sobota, 4 lipca 2015

Rozdział 13

Lena
Nadszedł  nowy dzień. Nowa przygoda, jeśli w ogóle można to tak nazwać. Nel już nie było. Za to ja, znajdowałam się w swoim pokoju w łóżku, a nie na kanapie w bibliotece. To Imre - zgadywałam. Pewnie zaniósł mnie do sypialni, kiedy spałam, a Nel zabrał ze sobą. Zrobiło mi się trochę smutno, bo się z nimi nie pożegnałam, liczyłam jednak na kolejną wizytę.
Teraz musiałam wymyślić, co zrobię w sprawie poddanych. Chciałam, aby Demeter się zjawiła i mi coś doradziła. Nie miałam zielonego pojęcia, co mam począć w tejże sytuacji. Myślę, że ona by wiedziała. Chciałabym, choć raz znaleźć wyjście z sytuacji, pragnęłam tego z całej swojej duszy. Ale cóż, marzenia się nie spełniają, a książę na białym koniu się nie zjawi. Tak to już jest w życiu, niektórym ludziom trafia się szczęśliwe zakończenie, a niektórzy zostają sami do końca życia. Tak jest również w innych sprawach, niektórzy mają szczęście, a niektórzy nie. Ja należałam do tych drugich, przynajmniej ja tak myślę, ale teraz nie jest czas na użalanie się nad sobą, tylko głębokie przemyślenia dotyczące tego, co powinnam zrobić. Miałam pół roku żeby zapiąć całą sprawę na ostatni guzik i zamierzałam wyrobić się w terminie. Traktowałam to jak pracę, tylko że bez wyznaczonych granic, a pracodawca nie brał udziału w tym wszystkim.
Podczas śniadania dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy na temat pałacu Hadesa. Na przykład można dać, że znajduje się tutaj ogród z prawdziwymi kwiatami, a nie sztucznymi, jak się okazało to możliwe. Gdy się o tym dowiedziałam, byłam naprawdę zdziwiona, ale i też podekscytowana. Kochałam przyrodę, ale nie tylko dlatego, że prawdziwa Persefona była boginią urodzaju, ale też dlatego, że byłam wychowywana zgodnie z prawami natury. Chciałam, jak najszybciej udać się tam, bo miałam możliwość odnalezienia spokoju ducha i poczuć się tak, jakbym była w swoim świecie choć na chwilę. Wiem, że to uczucie będzie nietrwałe, ale warto ponownie zasmakować zapachu kwiatów chociażby po to, aby pamiętać o moim prawdziwym świecie.

Imre

Po tym jak ''uspałem" Mordreda, zabrałem go na ziemię do lekarzy. Oni w trymiga zagipsowali
mu nogę ( powiedziałem, że regał spadł mu na kostkę, a ta mu spuchła i prawdopodobnie ma
''skręcenie" więc ją mu zagipsowali ). Później ponownie udałem się do Hadesu i położyłem Mordreda do jego łoża ( nie to żebym się przechwalał, ale zawsze byłem silniejszy od mojego przyjaciela i przywykłem do noszenia ciężarów i innego typu rzeczy ). Następnie udałem się po Nel.
Ech, aż cieplej mi się robi na sercu, gdy o niej pomyślę... No, ale dobra. Zachodzę do biblioteki, a
tam Nel i Persefona śpią razem. Znaczy się nie tak razem, ale głowa jednej leży na ramieniu drugiej.
Wpierw zaniosłem siostrzenicę Hadesa do jej pokoju i wygodnie ułożyłem w łóżku. Na chwilę
przystanąłem i wpatrywałem się w śpiącą dziewczynę. Czułem do niej pewną sympatię, ale nie tego
rodzaju co do Nel. Do tej kruchej istotki czułem silną miłość, a do młodej bogini nic więcej niż
przyjaźń.Po moich filozofiach poszedłem po Nel. Jak zauważyłem, ułożyła się wygodniej na kanapie od pozycji, w której ją wcześniej widziałem. Wziąłem ją na swoje ręce i po cichu wymknęliśmy się z Hadesu. Rano Nel jeszcze spała, a ja miałem ręce pełne roboty. A mianowicie miałem zadanie, by roznieść zaproszenia na biesiadę z okazji 18-stych urodzin Marco. Szybko i delikatnie ucałowałem czoło Nel, prawie nie dotykając jej skóry.Ta mruknęła coś przez sen jak kot i przekręciła się na drugi bok. Wziąłem wszystkie zaproszenia z mojego biurka (wcześniej Zeus mi je dostarczył), po czym wyszedłem z pokoju i zamknąłem za sobą drzwi na klucz. Spokojnie, wszystkie ,,boskie dzieci" mają własne łazienki więc ten problem miałem z głowy, a jedzenie dla niej zostawiłem na etażerce przy łóżku. Zanim zacząłem roznosić zaproszenia wpadłem do mego ojca z prośbą o ,,szybki środek transportu".
 - No cóż synu, chyba nadszedł już czas - zaczął mój ojciec. - Masz już osiemnaście lat więc powinieneś dostać coś ode mnie...
- Cóż masz na myśli ojcze - mój ojciec uwielbiał, gdy zwracałem się do niego z szacunkiem
- Ech,poczekaj chwile - po czym podszedł do starej szafy i coś z niej wyjął. - Spójrz,to dla ciebie...
- Och! - Odebrało mi mowę. To nie był jęk radości, chociaż mój tata mógł to inaczej odebrać. -SANDAŁY??? Ze skrzydłami! - Powiedziałem z lekkim zaskoczeniem w głosie.
- Otóż tak synu. Kiedyś należały one do mnie, a teraz chcę abyś ty je wziął.
- A czy mógłbym je troszeczkę przerobić ojcze? - Zaproponowałem. - Noo bo wiesz, teraz sandały są już niemodne... I chciałbym je przerobić na trampki... - Na pierwszy rzut oka mój pomysł się mu nie spodobał, ale zaakceptował go mówiąc:
- Ach,ta dzisiejsza młodzież. Przerabiaj je jak chcesz, w końcu należą do ciebie.
 Błyskawicznie zaniosłem moje przyszłe trampki do bliźniaczek Ateny - Tessy i Emmy. One znały się na modzie i na szyciu. Od razu przerobiły je na trampki, oczywiście ze skrzydłami w tym samym miejscu. Prosiłem, aby na uważały, gdyż one ,,pomagają mi w pracy" i uszanowały moją prośbę. Tak więc z moim nowym obuwiem i zarazem środkiem transportu ruszyłem w drogę.

Na koniec zostały mi dwa zaproszenia. Przeznaczone one były Mordredowi i Persefonie. Chciałem wręczyć im, jako ostatnim, bo zamierzałem zostać jeszcze chwilę w Hadesie na małe towarzyskie spotkanie. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos Persefony.
- Ooo, witaj Imre. Co cię sprowadza do Królestwa Cieni? - Zaczęła mówić do mnie oficjalnie, ale przyzwyczaiłem się do tego, że ona to robi choć znamy się dość długo. W sumie to od dzieciństwa, ale żadne z nas nie pamięta tej znajomości. Chociaż wolałbym, by zwracała się mniej oficjalnie, to nie miałem wpływu na to jak się wyraża.
- Przyniosłem zaproszenia na osiemnastkę Marco dla ciebie i Mordreda, a poza tym wpadłem na pogawędkę i uzyskanie szybkiej odpowiedzi na temat tych urodzin, bo Zeus chce wiedzieć ile osób przyjdzie. Takie tam nudy.
- Jakby co, to Mordred poszedł po coś do kuchni, ale za chwilę wraca. A co do tej imprezy, to jak tam ma być, bo nie orientuję się.
- To impreza należy do tych długoterminowych i naprawdę ogromnych więc radzę żebyś ubrała się w naprawdę świetną kieckę.
- Dzięki za radę, pomyśle nad tym. - Gdy to powiedziała, przyszedł Mordred z jedną z tych jego zdumiewających min okazujących szczęście. Pewnie zjadł coś niezwykle dobrego.
- Nad czym pomyślisz, moja droga kuzyneczko - zapytał się, a jego twarz wróciła do normy.
- Nad tym, co włoży 18 sierpnia - odpowiedziałem za nią.
- A co się dzieje 18 sierpnia? - Kolejne pytanie.
- Nie pamiętasz? Osiemnastka Marco.
- O bogowie!!! Na śmierć zapomniałem o jego urodzinach. A ty Persefono nigdzie nie idziesz, nie zdołam upilnować ciebie, siebie i Imrego.
- NIE JESTEM DZIECKIEM!!! - Krzyknęliśmy w tym samym czasie z Persefoną.
- No dobra, jak chcecie, tylko żebym nie musiał was nigdzie szukać.
- Mordred, przecież ja całe życie mieszkam na Olimpie, a Persefona na stówę się nie zgubi, najwyżej kogoś zaczepi i poprosi, aby wskazano jej drogę na Salę Biesiad.
- Na Salę Biesiad?! - Mordred wyglądał na zdumionego. - Przecież tam od lat nie urządzano żadnej imprezy.
- Wygląda na to, że dla Marco, Zeus zrobił wyjątek - wtrąciła się Persefona. Pewnie miała dość tego, że przez chwilę ją ignorowaliśmy.
- Dobra, pokaż te zaproszenia - Mordred wyrwał mi z ręki zaproszenie i pierwszą rzeczą jaką zobaczył, był wytłuszczony napis Zaproszenie. Później zaczął czytać na głos jego treść. Oto i ona:

Serdecznie zapraszam wszystkich bogów i boginie na moje 18-ste urodziny, które 

odbędą się 18 sierpnia o godz. 18.00 w Sali Biesiadnej na Olimpie. Proszę być 

gotowym na długie balowanie więc proponuje nie umawiać się zbyt szybko na inne 

spotkania. Będę wdzięczny za przybycie. 

Marco


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz