Dzisiaj miały się odbyć urodziny Marco. Nawet go nie znałam, ale cóż, skoro zostałam zaproszona, to wypada pójść. Najgorsze było to, że nie miałam co włożyć. Tak więc udałam się do pokoju Nemezis z nadzieją, że znajdę coś dla siebie w jej ciuchach. Szperałam w jej szafie, ale nie mogłam znaleźć niczego, co by dobrze na mnie wyglądało. Zostawało co raz mniej czasu, a ja wciąż byłam bez kreacji na dzisiejszy wieczór. W końcu znalazłam cudowną błękitną jak morze sukienkę lecz nie była zbytnio w moim, ani prawdziwej Persefony stylu. Pomyślmy, może bliźniaczki Tessa i Emma coś z nią zrobią by była bardziej na topie. Zeszłam na dół. Mordred siedział na kanapie z ciastem, z resztą jak zwykle, gdy się czymś przejmuje. Pomyślałam, że może on pomoże mi się dostać na Olimp do bliźniaczek, albo sam zaniesie sukienkę i poprosi, aby ją dla mnie przerobiły. - Nie mam mowy, nigdzie teraz nie pójdziesz, lepiej ja zaniosę tę sukienkę i poproszę by ją trochę przerobiły. - Zrób jak uważasz - powiedziałam, a ten rozmył się w mroku, ale bez ciasta.
Nel
Gdy się obudziłam Imrego nie było już ze mną.,, Zapewne ma dużo na głowie" pomyślałam. Powoli wstałam z łóżka i rozejrzałam się po jego pokoju. Na biurku leżało jakieś zaproszenie, szybkim ruchem chwyciłam kartkę i je przeczytałam.,, Jakie znowu urodziny" wyszeptałam zdziwiona, ,,To bogowie w ogóle obchodzą urodziny??". Próbowałam sobie przypomnieć jaki dziś dzień. Ach oczywiście, osiemnasty sierpień. Czyli to dziś! Zapowiada się niezła balanga sądząc po treści zaproszenia, ciekawe czy Imre idzie? Odłożyłam ,,zaproszenie" i wyszłam do łazienki się odświeżyć.Gdy weszłam pod prysznic,Imre wrócił.
- Ej Nel, kąpiesz się? - zawołał z sąsiedniego pokoju.
- Tak, coś trzeba?
- Niee... - urwał a potem zaczął - Dziś jak chyba zauważyłaś zaproszenie jest biesiada z okazji urodzin Marco... Może chciałabyś ze mną pójść? - zaproponował.
- Eeem... - przecież miałam się ukrywać! Kurcze, no ale skoro Imre proponuje, to nie warto by było odmówić - Pewnie. - rzekłam.
- No to fajnie - usłyszałam jego uradowany głos - Ale poczekaj, w co ty się ubierzesz?! Przecież ja nie mam żadnych kiecek u siebie w pokoju! - spanikował.
- Pozwól, iż jak skończę się myć zajrzę do twojej szafy.. .A i przy okazji, wyciągnij z niej jakieś bluzki, w których już nie chodzisz i nie będziesz chodził. Przydadzą mi się. - i dokończyłam swoją kąpiel. Po opuszczeniu łazienki skierowałam się w stronę łóżka Imrego, na którym leżały porozrzucane bluzki. - Do koloru, do wyboru - mruknęłam.Szczególnie zwróciłam uwagę na bluzkę koloru niebieskiego. - Czy mogłabym pożyczyć tę? - spytałam.
- Jasne - rzekł beztrosko - Co moje to twoje.
- Noo już bez przesady. - zaśmiałam się wesoło na co Imre odpowiedział mi ciepłym uśmiechem.
Jako iż często czytałam książki typu ,,zrób to sama" wiedziałam co zrobić z tą niebieską bluzką. Najpierw włożyłam ją na siebie, ale od dołu (z tego co zapamiętałam nie wolno było wkładać jej do końca, bo rękawy miały służyć ozdobie). Tak więc otwór gdzie miała pierwotnie wychodzić głowa posłużyła mi za górną część sukienki, później rękawy wepchnęłam w dekolt i gotowe. Sukienka jak ze sklepu (noo może jednak nie, ale jakaś była).
Jako iż często czytałam książki typu ,,zrób to sama" wiedziałam co zrobić z tą niebieską bluzką. Najpierw włożyłam ją na siebie, ale od dołu (z tego co zapamiętałam nie wolno było wkładać jej do końca, bo rękawy miały służyć ozdobie). Tak więc otwór gdzie miała pierwotnie wychodzić głowa posłużyła mi za górną część sukienki, później rękawy wepchnęłam w dekolt i gotowe. Sukienka jak ze sklepu (noo może jednak nie, ale jakaś była).
Lena
Mordred wrócił, po dłużej nie określonym czasie. Zobaczyłam go dopiero po południu i miał wtedy ze sobą sukienkę oraz jeszcze coś. Wręczył mi te dwie rzeczy do rąk i odszedł jak gdyby nigdy nic. To było w jego stylu i dobrze o tym wiedziałam.Poszłam do swego pokoju. Tam mogłam ujrzeć zawartość kuferka, który dały mi w prezencie bliźniaczki ( na wieszaku od sukienki znalazłam liścik, w którym było zawarte to, abym nie otwierała kuferka przy kimkolwiek). W kuferku znajdowały się najdroższe i najlepsze kosmetyki. Rozpoczęłam więc rytuał przygotowawczy. Jego wynik był naprawdę zaskakujący.
Kiedy byłam prawie gotowa ( zostało mi tylko lekko poprawić makijaż), ktoś wszedł do mojego pokoju. Tą osobą był Mordred.
- Co ty tutaj robisz?! - Wrzasnęłam do Mordreda, choć nie wiem po co skoro byłam już ubrana.
- Wybacz, że wchodzę tak bez uprzedzenia... Wow, pięknie wyglądasz Persefono - mówiąc to, odrobinę się zarumienił. - Chciałem ci tylko powiedzieć, że zaraz wychodzimy. I to by było na tyle.
- Dziękuję Mordredzie, ty też wyglądasz całkiem nieźle. - Odpowiedziałam komplementem na komplement. - Poczekaj sekundę.
Była dopiero siedemnasta ale ja tam zawsze wolałem być wcześniej, a przy okazji zamierzałem odwiedzić Imrego i tę dziewczynę (już nie nazywałem jej paskudą po tym jak ,,dotrzymywała mi towarzystwa" kiedy zwalił mi się ten regał na nogę).
Zawołałem w stronę pokoju Persefony:
- Idziesz ty czy nie? Nie będę stał tu w nieskończoność.
- Przecież nie ma jeszcze osiemnastej - usłyszałem jej odpowiedź.
- Dobra,w takim razie idę sam - zażartowałem.
- No już idę! - w jej głosie można było usłyszeć nutkę ironii i irytacji.
Jak wreszcie zeszła na dół wręcz oniemiałem...Wyglądała jak dokładnie oszlifowany diament. Nie, jak sto takich diamentów! Wziąłem ją pod rękę, chciałem być jak ten ,,dżentelmen", którym nigdy nie byłem, i rozpłynęliśmy się w czarnej mgle...
Gdy pojawiliśmy się na Olimpie Persefona zaczęła się jakoś dziwnie rozglądać, jakby tu była po raz pierwszy, a może mi się zdawało? No, w każdym razie kierowaliśmy się w stronę pokoju Imrego. Po drodze spotkaliśmy Loren. Wyglądała olśniewająco w tej białej sukni, ale nie tak fantastycznie co moja kuzynka w swojej błękitnej.
-Witaj Loreno. - zacząłem - Pięknie dziś wyglądasz.
-Witaj Loreno. - zacząłem - Pięknie dziś wyglądasz.
- Ach Mordredzie! - rzuciła mi się na szyje, a ja się zarumieniłem - Nieszczęście się stało. - rzekła swoim teatralnym głosem.
-A cóż to za nieszczęście - warknęła zirytowana Persefona.
- Nie mam partnera do tańców...
- No, ale przecież jest tylu przystojnych bogów, którzy z chęcią by z tobą zatańczyli...-aż wreszcie zrozumiałem o co jej od początku chodziło - Znaczy się oczywiście będę mógł z tobą tańczyć -wykrztusiłem.
- Ach,cudownie. Wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć - uradowała się i pobiegła dalej przed siebie.
- Zdzira - mruknęła Persefona, a ja się roześmiałem.
Wreszcie doszliśmy do pokoju mojego przyjaciela. Po drodze oczywiście spotkaliśmy jeszcze bliźniaczki i Williama (ten to się wręcz ślinił jak pies na widok siostrzenicy mego ojca).
Zapukałem dyskretnie do drzwi.
- Kto tam - usłyszałem zdenerwowany głos Imrego
Zapukałem dyskretnie do drzwi.
- Kto tam - usłyszałem zdenerwowany głos Imrego
- Zeus, we własnej osobie otwierać - postanowiłem napędzić mu stracha. Drzwi się lekko uchyliły a zza nich wyszedł wystraszony syn Hermesa - Żartowałem bałwanie - roześmiałem się, chociaż Persefona nie załapała co śmiesznego było w moim żarcie
- Uff - odetchną z ulgą - Ale żeś mi stracha napędził...
- Uff - odetchną z ulgą - Ale żeś mi stracha napędził...
- No i o to chodziło - powiedziałem z dumą w głosie
- Jak ma się Nel - córka Demeter jak to miała w zwyczaju, nie lubiła gdy się ją ignorowało więc jakoś wkręciła się do naszej rozmowy
-Proszę, Persefono, ciszej... - wystraszony Imre rozejrzał się po korytarzu i wpuścił nas do środka -Możesz wyjść, to tylko Mordred i jego kuzynka - powiedział chłopak po polsku.W końcu ukrywająca się istota wyszła z łazienki. Ku mojemu zdziwieniu Nel, mimo iż była w prostej sukience wyglądała jakby tu pasowała. Tu czyli na Olimpie, wśród bogów.
- Noo nieźle, jak na ziemską istotę - pochwaliłem ją, Imre od razu jej przetłumaczył mój komplement, a na jej buzi pojawił się nieśmiały uśmiech.
- Noo nieźle, jak na ziemską istotę - pochwaliłem ją, Imre od razu jej przetłumaczył mój komplement, a na jej buzi pojawił się nieśmiały uśmiech.
- Ty to sama zrobiłaś? - zapytała Persefona z niedowierzaniem i ku mojej irytacji w języku polskim.
- Tak - odpowiedziała krótko Nel - Zrobiłam ją ze starej bluzki Imrego - po czym spojrzała w stronę blondyna i posłała mu oczko.
- Ale pewna jesteś, że nie byłaś u Emmy i Tessy - moja kuzynka dalej nie dowierzała.
- Absolutnie - odpowiedział za nią Imre.
- Ech,wszystko fajnie itp, ale jak ty chcesz ją zabrać ze sobą na ,,hot osiemnastkę" Marco? -zapytałem - Chodzi mi o znajomość greckiego, no bo wygląd zniewala, no nie powiem, ale tego, że niczego nie będzie rozumieć to chyba nie ukryjesz...
- Eemm... - chłopak się wahał i spojrzał w stronę tej małej osóbki - No cóż... - zaczął - Jeszcze nad tym nie myślałem...
- Ale ja pomyślałam - przerwała mu Persefona - Może zróbmy tak, że zajdziemy do pewnych wiedźm, wiesz tych Forkid...
- Przecież one nam nigdy nie pomogą! - załamał się Imre.
- Owszem pomogą. - miałem asa w rękawie - Mają pewien dług u mojego ojca, więc łatwo będzie je przekupić. Oj uwierzcie, nie chcielibyście mieć długów u Hadesa, już sam się o tym przekonałem
- Owszem pomogą. - miałem asa w rękawie - Mają pewien dług u mojego ojca, więc łatwo będzie je przekupić. Oj uwierzcie, nie chcielibyście mieć długów u Hadesa, już sam się o tym przekonałem
- Dobra, daruj nam te swoje przemówienia i ruszajmy do tych czarownic - rzuciła Persefona.Nel złapała za rękę mojego przyjaciela i wszyscy się rozpłynęliśmy w czarnych oparach.
Lena
Jakimś sposobem teleportowaliśmy się do lasu, w którym mieszkały Forkidy. Wylądowaliśmy przed małym domkiem. Imre zapukał do drzwi, a te same się otworzyły. Przestraszyłam sie. Złapałam Mordreda za ramię, a on na mnie spojrzał w taki sposób, w jaki nigdy się na mnie nie patrzył. Niestety musiałam przerwać tę przecudowną chwilę, nie mogłam sobie teraz pozwolić na Rozproszenie. Tak więc weszliśmy do domku, a tam przy wielkim kotle czekały na nas trzy stare panny.Wyglądały one naprawdę przerażająco. Ale wierzyłam w to, że mogą zrobić coś w sprawie Nel, która jak trzęsła się ze strachu. Pewnie dlatego, że miały tylko jedno oko na ich trzy i w ogóle nie przypominały istot ludzkich. Wiem, że to był mój pomysł, aby tu przychodzić, ale teraz, moim jedynym priorytetem było, jak najszybsze wydostanie się stąd. Nagle odezwał się wysoki głos:
- Widzimy, że przybyłeś ze swoimi znajomymi, abyśmy miały mozliwość uregulowania naszego długu u Hadesa. Tak więc mówcie, czego chcecie, a my postaramy się spełnić waszą wolę.
- Chcemy, aby ta oto młoda dama nie budziła podejrzeń wśród bogów, czyli jak pewnie przez to rozumiecie żeby mówiła płynnie po grecku, miała jakąś moc itp. Czy rozumiemy się???
Nigdy nie widziałam Mordreda tak pewnego siebie i władczego jak teraz. Robił naprawdę dobre wrażenie.
- Oczywiście, że się rozumiemy Mordredzie, tylko musisz wiedzieć, że już nie będzie odwrotu, zostanie taka na zawsze. - Mordred spojrzał na Nel i Imrego, a ci kiwnęli twierdząco głową. Istoty sprowadziły Nel bliżej siebie i zaczęły gadać coś w języku jakim nie znałam oraz robiły dziwne rzeczy z rękoma. Po chwili Nel odwróciła się w naszą stronę, w jej wyglądzie nie było widać żadnej zmiany.
- Nel, jak się czujesz? - Zapytał troskliwi Imre.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz