wtorek, 7 lipca 2015

Rozdział 15

Lena
Sala Biesiadna była naprawdę ogromna. Ściany były ozdobione pięknymi ozdobami. Stoły były ustawione w wielki okrąg. Grała muzyka, a miejsca do tańczenia i siedzenia nie brakowało nikomu. Jedzenia było dostatku lecz najbardziej zdziwiła mnie inna rzecz, a mianowicie ilość seksownych i przystojnych bogów. Na ten widok chciałam krzyczeć z radości. Wiedziałam też, że żaden mnie nie zechce, ale zawsze nadawałam się do nudnej przyjacielskiej rozmowy.W rogu zobaczyłam stojących Zeusa i Posejdona ( wiedziałam to, bo miałam wspomnienia prawdziwej Persefony ). Nie wiele się zmienili, ale wciąż byli pociągający, jak na swój wiek. Bardziej jednak mnie interesowali ich synowie - Marco i Hav. Wyglądali naprawdę nieźle, zmienili się odkąd ostatnio ich widziałam.
Nagle wokół mnie zebrała się grupka ludzi, jeżeli można tak ich nazwać. Głównie chłopcy. Każdy był przystojny na swój sposób. Poczułam się odrobinę onieśmielona. Nie wiedziałam, ze tak bardzo przykuję ich uwagę, chciałam się stamtąd wydostać jak najszybciej, ale zostałam obsypywana komplementami i różnego rodzaju pytaniami. Odpowiadanie na nie wszystkie było strasznie męczące, przyszłam się tu bawić, a nie po to by stać się atrakcją wieczoru, tą osobą miał być Marco,a nie ja. 
Jakaś ręka sięgnęła po mnie i wyrwała z tłumu. Byłam tej osobie ogromnie wdzięczna. Miałam ochotę dowiedzieć się, kim był mój wybawca. Okazało się, że to Mordred - mój kuzyn.
- Dzięki - powiedziałam do niego, tylko na to było mnie stać. 
- Nie ma za co kuzyneczko, zaczynałem się o ciebie martwic, wiesz? 
- Raczej niemożliwe. Myślałam, że zabawiasz się z Loren? - Zmieniłam temat. 
- Czyżbyś była zazdrosna Persefono - zapytał mnie z tą drażniącą irytacją w głosie. 
- Nie, po prostu boję się, że ona ciebie skrzywdzi, przecież to córka Afrodyty, bogini miłości. Z resztą co mnie to obchodzi ... - Naszą szaloną konwersację przerwał cudowny osobnik płci męskiej.
Tym osobnikiem okazał się syn Posejdona... Hav,chyba tak miał na imię. Pochylił się przede mną elegancko i zapytał:
-Można prosić do tańca - i popatrzył na mnie tymi oczami. Och,cóż to były za oczy! Takie głębokie niczym najgłębszy ocean bez dna i tak intensywnie morskie... 
- Eeem... - zacięłam się. - Oczywiście,że tak. - Odparłam beztrosko, a zarazem nonszalancko. 
Zaczęła grać muzyka typowa dla bali w średniowieczu.Taka klasyczna, uroczysta. Hav wręcz bajecznie tańczył. Najwyraźniej gdzieś musiał się nauczyć, bo nikt kogo znam tak nie umiał prowadzić partnerki jak on. 
- Świetnie tańczysz.- Pochwaliłam go. 
- Dziękuję,ty również. Bardzo mi się podoba twoja suknia. - Odpowiedział mi komplementem. 
- A komu by się nie podobała - mruknęłam lekko obrażona na bliźniaczki za zbyt udaną sukienkę. 
- Może miałabyś ochotę po toaście na krótki spacer? - Zapytał z nadzieją w głosie. 
- Czemu nie - i posłałam mu zalotny uśmiech, na co on odpowiedział mi tym samym. 
Sytuacja na sali wyglądała następująco: Mordred stał pod ścianą i przyglądam się nam,jakby planował coś okropnego.Obok niego stał jasnowłosy Imre, który z bólem serca przyglądał sie jak Marco ,,kradnie" mu dziewczynę. Bliźniaczki siedziały za stołem i o czymś rozmawiały,William jak zwykle chlał wino, a Loren podrywała każdego napotkanego boga. Czyżby zapomniała o swoim partnerze? No cóż, tak szczerze to cieszyłam się,że nie interesuje się ona Mordredem. Nie to żebym była zazdrosna, czy coś, ale Loren to po prostu zwykła dziwka i tyle...

Nel
Nigdy nie byłam w tak eleganckim i pięknym miejscu,jak tu na Olimpie...Wszyscy wyglądali jak nie z tej ziemi! Byłam tym wszystkim zachwycona i zarazem wzruszona, aż Imre się mnie zapytał dlaczego płaczę (chociaż wcale nie płakałam,tylko miałam łzy w oczach).Odpowiedziałam,że wszystko w porządku. Boże jak ja musiałam pospolicie wyglądać między tymi bogami i boginiami. Ubrana w skromną sukienkę ze starej bluzki syna Hermesa i ze zwykłymi prostymi blond włosami,nawet żadnej bransoletki czy naszyjnika nie posiadałam.Miałam ochotę stąd wyjść, ale powstrzymywała mnie myśl,że Imremu było by przykro,więc zostałam.Z tego co zauważyłam wokół Persefony zgromadzili się chyba wszyscy bogowie Olimpu...Natomiast ja stałam ,,grzecznie" pod ścianą niczym szara mysz i ,,pilnowałam się" mojego przyjaciela.Wreszcie córka Demeter została uwolniona z tłumu,ku mojemu zdziwieniu jej wybawcą okazał się Mordred. Później chwilę porozmawiali po czym jakiś bóg o brązowych włosach i jakichś (jak dla mnie) dziwnych oczach poprosił Persefonę do tańca. Zaczęła grać piękna dla mych uszu muzyka, chyba klasyczna...
Zrezygnowany Mordred dołączył do nas i złowrogo spoglądał w stronę tego boga co tańczył z jego kuzynką.Nawet nie zauważyłam kiedy podszedł do nas chłopak, który skojarzył mi się od razu z kryminalistą, nie wiem dlaczego.Ukłonił się przede mną i poprosił do tańca. Ja stałam jak wryta, a tym czasem brunet chwycił moją rękę i wyciągną na prawie sam środek sali... Musiało to dosyć dziwnie wyglądać jak tańczyliśmy.Chłopak był wyższy ode mnie o dwie głowy,ubrany niezbyt elegancko jak na typ tego przyjęcia. Położył mi swoją dosyć dużą i koścista rękę na moim biodrze. Jak na polecenie zarumieniłam się... Szybko rzuciłam okiem w stronę Imrego. Wyglądał jakby zadawano mu jakieś tortury,natomiast Mordred był aż czerwony ze złości, a może to była zazdrość??Tylko o kogo, o Persefonę? Przecież była jego kuzynką, to by było zbyt bliskie pokrewieństwo. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos tego typka, co mnie poprosił do tańca. Prosił bym później (po urodzinach) się kiedyś z nim spotkała,ja tylko mu przytaknęłam, chociaż nie miałam ochoty w ogóle mieć z nim do czynienia. Żeby z nim tańczyć musiałam stać na palcach jak najwyżej potrafiłam, chociaż to i tak nic nie dawało....

Mordred
Czułem się dziwnie, patrząc jak ten goguś przystawia się do Persefony. Nie mogłem opanować tego co we mnie wezbrało. Chciałem, tam do nich pójść i zabrać Persefonę z dala od niego, ale z drugiej strony co mnie to wszystko obchodziło. Przecież to moja kuzynka, nie mogłem rościć sobie do niej praw, a już na pewno nie teraz. Spotkaliśmy się po wielu latach, a ta nawet mnie nie pamiętała. Powinienem w tym momencie robić scenę zazdrości Loren, a nie myśleć o innej. To ona jest moją wybranką.Tą jedyną. Tą na całe życie...
Minęło sporo czasu jak się skapnąłem, że Nel nie ma z nami. Do tańca poprosił ją jubilat, który najwidoczniej nie potrzebował tego całego rabanu. Zapewne to wszystko to pomysł Zeusa, bo Marco nigdy by nie zorganizował przyjęcia. Był typem samotnika i pesymisty.
Spojrzałem na Imrego i dostrzegłem,że chłopaka rozrywa coś od środka. Postanowiłem z nim trochę pogadać,by odwrócić myśli od Hav'a i Persefony.
-No Imre,widzę,że Marco nie próżnuje...  -nawet nie dokończyłem zdania,gdy on mi przerwał.
-Proszę cię Mordredzie, nic do mnie nie mów - po tonacji jego głosu słychać było, że mój przyjaciel jest po prostu załamany.
- Ej no, są dwie opcje: 1. Albo jesteś zazdrosny o Nel 2.Albo martwisz się, że wszystko się wyda.
- Pierwsza i druga - burknął.
- No to ładnie... - mruknąłem spoglądając na biedną dziewczynę, która musiała tańczyć z tym wieszakiem. Kurna, czy on nie widzi, jak ona się z nim męczy? Przecież od razu widać, że Nel się go boi (chociaż kogo by się nie bała oprócz Imrego). W dodatku są swoimi przeciwieństwami, chyba tylko z wyglądu. On wysoki, ona niska.On szatyn, ona blondynka. On niebiesko-brązowo oki (tak, Marco posiada jedno oko niebieskie i drugie brązowe), ona zielono oka.Są no po prostu jak woda i ogień, już bardziej do Imrego pasuje, taka spokojna, cicha, delikatna...

 Lena
Muzyka wreszcie ucichła.Bogowie wraz z kieliszkami wina, które stworzył Dionizos, stali przy ścianach, na środku, jednym słowem, gdzie popadnie.
- Ghm, ghm - zaczął Zeus. - Zebraliśmy się tu, aby uczcić 18 000 urodziny mego pierworodnego syna, Marco .Jestem szczęśliwy, że na jego urodziny przybyło tak wielu bogów, choć jestem pewien, że mieliście inne sprawy na głowie. Tak więc wracając do urodzin, to chciałbym złożyć najlepsze życzenia dla mojego syna. Zdrowie Marco. - Pierwszy raz słyszałam tego rodzaju toast i byłam wzruszona tym, jak oni nie boją okazywać sobie nawzajem publicznie uczuć, to było godne podziwu skoro to bogowie. 
-ZDROWIE MARCO!!!!! - Krzyknęli wszyscy zebrani na sali i poza nią.

Nel
Chcąc czy nie dowiedziałam się kim był mój ,,partner" w tańcu.Jak się okazało był nim Marco... Och Boże i co ja mam teraz zrobić? Zapytać się Imrego czy możemy iść?Nie,będzie mu przykro.Może Persefona mi pomoże stąd ,,uciec"? Ona też nie,no bo przecież widać jak patrzy na tego chłopaka,z którym tańczyła,nie wolno mi tego burzyć.A może Mordred? Ech,jemu zbytnio nie ufam...No i zostałam w kropce.Po moich rozmyślaniach nad opuszczeniem imprezy ustaliłam,że pod pozorem ,,wyjścia do łazienki" wrócę do pokoju blondyna i wcześniej pójdę spać, a jakby ktoś się pytał co robię w pokoju odpowiem,że boli mnie głowa.Niby takie proste w wyobraźni,ale trudniejsze w praktyce. Po odejściu od stołu orkiestra znów zagrała jakieś energiczne piosenki i wszyscy się dobrze bawili (chociaż były takie wyjątki jak np. ja). Już chciałam opuścić salę, gdy na mojej drodze staną syn Zeusa.
- Hej, co tak szybko uciekasz? - Zapytał.
- Głowa mnie boli - mruknęłam i wbiłam swój wzrok w podłogę.
- Chcesz może jakieś leki?
- Nie dzięki, muszę się tylko położyć i odpocząć.
- Yhym, rozumiem... - sprawił wrażenie jakby był zawiedziony i odszedł.
- Uff... - odetchnęłam z ulgą, teraz tylko zostało mi dotrzeć do pokoju Imrego. Szłam pomiędzy korytarzami, ale nie mogłam go nigdzie znaleźć. Nagle usłyszałam kroki, dosyć masywne. Szybko przyspieszyłam kroku i weszłam do pierwszego lepszego pokoju i schowałam się do szafy,która w nim stała.Na moje nieszczęście do tego samego pokoju weszła osoba,która mnie ,,goniła". W szafie siedziałam cicho jak mysz,a kroki raz zbliżały się do szafy,a raz oddalały. W końcu ustały. Wolałam nie wychodzić, gdyż osoba która mnie śledziła mogła się schować i czekać aż wyjdę z ukrycia. Postanowiłam spędzić noc w tej szafie. O dziwo szybko zasnęłam. Śniło mi się, że ktoś na mnie patrzy, a potem silne ręce tej osoby biorę mnie po czym układają na czymś niezwykle miękkim.Tak dobrze było mi w tych rękach, że bez namysły chwyciłam rękę,która mnie czymś nakrywała. Był taka ciepła!Tak przyjemnie ciepła...

 Lena
Po wzniesionym toaście zauważyłam, że Nel oddala się w kierunku drzwi. Chciałam ją zatrzymać ale powstrzymał ją Marco. Zamieniła z nim kilka słów i poszła. Prawie natychmiast zauważył to Imre i dyskretnie ruszył za dziewczyną.
Mordred sprawiał wrażenie jakby siedział na szpilkach. Gdyby jego wzrok mógł zabijać na pewno zabiłby Hav'a,tylko dla czego? Nie mam pojęcia,a może chodziło o Loren? W każdym razie mój kuzyn był wściekły i wolałam go nie zaczepiać. Po tym jak ze smakiem zjadłam kawałek tortu urodzinowego Marco, podszedł do mojego siedzenia syn Posejdona i rzekł:
- To jak z tym spacerkiem? - Zauważyłam jakiś niezwykły błysk w jego oczach. Zapowiadało się obiecująco.
- Możemy iść - zdecydowałam i wstałam od stołu. Hav wziął mnie pod rękę i wyszliśmy z sali. W drzwiach mijaliśmy Imrego, który zmartwiony, a za razem zawiedziony wrócił na imprezę.
Chłopak zaprowadził mnie do jakiegoś ogrodu. Był wręcz niesamowity! Zarówno ogród jak i Hav.
Chyba już wcześniej musiał tu być,gdyż w miejscu,w którym się zatrzymaliśmy było sporo lampek w łososiowym kolorze. Była taka romantyczna atmosfera. Księżyc wyszedł zza chmur i patrzyła na tą scenę niczym z filmu romantycznego.Czy może być bardziej cudownie niż teraz? Z mych myśli wyrwał mnie głos chłopaka:
- Jak ci się tutaj podoba Persefono? - Zapytał mnie.
- To jest niezwykłe miejsce - mruknęłam gładząc liść jednej z greckich roślin .- To właśnie tu, w tym miejscu poczęta została Loren - na myśl o niej zrobiło mi się niedobrze, a może to ten tort?
- Doprawdy? - Lekko zirytowany rzekł Hav. - Może usiądziemy?
- Dobrze - próbowałam zgrywać damę, chociaż mi to nie wychodziło. Po czym usiedliśmy na wyczyszczonej ręcznie ławce. Chłopak popatrzył na mnie swymi głębokimi oczami i zadał kolejne pytanie:
- Jak myślisz Persefono, czy jeżeli bym coś zrobił jakbyś zamknęła oczy,byś się na mnie obraziła?
- Nie wiem,to zależy... - ale posłuchałam. Chciałam wiedzieć co zrobi ten ów przystojny młodzieniec.
Gdy me powieki zamknęły się i ujrzałam wieczną ciemność poczułam lekki dotyk jego warg na mej szyi. Było tak rozkosznie, nigdy bym nie przypuszczała, że spotka mnie coś takiego... Później zaczął całować moje policzki, aż w końcu pocałował w usta i wtedy coś we mnie pękło. Czułam się jakbym kogoś zdradziła i to dosłownie. Szybko ocknęłam się i odepchnęłam Hav'a
-No co? - Biedak niczego nie rozumiał, chociaż po części i ja. - Przecież widzę, że ci dobrze było -powiedział ze wzburzonym tonem.
- Wybacz mi lecz ja nie mogę... Po prostu uważam, że to dzieje się zbyt szybko. Proszę, daj mi więcej czasu. - Sprawiałam wrażenie jakbym była nieźle zbita i upokorzona.
- Ech,wy dziewczyny. No cóż, może i masz rację.Odprowadzić cię? - Zaproponował.
- Jeśli byłbyś łaskaw - i odprowadził mnie do sali, po czym ruszył w stronę morza...

Mordred
Persefona wróciła do sali sama. Pewnie miała dość tego dupka, choć nie wyglądała na nieszczęśliwą.
Ale ona nigdy nie wyglądała na nieszczęśliwą, ewentualnie czasem była trochę smutna, ale nigdy nieszczęśliwa.Wydawało się, że jej życie było złożone tylko z radości. Ona była dla mnie zagadką i próbowałem tą zagadkę rozwiązać. Jak quiz. Ale ona nie pozwalała na to, kryła się pod ta swoją maską i nie pokazywała nikomu jaka naprawdę jest. Jakby bała się o to, że świat jej nie zaakceptuje. Kobiety to jedna wielka tajemnica, do takiego wniosku doszedłem. A już na pewno Persefona.
Tymczasem, gdy wszyscy się świetnie bawili, ja myślałem nad tym jak ta impreza jest do dupy. Chciałem stąd wyjść, ale wiedziałem, że Persefona sama nie wróci. Tak więc pożegnałem się z Imrem i poszedłem po Per. Siedziała sama w rogu kanapy i rozmyślała nad czymś. Nie miałem ochoty jej przerywać, bo tak pięknie wyglądała w bezruchu. Ale cóż... 
- Persefono, chciałabyś już wrócić do pałacu mego ojca? - Zapytałem niepewnie. 
- Tym razem ci nie odmówię, bo padam z nóg. - Odpowiedziała leniwie.
- No to wracajmy - chwyciła mnie za ramię i obydwoje zniknęliśmy w ciemnej mgle.

Nel
Rano obudziłam się w wielkim łożu z baldachimem.Cały pokój był pomalowany na biało i wszelkie w nim przedmioty również były pokryte bielą.Przed łożem były drzwi na balkon,a na balkonie ktoś stał.
- Imre? - Szepnęłam. Postać odwróciła się i podeszła do mnie.
- Nie, nie Imre. - Odpowiedział chłopak.
- Widzę. - Mruknęłam wystraszona. Marco usiadł na łóżku obok mnie i popatrzył mi w oczy.
- Dlaczego siedziałaś w mojej szafie? - Zapytał uprzejmie z delikatnością w głosie
- Ktoś mnie wczoraj gonił więc się w niej schowałam - odpowiedziałam zawstydzona.
- Naprawdę? - Nie dowierzał. - Dobra, nie ważne. Jak twoja głowa?
- Nawet ok..
- Ech,wybacz. Nie przedstawiłem się, chociaż to jest raczej zbędne, gdyż wszyscy mnie tu znają.-wstał z łóżka i pokłonił się nisko przede mną - Jestem Marco. Do twych usług pani. - Po czym spojrzał na mnie i się uśmiechną. Pod tą maską ponuraka krył się wspaniały człowiek z poczuciem humoru... Zaraz, zaraz skąd ja to wiem? A może on tylko udaje? Może to ,,te moce", które nadały mi Forkidy? Nie wiem,w każdym razie wygląda teraz sympatycznie.
- Jestem Nel - skromnie się przedstawiłam.
- Nel? Hmm...Nigdy wcześniej ciebie tutaj nie widziałem.
- Bo ja nie mieszkam na Olimpie - zaczęłam powoli panikować. Kto mógłby być moim boskim rodzicem? A może nimfa? Dobra,niech będzie nimfa, może się nie skapnie.
- No to w takim razie gdzie mieszkasz? - Zapytał z lekkim uśmiechem.
- W lesie - starałam się kłamać najlepiej jak mogłam, chociaż prawdą było to,że w nim mieszkam, no bo tak szczerze, to częściej w lesie spędzałam czas niż w domu...
- Yhym... Czyżby nimfa leśna? - Zgadywał.
- Tak. - Również posłałam mu uśmiech. - Wiesz,chyba powinnam wracać... - zaczęłam ale on przerwał mi ruchem swojej ręki.
-Proszę, zostań jeszcze chwilę - błagał. - Ja tu czuję się taki samotny. - To zdanie nie spodobało mi się i od razu poderwałam się z łóżka i odskoczyłam od niego jak poparzona. - Znaczy nie w tym sensie - próbował się tłumaczyć. - Chodzi o to, że po prostu nikt mnie nie odwiedza, a mój ojciec nie ma dla mnie czasu,zresztą tak jak reszta bogów i bogiń... - posmutniał. Wtedy zrozumiałam o co mu chodziło, był po prostu zaniedbywany przez innych. Zrobiło mi się go żal więc zapytałam:
- No to skoro czujesz się tutaj samotny, to mógłbyś mnie kiedyś odwiedzić?
- Mógłbym? Na prawdę? - Nie wierzył w taki cud.
- Oczywiście! - Odparłam. - Tylko teraz koniecznie muszę już iść...
- Ach tak, wybacz. - Spuścił głowę i podszedł do szafy, w której zeszłej nocy się schowałam. -Chciałbym ci tylko coś ofiarować... - i wyciągnął mały kuferek z najwyższej półki. Postawił go na łóżku i czegoś w nim szukał.Chciałam cichaczem wyjść ale nagle usłyszałam jego głos-Znalazłem! Proszę to dla ciebie... - przeraził mnie jego wzrost jak staną na przeciwko mnie z czymś w dłoniach. Wkrótce je odsłonił, a ja ujrzałam chyba ósmy cud świata. W jego dużych i kościstych rękach znajdował się piękny naszyjnik z niewypolerowanym przezroczystym kryształem.
- Och, jaki on piękny! - Wzdychałam, a on tym czasem zniżył się tak by jego twarz znajdowała się na wysokości mojej i założył mi ten naszyjnik na szyję.
- Jakbyś czegoś ode mnie potrzebowała to po prostu potrzyj kryształ. - Wyjaśnił mi ,,instrukcję obsługi" tego cudeńka i delikatni pocałował mnie w policzek. Ja natomiast zrobiłam się cała czerwona na twarzy i szybciej niż tornado wybiegłam z jego pokoju. Chciałam jak najszybciej się znaleźć obok Imrego...



Wisiorek, który dostała Nel od Marco.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz