środa, 5 sierpnia 2015

Rozdział 18

Lena
Po usłyszeniu słów wyroczni byłam lekko wstrząśnięta. Teraz nie mogłam oczekiwać od Hav'a niczego więcej niż przyjaźni. Naprawdę mi się spodobał, ale cóż od teraz to już przeszłość.  Nie chciałam, aby polała się krew przeze mnie, dlatego że zabrałam jej mężczyznę, który jest jej przeznaczony. Byłby to dla mnie zbyt wielki ciężar do noszenia.  Prawda jest taka, że w moim sercu czułam iż Hav nie będzie dla mnie tym jedynym. W sumie to cieszę się, bo teraz mam pewność, że go nie skrzywdzę, gdy się dowie, że nie jestem prawdziwą Persefoną tylko chwilowym zamiennikiem.
Wyszłam ze studia bliźniaczek Ateny i kierowałam się w stronę pokoju Imrego. Mimo, ze wciąż nie mogłam przestać myśleć o tej dobijającej przepowiedni wiedziałam, że przyjdzie czas, gdy o niej zapomnę. Bardziej ciekawiło mnie, co opowiada wyrocznia o tymczasowej mnie. Zaczęło mnie to prześladować, jak nie wiem co. W tych przepowiedniach była ukryta przyszłość, o której ludzie powinni sami decydować, a nie dążyć za tym, co zostało powiedziane, napisane lub bóg wie co. Nikt nie powinien wiedzieć, co przyniesie nowy dzień ze sobą. Przyszłość ulega zmianie zależnie od naszych decyzji, które sami podejmujemy.  
Byłam tak bardzo tym wszystkim przejęta, że ledwo zauważyłam Imre i Nel nadchodzących z na przeciwka. Wyglądali razem naprawdę uroczo. Rozmawiali o czymś i nawet mnie nie zobaczyli. Dopiero, gdy znaleźliśmy się dosyć blisko, spoglądnęli w moją stronę i natychmiast odsunęli się od siebie. Gdy spojrzałam na Imre, przypomniałam sobie, że chciałam go poprosić, aby zabrał mnie do Podziemia, bo przyszedł czas na opuszczenia tego miejsca.  

Nel
Po zabandażowaniu dla Marco głowy postanowiliśmy z Imrem odprowadzić naszego gościa. Przed drzwiami do swojego pokoju brunet lekko ukłonił się przede mną i ucałować rękę, po czym zniknął za drzwiami. Imre tylko spojrzał na mnie i zaproponował krótki spacer:
- A co jeżeli spotkamy twojego ojca? - zapytałam zmartwiona.

- Nie spotkamy, jest dzisiaj bardzo zajęty - odparł beztrosko. 
- Na pewno? - wolałam się upewnić.
- Na pewno - i posłał mi lekki uśmiech.
Szliśmy obok siebie, a korytarz tylko się dłużył. Wydawało mi się jakbyśmy nim szli już dwa miesiące. Rozmawialiśmy swobodnie i mijaliśmy co raz więcej drzwi. Pod czas rozmowy o Persefonie i Hav'ie Imre delikatnie złapał mnie za rękę, jakby się bał, że jest z niezwykle delikatnej porcelany i w każdej chwili może się rozsypać. Spojrzałam na niego z gwiazdami w oczach i spletliśmy nasze dłonie. Nie wiem jakim cudem, ale było tak romantycznie, że aż praktycznie było to niemożliwe. Co takiego romantycznego może być w średnio oświetlonym korytarzu i zamkniętych eleganckich drzwiach? Coś mi podpowiadało, że to nie korytarz tworzy tę cudowną atmosferę lecz mój Imre. Zaraz,zaraz ... Od kiedy ja się stałam taką egoistką? No cóż, w każdym razie gdy spacerowaliśmy tak po korytarzu spleceni dłońmi, nagle przed naszymi oczami stanęła Persefona. Instynktownie odsunęłam się od chłopaka.

Lena
- O hej!  -przywitałam się z Imrem i jego towarzyszką.
- Witaj - odpowiedział Imre za siebie i Nel. - Co dzisiaj sprowadza naszą  Persefonę na Olimp?
- Byłam u Emmy i Tessy na ,,herbatce" - oświadczyłam z dumą w głosie. - A wy, co robicie?
- My ... - zaczął lecz przerwała mu Nel, która chciała się wreszcie przywitać.
- To długa historia - skróciła, by nie przedłużać rozmowy.
-  A co u Mordreda? - zapytał się mnie blondyn.
- Nie wiem, a chcesz może go odwiedzić? - zaproponowałam z uśmiechem na ustach.
- Czemu nie i tak z Nel nie mamy nic lepszego do roboty, niż łażenie bez celu po korytarzu - spojrzał na blondynkę, która kiwnęła głową na znak, że się zgadza i w mgnieniu oka znaleźliśmy się przed drzwiami do pałacu Hadesa.
- Zapraszam do środka - roześmiałam się i otworzyłam wrota. Jak się okazało zaczęto podawać obiad. Zapach był niebiański.
- Mordred! - wydarłam się na całe gardło. - Masz gościa.
Nie minęło nawet dziesięć sekund, a mój kuzyn stał przed nami i witał się z gośćmi.
- Może chodźcie coś zjeść, umieram z głodu - poskarżył się syn Hadesa.
- W sumie my z Nel też ... Nie jedliśmy śniadania - westchnął Imre.
- Ale za to zjecie obiad - pocieszyłam blondyna.
- A co dzisiaj jest? - zapytał zaciekawiony Mordred.
- Kurczak z curry - ucieszyłam się.
- Leee - wybrzydził mój kuzyn. - Nooo jeżeli nie ma niczego innego to to też może być - głód nad nim zapanował.
Kurczak z curry był moją ulubioną potrawą. Wcinaliśmy go w ciszy, a mi się aż uszy trzęsły ze szczęścia, jakie dawało mi jedzenie. Nel siedziała jakby lekko zmartwiona. Nie wiele zjadła.
Po zakończonym obiedzie Mordred zapragnął pokazać swemu przyjacielowi powtórkę z meczu Grecja - Polska. Chłopak chętnie na to przystał i powierzył swoją towarzyszkę pod moją opiekę. Gdy chłopcy zniknęli w ,,sali kinowej" (w zamku Hadesa było ponad tysiąc pokoi itp., a wśród nich był pokój kinowy czyli pomieszczenie zaopatrzone w duży telewizor, wygodne siedzenia oraz nowoczesne głośniki)  my natomiast poszłyśmy do mojego ulubionego miejsca w całym tym domu: do biblioteki. Jak było do przewidzenia Nel nie protestowała, gdyż również była typem mola książkowego.
- No cóż, co u ciebie słychać Nel? - zaczęłam naszą rozmowę, gdyż wiedziałam,że dziewczyna na początku jest nieśmiała, dopiero później się do mnie przyzwyczajała.
- U mnie? Całkiem spoko - odparła z rezerwą. - A u ciebie?
- Mogło być lepiej. Nie da się ukryć, że Imre coś do ciebie czuje - nie mogłam się powstrzymać by tego nie powiedzieć.
- I-Imre? - zająknęła się i zamyśliła. - Wiesz, chyba ja do niego też - i spojrzała na mnie ufnym wzrokiem, który mówił ,,tylko nikomu ani słowa" i posłała mi lekki uśmiech.
-Wiedziałam! - wyszczerzyłam zęby i byłam z siebie dumna. Nagle zaświeciła mi w głowie lampeczka, by zbytnio się nie dopytywać i zmieniłam temat. - Nel, a opowiedziałabyś mi coś o sobie?
- Ech,a co tu gadać - westchnęła - ale jeżeli masz czas by wysłuchać tę żmudną historię to mogę ci ją opowiedzieć ...
- Oczywiście, że mam czas, aż do kolacji - zaśmiałam się. - No więc opowiadaj - zamieniłam się w słuch.
- Od czego by zacząć - sprawiała wrażenie jakby przywoływanie wspomnień z ostatnich tygodni sprawiało jej ból lecz zaczęła opowiadać - pamiętam, że skończyłam czytać jedną z moich ulubionych książek i pojechałam do księgarni kupić kolejne. Wtedy,chodź nie zdawałam sobie z tego sprawy spotkałam po raz pierwszy Imrego. Zdarzyło się to podczas mojego powrotu do domu. Byłam strasznie ciekawa jednej książki więc zatrzymałam rower oparłam się o kamień i zaczęłam czytać. Później coś zaszeleściło w krzakach i uciekłam do domu. Następnego dnia miałam piorunujący ból głowy i wstałam dopiero po obiedzie. Miały do nas wpaść koleżanki mojej mamy z synami, aby ,,wybrać dla mnie idealnego kandydata na męża". Z tego co pamiętam mój braciszek była bardzo elegancko ubrany. Nie chciałam spotkać się z tymi głąbami,więc uciekłam z domu. Wróciłam dopiero na noc, przez co zostałam dosyć srogo ukarana. Może to i nie mieścić ci się w głowie, lecz moja matka zamknęła mnie wtedy w piwnicy ...
- ''Boże" - przeleciało mi przez głowę, jak można zamknąć szesnastolatkę w piwnicy? W dodatku za to, że nie chciała spotkać się z idiotami ... Nel kontynuowała swoją opowieść:
- Następnego dnia obudziła mnie niezłym prysznicem i oznajmiła, że nasze sąsiadki przyjdą dziś do nas ponownie i że tym razem nigdzie nie ucieknę. Znów mnie zamknęła, a później wydarzyło się coś dziwnego - lekki uśmiech i rozbawienie zniknęły z jej twarzy, a na ich miejscu pojawił się lęk, smutek i żal. - Dalej siedziałam zamknięta w piwnicy i usłyszałam ciężkie kroki, później wystrzał z pistoletu, zdławiony krzyk mojej matki, odgłos uderzenia czegoś ciężkiego o podłogę i znów te ciężkie kroki, tylko kierowały się po schodach.''Tylko nie Sebastian,zostaw mojego braciszka" błagałam w duchu. Pomimo, iż ciągle się kłóciliśmy kochałam mojego brata. Po tej chwili, która zdaje się trwała wieczność ponownie usłyszałam te same kroki na schodach i pisk opon samochodu. Gdy tylko sprawca uciekł z miejsca zbrodni krzyczałam co sił w płucach do Sebastiana, by się odezwał. Na moje szczęście, zdołał ukryć się w porę i uniknąć spotkania z mordercą. Gdy już nawiązałam z nim kontakt poprosiłam, by otworzył drzwi do piwnicy. Na początku się bał,lecz ostatecznie otworzył. Jak tylko drzwi stanęły otworem podbiegłam do niego i uścisnęłam go z całej siły. Przyrzekłam sobie, że zawsze będę go chronić i pomagać mu - po jej policzkach spływała ciężka łza. Podałam jej chusteczkę, za co mi podziękowała i opowiadała dalej. - Nigdy nie zapomnę, co mu wtedy odpowiedziałam, gdy zapytał się o mamę: ''Mamusia, no wiesz...wyjechała na takie specjalne wakacje, te same co tata i prawdopodobnie jest teraz tam z nim..." - i w tym momencie zrozumiałam, że Nel jest sierotą tak jak ja. Dlaczego takiej dobrej dziewczynie musiało się przydarzyć coś tak okropnego? Nagle się rozpromieniła. - Ale później było już ,,z górki". Przyjechała do nas nasza ciocia, chrzestna Sebastiana. Wszystko wracało do normy. Zaczęłam znów czytać książki. Pewnego dnia wyszłam przenocować w lesie, a ciotce powiedziałam, że będę u koleżanki. Może się to tobie wydawać dziwne, że szesnastolatka idzie sobie nocować w lesie, a jej opiekunka nic z tego nie robi, ale nasz las jest inny. Jak to kiedyś ujął Sebastian ''magiczny". W sumie nie wiem,co jest w nim takiego magicznego, ale faktycznie. U nas panuje inna atmosfera niż w innych lasach. Chyba tylko dla tego, że u nas nie ma zwierząt, ani grzybów. Ludzie nigdy daleko się nie zapuszczają, z wyjątkiem mnie. Tego pamiętnego dnia poszłam do lasu, aby mieć trochę spokoju i poczytać książki,które niedawno kupiłam. Gdy skończyłam czytać ostatnią, zaczęło świtać więc poszłam spać. Gdy się obudziłam postanowiłam się wykąpać w strumyku, który płynął obok miejsca, w którym nocowałam. Gdy do niego weszłam, w krzakach dostrzegłam parę świecących się turkusowych oczu. - Jej twarz oblał rumieniec, a na ustach pojawił się rozmarzony uśmiech. - Jak się już zapoznaliśmy z Imrem, zaprosiłam go na obiad do domu. Chętnie na to przystał, lecz nic nie jadł. Gdy przyprowadziłam go do domu ciotka się rozpromieniła, gdyż myślała, że jest moim chłopakiem. Ona miała te same plany co moja matka, ale nie chciała mi wybierać chłopca. Dała mi wolną rękę, byle bym zaprosiła ją na ślub - zaczęła się śmiać, a ja razem z nią. - Później Imre zaprosił mnie na spacer, ale nagle poczułam się słabo i zemdlałam. Zamiast w lesie obudziłam się na Olimpie ... Noo i chyba to tyle z ''mojej historii" - zakończyła
- Noo cóż, wiele przeżyłaś - nie wiedziałam co powiedzieć. Tyle nowych rzeczy się o niej dowiedziałam! A ona o mnie praktycznie nic nie wie. Chyba kiedyś powinna się dowiedzieć o mojej prawdziwej tożsamości ...
- Nel ... - zaczęłam - Jest coś co chciałabym ci powiedzieć, ale musisz mi obiecać, że będziesz spokojna i nikomu nie zdradzisz tego, co ode mnie usłyszysz. 
- No dobrze, obiecuje - przystała na moje warunki. 
- W sumie to nie wiem od czego zacząć, ale chcę to tobie zdradzić. - Denerwowałam się trochę lecz po chwili ten stres minął i zaczęłam mówić od rzeczy. - Nie jestem prawdziwą Persefoną - na twarzy Nel można było zaobserwować zdziwienie. - Mam na imię Lena i jestem zwyczajną nastolatką. W sumie byłam nią do czasu, gdy zwróciłam się z prośbą o pomoc do Demeter. Byłam zdesperowana,bo moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym jakiś czas temu i zostawili mi swój interes w spadku. Na początku radziłam sobie w miarę dobrze, bo wcześniej zdarzało mi się nim zajmować i miałam bliskie mi osoby do pomocy, ale obok powstała konkurencja i było już tylko gorzej. Nie miałam żadnego pomysłu, jak uratować najcenniejszą pamiątkę po rodzicach więc jak wiesz, poszłam szukać pomocy. Znalazłam ją u bogini urodzaju, ale musiałam dać jej w zamian moją pomoc. Tą pomocą okazało się być, stanie się Persefoną, czyli jej córką, na pół roku i wykonanie powierzonej mi misji.  
- Wow - najwidoczniej Nel zatkało. - I jak się czujesz jako ''jedna z nich"? - zapytała z ciekawością i szacunkiem w oczach.
- Jako jedna z ,,boskich dzieci"? Hmmm...całkiem normalnie, pomijając fakt, że umiem gadać z roślinami itp.
- Zazdroszczę ci - westchnęła.
- Chodzi o Imrego? - chyba trafiłam w sedno,bo od razu się zarumieniła.
- No boo widzisz ... Jak Hermes mnie zobaczył kazał mnie ścigać i odprowadzić z powrotem tam, skąd przyszłam, lecz Marco zabrał mnie na jakąś bezludną wyspę, a jak się później okazało na wyspę Minotaura ...
- Byłaś na wyspie Minotaura??? - zdziwiłam się. - I jak wyglądał? - strasznie byłam ciekawa, gdyż jak byłam mniejsza mój wujek, który jest historykiem i specjalizuje się w mitologi, zawsze opowiadał mi mity greckie, a wśród nich znalazł się pół człowiek, pół byk.
- Noo - w jej wzroku kryło się niezdecydowanie. - Miał głowę byka, a ciało człowieka, lecz strasznie owłosione, a zamiast stóp miał kopyta.
- Cóż,powiedziałabym, że ci zazdroszczę, ale chyba nie był zbytnio oswojony?
- No co ty. Próbował mnie i Imrego staranować, ale Marco nam pomógł, a my uciekliśmy z powrotem na Olimp.
- Ale nie spotkaliście Hermesa?
- Niee - zaprzeczyła. - Pytałam się Imrego, dlaczego jego ojciec mnie nie lubi, ale on odparł, że on mnie nie nie lubi tylko uważa, że wszyscy muszą być na swoim miejscu, czyli jak to on ujął ''to co boskie na Olimpie, a to co ziemskie na ziemi". - Zrobiło mi się jej żal, ale nagle zmieniła temat. - Ale w takim razie jak wyglądasz jako człowiek? - wymawiając ''człowiek" zmieniła ton na bardziej pytający, jakby chciała wiedzieć czy na prawdę jestem człowiekiem.
- Jak wyglądam? - odparłam zastanawiająco. - No to jestem średniego wzrostu, gdzieś koło 164 cm. Mam niebieski oczy, lekko falowane brązowe włosy, raczej szczupła, długie nogi  jak na 18-latkę przystało, no i nie wiem co jeszcze ci powiedzieć.
- Yhym. No to bardzo ładna jesteś - skomplementowała mnie.
- Nie jestem tego taka pewna, bo nie zwracam uwagi żadnego chłopaka choć czasem bywa to przydatne.
- Wiesz,dla tych, którzy cię na prawdę kochają liczy się twoje wnętrze, a nie wygląd zewnętrzny. Bycie ładną ma też swoje wady ... Nie to, żebym uważała się za piękność, ale wtedy gdy nie jesteś ładna z wyglądu jesteś idealna w środku.
- Może i masz racje, ale większość dziewczyn w moim wieku miały już chłopaków, całowały się, a ja nawet nie przeżyłam swojego pierwszego pocałunku. Zawsze twierdziłam, że dzięki nauce i wysiłkowi gdzieś dojdę, ale zrozumiałam, że gdy znajdziesz drugą połówkę twoje życie będzie szczęśliwsze i przepełnione miłością. Możesz się z nią dzielić zmartwieniami, rzeczami radosnymi i być pewna, że ona zawsze będzie przy tobie.
- Wiesz, może jestem za młoda czy coś, ale miłości jakoś nie czuje. Szukam jak na razie tego jedynego na całe życie, a nie na krótką przygodę ... - na jej twarzy był rozmarzony uśmiech.
- Rozumiem cię, też taka byłam w twoim wieku i nie było to tak dawno. Myślałam w ten sam sposób patrząc na miłość moich rodziców, jak się okazało pierwszą miłość obojga. Też tak chciałam, ale czasem nie możemy być pewni czy ta osoba, którą znalazłaś, jest na chwilę czy na zawsze. To przychodzi z czasem. Nie dowiesz się tego po jednym zerknięciu, ale na przestrzeni czasu. - Nie wiem czemu jej to mówiłam skoro sama nikogo nigdy nie miałam. Chciałam na razie zakończyć ten temat, ale czułam, że mogę czegoś mądrego się od niej nauczyć.
- Wiesz...-zaczęła, lecz nie dokończyła, gdyż naszą dyskusję przerwali chłopcy, którzy jak nam się zdawało zakończyli oglądać mecz.
- No to co, zostaniecie na kolacji? - zaproponował Mordred Imremu.
- Nie wiem, to zależy od Nel - i spojrzał na nią jakby pytał się o pozwolenie.
- Jeżeli to nie będzie problem, z chęcią razem z Imrem zostaniemy - odpowiedziała śmiało, chyba się już do nas przyzwyczaiła.
- No to pysznie - zażartował mój kuzyn i gestem pokazał byśmy za nim szli, a prowadził nas do jadalni na kolację.
Byłam trochę zdziwiona tym nagłym obrotem sytuacji, ale pozwoliłam Mordredowi prowadzić nas do jadalni i postanowiłam, że może porozmawiam jeszcze o czymś z Nel po kolacji. Była z niej naprawdę fajna dziewczyna i dobra przyjaciółka.
Na kolację ku mojemu zaskoczeniu była pizza. Boże jak ja kochałam pizzę, a z resztą kto jej nie kocha?
Gdy zasiedliśmy do kolacji, nieoczekiwanie dołączył do nas Hades.
- O witaj Imre - przywitał się z synem Hermesa. - A kimże jest ta urodziwa istotka na przeciwko ciebie?
- To jest Nel - odparłam za blondyna.
- Nel? - najwidoczniej pan podziemia jeszcze nigdy nie słyszał takiego imienia. - A jakiego pochodzenia jest te oto imię? 
- No, nie mam bladego pojęcia-roześmiała się Nel której, najwyraźniej dodawałam pewności siebie.
- Mhm. Jeszcze ciebie nigdzie nie spotkałem - mruknął zdziwiony.
- Bo ona nie mieszka na Olimpie - odparł Imre. - Mieszka w lesie, jest córką ... - zastanawiał się nad wyborem matki dla Nel. - Córką Physis - coś go olśniło.
- Hmmm, to bardzo ciekawe - Hades postanowił zagłębić się w temat. - Czyli wychodzi na to, że Nel jest nimfą, a jakby głębiej się zastanowić to ,,służącą" lub ,,poddaną" Persefony. A powiedz mi słonko do jakiej rasy nimf należysz - jako iż znałam trochę mitologii, a po minie dziewczyny można było poznać, że nie ma zielonego pojęcia co powiedzieć, szybko ją wyratowałam: 
- Jest jedną z Lejmoniad - odparłam.
- No to w takim razie sporo sypiasz - roześmiał się mój wuj i zjadł kolejny kawałek pizzy.
- Ojcze - nagle odezwał się milczący Morded, który siedział obok mnie. Byłam mu wdzięczna, że to przerwał, bo widziałam jakie Nel ma oczy. Ciężko było dojrzeć w nich strach i stres, ale jednak. Z racji tego, że nie wiedziałam jak mu podziękować, bo za dobrze się nie znamy, pod stołem uścisnęłam mu lekko rękę w akcie podziękowania. Wyglądał trochę na zaskoczonego, ale ja miałam takie same odczucia. W sumie to nie wiem, czemu to uczyniłam, ale to co się stało, to się nie odstanie.
- Słucham cię synu.
- Mam nowe wieści z Olimpu.
- Ha ha ha - zaśmiał się głośno Hades. - Aa czy przypadkiem od wiadomości i tym podobnymi sprawami nie zajmuje się Imre? - zadrwił z syna.
- Być może, ale chcesz mnie wysłuchać czy nie?
- Dobrze, już dobrze. Mów - rozkazał Hades. 
- To wygląda następująco - rozpoczął wypowiedź - Zeus postanowił być ,,dobrym bogiem" i otworzył dawno zakurzony kurort na środku Morza Śródziemnego, ty chyba wiesz jaki?
- Czy wiem?! - oburzył się Hades. - Synu, ja tam twoją matkę poznałem! 
- U lala ... - skomentował cicho Imre, a ja i Nel musiałyśmy zakryć usta, aby nie parsknąć śmiechem 
- A jak ten kurort wygląda? - zaciekawił się Mordred.
- Jest on bardzo wszechstronny więc trudno będzie w całości go opisać. Jak tam ostatnio byłem to te miejsce oczarowało mnie. W szczególności kilka bardzo wyjątkowych równi, w których można było się niesamowicie zrelaksować. Pamiętam, że był tam ogromny wodospad, w którym płynęła lazurowa woda, ale trudno go znaleźć. Jeśli dobrze byś poszukał, to znalazłbyś tajemne przejście znajdujące się po jego drugiej stronie. Była też tam ogromna plaża, na której oglądałem wraz z twoją matką zachody słońca. Jej ulubionym fragmentem kurortu był zakątek spa i jacuzzi znajdujące się w diamentowej jaskini. Miejsce dawnych domków teraz pewnie zajmuje hotel, znając rozrzutność Zeusa. Nowocześnie wyposażone sypialnie z wygodnymi łóżkami. Każdy dostawał po kamerdynerze, czy jak to tam się nazywa. Oczywiście były osobne pokoje. W pomieszczeniach była masa sprzętów. W całym kurorcie oczywiście było wiele miejsc do wspólnych spotkań. Była tam nawet dyskoteka ... - Hades usiłował przypomnieć sobie więcej, ale chyba pamięć go zawodziła więc nic nie dodał do wcześniejszego opisu.
- I to tyle ojczulku? Skleroza cie wzięła? - zadrwił żartem Mordred.
- Uważaj no synku - ostrzegł go Hades - bo jak się zdenerwuje to nie będzie zmiłuj!
- Już się boję.
- Ach tak?! - i ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu Pan Podziemia rzucił w syna kawałkiem pizzy
- Ooo teraz to pożałujesz! Bitwa na żarcie! - krzyknął jego syn i wszyscy, nawet Nel rzucaliśmy się pizzą, z czego Cerber najwyraźniej była zadowolona, gdyż miała jeszcze dodatkową wyżerkę.
''Wojna" między Hadesem, a Mordredem zakończyła się, gdy do jadalni weszła kucharka i sprzątaczka w jednym. Od razu przerwała naszą bitwę i kazała oddać brudne ubrania do prania, gdyż plamy z pizzy, gdy zaschnął trudno schodzą. Tak więc zabrałam Nel do swojego pokoju i pożyczyłam jej ciuchy prawdziwej Persefony, a sama założyłam inne. Jak mogłam się spodziewać, jedna z sukienek córki Demeter była lekko na nią za duża, ale dla Nel i tak to był zaszczyt:
- Chyba się nie pogniewa, jak pożyczymy te jej sukienki - zagadałam do blondynki.
- Chyba nie - potwierdziła moją teorię.
- Nie wiedziałam, że Hades jest taki wyluzowany - próbowałam podtrzymać naszą konwersację.
- Ja też. Ale moment, gdy rzucił w Mordreda pizzą był epicki! - była niezwykle podekscytowana.
- W stu procentach się z tobą zgadzam. Jestem strasznie ciekawa czy ty też pojedziesz do tego ośrodka ... - zaczęłam.
- O ile albo Marco przekona swojego ojca, albo Imre mnie weźmie ze sobą - nie wiem jakim cudem w tej dziewczynie było tyle optymizmu. Przecież tak wiele złych chwili przeżyła!
- Imre na pewno cię weźmie.
- Tak szczerze to nie muszę tam być.
- Musisz! - od razu zaprotestowałam, chyba umarłabym z nudów bez niej (bez urazy dla Emmy i Tessy).
- Ale, ja nie chcę się Imremu naprzykrzać ... No bo jeśli bym pojechała to musiałby mnie pilnować. Nie to żebym nie umiała o siebie zadbać tylko ... - nie umiała dokończyć.
- Tylko będzie się martwił, że Marco się na ciebie czai? - dokończyłam jej myśl.
- Skąd wiedziałaś?
- Myślisz, że nikt nie widział, jak się na ciebie patrzył, gdy tańczyliście? - Nel zarumieniła się.
- Wiesz,chciałabym ci coś powiedzieć ... Bardzo cenię to, że byłaś wobec mnie szczera i chciałabym ci się z czegoś zwierzyć - byłam ciekawa, co takiego ukrywała ta miła istotka.
- Zamieniam się w słuch - byłam gotowa przyjąć nawet największy cios.
- No więc ... Nie wiem od czego zacząć, ale spróbuję od początku. Po tym jak zakończyliśmy ten ,,taniec" wyszłam położyć się spać do pokoju Imrego, ale ktoś mnie zaczął gonić i weszłam do byle jakiego pokoju po czym schowałam się w szafie i zasnęłam. Rano okazało się, że ukryłam się w szafie Marco, a ten ułożył mnie na swoim łóżku i pozwolił mi w nim spać. Później dał mi naszyjnik ... - słowo ''naszyjnik" wypowiedziała bardzo wolno, jakby się nad czymś zastanawiała. - No właśnie! - wykrzyknęła. - Naszyjnik! - szybko wyjęła go i mi pokazała. - Musisz na niego skierować światło ...
Szybko podbiegłam do komody i szukałam jakiejś latarki. Nareszcie ją znalazłam i poświeciłam na naszyjnik. Na reakcje Nel nie musiałam czekać długo:
- Ej no! Co jest? - potrząsnęła kryształem i jeszcze raz skierowała na światło latarki. - Czemu nie działa?-pożaliła się.
- A o co chodzi? - próbowałam pomóc.
- Bo jak poświecisz na kryształ to jest taki wierszyk czy coś...
- A jak to brzmi?
- Coś w stylu ''Jestem ukryty w księżyca świetle, ale spotkać mnie możesz tylko w piekle" czy jakoś tak.
- W księżyca świetle? - był to dla mnie jakiś znak.
- No tak! Światło księżyca! - wyraźnie Nel się ożywiła. - Potrzebny nam księżyc! No bo wtedy, gdy to zobaczyłam skierowałam kryształ na światło księżyca,które wpadało przez okno i na ścianie była ta rymowanka!
- Ale skąd w podziemiach wytrzaśniesz księżyc? - zdziwiłam się
- Imre może nas zabrać na Olimp - zaproponowała
- Nie taki głupi pomysł. Ale zanim zaczęłaś opowiadać o tym naszyjniku to dokończyłabyś tą historię z Marco? - zaproponowałam, zawsze ciekawiło mnie co on czuł do Nel
- Na serio chcesz to wysłuchać do końca? No dobra ... I kiedy dał mi ten naszyjnik to on ... - zacięła się i zarumieniła, po czym dokończyła - ... on mnie pocałował w policzek, a ja wybiegłam i szukałam Imrego,a później przyszedł Hermes i mnie ścigał, a ja uciekałam i wpadłam na Marco, a on zabrał mnie na tą wyspę Minotaura i był bez koszuli i kazał mi usiąść koło siebie i w ogóle ooooch ... - mówiła tak szybko, że musiała zrobić przerwę i opowiadała dalej - później Marco poszedł po coś do jedzenia, przyszedł Imre, a za nim Minotaura i utknęliśmy w dziurze w jaskini i Marco nas uratował i ...
- Wolniej maleńka - przerwałam jej, wiem że dla niej być może ciężko to było opowiadać, ale nie nadążałam.
- No dobrze ... Marco nas uratował i my razem z Imrem uciekliśmy, a on z nim został i później poszliśmy spać, a rano przyszedł Marco z wielką raną na pół twarzy i się o kazało, że to zrobił Minotaur i musiałam go opatrzyć. Później wysłałam Imrego po leki itp. i zostałam z nim sama ...
- ''Robi się coraz ciekawiej" - pomyślałam.
- No, ale mówiąc dalej, później wziął moją rękę i przykładał do swojej i robiłby to w nieskończoność, ale usłyszałam kroki Imrego i szybko usiadłam z dala od Marco, a później okazało się, że Marco jest uczulony na zimno, wiem trochę dziwne ale na serio tak jest! Gdybyś zobaczyła jego twarz po tym jak przyłożyłam do niej lód uwierzyłabyś od razu. Ech,po tym ''incydencie" z lodem odesłałam Imrego z powrotem, aby odniósł ten lód i znowu zostałam z nim sama. Wyglądał okropnie ze spuchnięta twarzą i zrobiło mi się go szkoda więc przytuliłam się delikatnie do niego, a on mocniej mnie do siebie przycisnął i pocałował w głowę i znów usłyszałam kroki Imrego na korytarzu więc sięgnęłam po maść i już miałam mu tę ranę smarować, ale Imre wszedł i kazał mu sobie samodzielnie poradzić, a mnie wziął na stronę ... - znów musiała zaczerpnąć oddechu. - No i Imre mi opowiedział o tym, że Marco potrafi wyczuć u każdego jakiś słaby punkt i tak zmanipulować, by wyszło mu to no korzyść. Więc się go spytałam jaki jest jego słaby punkt a on odpowiedział, że ...
- Ty - musiałam to dokończyć, na pierwszy rzut oka spoglądając na Imrego i Nel widać było, że są w sobie zakochani i pasowali do siebie jak ulał.
- Tak noo i ... mnie pocałował w policzek i kazał szybko zakończyć opatrywanie Marco, a później zabrał mnie na spacer i spotkaliśmy ciebie - zakończyła. - I teraz mam wyrzuty sumienia, że pozwalałam Marco, by mnie całował i wiesz o co chodzi?
- Tak, wiem.Moim zdaniem Marco po prostu manipulował tobą w wyrachowany sposób, bo wiedział, że się mu nie sprzeciwisz - wyjaśniłam.
- Może i tak, ale czuję się jakby nie fair wobec Imrego - pożaliła się.
- Będziesz musiała mu o tym jakoś powiedzieć - zmartwiłam ją.
- Ech - westchnęła, postanowiłam zakończyć ten temat.
- No to co? Może pójdziemy na Olimp i sprawdzimy ten wierszyk? - zaproponowałam.
- Ok, ale nie mam ani siły, ani chęci, by powiedzieć o tym Imremu ...
- Dobra, ja nie zmuszam, tylko proponuję i doradzam - uspokoiłam ją, po czym poszłyśmy po jej ''chłopaka"

środa, 29 lipca 2015

Rozdział 17

Lena
Nadszedł kolejny dzień w Podziemiu, jednak nie zamierzałam go tam spędzić. Dzisiaj chciałam wpaść do Tessy i Emmy z wizytą. Miałam nadzieję,że to będzie to mile spędzony czas. Najpierw musiałam znaleźć sposób, aby dostać się na Olimp. Jedynym rozwiązaniem było poproszenie Mordreda o pomoc.,
Poszłam więc do jego pokoju. Leżał na łóżku i słodko spał.  Kropelki potu spływały po jego torsie, a włosy były w nieładzie. Od czasu do czasu lekko się uśmiechał i tulił się do kołdry. Ciężko było mi oderwać od niego wzrok lecz nie przyszłam do jego sypialni po to, żeby na niego popatrzeć, tylko prosić o przysługę. Nie chciałam go budzić więc wyszłam i postanowiłam, że udam się do Hadesa. Może on coś zaradzi. 
Był w swoim gabinecie i przeglądał jakieś papiery. Wyglądał na bardzo zajętego, ale gdy mnie zauważył, odłożył dokument na bok i spojrzał ponownie w moją stronę. 
- Witaj, Persefono. Usiądź - i wskazał na krzesło. - Jak się spało?
- Dobrze, dziękuję za troskę. 
- Nie ma za co. Masz jakąś sprawę do mnie? - Zadał kolejne pytanie. 
- W sumie to tak. - Zaczęłam. - Chciałabym dostać się na Olimp, a Mordred śpi i nie chciałam go budzić więc przyszłam do ciebie z nadzieją, że mi pomożesz. To jak?
- Oczywiście, że ci pomogę, ale wpierw chcę się dowiedzieć, w jakiej sprawie się tam udasz.
- Zamierzałam odwiedzić przyjaciółki - Tessę i Emmę. Mam nadzieję, że nie zrobię tym ci wuju kłopotu.
- Ależ nie. Za chwilę cię tam przeniosę.
- Dzięki. - Jak rzekł tak się stało.


***

Znalazłam się na Olimpie w mig. 
Długo poszukiwałam pokoju bliźniaczek,aż w końcu poszłam w stronę pokoju Imrego.Tylko jego pokój znałam i wiedziałam gdzie go szukać.Zapukałam do drzwi,lecz nikt mi ich nie otworzył.Zaczęłam spacerować po korytarzu i zupełnie przez przypadek natknęłam się na Emmę:
- Hej - odezwała się Emma. - Gdzie się wybierasz? 
- W sumie to szłam do was - oznajmiłam jej. 
- Dobrze się składa, bo musisz nam powiedzieć, co zamierzasz włożyć w przyszłym tygodniu - prowadziłyśmy naszą rozmowę na środku korytarza. Zastanawiałam się tylko ... 
- A co jest w przyszłym tygodniu - zapytałam zaskoczona.
 - No nie wierze. O tym wydarzeniu trąbi się co roku. Nie pamiętasz? - zadała pytanie retoryczne. - Jest to przyjęcie z okazji rocznicy ślubu Zeusa i Hery. 
- Aaa, no tak - doznałam olśnienia. Nie wiem jakim cudem nie pamiętałam o tym wydarzeniu, skoro miałam wspomnienia prawdziwej Persefony, która w tym czasie robi nie wiadomo co z cukiernią moich rodziców nieboszczyków i uwodzi połowę najprzystojniejszych facetów w całym mieście, którzy nie są zajęci i to moim ciałem.
- Może chodźmy do mojego oraz Tessy studia i zastanówmy się nad twoją przyszłą kreacją i pogadajmy jak za starych czasów - zaproponowała Emma. 
- Dobrze - zgodziłam się bez oporu, bo wiedziałam, że prędzej czy później postawi na swoim. Ruszyłyśmy w stronę studia dziewczyn. Korytarz był niekończącym się labiryntem. Cieszyłam się, że byłam tam z Emmą, bo sama bym się zgubiła. W końcu doszłyśmy do drzwi, których nie sposób rozpoznać. Były ogromne i przerażające, ale zarazem piękne. Ręcznie rzeźbione i beżowe.
Gdy podeszłyśmy bliżej drzwi, otworzyły się przed nami i ukazały inny świat. Świat mody. Naprawdę. Ciuchy wisiały na wieszakach, leżały na stołach, a buty stały na ogromnej półce w rządkach. To był raj. Nigdy nie widziałam tak przecudownych ubrań zebranych w jednym miejscu. Było mi smutno, ale zarazem byłam szczęśliwa. Smutna, dlatego że wcześniej nie miałam dostępu to tego nieba, a szczęśliwa, dlatego że teraz miałam taką możliwość. Warto było pójść do piekła, po to by to wszystko mieć. Chciałabym na zawsze zostać w tym małym raju.
- Cześć Persefono - wykrzyknęła Tessa na powitanie, która znajdowała się teraz w pozycji stojącej. Podbiegła do mnie i przytuliła się mocno. 
- Hej Tesso - odpowiedziałam odrobinę onieśmielona. 
- Długo do nas nie przychodziłaś, bałam się, że już nie uważasz nas za swoje przyjaciółki, ale Em zawsze powtarzała mi, że tak nie jest i że jesteś po prostu bardzo zajęta - wskazała na siostrę, a ta przyłączyła się do naszego niedźwiedziego uścisku. - Cieszę się, że okazało się to prawdą, kamień spadł mi z serca - w jej słowach nie było kłamstwa, sama szczerość. 
- Tęskniłyśmy za tobą - rzekły chórem. 
- Ja za wami też dziewczyny - wtedy, gdy powiedziały, że za mną tęskniły, zajrzałam w pamięć prawdziwej Persefony i dowiedziałam się, że one były jej najlepszymi przyjaciółkami. Nie chciałam żeby ich relacje się zepsuły przez te pół roku więc postanowiłam, że będę z nimi spędzała jakąś część mojego wolnego czasu.
Oczywiście chciałam jeszcze coś innego porobić, gdy będę miała święty spokój, ale nie wdrążajmy się w to w tej chwili, na razie ważne było że mam przyjaciółki w tym miejscu.
Skończyłyśmy obściskiwanie się i przeszłyśmy do pomieszczenia znajdującego się za drzwiami zrobionymi z dwóch wielkich luster. Zasiadłyśmy w bardzo wygodnych fotela i zaczęłyśmy pogawędkę przy naszej ulubionej kawie.

Nel Całkiem miło gawędziło się z synem Zeusa. Opowiadał mi o aurach panujących wokół różnych istot, na przykład wokół ludzi panuje fioletowa aura, wokół nimf zielona, wokół bogów/bogiń złota, a wokół potworów brązowa. Całkiem ciekawie to opowiadał. W końcu zadałam mu pytanie które mnie od zawsze ciekawiło:
- Marco, powiedz mi ... Czy Bóg istnieje?
- Ech, wiesz co Nel? Nie wiem, nie chcę byś zmieniła pogląd na swoją wiarę, ale wydaje mi się, że skoro my istniejemy to i wasz Bóg istnieje - pocieszył mnie.
Po jego słowach zrobiło mi się cieplej na sercu. Razem z nim spoglądałam w niekończącą się dal i oddychałam czystą bryzą. W końcu głód dał mi się we znaki. Spojrzałam ukradkiem na Marco i powiedziałam:
- Nie jesteś głodny?
- Nie, jadłem jak spałaś. A co? Ach,ale ze mnie idiota. Zaczekaj tutaj, pójdę poszukać czegoś jadalnego. - Wstał i ruszył w stronę ,,buszu", który znajdował się niedaleko naszej jaskini.
Zaczęło się ściemniać więc postanowiłam rozpalić wygasłe ognisko, które znajdowało się w naszym ,,domku". Na brzegu było dosyć sporo gałązek i tym podobnych. Gdy wrzuciłam je do ogniska ogień i dym buchnęły mi w twarz. Dusiłam się od tych oparów, co spowodowało, że wróciłam na swoje posłanie. Marco długo nie wracał, a na zewnątrz było ciemno jak w piwnicy u mnie w domu. Zaczynałam się bać, znaczy nie ciemności,tylko w tym miejscu panowała ponura i przytłaczająca atmosfera. Chciałam już wyjść z jaskini, gdy z ,,buszu" dobiegł mnie odgłos łamiących się gałęzi i szelest liści.
- Uff,chyba Marco już wraca - pomyślałam lecz niestety się myliłam ... Coś zmierzało w moją stronę. Głośne sapanie, jakby od zmęczenia odbijało się echem od fal wody. Rozejrzałam się po całej jaskini i dostrzegłam małą dziurę na jej samym końcu. Szybkim ruchem wskoczyłam do niej i schowałam się jak najgłębiej. Zdążyłam w ostatniej chwili zanim owo "coś" weszło do jaskini. Wstrzymałam oddech i tak próbowałam wytrzymaj dopóki intruz nie opuściłby jaskini. Mój "gość" stanął przy ognisku i ukazał swe oblicze. Nie był to nikt inny jak chłopak o blond lokach do ramion i świecących w ciemności turkusowych oczach.
- Imre! - Wrzasnęłam uradowana. Obrócił się w moją stronę i podbiegł do szczeliny, w której się ukryłam. Wyciągnął rękę i pomógł mi z niej wyjść. Teraz stałam przed nim i uśmiechałam się do niego od ucha do ucha.
- Nareszcie cię znalazłem! - Wydyszał. - Musimy szybko stąd spadać, bo coś jest z tą wyspą nie halo. - Szybko się rozejrzał dookoła z nutą niepewności w oczach.
- A Marco? - Zawsze myślałam i troszczyłam się o innych.
- On sobie poradzi - sapnął i chwycił mnie za rękę. Pobiegliśmy w stronę wyjścia, ale coś nam zagrodziło drogę ... Przed nami stanęło niezwykle wysokie stworzenie (większe nawet od Marco). Miał na głowie rogi?
- Minotaur - wyszeptał zesztywniały Imre. - Spróbujmy się powoli wycofać do twojej kryjówki, co ty na to Nel?
- W zupełności się z tobą zgadzam - również zaczęłam szeptać. Imre tak jakby mnie zasłonił, a ja w tym czasie ledwo zauważalnie czmychnęłam do dziury w ścianie. Gdy już znalazłam się w szczelinie chłopak szybko ruszył w moje ślady,a za nim pędził Minotaur z rogami w kierunku blondyna. Imre wskoczył do szpary i razem ściśnięci tam siedzieliśmy. Stwór koczował przed naszą kryjówką i próbował się do nas dostać, ale rogi mu to utrudniały. Bałam się niesamowicie. Byliśmy w potrzasku, znikąd pomocy,ratunku,a tym bardziej wyjścia. Nagle zaświtała mi w głowie pewna myśl. Strasznie nam ciasno było, ale jakoś udało mi się dosięgnąć ręką do naszyjnika schowanego pod bluzką. Szybkim ruchem potarłam kciukiem nieoszlifowany kryształ. Na zewnątrz zagrzmiało i za razem zrobiło się jasno jak w dzień, ale tylko na jakieś dwie sekundy. Minotaur przestał się do nas ,,dobierać" i się odwrócił w kierunku wyjścia jaskini. Szybkim ruchem oberwał pięścią w twarz, aż się zatoczył na drugi koniec jaskini. Wtedy Marco wrzasnął:
- Wychodzić! - Żadne z nas nie zamierzało się go nie posłuchać. Pierwszy wyszedł Imre, bo ostatni wszedł. Marco starał się jak najdłużej zajmować Minotaura, przez co dał nam czas na opuszczenie naszej kryjówki. Wybiegliśmy z jaskini, a blondyn porwał mnie na swoje ręce i wzbił się w powietrze.
- O Boże!!! - Wrzeszczałam jak oszalała, miałam potworny lęk wysokości. Wbiłam swe paznokcie w jego ramię dosyć głęboko, bo nie zdołał ukryć grymasu na swojej twarzy. - Wybacz - mruknęłam.
- Spoko - posłał mi wymuszony uśmiech. Zapewne do przyjemności nie należało trzymanie dziewczyny ważącej czterdzieści siedem kilogramów i wbijającej się w ramiona. Lecieliśmy co raz wyżej, a ja co raz bardziej sprawiałam Imremu męki moimi paznokciami. W końcu dotarliśmy na Olimp. Weszliśmy ,,tylnym wejściem" żeby nikt nas nie zauważył. Chłopak był strasznie niepewny i spięty. Starannie sprawdzał każdy centymetr korytarza, aby nikt się na mnie przypadkiem nie natknął. Po tym ,,spacerze" dotarliśmy do jego pokoju. Szybko zamknął drzwi na klucz i zmęczony rzucił się na łóżko. Popatrzyłam na niego i poszłam się umyć...

Lena
Gadałyśmy na temat mojej przyszłej sukni bitą godzinę. Dziewczyny postanowiły, że uszyją mi przepiękną suknię i wybiorą do niej dopasowane szpilki. W kwestii dodatków miałam wolną rękę lecz mój wybór miał być zawężony do zasobów znajdujących się w ich studiu. Mi to wystarczało. I tak nie przepadałam za dużą ilością dodatków więc na pewno "skarbiec" dziewczyn nie zostanie opróżniony.
Powoli rozmowa schodziła na temat chłopców. Tess i Em nawijały o tabunach przystojniaków, którzy przyjdą na dzień w cudownym ośrodku wypoczynkowym, który należy do nas wszystkich rodziców, czyli w skrócie bogowie w naszym wieku nie mieli do tej pory tam wstępu, ale że jest rocznica ślubu dwójki najważniejszych bogów na Olimpie, to w akcie dobroci pozwolili nam na ten jeden dzień z niego korzystać. To było miłe z ich strony, ale ja nie mogłam już słuchać tego co one o tym gadały. Mało brakowało żebym przestawiła się na ich oprogramowanie.
W końcu rozmowa przyjęła inne tempo w wyniku, którego Em i Tess zaczęły mnie wypytywać, o to co niby jest między mną i Hav'em. No owszem, było z niego niezłe ciacho i flirciarz, ale nie byłam pewna tego, czy w ogóle między nami coś jest. Naprawdę był milusi, ale nie wiedziałam, czy jestem gotowa na jakąkolwiek przygodę, poza tą, którą teraz przeżywam. Naprawdę mnie pociąga, głównie te jego pełne usta, które same proszą się o pocałunki.
Moje przemyślenia przerwał głos Tess.
- Sybilla wygłosiła nową przepowiednię, niewiele osób ją słyszało. Podobno dotyczy twego chłoptasia Hav'a. Słyszałaś ją - zadała mi pytanie, które zbiło mnie z pantałyku.
- Nie - odpowiedziałam najprostszym słowem, a zarazem jedyny, które miałam w głowie, gdy oczekiwano ode mnie odpowiedzi.
- Skoro nie słyszałaś, to musisz koniecznie usłyszeć, na pewno cię zaciekawi - stwierdziła Em. - Niech Tessa ci ją opowie, ma do tego naprawdę talent.
- Okay. Skoro nalegacie to przyjmę te wyzwanie z wielką chęcią, ale uprzedzam, że będzie to w dużym skrócie, bo za dużo tego jest - zakomunikowała nam Tess. - To leci tak. "Loren - córka bogini Afrodyty. Miłość do mężczyzn wciąż trawi jej ciało i ciągle jest jej mało. Dopóki nie znajdzie wybranka swego, z którym powiązana przyszłość dziecięcia tego. Matki narodziny wskazówkę dają, że zakochani nigdy nieszczęścia nie zaznają. Miłości niekończąca ich połączy, a wraz z nią krew po ziemi będzie się sączyć. Podpowiedź jest taka: co z morza przybyło do niego też wraca."



Nel
Po prysznicu położyłam się spać na sofę,która znajdowała się w pokoju Imrego. Długo nie mogłam zasnąć, w końcu postanowiłam dokładnie obejrzeć mój ,,mały skarb", który był zawieszony na mej szyi. Przez okno na kanapę padało światło księżyca co ułatwiało mi studiowanie naszyjnika. Obracałam go w dłoniach, był taki średni. Aż przeraziło mnie wspomnienie, że w rękach Marco wydawał się być niczym malutka piłeczka kauczukowa. W pewnym momencie skierowałam kryształ na ,,promienie" księżyca. Wtedy mym oczom ukazał się niesamowity widok. Na ścianie, w miejscu, gdzie światło padało na wylot od wisiorka ujrzałam coś w stylu wierszyka:
,,Jeżeli mnie znalazłaś to się ciesz,
Nie wiem jak dużo o mnie wiesz.
Jestem ukryty w księżyca świetle,
Lecz spotkać mnie możesz tylko w piekle.
Niech nie umknie twej uwadze,
To, że nieszczęście na ciebie sprowadzę.
Jest to ma zachęta,
Do zdjęcia piekielnego piętna ..."
Nie wiedziałam, co to mogło oznaczać ... Prośba o pomoc? No cóż, niezbyt zachęcająca. Zerknęłam w stronę Imrego, by sprawdzić czy śpi. Chciałam zapytać Marco czy to jakiś żart czy coś, lecz z drugiej strony miałam ochotę pogawędzić trochę ze śpiącym blondynem. Ech, nie zostało mi nic innego jak zaczekać do rana. Znów położyłam się do łóżka, a właściwie na sofę i próbowałam zasnąć, aż w końcu mi się udało.

 ***

Rano obudziłam się przykryta kocem. Strasznie byłam niewyspana. Jak zombie zatoczyłam się do łazienki, aby wziąć mój poranny prysznic.Wchodzę a tu, przed moimi oczami stoi Imre w śnieżnobiałym ręczniku związanym w pasie. Swoje loczki wycierał również śnieżnobiałym materiałem. Stałam tak jak zahipnotyzowana, dopóki chłopak nie spojrzał na mnie pytająco. Zarumieniłam się po korzonki włosów i praktycznie sparaliżowana wróciłam z powrotem do pokoju. Usiadłam na kanapie i zaczęłam przypominać sobie scenę, którą miałam przed sobą: Imre, który stał na środku łazienki ''ubrany" tylko w ręcznik. Nie umknął mej uwadze jego sześciopak oraz kilka innych mięśni. Był po prostu BOSKI! Z mych rozmyśleń wyrwał mnie głos Imrego:
- I jak wyspałaś się? - zapytał lekko zawstydzony.
- Eeem ... Noo nie do końca ... A ty? - oboje byliśmy onieśmieleni.
- Jakoś ... - chwila ciszy, aż w końcu zmieniłam temat.
- A mam do ciebie takie małe pytanko, a właściwie ich trochę więcej ... No więc pierwsze: czemu twój ojciec mnie nie lubi?
- Eeee ... Znaczy się on nie to, że on ciebie ,,nie lubi" tylko uważa, że to co ziemskie powinno być na ziemi a to co boskie na Olimpie ... On jest za to odpowiedzialny.
- Pytanie drugie: jak nas znalazłeś?
- Noo, to dobre pytanie - podrapał się po głowie i rzekł. - Szukałem cię wszędzie, ale to było za trudne zadanie więc zacząłem szukać Marco. Jego aura jest o wiele jaśniejsza i bardziej rzucająca się w oczy. A tak w ogóle wiesz coś o aurach?
- Jasne, Marco mi o nich opowiadał.
- Aaa no to spoko ... - w jego głosie było słychać irytację i nutkę zazdrości.
- Ej, Imre - zagadałam. Chłopak popatrzył mi prosto w oczy, a one zdawały się przekazywać, jak wiele dla niego znaczę. Najchętniej bym go przytuliła, ale chyba dziewczynie nie wypada robić ''pierwszego kroku"? W dodatku nie wiem, czy przypadkiem Imre nie ma innej czy coś ...
- Słucham - odparł ze spokojem nadal spoglądając głęboko w moje oczy, jakby chciał przejrzeć moją duszę na wylot.
- Wiesz... - nie chciałam tego przerywać. To było takie ... I nagle jak grom z jasnego nieba wlazł do jego (a raczej naszego) pokoju Marco. Szybkim ruchem odsunęłam się od blondyna i spojrzałam pytająco, a za razem wyczekująco na gościa.
- Witaj Marco - przywitał się Imre próbując ukryć irytację w swoim głosie.
- Miło was widzieć - odpowiedział brunet. Coś mnie w jego wyglądzie niepokoiło. W końcu udało mi się powód mego niepokoju znaleźć:
- Och! - jęknęłam.- Marco, c-co ty masz na twarzy? - na policzku miał perfidną ranę.
- E tam, to nic takiego - pocieszał mnie. - Trochę się pokłóciliśmy z Minotaurem, noo i wiesz ... - mówił jakby w ogóle się tym nie przejmował.
- Przecież to trzeba szybko opatrzyć! Imre, masz jakieś bandaże i wodę utlenioną?
- Bandaże są, ale mam spirytus zamiast wody utlenionej - powiedział to z satysfakcją w głosie. Wiedział, że spirytus jest o wiele boleśniejszy niż woda utleniona.
- Też się przyda. Przynieś te rzeczy szybko! - i wyszedł do łazienki. Marco to wykorzystał.
- Wiesz, wybacz, że zabrałem cię na wyspę Minotaura. Ale to było pierwsze i najbliższe miejsce jakie przyszło mi do głowy - podrapał się po swoich brązowych włosach.
- Nic nie szkodzi ... - bąknęłam.
- No, ale mam to na co zasłużyłem - i spojrzał na odbicie swojej twarzy w lustrze, przy którym stał. W końcu wrócił Imre z zaopatrzeniem.
- Proszę bardzo - wyłożył wszystko co przyniósł na komodzie.
- Ech, pokaż tę ranę - popatrzyłam na Marco, który od razu mnie posłuchał i usiadł na sofie. Tak się składało, że akurat jak on siedział był wzrostem równy ze mną ... Miałam okazję przyjrzeć się lepiej jego niezwykłym oczom i dostrzec w nich różnorodność. Jak dla mnie były piękne, ale nie zamierzałam mu tego powiedzieć z dwóch powodów. Jednym z nich była obecność Imrego, a drugim moja nieśmiałość. Ta sytuacja była trochę dziwna. Wolałam jednak o tym nie myśleć, gdy widziałam rany Marco. Naprawdę mu współczułam i było mi smutno, gdyż doznał obrażeń z powodu ochrony mnie i Imrego. Czułam się zobowiązana do tego, aby pomóc mu wrócić do pełnego zdrowia.
Wzięłam więc spirytus do ręki i zaczęłam oczyszczać jego ranę na policzku. Gdy dotknęłam nasączonym wacikiem jego skóry syknął przez zęby. Usłyszenie tego odgłosu wcale nie poprawiło mojego humoru. Coraz bardziej chciałam, by już wyleczony. Kontynuowałam rozpoczętą przeze mnie czynność. Starałam się to robić najdelikatniej jak umiałam, obchodziłam się z Marco jak z małym dzieckiem, które potrzebowało całodobowej opieki.
Nie wiem czemu, ale Marco od początku mej ,,kuracji"dziwnie się uśmiechał. To było odrobinę przerażające, ale i przyciągające.W jego uśmiechu krył się zarazem triumf jak i przyjemność. Jego oczy błyszczały od przychodzących łez, ale był silny i nie pozwolił im ujść na świat. Zwróciłam na to uwagę:
- Nieźle się trzymasz - pochwaliłam.
- Nie ma pięciu lat - burknął Imre oparty o ścianę, który przyglądał się uważnie temu zabiegowi.
- To wcale nie boli...Aaaagrch - zwinął się z bólu i złapał się z policzek.
- Och Boże! - wrzasnęłam wystraszona. - Wybacz! - zakryłam dłonią usta i przerażona spoglądałam na Marco.
- Nic mi nie jest - powoli podniósł głowę i z powrotem odsłonił policzek. - Możesz kontynuować ...
- Ufff - wciągnęłam i wypuściłam powietrze. - Dobrze, zaczynam.
Później było ,,z górki". Syn Zeusa mniej cierpiał, gdyż spirytus odkaził jego ranę więc pozostało mi tylko nałożyć okład.
- Imre, czy mógłbyś załatwić jakieś torebki z lodem? - zapytałam blondyna nie odrywając oczu od policzka Marco - i jakiś leczniczy krem czy coś w tym rodzaju?
- Jasne - mruknął i wyszedł z pokoju. Zostałam z brunetem sam na sam. Czułam się trochę nieswojo. W pokoju panowała wyczekująca atmosfera. Powoli odeszłam od Marco, by ocenić, jak wygląda jego rana z daleka. Aż mi się słabo zrobiło. Lewą połowę twarzy miał całą czerwoną od spirytusu, a rana rozciągała się od szczęki aż prawie do oka:
- Co on ci zrobił! - szepnęłam.
- To co musiał - odszepnął.
- Opowiesz mi jak to się stało?
- Jeśli sobie tego życzysz ... - ruchem pokazał bym usiadła obok na sofie, lecz ja wolałam nie kusić losu i sięgnęłam po krzesło i ustawiłam je nieopodal ''poszkodowanego przez los" boga. Gdy uznał, że jestem gotowa do wysłuchania jego historii zaczął:
- A więc, gdy uciekliście razem z Imrem, ja zostałem z Minotaurem sam. - W tym momencie zawładnęły mną wyrzuty sumienia. Jak mogliśmy go zostawić? - Rzuciła się na mnie napierając rogami do przodu, ale odskoczyłem w bok i uniknąłem ciosu, który jak mi się zdaje był wymierzony w brzuch. Później znów próbował, lecz pudło.Niestety na moje nieszczęście przy drugim uniku potknąłem się i upadłem, a on to wykorzystał. Przystawił mi swoje rogi do twarzy, a ja rękoma próbowałem je trzymać jak najdalej się da. Z każda chwilą słabłem, aż w końcu lewa ręka puściła, a jego róg spotkał się z mym policzkiem. Ale za to drugą ręką oderwałem mu drugi róg - i wyjął z kieszeni fragment rogu Minotaura. Nie różnił się niczym od rogu zwyczajnej krowy.
- Musiało go to zaboleć - westchnęłam.
- Heh, mnie też policzek zabolał - poskarżył się i zaczął kontynuować. - Gdy Minotaur był zajęty swoim odłamanym rogiem, ja powoli wstałem i wziąłem nogi za pas. Gdy wróciłem na Olimp szybko zatamowałem krwawienie i położyłem się spać. Rano,gdy się obudziłem cała poduszka była we krwi ... - urwał. Nie chciał dalej opowiadać, gdyż ciąg dalszy znałam.
- Wow - tylko na tyle było mnie stać. - I co zamierzasz powiedzieć sprzątaczkom czy komuś, kto zajmuje się na Olimpie sprzątaniem, jak zajdzie do twojego pokoju i odkryje zakrwawioną poduszkę?
- Powiem prawdę, ale taką nie do końca ... - spojrzał na mnie przyjaznym wzrokiem i posłał mi szelmowski uśmiech. Cała zarumieniona odwróciłam głowę na bok, by nie ujrzał jaki kolor przybrała moja twarz, chociaż wiedziałam, że to się na nic nie zda ... Delikatnie ujął moją rękę i przyciągnął do siebie. Kciukiem pieścił moją dłoń i się jej uważnie przyglądał. Wreszcie rzekł:
- Masz takie małe dłonie - w końcu puścił moją dłoń i wyprostował swoją. Gdy przyłożyłam moją rękę do jego. Różnica między nimi był ogromna! Moja dłoń przy dłoni Marco wydawał się jak ręka sześciolatki przy ręce zawodowego koszykarza. Gdy przyglądał się naszym złączonym dłoniom uśmiechał się i spoglądał wyczekująco na mnie. Wiedziałam jedno: z tej rany powstanie szpetna blizna. Usłyszałam znajome kroki na korytarzu i szybko zabrałam swoją rękę i usiadłam na swoim miejscu. Akurat w tym momencie do pokoju wszedł Imre (chwała Bogu).
- Zdobyłem wszystko - sapał, co oznaczało, że się spieszył - był problem z maścią, ale jest - wstałam z krzesła, a on podał mi wszystko do ręki.
- Brrr ... Ten lód, to chyba świeży ... - mruknęłam i odwróciłam się do Marco. Spojrzał na mnie,a jego wzrok mówił ''Tylko nie lód! Zabierz to daleko ode mnie!". Czyżby syn Zeusa bał się zwyczajnego lodu? Przyłożyłam woreczek do jego policzka a ten rzucił głowę w tył, co spowodowało, że zrobił Imremu dziurę w ścianie. Szybkim ruchem złapał się ze tył kłowy i wstał z sofy. Patrzyłam oniemiała. Bardziej przytomny okazał się Imre:
- Stary, przecież to zwykły lód! Czego tu się bać? - oboje nic nie rozumieliśmy do póki nie zobaczyliśmy twarzy Marco. Jego rana zrobiła się sino bordowa. Zakryłam dłonią usta i się cofnęłam o krok. Blondyn natomiast zbliżył się do wyższego o głowę poszkodowanego i uważnie przyglądał się jego lewej stronie.
- O ..... - wiedziałam co miał na końcu języka, aczkolwiek nie odważył się tego wypowiedzieć na głos. - Tutaj sam spirytus nie pomoże. Musze cie zabrać do specjalnego lekarza! I to jak najszybciej, bo będzie z tobą źle...
- Co się dzieje Imre? - zapytałam wystraszona, że coś źle zrobiłam.
- Marco ma na coś uczulenie ... - westchnął. - Na co jesteś uczulony?
- ... - chłopak milczał, lecz ból się nasilił i wyjawił nam wstrząsającą prawdę - na zimno - mruknął i spuścił głowę.
- Na zimno? Serio? - Imre był tym tak samo zdziwiony jak ja i lekko rozbawiony. Lekki uśmiech zniknął z jego twarzy, gdy spojrzał na Marco. - Czyli wystarczy sama maść - mruknął - Idę ten lód odnieść, a ty Nel daj mu krem i nałóż bandaż.
- Dobrze - i chłopak wyszedł z workiem lodu mamrocząc coś pod nosem - Marco, jak się czujesz?-zapytałam z troską w oczach.
- Tak sobie - szepnął - teraz mówienie sprawiało mu problem, gdyż rana spuchła.
- Och ... - tak mi go było szkoda, że mało się nie popłakałam. Teraz nawet nie chciał na mnie spojrzeć, wiedział że wygląda gorzej niż najstraszniejsze straszydło. Nie chciałam by się tak czuł więc podeszłam do niego, ale on odwrócił głowę. Stanęłam na palcach i  się delikatnie do niego przytuliłam. Po policzku spływała mi łza:
- I pomyśleć, że tyle zachodu przez jakiegoś Minotaura ... - westchnęłam. Marco wreszcie raczył spojrzeć w dół na mnie i otarł łzę.
- Nie płacz Nel, to nie twoja wina. - Pocieszał mnie, aż w końcu pocałował mnie lekko w głowę. To było jakieś niezwykłe uczucie. Jakby ...
Po kilku chwilach wszystko zostało opatrzone. Byłam usatyswakcjonowana tym, co osiągnęłam dzięki moim zdolnościom. Mogłam przestać się martwić, bo wiedziałam, że niedługo będzie wyglądał jak dawniej.Spokojnie mogłam startować na pielęgniarkę czy coś w tym stylu.Lubiłam nieść ludziom pomoc.Po ukończeniu gimnazjum miałam plany,by pójść do liceum o profilu medycznym.No właśnie...MIAŁAM

środa, 8 lipca 2015

Rozdział 16

Mordred
Nareszcie wróciliśmy do domu. Byłem zmęczony tym wszystkim co się dziś działo, ale najważniejsze, że Persefona jest z dala od tych piranii. Przez całą zabawę coś tkwiło we mnie i nie dawało spokoju, to była chęć ochrony Per przed tymi łaszącymi się bogami. O jeny, co ja sobie myślę, prawie jej nie znam Persefona, a traktuje ją w myślach jak małą siostrzyczkę, którą trzeba uchronić przed całym światem.
Chciałem teraz tylko się położyć i pójść spać, a jutro zacząć nowy dzień bez tych wszystkich cholernych i dziwacznych myśli. Tak, to jest to, ale przed tym czeka mnie gorąca kąpiel, która ukoi nerwy. Wiem, że to sposób kobiet na takie rzeczy jak bycie wkurzonym, ale na mnie też ten sposób działa. Mam to po matce, chociaż nie jestem babą.
Wstałem dziś wcześnie rano, w sumie jak zawsze, bo nie dałem rady spać. Zszedłem do kuchni, ale tam nikogo nie było więc wziąłem żarcie i udałem się do jadalni. Na jednym z krzeseł siedziała Persefona i jadła śniadanie. Zdziwiłem się jej widokiem, gdyż ona nigdy nie była na nogach o tej porze.
- Dzień dobry, Persefono. - Zagadałem do niej.
- Oo, hej. Nie widziałam cię.
- Co tak wcześnie wstałaś? - Nie wiedziałem jak zacząć rozmowę, w sumie dziwiłem się, że wciąż miałem odwagę do niej zagadać.
- Nie mogłam spać i byłam strasznie głodna więc wstałam oraz poszłam do kuchni po jedzenie. - Odpowiedziała na me pytanie. Tego, że była głodna, mogłem się domyślić, bo jej talerz był pełen pokarmu. - A ty?  Też nie mogłeś spać, czy zgłodniałeś?
- Czy muszę wybrać jedną z opcji? Jeśli tak, to nie mogłem spać, a jeśli nie, to obie.
- Spoko. - Odpowiedziała i na tym skończyła się nasza rozmowa, przynajmniej na jakiś czas, bo  wzięła się za jedzenie. Ja zrobiłem to samo.
Jedliśmy przez dłuższy czas, nikt z nas się nie odezwał. Straciłem poczucie czasu jak i Per. Nie zjażyliśmy się, że przyszła pora na prawdziwe śniadanie. Ojciec przyszedł i usiadł na przeciw mnie. Kucharka zaczęła przynosić z kuchni pożywienie. Byłem już nażarty tak samo jak moja kuzynka lecz żadne z nas nie miało odwagi odejść od stołu. Hades zaczął jeść, a my siedzieliśmy jak skamieniali. W końcu zebrałem się w sobie i odważyłem się zapytać kuzynkę o jej plany na dziś.
- Persefono, czy masz coś zaplanowane na dziś dzień.
- Nie Mordredzie, nie zastanawiałam się jeszcze nad tym, co będę dzisiaj robiła.
- Pomyślałem, że może zabiorę cię na Pola Elizejskie, zobaczysz jak tam jest i w ogóle.
- To świetny pomysł - wtrącił się ojciec. - Zapoznasz się trochę z moim królestwem i swoimi poddanymi, przynajmniej z tą lepszą częścią mej krainy.
- Jeśli nie masz wuju żadnych przeciwskazań, to ja tym bardziej. To kiedy ruszamy - zapytała się mnie z nienacka.
- Wtedy kiedy będziesz miała na to ochotę, ja mam czas. - Chciałem się zachować jak najbardziej normalnie, ale nie wiedziałem czy się nie rozmyśli po tym moim niespotykanym stylu wysławiania się.
- Może od razu po skończonym śniadaniu - zaproponowała. - Chciałabym jak najszybciej się tam udać, jestem tym bardzo podekscytowana - i było to widać na jej twarzy, promiennej i uśmiechniętej.

Nel 
Znów błądziłam tym samym korytarzem co wczoraj. Szukałam, aż wreszcie znalazłam pokój Imrego. Chłopak jeszcze spał. Postanowiłam go nie budzić i poszłam wziąć prysznic. Nawet nie zauważyłam, kiedy wszedł do łazienki, a gdy się zorientowałam instynktownie zasłoniłam się kotarą i wrzasnęłam. 
- Och,wybacz! - Zaspany Imre szybko wycofał się do poprzedniego pomieszczenia. Natomiast ja dokończyłam kąpiel i ubrałam się w swoje codzienne ciuchy. Gdy wyszłam z łazienki, syn Hermesa czekał już na mnie ubrany, uczesany, aczkolwiek trochę zaspany. 
- Gdzie ty wczoraj byłaś? - Zapytał łagodnie z troską w oczach. 
- Byłam...- nie chciałam skłamać, a jednocześnie nie chciałam, by poczuł się urażony. - Znaczy się uciekałam, przed kimś kto mnie gonił i ukryłam się w szafie w jednym z pokoi ...
- Wiesz Nel... - zaczął - to ja cię wczoraj goniłem. - I spuścił głowę w dół. 
- Serio?  - Zdziwiłam się. - Gdybym wiedziała to bym nie uciekała. 
- Wiem, mogłem chociażby krzyknąć, byś się zatrzymała, ale myślałem, że cię dogonię - posmutniał.
Strasznie było mi szkoda Imrego więc się do niego powoli i delikatnie przytuliłam. Chyba się mu to spodobało, gdyż odwzajemnił mój uścisk. W jego ramionach czułam się bezpieczna. Staliśmy tak może z pięć minut, gdy do pokoju wkroczył Hermes we własnej osobie.
- A więc to tak Imre! - Zagrzmiał jego donośny głos. Chłopak szybko mnie puścił i schował za siebie, by ochraniać mą osobę.
- O co ci chodzi ojcze - zapytał nic nie rozumiejąc
- Posłuchaj mnie uważnie synu - zbliżył się do niego, a on się cofną o krok. Odwrócił lekko głowę w moją stronę i szepnął:
- Uciekaj - spojrzałam pytająco na niego, a on wzrokiem pokazał mi na drzwi. Od razu się poderwałam o biegu, a Imre usiłował zatrzymać swego ojca.
Biegłam korytarzem i mijałam wielu bogów. Nic dziwnego, gdyż zbliżała się pora śniadaniowa. Uciekałam na oślep, a za mną, dosyć daleko słychać było głos Hermesa, który wrzeszczał ,,Zatrzymaj się ludzka istoto!". Nie wiedziałam jak mnie poznał, miałam nadzieję, że Imre mi to wyjaśni. Biegłam przed siebie, aż w końcu się z kimś zderzyłam. Z dużą siłą uderzyłam w postać przede mną i padłam na plecy. Postać podeszła i podała mi rękę, chwyciłam ją i podniosłam się. Jak się okazało na moje nieszczęście wpadłam na Marco...
- Hej, myślałem, że cię trochę później spotkam. Nic ci nie jest - zapytał z troską w głosie. 
- Eeem, nie, dzięki - obejrzałam się za siebie,zauważyłam Imrego i jego ojca. Obaj mężczyźni szarpali się na drugim końcu holu. Szybkim ruchem wyminęłam syna Zeusa i pobiegłam dalej, ale niestety, tamten zaczął za mną biec, aż w końcu mnie dogonił i chwycił mocno za rękę, aż jęknęłam.
- Wybacz - mruknął. - Chodź,pomogę ci się ukryć... - i pociągną mnie za sobą w kierunku wyjścia. Nie doganiałam go więc zrobił coś, czego bym się po nim nie spodziewała. Szybkim ruchem wziął mnie na ręce i biegł dalej. To były te same ręce co mi się dzisiaj śniły. Po czym to poznałam? Były tak anielsko ciepłe. Żeby nie spaść założyłam mu ręce na szyje i bardziej się w niego wtuliłam, na co on odpowiedział ciepłym uśmiechem. Było mi tak ciepło, że zasnęłam w jego ramionach.
Obudziłam się mniej więcej o zachodzie słońca. Leżałam na prowizorycznym łóżku z liści i jakichś szmatek w jaskini. Obok mnie znajdowało się wygasłe ognisko. Podniosłam się z mego ,,legowiska" i stanęłam przed jaskinią. Na przeciwko mnie znajdowało się otwarte morze albo ocean? Nie wiem, nieważne. Na brzegu siedział Marco, ale czegoś mu brakowało ... Koszuli! Teraz już wiem co to była za szmatka, którą byłam przykryta. Okazała się nią ta już nie śnieżnobiała koszula chłopaka. Usłyszał moje kroki i przemówił nie odrywając wzroku od zachodzącego słońca:
- I jak? Wyspałaś się?
- Chyba tak ... - nie byłam pewna.
- Jeśli masz ochotę to chodź usiądź. - Zaproponował i odwrócił twarz w moją stronę. Zaakceptowałam jego propozycje i usiadłam po jego lewej stronie. W zachodzącym słońcu na jego ciele rysował się pięknie rzeźbiony kaloryfer, a na rękach silne mięśnie. Nie mogłam od niego oderwać wzroku. Pierwszy raz widziałam takiego typu chłopaka. Z moich wzdychań wyrwał mnie jego głos:
- Wiesz Nel, ja już wczoraj wiedziałem, że nie jesteś stąd ... - zaczął. - Wokół ciebie panuje inna aura i w dodatku masz inny akcent.
- Czyli wszyscy wiedzieli kim jestem? - zapytałam wystraszona.
- Nie, tylko ja. I teraz prawdopodobnie Hermes - odparł.
- Całe szczęście... - odetchnęłam z ulgą.
- Dlatego poprosiłem cię do tańca - ciągnął. - Chciałem cię poznać, bo jeszcze nigdy nie spotkałem takiej dziewczyny - i tak jakoś ciągnęła się nasza rozmowa.
Lena
W mig znaleźliśmy się na Polach Elizejskich. Były naprawdę przecudowne. Znajdowały się tam topole i asfodele. Panowała tu wieczna wiosna i świeciło ''słonce". Rośliny wyglądały jak prawdziwe, nawet w dotyku dawały tę ułudę. Nie było widać nikogo, oprócz naszej dwójki nikt nie dawał oznaki życia. Pogłaskałam roślinę, tak bardzo za nimi tęskniłam, za przyrodą, za wszystkim co żywe. 
Gdy ponowiłam tą czynność, zdawało mi się, że słyszę śmiech. I jeszcze raz.  Myślę, że odnalazłam ducha, który kryje się w kwiecie. Nagle, jakaś rzecz o dziwnej konsystencji, wypłynęła z kielicha rośliny. Przybrała ona ludzką formę i uśmiechnęła się do mnie. Była to kobieta w moim wieku o brązowych włosach i piwnych oczach.  
Po niej pojawiły się kolejne istoty. Bywały one młodsze, starsze i w tym samym wieku. Małe dzieci bawiły się razem, biegały i śmiały. Cieszyły się tym, co im zostało, czyli życiem po śmierci, które  polegało na byciu szczęśliwym. Zazdrościłam im tego szczęścia.
- Witaj pani. Oczekiwaliśmy ciebie lecz nie wiedzieliśmy dokładnie, kiedy przybędziesz. - Zwróciła się do mnie dziewczyna. Głos miała łagodny, spokojny i przepełniony miłością. Od razu chciałam stać się jej przyjaciółką.
- Jak widzisz jestem i bardzo z tego powodu się cieszę. Jest mi również bardzo przykro, z powodu mojej długiej nieobecności tutaj.

- Nie ma potrzeby. Liczy się obecna chwila i to, że pani teraz z nami jest.
- Ah. Jesteś nazbyt wyrozumiała, chyba teraz wiem czemu trafiłaś tutaj, a nie do Erebu.
- Trafiłam tutaj z tego samego powodu co inni, pani.
- Rozumiem. Mam jedynie nadzieję, że więcej ludzi trafi tu po śmierci, że się zmienią i przejdą na dobrą stronę mocy.
- Czego my lady???
- Ah - zaklnęłam się w duszy - chodzi o to, że zmienią swe usposobienie i przejdą na stronę dobra i tyle.
- Ahaa. Teraz juz rozumiem. Dziękuję ci pani, za wyjaśnienie mi tego wyrażenia.  
- Nie ma za co, ale nie mów na mnie pani, po prostu Persefona.
- Oh. No dobrze, jeśli tego sobie życzysz, to oczywiście się zgadzam. Właściwe będzie wyjawienie tobie mego imienia. Nazywam się Iris.
- Miło mi. Proponuję żebyśmy zostały przyjaciółkami - byłam bardzo uparta, tak jak zawsze gdy dąże do wyznaczonego celu.
Zaczęłyśmy gawędzić jak prawdziwe przyjaciółki znające się od lat. Naprawdę dobrze się z nią gadało i okazało się, że mamy ze sobą wiele wspólnego. Ciężko było uwierzyć, że w takim miejscu, kryją sie na prawde ciekawe osobowości. Godziny mijały na potulnej rozmowie. Nikt nie zauważył, że nadszedł już zachód słońca i że powinnismy się powoli zbierać. Nawet mój brzuch o tym wiedział. Nie wiem jak, ale zupełnie zapomniałam o obecności Mordreda. Gdy się obejrzałam leżał, w sumie to drzemał na łące. Wyglądał naprawdę uroczo. Mogłabym na niego tak patrzeć godzinami lecz miałam świadomość tego, że to nie może się zdarzyć, gdyż umierałam z głodu.
Po chwili poruszył się i obudził. Wstał i strzepną ze swojej czarnej kurtki i dopasowanych spodni trawę. Wyglądał oszołamiająco ze zmierzwionymi lekko włosami. Byłam oniemiała tym widokiem.Nagle zerknął na mnie i otworzył usta ze zdziwenia nie wiedziałam czemu. W końcu ja odezwałam się nie licząc na to, że on coś powie.
- Możemy już wracać?- zapytałam - jestem zmęczona. 
- Dobrze - zgodził się. I to by było na tyle, jeśli chodzi o naszą rozmowę. Wróciliśmy do zamku i rozeszliśmy się w dwa przeciwne kierunki- on do swojego pokoju, a ja do kuchni, jak wspominałam umierałam z głodu. Byłam bardzo szczęśliwa znaląwszy resztki z obiadu i pełna lodówkę. Zaczęłam wcinać co popadnie. Gdy już najadłam się do syta odeszłam od kuchennego stołu i ruszyłam do sypialni. Doszedłszy tam opadłam na łózko i momentalnie zasnęłam. Rzadko się to zdarzało, ale miło było zasnąć od razu po położenie się do łóżka.

wtorek, 7 lipca 2015

Rozdział 15

Lena
Sala Biesiadna była naprawdę ogromna. Ściany były ozdobione pięknymi ozdobami. Stoły były ustawione w wielki okrąg. Grała muzyka, a miejsca do tańczenia i siedzenia nie brakowało nikomu. Jedzenia było dostatku lecz najbardziej zdziwiła mnie inna rzecz, a mianowicie ilość seksownych i przystojnych bogów. Na ten widok chciałam krzyczeć z radości. Wiedziałam też, że żaden mnie nie zechce, ale zawsze nadawałam się do nudnej przyjacielskiej rozmowy.W rogu zobaczyłam stojących Zeusa i Posejdona ( wiedziałam to, bo miałam wspomnienia prawdziwej Persefony ). Nie wiele się zmienili, ale wciąż byli pociągający, jak na swój wiek. Bardziej jednak mnie interesowali ich synowie - Marco i Hav. Wyglądali naprawdę nieźle, zmienili się odkąd ostatnio ich widziałam.
Nagle wokół mnie zebrała się grupka ludzi, jeżeli można tak ich nazwać. Głównie chłopcy. Każdy był przystojny na swój sposób. Poczułam się odrobinę onieśmielona. Nie wiedziałam, ze tak bardzo przykuję ich uwagę, chciałam się stamtąd wydostać jak najszybciej, ale zostałam obsypywana komplementami i różnego rodzaju pytaniami. Odpowiadanie na nie wszystkie było strasznie męczące, przyszłam się tu bawić, a nie po to by stać się atrakcją wieczoru, tą osobą miał być Marco,a nie ja. 
Jakaś ręka sięgnęła po mnie i wyrwała z tłumu. Byłam tej osobie ogromnie wdzięczna. Miałam ochotę dowiedzieć się, kim był mój wybawca. Okazało się, że to Mordred - mój kuzyn.
- Dzięki - powiedziałam do niego, tylko na to było mnie stać. 
- Nie ma za co kuzyneczko, zaczynałem się o ciebie martwic, wiesz? 
- Raczej niemożliwe. Myślałam, że zabawiasz się z Loren? - Zmieniłam temat. 
- Czyżbyś była zazdrosna Persefono - zapytał mnie z tą drażniącą irytacją w głosie. 
- Nie, po prostu boję się, że ona ciebie skrzywdzi, przecież to córka Afrodyty, bogini miłości. Z resztą co mnie to obchodzi ... - Naszą szaloną konwersację przerwał cudowny osobnik płci męskiej.
Tym osobnikiem okazał się syn Posejdona... Hav,chyba tak miał na imię. Pochylił się przede mną elegancko i zapytał:
-Można prosić do tańca - i popatrzył na mnie tymi oczami. Och,cóż to były za oczy! Takie głębokie niczym najgłębszy ocean bez dna i tak intensywnie morskie... 
- Eeem... - zacięłam się. - Oczywiście,że tak. - Odparłam beztrosko, a zarazem nonszalancko. 
Zaczęła grać muzyka typowa dla bali w średniowieczu.Taka klasyczna, uroczysta. Hav wręcz bajecznie tańczył. Najwyraźniej gdzieś musiał się nauczyć, bo nikt kogo znam tak nie umiał prowadzić partnerki jak on. 
- Świetnie tańczysz.- Pochwaliłam go. 
- Dziękuję,ty również. Bardzo mi się podoba twoja suknia. - Odpowiedział mi komplementem. 
- A komu by się nie podobała - mruknęłam lekko obrażona na bliźniaczki za zbyt udaną sukienkę. 
- Może miałabyś ochotę po toaście na krótki spacer? - Zapytał z nadzieją w głosie. 
- Czemu nie - i posłałam mu zalotny uśmiech, na co on odpowiedział mi tym samym. 
Sytuacja na sali wyglądała następująco: Mordred stał pod ścianą i przyglądam się nam,jakby planował coś okropnego.Obok niego stał jasnowłosy Imre, który z bólem serca przyglądał sie jak Marco ,,kradnie" mu dziewczynę. Bliźniaczki siedziały za stołem i o czymś rozmawiały,William jak zwykle chlał wino, a Loren podrywała każdego napotkanego boga. Czyżby zapomniała o swoim partnerze? No cóż, tak szczerze to cieszyłam się,że nie interesuje się ona Mordredem. Nie to żebym była zazdrosna, czy coś, ale Loren to po prostu zwykła dziwka i tyle...

Nel
Nigdy nie byłam w tak eleganckim i pięknym miejscu,jak tu na Olimpie...Wszyscy wyglądali jak nie z tej ziemi! Byłam tym wszystkim zachwycona i zarazem wzruszona, aż Imre się mnie zapytał dlaczego płaczę (chociaż wcale nie płakałam,tylko miałam łzy w oczach).Odpowiedziałam,że wszystko w porządku. Boże jak ja musiałam pospolicie wyglądać między tymi bogami i boginiami. Ubrana w skromną sukienkę ze starej bluzki syna Hermesa i ze zwykłymi prostymi blond włosami,nawet żadnej bransoletki czy naszyjnika nie posiadałam.Miałam ochotę stąd wyjść, ale powstrzymywała mnie myśl,że Imremu było by przykro,więc zostałam.Z tego co zauważyłam wokół Persefony zgromadzili się chyba wszyscy bogowie Olimpu...Natomiast ja stałam ,,grzecznie" pod ścianą niczym szara mysz i ,,pilnowałam się" mojego przyjaciela.Wreszcie córka Demeter została uwolniona z tłumu,ku mojemu zdziwieniu jej wybawcą okazał się Mordred. Później chwilę porozmawiali po czym jakiś bóg o brązowych włosach i jakichś (jak dla mnie) dziwnych oczach poprosił Persefonę do tańca. Zaczęła grać piękna dla mych uszu muzyka, chyba klasyczna...
Zrezygnowany Mordred dołączył do nas i złowrogo spoglądał w stronę tego boga co tańczył z jego kuzynką.Nawet nie zauważyłam kiedy podszedł do nas chłopak, który skojarzył mi się od razu z kryminalistą, nie wiem dlaczego.Ukłonił się przede mną i poprosił do tańca. Ja stałam jak wryta, a tym czasem brunet chwycił moją rękę i wyciągną na prawie sam środek sali... Musiało to dosyć dziwnie wyglądać jak tańczyliśmy.Chłopak był wyższy ode mnie o dwie głowy,ubrany niezbyt elegancko jak na typ tego przyjęcia. Położył mi swoją dosyć dużą i koścista rękę na moim biodrze. Jak na polecenie zarumieniłam się... Szybko rzuciłam okiem w stronę Imrego. Wyglądał jakby zadawano mu jakieś tortury,natomiast Mordred był aż czerwony ze złości, a może to była zazdrość??Tylko o kogo, o Persefonę? Przecież była jego kuzynką, to by było zbyt bliskie pokrewieństwo. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos tego typka, co mnie poprosił do tańca. Prosił bym później (po urodzinach) się kiedyś z nim spotkała,ja tylko mu przytaknęłam, chociaż nie miałam ochoty w ogóle mieć z nim do czynienia. Żeby z nim tańczyć musiałam stać na palcach jak najwyżej potrafiłam, chociaż to i tak nic nie dawało....

Mordred
Czułem się dziwnie, patrząc jak ten goguś przystawia się do Persefony. Nie mogłem opanować tego co we mnie wezbrało. Chciałem, tam do nich pójść i zabrać Persefonę z dala od niego, ale z drugiej strony co mnie to wszystko obchodziło. Przecież to moja kuzynka, nie mogłem rościć sobie do niej praw, a już na pewno nie teraz. Spotkaliśmy się po wielu latach, a ta nawet mnie nie pamiętała. Powinienem w tym momencie robić scenę zazdrości Loren, a nie myśleć o innej. To ona jest moją wybranką.Tą jedyną. Tą na całe życie...
Minęło sporo czasu jak się skapnąłem, że Nel nie ma z nami. Do tańca poprosił ją jubilat, który najwidoczniej nie potrzebował tego całego rabanu. Zapewne to wszystko to pomysł Zeusa, bo Marco nigdy by nie zorganizował przyjęcia. Był typem samotnika i pesymisty.
Spojrzałem na Imrego i dostrzegłem,że chłopaka rozrywa coś od środka. Postanowiłem z nim trochę pogadać,by odwrócić myśli od Hav'a i Persefony.
-No Imre,widzę,że Marco nie próżnuje...  -nawet nie dokończyłem zdania,gdy on mi przerwał.
-Proszę cię Mordredzie, nic do mnie nie mów - po tonacji jego głosu słychać było, że mój przyjaciel jest po prostu załamany.
- Ej no, są dwie opcje: 1. Albo jesteś zazdrosny o Nel 2.Albo martwisz się, że wszystko się wyda.
- Pierwsza i druga - burknął.
- No to ładnie... - mruknąłem spoglądając na biedną dziewczynę, która musiała tańczyć z tym wieszakiem. Kurna, czy on nie widzi, jak ona się z nim męczy? Przecież od razu widać, że Nel się go boi (chociaż kogo by się nie bała oprócz Imrego). W dodatku są swoimi przeciwieństwami, chyba tylko z wyglądu. On wysoki, ona niska.On szatyn, ona blondynka. On niebiesko-brązowo oki (tak, Marco posiada jedno oko niebieskie i drugie brązowe), ona zielono oka.Są no po prostu jak woda i ogień, już bardziej do Imrego pasuje, taka spokojna, cicha, delikatna...

 Lena
Muzyka wreszcie ucichła.Bogowie wraz z kieliszkami wina, które stworzył Dionizos, stali przy ścianach, na środku, jednym słowem, gdzie popadnie.
- Ghm, ghm - zaczął Zeus. - Zebraliśmy się tu, aby uczcić 18 000 urodziny mego pierworodnego syna, Marco .Jestem szczęśliwy, że na jego urodziny przybyło tak wielu bogów, choć jestem pewien, że mieliście inne sprawy na głowie. Tak więc wracając do urodzin, to chciałbym złożyć najlepsze życzenia dla mojego syna. Zdrowie Marco. - Pierwszy raz słyszałam tego rodzaju toast i byłam wzruszona tym, jak oni nie boją okazywać sobie nawzajem publicznie uczuć, to było godne podziwu skoro to bogowie. 
-ZDROWIE MARCO!!!!! - Krzyknęli wszyscy zebrani na sali i poza nią.

Nel
Chcąc czy nie dowiedziałam się kim był mój ,,partner" w tańcu.Jak się okazało był nim Marco... Och Boże i co ja mam teraz zrobić? Zapytać się Imrego czy możemy iść?Nie,będzie mu przykro.Może Persefona mi pomoże stąd ,,uciec"? Ona też nie,no bo przecież widać jak patrzy na tego chłopaka,z którym tańczyła,nie wolno mi tego burzyć.A może Mordred? Ech,jemu zbytnio nie ufam...No i zostałam w kropce.Po moich rozmyślaniach nad opuszczeniem imprezy ustaliłam,że pod pozorem ,,wyjścia do łazienki" wrócę do pokoju blondyna i wcześniej pójdę spać, a jakby ktoś się pytał co robię w pokoju odpowiem,że boli mnie głowa.Niby takie proste w wyobraźni,ale trudniejsze w praktyce. Po odejściu od stołu orkiestra znów zagrała jakieś energiczne piosenki i wszyscy się dobrze bawili (chociaż były takie wyjątki jak np. ja). Już chciałam opuścić salę, gdy na mojej drodze staną syn Zeusa.
- Hej, co tak szybko uciekasz? - Zapytał.
- Głowa mnie boli - mruknęłam i wbiłam swój wzrok w podłogę.
- Chcesz może jakieś leki?
- Nie dzięki, muszę się tylko położyć i odpocząć.
- Yhym, rozumiem... - sprawił wrażenie jakby był zawiedziony i odszedł.
- Uff... - odetchnęłam z ulgą, teraz tylko zostało mi dotrzeć do pokoju Imrego. Szłam pomiędzy korytarzami, ale nie mogłam go nigdzie znaleźć. Nagle usłyszałam kroki, dosyć masywne. Szybko przyspieszyłam kroku i weszłam do pierwszego lepszego pokoju i schowałam się do szafy,która w nim stała.Na moje nieszczęście do tego samego pokoju weszła osoba,która mnie ,,goniła". W szafie siedziałam cicho jak mysz,a kroki raz zbliżały się do szafy,a raz oddalały. W końcu ustały. Wolałam nie wychodzić, gdyż osoba która mnie śledziła mogła się schować i czekać aż wyjdę z ukrycia. Postanowiłam spędzić noc w tej szafie. O dziwo szybko zasnęłam. Śniło mi się, że ktoś na mnie patrzy, a potem silne ręce tej osoby biorę mnie po czym układają na czymś niezwykle miękkim.Tak dobrze było mi w tych rękach, że bez namysły chwyciłam rękę,która mnie czymś nakrywała. Był taka ciepła!Tak przyjemnie ciepła...

 Lena
Po wzniesionym toaście zauważyłam, że Nel oddala się w kierunku drzwi. Chciałam ją zatrzymać ale powstrzymał ją Marco. Zamieniła z nim kilka słów i poszła. Prawie natychmiast zauważył to Imre i dyskretnie ruszył za dziewczyną.
Mordred sprawiał wrażenie jakby siedział na szpilkach. Gdyby jego wzrok mógł zabijać na pewno zabiłby Hav'a,tylko dla czego? Nie mam pojęcia,a może chodziło o Loren? W każdym razie mój kuzyn był wściekły i wolałam go nie zaczepiać. Po tym jak ze smakiem zjadłam kawałek tortu urodzinowego Marco, podszedł do mojego siedzenia syn Posejdona i rzekł:
- To jak z tym spacerkiem? - Zauważyłam jakiś niezwykły błysk w jego oczach. Zapowiadało się obiecująco.
- Możemy iść - zdecydowałam i wstałam od stołu. Hav wziął mnie pod rękę i wyszliśmy z sali. W drzwiach mijaliśmy Imrego, który zmartwiony, a za razem zawiedziony wrócił na imprezę.
Chłopak zaprowadził mnie do jakiegoś ogrodu. Był wręcz niesamowity! Zarówno ogród jak i Hav.
Chyba już wcześniej musiał tu być,gdyż w miejscu,w którym się zatrzymaliśmy było sporo lampek w łososiowym kolorze. Była taka romantyczna atmosfera. Księżyc wyszedł zza chmur i patrzyła na tą scenę niczym z filmu romantycznego.Czy może być bardziej cudownie niż teraz? Z mych myśli wyrwał mnie głos chłopaka:
- Jak ci się tutaj podoba Persefono? - Zapytał mnie.
- To jest niezwykłe miejsce - mruknęłam gładząc liść jednej z greckich roślin .- To właśnie tu, w tym miejscu poczęta została Loren - na myśl o niej zrobiło mi się niedobrze, a może to ten tort?
- Doprawdy? - Lekko zirytowany rzekł Hav. - Może usiądziemy?
- Dobrze - próbowałam zgrywać damę, chociaż mi to nie wychodziło. Po czym usiedliśmy na wyczyszczonej ręcznie ławce. Chłopak popatrzył na mnie swymi głębokimi oczami i zadał kolejne pytanie:
- Jak myślisz Persefono, czy jeżeli bym coś zrobił jakbyś zamknęła oczy,byś się na mnie obraziła?
- Nie wiem,to zależy... - ale posłuchałam. Chciałam wiedzieć co zrobi ten ów przystojny młodzieniec.
Gdy me powieki zamknęły się i ujrzałam wieczną ciemność poczułam lekki dotyk jego warg na mej szyi. Było tak rozkosznie, nigdy bym nie przypuszczała, że spotka mnie coś takiego... Później zaczął całować moje policzki, aż w końcu pocałował w usta i wtedy coś we mnie pękło. Czułam się jakbym kogoś zdradziła i to dosłownie. Szybko ocknęłam się i odepchnęłam Hav'a
-No co? - Biedak niczego nie rozumiał, chociaż po części i ja. - Przecież widzę, że ci dobrze było -powiedział ze wzburzonym tonem.
- Wybacz mi lecz ja nie mogę... Po prostu uważam, że to dzieje się zbyt szybko. Proszę, daj mi więcej czasu. - Sprawiałam wrażenie jakbym była nieźle zbita i upokorzona.
- Ech,wy dziewczyny. No cóż, może i masz rację.Odprowadzić cię? - Zaproponował.
- Jeśli byłbyś łaskaw - i odprowadził mnie do sali, po czym ruszył w stronę morza...

Mordred
Persefona wróciła do sali sama. Pewnie miała dość tego dupka, choć nie wyglądała na nieszczęśliwą.
Ale ona nigdy nie wyglądała na nieszczęśliwą, ewentualnie czasem była trochę smutna, ale nigdy nieszczęśliwa.Wydawało się, że jej życie było złożone tylko z radości. Ona była dla mnie zagadką i próbowałem tą zagadkę rozwiązać. Jak quiz. Ale ona nie pozwalała na to, kryła się pod ta swoją maską i nie pokazywała nikomu jaka naprawdę jest. Jakby bała się o to, że świat jej nie zaakceptuje. Kobiety to jedna wielka tajemnica, do takiego wniosku doszedłem. A już na pewno Persefona.
Tymczasem, gdy wszyscy się świetnie bawili, ja myślałem nad tym jak ta impreza jest do dupy. Chciałem stąd wyjść, ale wiedziałem, że Persefona sama nie wróci. Tak więc pożegnałem się z Imrem i poszedłem po Per. Siedziała sama w rogu kanapy i rozmyślała nad czymś. Nie miałem ochoty jej przerywać, bo tak pięknie wyglądała w bezruchu. Ale cóż... 
- Persefono, chciałabyś już wrócić do pałacu mego ojca? - Zapytałem niepewnie. 
- Tym razem ci nie odmówię, bo padam z nóg. - Odpowiedziała leniwie.
- No to wracajmy - chwyciła mnie za ramię i obydwoje zniknęliśmy w ciemnej mgle.

Nel
Rano obudziłam się w wielkim łożu z baldachimem.Cały pokój był pomalowany na biało i wszelkie w nim przedmioty również były pokryte bielą.Przed łożem były drzwi na balkon,a na balkonie ktoś stał.
- Imre? - Szepnęłam. Postać odwróciła się i podeszła do mnie.
- Nie, nie Imre. - Odpowiedział chłopak.
- Widzę. - Mruknęłam wystraszona. Marco usiadł na łóżku obok mnie i popatrzył mi w oczy.
- Dlaczego siedziałaś w mojej szafie? - Zapytał uprzejmie z delikatnością w głosie
- Ktoś mnie wczoraj gonił więc się w niej schowałam - odpowiedziałam zawstydzona.
- Naprawdę? - Nie dowierzał. - Dobra, nie ważne. Jak twoja głowa?
- Nawet ok..
- Ech,wybacz. Nie przedstawiłem się, chociaż to jest raczej zbędne, gdyż wszyscy mnie tu znają.-wstał z łóżka i pokłonił się nisko przede mną - Jestem Marco. Do twych usług pani. - Po czym spojrzał na mnie i się uśmiechną. Pod tą maską ponuraka krył się wspaniały człowiek z poczuciem humoru... Zaraz, zaraz skąd ja to wiem? A może on tylko udaje? Może to ,,te moce", które nadały mi Forkidy? Nie wiem,w każdym razie wygląda teraz sympatycznie.
- Jestem Nel - skromnie się przedstawiłam.
- Nel? Hmm...Nigdy wcześniej ciebie tutaj nie widziałem.
- Bo ja nie mieszkam na Olimpie - zaczęłam powoli panikować. Kto mógłby być moim boskim rodzicem? A może nimfa? Dobra,niech będzie nimfa, może się nie skapnie.
- No to w takim razie gdzie mieszkasz? - Zapytał z lekkim uśmiechem.
- W lesie - starałam się kłamać najlepiej jak mogłam, chociaż prawdą było to,że w nim mieszkam, no bo tak szczerze, to częściej w lesie spędzałam czas niż w domu...
- Yhym... Czyżby nimfa leśna? - Zgadywał.
- Tak. - Również posłałam mu uśmiech. - Wiesz,chyba powinnam wracać... - zaczęłam ale on przerwał mi ruchem swojej ręki.
-Proszę, zostań jeszcze chwilę - błagał. - Ja tu czuję się taki samotny. - To zdanie nie spodobało mi się i od razu poderwałam się z łóżka i odskoczyłam od niego jak poparzona. - Znaczy nie w tym sensie - próbował się tłumaczyć. - Chodzi o to, że po prostu nikt mnie nie odwiedza, a mój ojciec nie ma dla mnie czasu,zresztą tak jak reszta bogów i bogiń... - posmutniał. Wtedy zrozumiałam o co mu chodziło, był po prostu zaniedbywany przez innych. Zrobiło mi się go żal więc zapytałam:
- No to skoro czujesz się tutaj samotny, to mógłbyś mnie kiedyś odwiedzić?
- Mógłbym? Na prawdę? - Nie wierzył w taki cud.
- Oczywiście! - Odparłam. - Tylko teraz koniecznie muszę już iść...
- Ach tak, wybacz. - Spuścił głowę i podszedł do szafy, w której zeszłej nocy się schowałam. -Chciałbym ci tylko coś ofiarować... - i wyciągnął mały kuferek z najwyższej półki. Postawił go na łóżku i czegoś w nim szukał.Chciałam cichaczem wyjść ale nagle usłyszałam jego głos-Znalazłem! Proszę to dla ciebie... - przeraził mnie jego wzrost jak staną na przeciwko mnie z czymś w dłoniach. Wkrótce je odsłonił, a ja ujrzałam chyba ósmy cud świata. W jego dużych i kościstych rękach znajdował się piękny naszyjnik z niewypolerowanym przezroczystym kryształem.
- Och, jaki on piękny! - Wzdychałam, a on tym czasem zniżył się tak by jego twarz znajdowała się na wysokości mojej i założył mi ten naszyjnik na szyję.
- Jakbyś czegoś ode mnie potrzebowała to po prostu potrzyj kryształ. - Wyjaśnił mi ,,instrukcję obsługi" tego cudeńka i delikatni pocałował mnie w policzek. Ja natomiast zrobiłam się cała czerwona na twarzy i szybciej niż tornado wybiegłam z jego pokoju. Chciałam jak najszybciej się znaleźć obok Imrego...



Wisiorek, który dostała Nel od Marco.

niedziela, 5 lipca 2015

Rozdział 14

Lena
Dzisiaj miały się odbyć urodziny Marco. Nawet go nie znałam, ale cóż, skoro zostałam zaproszona, to wypada pójść. Najgorsze było to, że nie miałam co włożyć. Tak więc udałam się do pokoju Nemezis z nadzieją, że znajdę coś dla siebie w jej ciuchach. Szperałam w jej szafie, ale nie mogłam znaleźć niczego, co by dobrze na mnie wyglądało. Zostawało co raz mniej czasu, a ja wciąż byłam bez kreacji na dzisiejszy wieczór. W końcu znalazłam cudowną błękitną jak morze sukienkę lecz nie była zbytnio w moim, ani prawdziwej Persefony stylu. Pomyślmy, może bliźniaczki Tessa i Emma coś z nią zrobią by była bardziej na topie. Zeszłam na dół. Mordred siedział na kanapie z ciastem, z resztą jak zwykle, gdy się czymś przejmuje. Pomyślałam, że może on pomoże mi się dostać na Olimp do bliźniaczek, albo sam zaniesie sukienkę i poprosi, aby ją dla mnie przerobiły. - Nie mam mowy, nigdzie teraz nie pójdziesz, lepiej ja zaniosę tę sukienkę i poproszę by ją trochę przerobiły. - Zrób jak uważasz - powiedziałam, a ten rozmył się w mroku, ale bez ciasta.

Nel
Gdy się obudziłam Imrego nie było już ze mną.,, Zapewne ma dużo na głowie" pomyślałam. Powoli wstałam z łóżka i rozejrzałam się po jego pokoju. Na biurku leżało jakieś zaproszenie, szybkim ruchem chwyciłam kartkę i je przeczytałam.,, Jakie znowu urodziny" wyszeptałam zdziwiona, ,,To bogowie w ogóle obchodzą urodziny??". Próbowałam sobie przypomnieć jaki dziś dzień. Ach oczywiście, osiemnasty sierpień. Czyli to dziś! Zapowiada się niezła balanga sądząc po treści zaproszenia, ciekawe czy Imre idzie? Odłożyłam ,,zaproszenie" i wyszłam do łazienki się odświeżyć.Gdy weszłam pod prysznic,Imre wrócił.
- Ej Nel, kąpiesz się? - zawołał z sąsiedniego pokoju. 
- Tak, coś trzeba? 
- Niee... - urwał a potem zaczął - Dziś jak chyba zauważyłaś zaproszenie jest biesiada z okazji urodzin Marco... Może chciałabyś ze mną pójść? - zaproponował.
- Eeem... - przecież miałam się ukrywać! Kurcze, no ale skoro Imre proponuje, to nie warto by było odmówić - Pewnie. - rzekłam. 
- No to fajnie - usłyszałam jego uradowany głos - Ale poczekaj, w co ty się ubierzesz?! Przecież ja nie mam żadnych kiecek u siebie w pokoju! - spanikował. 
- Pozwól, iż jak skończę się myć zajrzę do twojej szafy.. .A i przy okazji, wyciągnij z niej jakieś bluzki, w których już nie chodzisz i nie będziesz chodził. Przydadzą mi się. - i dokończyłam swoją kąpiel. Po opuszczeniu łazienki skierowałam się w stronę łóżka Imrego, na którym leżały porozrzucane bluzki. - Do koloru, do wyboru - mruknęłam.Szczególnie zwróciłam uwagę na bluzkę koloru niebieskiego. - Czy mogłabym pożyczyć tę? - spytałam. 
- Jasne - rzekł beztrosko - Co moje to twoje.
- Noo już bez przesady. - zaśmiałam się wesoło na co Imre odpowiedział mi ciepłym uśmiechem.
Jako iż często czytałam książki typu ,,zrób to sama" wiedziałam co zrobić z tą niebieską bluzką. Najpierw włożyłam ją na siebie, ale od dołu (z tego co zapamiętałam nie wolno było wkładać jej do końca, bo rękawy miały służyć ozdobie). Tak więc otwór gdzie miała pierwotnie wychodzić głowa posłużyła mi za górną część sukienki, później rękawy wepchnęłam w dekolt i gotowe. Sukienka jak ze sklepu (noo może jednak nie, ale jakaś była).

Lena
Mordred wrócił, po dłużej nie określonym czasie. Zobaczyłam go dopiero po południu i miał wtedy ze sobą sukienkę oraz jeszcze coś. Wręczył mi te dwie rzeczy do rąk i odszedł jak gdyby nigdy nic. To było w jego stylu i dobrze o tym wiedziałam.Poszłam do swego pokoju. Tam mogłam ujrzeć zawartość kuferka, który dały mi w prezencie bliźniaczki ( na wieszaku od sukienki znalazłam liścik, w którym było zawarte to, abym nie otwierała kuferka przy kimkolwiek). W kuferku znajdowały się najdroższe i najlepsze kosmetyki. Rozpoczęłam więc rytuał przygotowawczy. Jego wynik był naprawdę zaskakujący.
Kiedy byłam prawie gotowa ( zostało mi tylko lekko poprawić makijaż), ktoś wszedł do mojego pokoju. Tą osobą był Mordred. 
- Co ty tutaj robisz?! - Wrzasnęłam do Mordreda, choć nie wiem po co skoro byłam już ubrana. 
- Wybacz, że wchodzę tak bez uprzedzenia... Wow, pięknie wyglądasz Persefono - mówiąc to, odrobinę się zarumienił. - Chciałem ci tylko powiedzieć, że zaraz wychodzimy. I to by było na tyle. 
- Dziękuję Mordredzie, ty też wyglądasz całkiem nieźle. - Odpowiedziałam komplementem na komplement. - Poczekaj sekundę.

Moredred 
Była dopiero siedemnasta ale ja tam zawsze wolałem być wcześniej, a przy okazji zamierzałem odwiedzić Imrego i tę dziewczynę (już nie nazywałem jej paskudą po tym jak ,,dotrzymywała mi towarzystwa" kiedy zwalił mi się ten regał na nogę).
Zawołałem w stronę pokoju Persefony: 
- Idziesz ty czy nie? Nie będę stał tu w nieskończoność. 
- Przecież nie ma jeszcze osiemnastej - usłyszałem jej odpowiedź. 
- Dobra,w takim razie idę sam - zażartowałem. 
- No już idę! - w jej głosie można było usłyszeć nutkę ironii i irytacji.
Jak wreszcie zeszła na dół wręcz oniemiałem...Wyglądała jak dokładnie oszlifowany diament. Nie, jak sto takich diamentów! Wziąłem ją pod rękę, chciałem być jak ten ,,dżentelmen", którym nigdy nie byłem, i rozpłynęliśmy się w czarnej mgle...
Gdy pojawiliśmy się na Olimpie Persefona zaczęła się jakoś dziwnie rozglądać, jakby tu była po raz pierwszy, a może mi się zdawało? No, w każdym razie kierowaliśmy się w stronę pokoju Imrego. Po drodze spotkaliśmy Loren. Wyglądała olśniewająco w tej białej sukni, ale nie tak fantastycznie co moja kuzynka w swojej błękitnej.
-Witaj Loreno. - zacząłem - Pięknie dziś wyglądasz.
- Ach Mordredzie! - rzuciła mi się na szyje, a ja się zarumieniłem - Nieszczęście się stało. - rzekła swoim teatralnym głosem.
-A cóż to za nieszczęście - warknęła zirytowana Persefona.
- Nie mam partnera do tańców...
- No, ale przecież jest tylu przystojnych bogów, którzy z chęcią by z tobą zatańczyli...-aż wreszcie zrozumiałem o co jej od początku chodziło - Znaczy się oczywiście będę mógł z tobą tańczyć -wykrztusiłem.
- Ach,cudownie. Wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć - uradowała się i pobiegła dalej przed siebie.
- Zdzira - mruknęła Persefona, a ja się roześmiałem.
Wreszcie doszliśmy do pokoju mojego przyjaciela. Po drodze oczywiście spotkaliśmy jeszcze bliźniaczki i Williama (ten to się wręcz ślinił jak pies na widok siostrzenicy mego ojca).
Zapukałem dyskretnie do drzwi.
- Kto tam - usłyszałem zdenerwowany głos Imrego
- Zeus, we własnej osobie otwierać - postanowiłem napędzić mu stracha. Drzwi się lekko uchyliły a zza nich wyszedł wystraszony syn Hermesa - Żartowałem bałwanie - roześmiałem się, chociaż Persefona nie załapała co śmiesznego było w moim żarcie
- Uff - odetchną z ulgą - Ale żeś mi stracha napędził...
- No i o to chodziło - powiedziałem z dumą w głosie
- Jak ma się Nel - córka Demeter jak to miała w zwyczaju, nie lubiła gdy się ją ignorowało więc jakoś wkręciła się do naszej rozmowy
-Proszę, Persefono, ciszej... - wystraszony Imre rozejrzał się po korytarzu i wpuścił nas do środka -Możesz wyjść, to tylko Mordred i jego kuzynka - powiedział chłopak po polsku.W końcu ukrywająca się istota wyszła z łazienki. Ku mojemu zdziwieniu Nel, mimo iż była w prostej sukience wyglądała jakby tu pasowała. Tu czyli na Olimpie, wśród bogów.
- Noo nieźle, jak na ziemską istotę - pochwaliłem ją, Imre od razu jej przetłumaczył mój komplement, a na jej buzi pojawił się nieśmiały uśmiech.
- Ty to sama zrobiłaś? - zapytała Persefona z niedowierzaniem i ku mojej irytacji w języku polskim.
- Tak - odpowiedziała krótko Nel - Zrobiłam ją ze starej bluzki Imrego - po czym spojrzała w stronę blondyna i posłała mu oczko.
- Ale pewna jesteś, że nie byłaś u Emmy i Tessy - moja kuzynka dalej nie dowierzała.
- Absolutnie - odpowiedział za nią Imre.
- Ech,wszystko fajnie itp, ale jak ty chcesz ją zabrać ze sobą na ,,hot osiemnastkę" Marco? -zapytałem - Chodzi mi o znajomość greckiego, no bo wygląd zniewala, no nie powiem, ale tego, że niczego nie będzie rozumieć to chyba nie ukryjesz...
- Eemm... - chłopak się wahał i spojrzał w stronę tej małej osóbki - No cóż... - zaczął - Jeszcze nad tym nie myślałem...
- Ale ja pomyślałam - przerwała mu Persefona - Może zróbmy tak, że zajdziemy do pewnych wiedźm, wiesz tych Forkid...
- Przecież one nam nigdy nie pomogą! - załamał się Imre.
- Owszem pomogą. - miałem asa w rękawie - Mają pewien dług u mojego ojca, więc łatwo będzie je przekupić. Oj uwierzcie, nie chcielibyście mieć długów u Hadesa, już sam się o tym przekonałem
- Dobra, daruj nam te swoje przemówienia i ruszajmy do tych czarownic - rzuciła Persefona.Nel złapała za rękę mojego przyjaciela i wszyscy się rozpłynęliśmy w czarnych oparach.

Lena
Jakimś sposobem teleportowaliśmy się do lasu, w którym mieszkały Forkidy. Wylądowaliśmy przed małym domkiem. Imre zapukał do drzwi, a te same się otworzyły. Przestraszyłam sie. Złapałam Mordreda za ramię, a on na mnie spojrzał w taki sposób, w jaki nigdy się na mnie nie patrzył. Niestety musiałam przerwać tę przecudowną chwilę, nie mogłam sobie teraz pozwolić na Rozproszenie. Tak więc weszliśmy do domku, a tam przy wielkim kotle czekały na nas trzy stare panny.Wyglądały one naprawdę przerażająco. Ale wierzyłam w to, że mogą zrobić coś w sprawie Nel, która jak trzęsła się ze strachu. Pewnie dlatego, że miały tylko jedno oko na ich trzy i w ogóle nie przypominały istot ludzkich. Wiem, że to był mój pomysł, aby tu przychodzić, ale teraz, moim jedynym priorytetem było, jak najszybsze wydostanie się stąd. Nagle odezwał się wysoki głos:
- Widzimy, że przybyłeś ze swoimi znajomymi, abyśmy miały mozliwość uregulowania naszego długu u Hadesa. Tak więc mówcie, czego chcecie, a my postaramy się spełnić waszą wolę.
- Chcemy, aby ta oto młoda dama nie budziła podejrzeń wśród bogów, czyli jak pewnie przez to rozumiecie żeby mówiła płynnie po grecku, miała jakąś moc itp. Czy rozumiemy się???
Nigdy nie widziałam Mordreda tak pewnego siebie i władczego jak teraz. Robił naprawdę dobre wrażenie. 
- Oczywiście, że się rozumiemy Mordredzie, tylko musisz wiedzieć, że już nie będzie odwrotu, zostanie taka na zawsze. - Mordred spojrzał na Nel i Imrego, a ci kiwnęli twierdząco głową. Istoty sprowadziły Nel bliżej siebie i zaczęły gadać coś w języku jakim nie znałam oraz robiły dziwne rzeczy z rękoma. Po chwili Nel odwróciła się w naszą stronę, w jej wyglądzie nie było widać żadnej zmiany. 
- Nel, jak się czujesz? - Zapytał troskliwi Imre. 
- Jakoś inaczej, ale tak samo. - Nel mówiła do nas po grecku, Mordredowi szczęka opadła, bo zrozumiał co ona powiedziała. W sumie to wszyscy byliśmy zaskoczeni. Teraz mogliśmy wracać na imprezę i dobrze się bawić...

       

    <---Suknia Persefony                
Suknia Nel --->