czwartek, 2 lipca 2015

Rozdział 7

Lena
Po naszej szczerej rozmowie wzięłam się do pracy. Wciąż zamartwiałam się lecz wiedziałam, że jeżeli poszukiwania nie ruszą do przodu, to będzie koniec. Tak więc nie miałam czasu do stracenia. Zabrałam wszystko co niezbędne i kontynuowałam przerwane śledztwo.  Po dłuższym braku wyników mego wysiłku, natknęłam się na coś bardzo ciekawego. Była to modlitwa do Demeter z prośbą o pomoc, lecz nie było napisane w jakiej konkretnie dziedzinie. Uznałam, że natrafiła mi się szansa, na którą czekałam tak długo. Nie potrafiłam opanować euforii, która wstrząsnęła mną.  Przeczytałam dokładnie treść modlitwy. Było tam zapisane, przy jakiej sposobności miał się odbyć rytuał. Nie były to zbyt wygórowane wymagania, gdyż dosyć łatwo można je było spełnić, a przynajmniej zważając na to, że dzisiaj miała być pełnia księżyca. - Rosie, czy nie byłoby problemu, gdybym dzisiaj wcześniej skończyła - zwróciłam się do niej ze swoim błagalnym spojrzeniem. Od razu uległa, gdyż nie potrafiła mi odmawiać.  Jak chciałam, tak się stało. Zanim nastał wieczór byłam w domu. Postanowiłam wszystko przygotować, nim nadejdzie czas. Wiedziałam, że jeszcze dużo mi go zostało lecz wolałam być przygotowana. Przeczytałam tekst ponownie i przysnęłam.                
                                                  ***
Gdy się obudziłam była prawie północ. Przyszedł czas na odprawienie rytuału. Nie wiedziałam, jakie będą konsekwencje, tego co zamierzałam zrobić lecz wolałam zaryzykować. Nie miałam już nic do stracenia.
Zaczęło się.
Demeter
Usłyszałam modlitwę dziewczyny. Zdziwiło mnie to, ponieważ jeszcze nigdy nie wyczułam tak ogromnie silnej wiary. Mogłam od razu stwierdzić, o co mnie prosi. Uznałam, że ona również może pomóc mi w pewien sposób więc obie byśmy wyniosły z tego korzyści.
 Udałam się do niej od razu.
Lena
W salonie pojawiła się dziwna kobieta. Nie miałam zielonego pojęcia, kim była lecz jej odzienie, godne królowej wyglądało cudownie, tak jak ona.
- Witaj córko. Zwę się Demeter. Przybyłam tu na twe wezwanie, gdyż prosiłaś mnie o pomoc, czyż nie - rzekła dama.
- Zdaje mi się, że tak lecz nie oczekiwałam, iż znajdę cię w moim salonie. Proszę, powiedz mi, że to nie jest sen.
- Moja droga, to nie jest sen i jestem tu naprawdę. Prosiłaś mi o pomoc, a ja wysłuchałam twoje modły i postanowiłam ci pomóc, jak najlepiej potrafię. Więc proszę, opowiedz mi dokładniej co się stało, a później zastanowię się co mam począć z tym problemem. Zgadzasz się? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz