale spotkać mnie możesz tylko w piekle" czy jakoś tak.
- W księżyca świetle? - był to dla mnie jakiś znak.
- No tak! Światło księżyca! - wyraźnie Nel się ożywiła. - Potrzebny nam księżyc! No bo wtedy, gdy to zobaczyłam skierowałam kryształ na światło księżyca,które wpadało przez okno i na ścianie była ta rymowanka!
- Ale skąd w podziemiach wytrzaśniesz księżyc? - zdziwiłam się
- Imre może nas zabrać na Olimp - zaproponowała
- Nie taki głupi pomysł. Ale zanim zaczęłaś opowiadać o tym naszyjniku to dokończyłabyś tą historię z Marco? - zaproponowałam, zawsze ciekawiło mnie co on czuł do Nel
- Na serio chcesz to wysłuchać do końca? No dobra ... I kiedy dał mi ten naszyjnik to on ... - zacięła się i zarumieniła, po czym dokończyła - ... on mnie pocałował w policzek, a ja wybiegłam i szukałam Imrego,a później przyszedł Hermes i mnie ścigał, a ja uciekałam i wpadłam na Marco, a on zabrał mnie na tą wyspę Minotaura i był bez koszuli i kazał mi usiąść koło siebie i w ogóle ooooch ... - mówiła tak szybko, że musiała zrobić przerwę i opowiadała dalej - później Marco poszedł po coś do jedzenia, przyszedł Imre, a za nim Minotaura i utknęliśmy w dziurze w jaskini i Marco nas uratował i ...
- Wolniej maleńka - przerwałam jej, wiem że dla niej być może ciężko to było opowiadać, ale nie nadążałam.
- No dobrze ... Marco nas uratował i my razem z Imrem uciekliśmy, a on z nim został i później poszliśmy spać, a rano przyszedł Marco z wielką raną na pół twarzy i się o kazało, że to zrobił Minotaur i musiałam go opatrzyć. Później wysłałam Imrego po leki itp. i zostałam z nim sama ...
- ''Robi się coraz ciekawiej" - pomyślałam.
- No, ale mówiąc dalej, później wziął moją rękę i przykładał do swojej i robiłby to w nieskończoność, ale usłyszałam kroki Imrego i szybko usiadłam z dala od Marco, a później okazało się, że Marco jest uczulony na zimno, wiem trochę dziwne ale na serio tak jest! Gdybyś zobaczyła jego twarz po tym jak przyłożyłam do niej lód uwierzyłabyś od razu. Ech,po tym ''incydencie" z lodem odesłałam Imrego z powrotem, aby odniósł ten lód i znowu zostałam z nim sama. Wyglądał okropnie ze spuchnięta twarzą i zrobiło mi się go szkoda więc przytuliłam się delikatnie do niego, a on mocniej mnie do siebie przycisnął i pocałował w głowę i znów usłyszałam kroki Imrego na korytarzu więc sięgnęłam po maść i już miałam mu tę ranę smarować, ale Imre wszedł i kazał mu sobie samodzielnie poradzić, a mnie wziął na stronę ... - znów musiała zaczerpnąć oddechu. - No i Imre mi opowiedział o tym, że Marco potrafi wyczuć u każdego jakiś słaby punkt i tak zmanipulować, by wyszło mu to no korzyść. Więc się go spytałam jaki jest jego słaby punkt a on odpowiedział, że ...
- Ty - musiałam to dokończyć, na pierwszy rzut oka spoglądając na Imrego i Nel widać było, że są w sobie zakochani i pasowali do siebie jak ulał.
- Tak noo i ... mnie pocałował w policzek i kazał szybko zakończyć opatrywanie Marco, a później zabrał mnie na spacer i spotkaliśmy ciebie - zakończyła. - I teraz mam wyrzuty sumienia, że pozwalałam Marco, by mnie całował i wiesz o co chodzi?
- Tak, wiem.Moim zdaniem Marco po prostu manipulował tobą w wyrachowany sposób, bo wiedział, że się mu nie sprzeciwisz - wyjaśniłam.
- Może i tak, ale czuję się jakby nie fair wobec Imrego - pożaliła się.
- Będziesz musiała mu o tym jakoś powiedzieć - zmartwiłam ją.
- Ech - westchnęła, postanowiłam zakończyć ten temat.
- No to co? Może pójdziemy na Olimp i sprawdzimy ten wierszyk? - zaproponowałam.
- Ok, ale nie mam ani siły, ani chęci, by powiedzieć o tym Imremu ...
- Dobra, ja nie zmuszam, tylko proponuję i doradzam - uspokoiłam ją, po czym poszłyśmy po jej ''chłopaka"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz